Ile to mnie tu nie było? Tydzień...? Dwa...? Miesiąc...?
Whatever :x
But, może wróciłam...przynajmniej planuje, ale wakacje to lenistwo...szkoła, szkołą, ale przynajmniej opka były regularnie...no cóż...;-;
Life is a bitch
Tydzień po obwieszczeniu jakże
wspaniałych wieści Alicja stała w kolejce do lekarza. Zdenerwowana
siedziała na fotelu w poczekalni co jakiś czas lustrując kobiety w
zaawansowanym stanie. Dopiero teraz, kiedy spoglądała na nie
wszystkie dotarła do niej cała powaga sytuacji. Nie potrafiła się
z tego cieszyć. Ba! Była wręcz przerażona. Te urocze scenki,
które odgrywał się tuż przed nią były w jej przypadku zupełną
abstrakcją. Nigdy nie myślała o tym, że któregoś dnia przyjdzie
jej być odpowiedzialnym za kogoś innego. Posiadanie dziecka wiązało
się z ogromem zmian, a dokładniej wymagało od niej stania się
dorosłą kobietą, najlepiej ze stałą praca i dachem nad głową.
W jej przypadku nie chodziło głównie o nastoletnie foszki. Chciała
je kochać, chciała spróbować. Problem polegał jednak na tym, że
jeszcze nikt nikogo samą miłością nie wykarmił...
-Pani Hilton?-Zawołała pielęgniarka
stojąc w progu drzwi od gabinetu. Kiedy kobieta powtórzyła to
nazwisko po raz kolejny Alicja dopiero wtedy ocknęła się, że to
ją proszą.
-Ah, tak to ja. Przepraszam, zamyśliłam
się- Podniosła się na równe nogi i wycierając dłonie o spodnie
weszła do środka. Miejsce było niezbyt przyjemne. Zaraz przy
wejściu Alicji rzucił się w oczy ten przeklęty fotel, którego
tak strasznie nie lubiły kobiety ,oraz zwykły materiałowy parawan.
Białe ściany obklejone były plakatami krzyczącymi wręcz o tym,
że macierzyństwo to najpiękniejszym momentem w życiu. Widząc to
Alicja musiała powstrzymywać śmiech. Bądź co bądź, ale
najpiękniejsze momenty życia wyobrażała sobie nieco inaczej. Na
pewno nie w towarzystwie pieluszek, kaszek, smoczków i buteleczek.
-Kate, usiądź proszę- Zajęło jej
chwilę, aby zrozumieć, że to do niej mówiła.
Kiedy Dawid załatwiał wszystkie
sprawy związane z wizytą podał jej szczegółowe wytyczne. Miała
przedstawić się jako Kate Hilton, a do kliniki miał ją odwieźć
Issack. Twierdził, że tak będzie lepiej tłumacząc, że wiąże
się to z dyskrecja o jej ciąży i pierdyliard razy podkreślał, że
nie mogła się wygadać ani matce, a tym bardziej Erickowi. Jedynie
w grę wchodził Aleks, chłopak, który zapewne po usłyszeniu tej
cudownej informacji mruknie swoje słynne „a nie mówiłem?”.
Nakrzyczałby na nią, że postąpiła lekkomyślnie, ona po raz
pierwszy w życiu nie miałaby do niego o to pretensji..- Co się do
mnie sprowadza?- Pani Grande była osobą po trzydziestce, nie
więcej. Miała luźno spięte włosy i uśmiech na twarzy.
Zdecydowanie musiała lubić swoją pracę, albo przynajmniej udawać
taką, aby dodać swoim pacjentkom otuch. Nie ukrywajmy, ale wizyty u
ginekologa nie były czymś na co kobiety czekały z ekscytacją,
jak na wizytę u kosmetyczki.
-Przypuszczam, że jestem w ciąży-
mruknęła cicho unikając wzroku lekarki.
-Przypuszczasz?- Jej podejrzliwy ton
zmusił rudowłosą, aby obdarować ją spojrzeniem. Miała uniesioną
brew i przyglądała jej się badawczo.
-Znaczy, zrobiłam test i wyszedł
pozytywnie- Kobieta wypowiedziała ciche „myhym” pod nosem i
zawzięcie coś notowała. Potem odchyliła się na krześle i
zagryzła czubek długopisu, jakby obmyślając plan działania.
-Zrobimy tak, teraz cię przebadam, ale
dostaniesz ode mnie również skierowania na badania krwi. Nie wiem
czy to ze stresu, czy z powodu twojego stanu, ale jesteś strasznie
blada. Warto to sprawdzić- Mruknęła i odsunęła się na krześle
„podjeżdżając” do maszyny z usg i innymi przyrządami do
badania.
Niechętnie podniosła się z krzesła
i udała się za pielęgniarka, która zaprowadziła ją na fotel.
Lekarka przyłożyła do jej nagiego
brzucha urządzenie z zimnym żelem i uciskała brzuch, co nie
należało do przyjemnych. Siedziała w ciszy mrużąc oczy, a
następnie powiększyła obraz wskazując, na małą białą kropkę
na ekranie.
-Tutaj się schował- Powiedziała
bardziej do siebie samej- A więc jesteś w trzecim tygodniu ciąży,
a to twoje maleństwo- Spoglądała na monitor z przerażonym
wzrokiem wpatrując się w plamkę. A raczej jej dziecko. Jej i
Dawida, Już nie wiedziała co brzmiało bardziej niedorzecznie. Ona
jako wiecznie nieogarnięta matka, czy on jako zadufany w sobie i
nieodpowiedzialny ojciec. Z takiego połączenia nie mogło wyjść
coś, co miałoby zbawić świat. Ot co!
Skinęła lekko głową i zaczęła
wycierać resztki żelu z podbrzusza.
-Założę ci kartę ciąży, a potem
udasz się na badania. Jeśli podasz mi swój adres wyniki przyjdą
poczta w przeciągu kilku dni.
-Westwick Streat 358- Wyrecytowała
starając się nie pomylić. Miała za zadanie jedynie zapamiętać
adres Issacka, ale w tym stresie nie była pewna, czy podyktowała go
dobrze. Lekarka wypełniała jakieś papiery, więc w pomieszczeniu
panowała cisza mieszająca się z dźwiękiem przejeżdżającego
długopisu po kartce.
-O to twoje pierwsze usg- Wysunęła na
burko trzy zdjęcia, gdzie biały ślad były widoczny bardzo
wyraźnie. Uśmiechnęła się lekko do lekarki i udała się za
pielęgniarką, aby pobrać krew.
Chwile minęło zanim mogła opuścić
gabinet. Kiedy jednak w końcu to zrobiła uświadomiła sobie, że
przez cały czas trwania badania ściskała w ręku zdjęcie, nieco
je gniotąc. Kiedy spojrzała na nie po raz kolejny, jakby odruchowo
dotknęła swojego brzucha. Mimo, że nie nadawała się w jej
przekonaniu kompletnie na matkę, wtedy była już pewna że dołoży
wszelkich starań, aby jej dziecko miało lepsze dzieciństwo.
Wychodząc z kliniki wysłała sms do
Dawida, aby ktokolwiek mógł ją odebrać.
Usiadła na ławce spoglądając przed
siebie i machinalnie chwyciła za paczkę papierosów. Wsadziła go
do ust, chcąc zapalić. Uświadomiła sobie jednak, że nie powinna
tego robić z uwagi na dziecko, przez co wyrzuciła całą paczę do
kosza na śmieci. W przeciwnym razie mogła się już nie
powstrzymać.
Chwile potem podjechało
charakterystyczne czarne auto, a za kierownica o dziwo siedział
Dawid.
-Cześć- Mruknęła zamykając za sobą
drzwi. Unikając rozmowy włączyła radio i odwróciła wzrok w
kierunku szyby. Dawid jak zwykle miał inne plany i tak szybko jak
muzyka rozbrzmiała, tak ucichła zwracając przy tym uwagę Alicji.
-Jak było?-Zapytał z czymś co u
normalnych ludzi można było by nazwać troska. Nie ukrywajmy, że
Dawid jednak nie był do końca normalny.
-Co jak było? Wizyta jak wizyta-
Odwróciła wzrok. Domy, które mijali był nadzwyczaj interesujące.
-Może coś więcej?- Jak na złość,
zatrzymali się w korku, co Alicja uznała jako znak od losu, że
cały świat jest przeciwko niej.
-Test nie okazał się błędny, to
chciałeś usłyszeć?- Uniosła głos i obserwowała reakcję
chłopaka, którego dłonie zacisnęły się na kierownicy, a korek
przestał być przeszkodą. Wbrew wszelakim przepisom, zjechał na
pas, który rzekomo przeznaczony był dla kierowców nadjeżdżających
z przeciwnej strony i ominął ten wlekący się ogon spowodowany
zbyt wolną jazda jakiegoś staruszka, który ledwo widział znaki
dwa metry dalej.
Pod domem znaleźli się niecałe
piętnaście minut później, gdzie oboje bez zastanowienia wysiedli
i udali się do środka, prosto na górę. Alicja zignorowała
Jasmine, która stała w progu i wycierała szklankę, zapewne chcąc
o coś zapytać. Podążała za chłopakiem, aby złapać go na
piętrze.
-Stój- Rozkazała, a ten zatrzymał
się w półkroku i obrócił w jej stronę, gdy ta odrywała jedno z
trzech zdjęć, aby móc wręczyć je brunetowi zostawiając sobie
jedno.- Proszę, o to twoje dziecko- Chłopak niepewnie chwycił
kawałek papieru i przyjrzał się na pozór nic nie
przedstawiającemu zdjęciu. Nigdy w życiu nie pomyślałby, że to
dziecko. Prędzej jakiś niewyraźny rozmaz czy coś w tym stylu,
jednak specjalista wiedział lepiej, prawda?. Spojrzał na dziewczynę
unosząc brwi , na co ta jedynie wzruszyła ramionami i zamknęła
się w swoim pokoju. Zrobiła to co zawsze, kiedy w głowie miała
mętlik. Zrzuciła z siebie ciuchy, pozostając tylko w przydużej
bluzie, zakopała się w pościeli i założyła słuchawki, aby
zagłuszyć myśli.
Zawsze uważała się za silną.
Radziła sobie w wielu sytuacjach, i to już od dziecka. Przebrnęła
przez śmierć ojca, przez odebranie od matki, samotność, uczucie
odrzucenia. Zrobiła to praktycznie sama z pomocą Aleksa, który
rozwiązał z nią dwa ostatnie problemy. Dała radę wtedy, kiedy
coś jej nie wychodziło, starała się nie poddawać i zawsze tak
robiła. Mimo wszystko podnosiła się. Życie wyrobiło jej twardy
tyłek od ilości upadków, ale tym razem odnosiła wrażenie, że
nie da rady, że tym razem się nie podniesie, nie sama.
Wybrała numer Aleksa, czując, ze to
najwyższy czas, aby mu powiedzieć. Wszytko było już pewne. Było
pewne, że wpakowała się niezłe gówno.
Chłopak odebrał po kilku sygnałach
zdyszany.
-Mam pytać co przed chwilą robiłeś?-
Zapytała dwuznacznie, na co usłyszała parskniecie w słuchawce.
-Cały dzień w biegu, miałem telefon
na zapleczu- Wytłumaczył- Coś się stało?
-Czy musiało się coś stać, abym
zadzwoniła?
Poczuła lekki ból w brzuchu. Obawę,
przed tym jak odbierze to blondyn. To było dla niej jak rozmowa z
rodzicami. W stresie bardziej okryła się kołdrą, a wolną dłonią
naciągnęła rękaw bluzy.
-Nie, ale masz zgaszony głos- Mruknął.
Uśmiech mimowolnie pojawił się na jej ustach. To niedorzeczne, jak
bardzo ją znał.
-Masz racje. Miałbyś czas wpaść do
mnie w niedługim czasie?- Zapytała z nadzieją w głosie.
-Przykro mi- Westchnął- Nie dostane
wolnego w pracy, a poza tym, rano uczelnia, później praca. Sama
rozumiesz. Przepraszam.
-Nie, nie masz za co przepraszać, po
prostu...-Urwała na moment zastanawiając się, jak sensownie to
wytłumaczyć. Prawda była jednak taka, że to nie miało sensownego
wytłumaczenia. Głupoty nie da się wytłumaczyć.
-Po prostu, co?-
-Jestem z nim w ciąży- Przełknęła
gule w gardle i czekała na odpowiedź. Cisza. Nikt się nie odezwał.
Liczyła na ochrzan, na cokolwiek
innego, ale z pewnością, nie na to co otrzymała. Nie spodziewała
się przerywanego połączenia uprzedzonego głośnym przekleństwem.
To był ten moment, w którym siedziała
na łóżku i dotarło do niej, że został z tym kompletnie sama.
Nie ufała Dawidowi. Znała go na tyle, aby wiedzieć, że w każdej
chwili jest w stanie coś wykręcić, dlatego nie mogła być
uzależniona tylko i wyłącznie od niego.
Mimo, że jej serce pękło, nie miała
za złe Aleksowi. To ona jak zwykle go nie posłuchała, i to ona
powinna ponieść tego konsekwencje. Przyszedł czas na to, aby dać
sobie radę samemu. Puścić dłoń przyjaciela i przestać opierać
się na nim, w momencie kiedy się zachwieje licząc na to, że
pomoże złapać jej równowagę.
Dokonała bardzo szybkiej analizy
wnioskując, że musi znaleźć jakąś pracę, która nie będzie
wymagała dźwigania ukrywając ciąże, aby potem udawać, że
podejmując stanowisko o niej nie wiedziała. Musiała trochę
ponaciągać historyjkę licząc na to, że uda jej się załatwić
kasę, aby w przyszłości móc wynająć własny kąt. Z dala od
Jasmine, Ericka i całego tego syfu.
Przyszedł wieczór, a wraz z nim
pierwsze objawy głodu tego dnia. Mdłości ją opuściły, przez co
mogła zwlec się z łóżka i napełnić czymś swój żołądek i
maleństwo.
Tak wyglądały tutaj dni. Ona całymi
dniami siedziała w swoim pokoju, ewentualnie przemieszczała się do
łazienki czasem zamieniając kilka słów z Dawidem. Od czasu do
czasu wpadała Nikola. Szczerze? Alicja musiała przyznać, że jako
laska, która przespała się z jej chłopakiem całkiem nieźle
zaczęła się z nią dogadywać, mimo,że obie były z zupełnie
innych światów.
Wygramoliła się z pokoju i
nieświadoma tego co dzieję się na dole zeszła na dół z zamiarem
odwiedzenia kuchni.
-Alicja Luton, we własnej osobie-
Zakpił mężczyzna, który jak się okazało stał w salonie w
towarzystwie Ericka, Jasmine i o dziwo Nikoli.
Dziewczyna rozejrzała się powoli po
pomieszczeniu, w którym znajdowali się jeszcze dwaj mężczyźni
stojący przy drzwiach. Zawiesiła na nich wzrok, ale dźwięk
podobny do ładowania broni ocknął ją i i zmusił, aby spojrzeć
uważnie na faceta z przydługawą brodą. Powoli zjechała wzrokiem
na jego wysunięta rękę i to co trzymał w palcach.
Moment, w którym broń była celowana
w przerażoną Nikole uciszył wszystkie dźwięki dookoła. Została
tylko ona, zachrypnięty głos właściciela pistoletu i jej
łomoczące serce.
-Córki największych gangsterów w
mieście, w jednym domu. Nie sądziłem, że dożyje kiedyś takiej
chwili.
