Oryginalny tytuł: No More Yielding but a Dream.
Autorka: cinnamonblood.
Link do oryginału: FanFiction.
CHOLERNY TYTUŁ Z SHAKESPEAREA, Z GODZINĘ SIĘ ZASTANAWIAŁAM JAK TO PRZETŁUMACZYĆ I I TAK NIE JESTEM ZADOWOLONA Z EFEKTÓW!
GRRRR...
GRRRR...
Anyway...
No to jedziemy z tym koksem... Zasady już spełnione. :)
Nie przepadam za +18 i nie lubię go pisać... Sorry. [*]
Dwie notki w ciągu dnia... Szaleję.
***
Sny o ninja zazwyczaj były okropne, jednak nawet jak na standardy Kakashiego, ten wydawał się być wyjątkowo koszmarny. „Jest zbyt realny” Pomyślał Kakashi. „To musi być genjutsu” Jednak bezskuteczne były próby jego przełamania.
- To nie genjutsu. - Powiedział mężczyzna siedzący na skraju jego łóżka. Kakashi jednym płynnym ruchem sięgnął po kunaia i rzucił nim w nieznajomego, jednak ten z łatwością go skontrował. Ostrze głęboko wbiło się w ścianę. - Niegrzecznie tak witać starych przyjaciół.
- Kim jesteś? - Kakashi zażądał odpowiedzi. Gubił się.
Niemożliwa rzeczywistość.
- Nie mów, że mnie nie poznajesz. - Zaczął mężczyzna nieco żartobliwie, dokańczając niebezpiecznie niskim tonem. - Wiem, że tak nie jest.
- Nie jesteś nim... - Wyszeptał, jakby próbował przekonać samego siebie. - Obito zginął dawno temu.
- Prawda, minęło w końcu piętnaście lat. - Zamyślił się Obito. Jego twarz rozświetlił lekko ironiczny uśmiech. - A od tego czasu codziennie odwiedzałeś pomnik poległych.
Kakashi zamarł, wpatrując się w niego ze zdziwieniem.
- Zaskoczony? Dlaczego miałbym o tym nie wiedzieć? W końcu do mnie mówiłeś. - Obito przybliżył się, łóżko zaskrzypiało pod jego ciężarem. - Myślisz, że nie jestem prawdziwy. Wydaje się nieprawdziwy? - Palcami przejechał po nieokrytej niczym twarzy Kakashiego. - Więc?
- Możesz mnie dotknąć. - Przyznał Kakashi, lecz dodał twardo. - Ale nie jesteś nim.
- „Mój miecz ANBU jest w szafie” Pomyślał Kakashi, po czym przeklął na siebie w irytacji. „I nie mogę go stąd dosięgnąć”
- Przestań szukać broni. - Warknął Obito, jeszcze bardziej zmniejszając dystans między nimi. Jego twarz znajdowała się teraz tylko centymetry od tej Kakashiego. Z bliska śmierdział ziemią i starą, wyschniętą krwią. Światło księżyca przemknęło do pokoju, sprawiając, że skóra Obito błyszczała się w jego blasku. Jeden żarzący karmazynem sharingan uaktywnił się nad głową Kakashiego; Z drugiej strony twarzy Obito była tylko niepokojąca ciemność.
- Duchy się nie starzeją. - Kakashi zaczął słabo. Nie miał już więcej argumentów, a jednak nie wierzył. - Jeśli jesteś nim, to czemu wyglądasz doroślej?
- Oh, duchy się nie starzeją, hm? Niesamowity Hatake Kakashi przecież by wiedział. Zawsze musisz odpowiadać na wszystkie pytania, prawda? Ale może mogę wyglądać na wiek, w jakim chce być. W końcu jeśli chodzi o bycie martwym to ja jestem ekspertem – Drwił Obito. Jego usta zbliżały się do tych Kakashiego, aby w końcu się z nimi złączyć. Ignorując logiczną część jego mózgu, która aż krzyczała, by go odepchnąć, Kakashi tego nie zrobił. Pozwolił Obito przejąć kontrolę, szepcząc tylko:
- Jesteś zimny.
- Więc lepiej mnie ogrzej. - Również wyszeptał Obito. - Mam tylko jedną noc, powinniśmy jakoś ją wykorzystać.
Wiedział, że nie powinien, ale miał wrażenie, że jego ręce ruszają się zupełnie bez jego woli. Mimo tego, że w głębi siebie wiedział, że tego chciał, potrzebował, to skrzętnie odrzucał tę myśl. W imię starego Obito, w imię normalności.
W imię rzeczywistości.
Jego palce wślizgnęły się pod koszulkę Uchihy i powoli ją ściągnęły. Jedna strona jego ciała wydawała się twarda, nienaturalna. Dłoń Kakashiego zatrzymała się natychmiast, wahał się.
- Dalej. - Rzekł śmiało, prawie rozkazał, Obito. - To nie boli.
Kakashi mógł poczuć blizny, chropowatą skórę, miejsca, w których jego kości zostały złamane i nigdy poprawnie się nie zrosły. Czuł tę nienaturalność, gdy Obito umiejscowił się między jego nogami. - Nic już mnie nie boli. - Mruknął Uchiha. Jego oddech był rześki niczym jesienne powietrze, natomiast zimne dłonie, powoli stawały się ciepłe, odkrywając nagrzaną skórę Kakashiego.
Kakashi nie mógł powstrzymać cichego jęku. Obito dotykał go nieco niezręcznie, ale zdecydowanie wiedział co robi.
- Zdenerwowany? - Zapytał Obito, samemu próbując ukryć drżenie głosu. Kakashi uśmiechnął się ironicznie.
- Jeśli skłamię i powiem tak, to sprawi to, że poczujesz się lepiej? - Uchiha zaśmiał się delikatnie.
- Dalej jesteś dupkiem.
- Wiem. - Przyznał Kakashi i przyciągnął go do siebie, obejmując ramionami. - Zrób to. - Wyszeptał. Zmęczony był czekaniem.
Nie wiedział nawet od jak dawna na to czekał.
Obito sapnął, gdy Kakashi umiejscowił go w sobie, lecz szybko przejął kontrolę. Każda część ciała Uchihy była zimna, ale tak jak jego dłonie, szybko ogrzewała się, kiedy poruszali się wspólnie.
Kakashi położył swe ręce w okolice łopatek Obito, doskonale wyczuwając kości, wbijając w nie paznokcie, jednak nie na tyle mocno, by zranić jego skórę. Mimo tego, nie sądził, że miałoby to jakiekolwiek znaczenie. Jaką różnicę zrobiłoby to ciału tak zniszczonemu? Jaką różnicę zrobiłoby to duchowi?
Obito był martwy. Martwy od piętnastu lat. W żaden sposób nie było to właściwe.
„Jedak to tylko sen”, przekonywał się Kakashi, „To tylko sen.”
Kakashi doszedł, wydając z siebie cichy jęk, który starał się zdusić, przyciskając twarz mocno do ramienia Obito, który zresztą również już długo się nie powstrzymywał. Gdy było już po wszystkim, upadł na Kakashiego, nie ruszając się wcale. Hateke spodziewał się, że sen minie, że się obudzi, ale był w błędzie. Ciągle trwał w tej chorej realności.
Nie puszczali się przez blisko godziny, nie chcąc tego kończyć. Nie chcąc odchodzić, rozmazywać wspomnień, rzeczywistości. Obito dotykał go tak, jakby starał się zapamiętać każdy fragment jego ciała. Każdą bliznę, niedoskonałość czy mięsień. Nie mówili, mimo tego, że powinni w ogóle nie milknąć. W jakiś dziwny sposób nie potrzebowali słów.
W końcu to Obito przerwał dotąd niezakłóconą ciszę.
- Dlaczego płaczesz?
- Nie płaczę. - Powiedział Kakashi, jednak w jego głosie brzmiała gorycz. - To ty. - Obito uśmiechnął się smutno.
- Chyba masz rację. - Spoglądał na Hatake z troską, ścierając łzy spływające po jego policzku. Pocałował go powoli, starając utrzymać tą bliskość jak najdłużej się dało. - Prawie świta. Nie mogę już dłużej zostać. - Mruknął jednak, odrywając się. Nie był zadowolony, nie chciał jeszcze odchodzić.
- Chciałbym powiedzieć ci tyle rzeczy...
- Idiota. - Przerwał mu Obito. Jego ton wcale nie był nieprzyjemny, tylko opiekuńczy. Sprawiał, że coś w środku Kakashiego skręcało się z rozgoryczenia. - Przecież je słyszałem. Każdego dnia.
Kakashi jeszcze raz przyciągnął go do gorącego pocałunku.
Jeden, ostatni raz.
- Śpij. - Wyszeptał Obito, chociaż Kakashi ledwo usłyszał te słowa, zapadając w sen tak szybko, jakby zostało na niego rzucone jakieś jutsu. - Do zobaczenia przy pomniku. - Jedyne to jeszcze zdążył uchwycić, zanim wszystko stało się zupełnie czarne.
***
Kakashi obudził się dawno po świcie, sam i dziwnie wykończony. Światło słońca dostawało się przez niedosunięte żaluzje i słabo oświetlało pokój. Wszystko znowu wydawało się być normalne. Niektóre sprawy zawsze wydają się normalne w świetle dnia.
Ze wszystkich nieprzyjemnych snów jakie kiedykolwiek miał, ten zdecydowanie był najgorszy, jednak również dziwnie przyjemny. Mimo to, kochanie się ze swoim najlepszym przyjacielem, który na dodatek był już dawno martwy był snem, który Kakashi starał się zapomnieć. Nie chciał wspomnień o trupim zimnie, źle zrośniętych kościach czy też pokrytej bliznami skórze. Nie chciał zapamiętywać go w ten sposób.
Desperacko pragnął, by sen wyblakł i zniknął, tak jak jego sny miały w zwyczaju, ale miał okropne wrażenie, że tym razem to nie będzie takie proste.
Nie kiedy kunai, którym zaatakował Obito ciągle tkwił w ścianie jego sypialni.
Ze wszystkich nieprzyjemnych snów jakie kiedykolwiek miał, ten zdecydowanie był najgorszy, jednak również dziwnie przyjemny. Mimo to, kochanie się ze swoim najlepszym przyjacielem, który na dodatek był już dawno martwy był snem, który Kakashi starał się zapomnieć. Nie chciał wspomnień o trupim zimnie, źle zrośniętych kościach czy też pokrytej bliznami skórze. Nie chciał zapamiętywać go w ten sposób.
Desperacko pragnął, by sen wyblakł i zniknął, tak jak jego sny miały w zwyczaju, ale miał okropne wrażenie, że tym razem to nie będzie takie proste.
Nie kiedy kunai, którym zaatakował Obito ciągle tkwił w ścianie jego sypialni.
Miała bym jedna prośbę... możesz zmienić kolor napisów bo ledwo mogę rozczytac :( proszę :)
OdpowiedzUsuńCholera, nie zauważyłam tego wcześniej!
UsuńI oto jak blogger znowu mnie strollował... No nic, dziękuję. <3
Nie ma za co :*
Usuń