czwartek, 30 listopada 2017

Zimny jak Lód - Zimowo/Halloweenowy Specjal (Ciekawy Pacjent)

A tu coś co mi się podoba w sumie. 😏
Wiem, że to wszystko to same opisy, ale takie notatki... Co zrobić. ;-;

Siedział na tym pieprzonym mrozie już dobre trzy godziny i szczerze mówiąc, miał już serdecznie dosyć. Dosyć mokrego tyłka, odmrożonych członków, śniegu bezlitośnie tnącego mu w twarz i bezczynnego wgapiania sie w przestrzeń, jakby spodziewał się, że wśród ciemnicy i wirujących płatków odnajdzie cud.
Chociaż, według niektórych definicji właśnie w tej chwili to robił.
Ale miał dosyć, nieważne na jak dobrego strażnika wychowali go rodzice, nie był niezniszczalny, a nie spodziewał się, że martwym na prawde zależało będzie w który dzień odejdą.
Dlatego już miał się poddać, bez wahania ruszając (nareszcie!) na przód, ledwo opuszczając przecznicę, którą miał tego dnia patrolować, kiedy widok dosłownie pięć metrów przed nim, zmusił go do natychmiastowego zatrzymania się w miejscu. Z przejścia do którego właśnie miał zamiar wkroczyć, z mroku nieoświetlanej światłem latarni ulicy, chwiejnym krokiem wyszedł mężczyzna, ciężko opierając się o ścianę.
Jego aura była czarna jak smoła

Anioł Stróż - Kid!Destiel OneShot

- Miałaś rację mamo, anioły zawsze pilnują mnie gdy śpię. - Zapiszczał mały Dean, a wydawało się że pokłady ekscytacji i szczęścia, wypełniajace w tej chwili jego szeroko uśmiechniętą twarzyczkę, mogą nie zmieścić sie w jego małym ciele. Mimo to Mary poczuła drobne ukłucie niepokoju. Choć możliwe że wcale nie miała do tego podstaw. Właściwie, uczucie które teraz jej towarzyszyło można by było nazwać po prostu "matczynym przeczuciem", bo nagle wyczuwała, po prostu czuła, że coś było nie tak. Dean nigdy nie miał wymyślonych przyjaciół. Prawde mówiąc, prawdopodobnie zbyt mocno kochał rzeczywistość, żeby w ogóle wymyślonymi przyjaciółmi zawracać sobie głowę. A osiem lat to i tak dość późny wiek na takie rzeczy.
Ale to wszystko co miała. Dean'owi mogło się po prostu coś przyśnić, co przecież zdarzało się nie rzadko, a on "pomylił" to z światem realnym. Tyle i koniec.
Ale wlaśnie to przeczucie, podrażniane jej naturalną podejrzliwością, mówiło jej, że to nie jej widzimisię, że faktycznie coś było nie tak.
Dlatego, nie dając po sobie niczego poznać, postanowiła mimochodem zadać bardzo proste, niewinne...
- A czy teraz też ogląda? - Pytanie rozpoznawcze. Jesli Dean odpowiedziałby "tak" to Mary uznałaby po prostu, że jego nowy wymyślony przyjaciel jest wyjątkowo dziwaczny.
Ale Dean nie odpowiedział "tak".
Dean rozejrzał się po pomieszczeniu, jakby za każdym rogiem czaił sie niebezpieczny szpieg, i stanął na palcach, mocno gestykulując, żeby Mary uważnie go posłuchała. Dlatego ona przykucła przy swoim synu, pozwalając mu odgarnąć jej blond kosmyki za ucho i teatralnie wrecz złożyć swoje własne małe rączki w tubę. Dean raz jeszcze rozejrzał sie po pokoju, po czym nachylił sie nad jej uchem, szeptając pełnym przejęcia głosem:
- Przychodzi tylko, kiedy myśli że śpię.
I w taki sposób siedziała w pokoju swojego syna o dwadzieścia po dziewiątej w nocy, czekając na pojawienie się... Czegoś

Anioł Stróż Kazał Mi Schować Fujare - Destiel OneShot (Crack)

Pls nie oceniajcie, miałam głupi humor. x'D
Cóż za cliffhanger. :')

Dean miał anioła stróża.
Cóż, niby dziwna rzecz do stwierdzenia, gdy jest się ateistą od dziesiątego roku życia, ale to nie mógł być kurwa przypadek.
Wszystko zaczęło się kiedy miał osiem lat. W teorii dziwny wiek na zablokowanie penisa, no ale stało się. Dwa lata przed tym wydarzeniem odkrył jak cudownym przeżyciem było, gdy twoje krocze poczuło wolność i od tamtej pory stało się to dla niego regularnym wydarzeniem, bo czemu nie? Przecież miał własne podwórko, odrodzone od reszty świata, a w letnia bryza wpływała wręcz leczniczo na jego skołatane sześcioletnie nerwy. Swoją drogą to właśnie wtedy odkrył, że jest zatwardziałym nudystą. Było to przyjemne zwłaszcza, gdy miał gorące towarzystwo, ale o tym później.
Otóż gdy miał osiem lat, a temperatura na dworze była na tyle wysoka, że pocił się w miejscach w których żadna osoba nigdy pocić się nie powinna, więc postanowił – w naprawę kilka sekund, właściwie gdy tylko dowiedział się, że jego rodzice z małym Sammym mieli zamiar tego dnia wspólnie udać się na plac zabaw. I Dean zazwyczaj poszedłby z nimi, ale ośmiolatki jego ligi zazwyczaj udawali się w swoje, specyficzne miejsca, żeby się spotykać. Na przykład na stary plac zabaw, bo tam już nigdy nie udawały się szkraby, a przecież właśnie ich chcieli uniknąć.
W każdym razie, kiedy jego rodzicie zabrali wózek i około dwóch skrzyń zabawek dla jego młodszego braciszka, upewnili się, że Dean da sobie radę w ciągu ich godzinnej nieobecności oczywiście porządnie ucałowali go na pożegnanie, jakby mieli zamiar wyjechać na Bahamy a nie przecznicę dalej, a potem wreszcie wyszli, Dean odczekał pięć minut po czym wyszedł na ogródek za domem, wdychając świeże i niezwykle gorące powietrze. Na wszelki wypadek przyjrzał się drewnianemu płotowi, czy aby na pewno nie ma tam żadnych specjalnie dużych szpar i zrzucił z siebie koszulkę. Natomiast gdy tylko zamierzał ściągnąć swoje spodnie razem z majtkami w strażaki w jednym płynnym ruchu, ogłaszającym światu jego boskość, coś go powstrzymało.

Dean, mamy tu pewną sytuację... - Destiel OneShot (Omegaverse)

Tak w ogóle to nie umiem dodawać postów z telefonu za bardzo, no ale później sie poprawi. xD

Obecna sytuacja była dla Deana bardzo prosta. Anioły upadły, Castiel upadł, Castiel był teraz człowiekiem. Nic prostszego, naprawdę. I właściwie, na początku nie widział zbyt wielu minusów tej sytuacji. Tak naprawdę jedynym minusem mógł być fakt, że Cas stracił możliwość unicestwiania demonów pojedynczym dotykiem, ale oprócz tego? Żadnych puszysto-skrzydłych aniołów grających wielkiego brata, Cas który został od-potworowany i Gadreel obiecujący wyleczyć Sama. Pierwszy raz sytuacja wydawała się być w porządku. Na tyle w porządku, że obiecał sobie i swojej małej dysfunkcyjnej rodzince małą przerwę od polowań, gdy tylko Cas wreszcie dotrze do ich bunkra...
A potem dotarł i parę rzeczy się zmieniło.
Bo Cas bezsprzecznie pachniał omegą. Nie żeby Dean wcześniej nie zastanawiał się jaki „status” będzie miał Cas po upadku, ale nie spodziewał się, że zmiana będzie taka ogromna. Poza tym, spodziewał się, że Cas będzie... No, na pewno nie omegą. Właściwie, myślał, że Cas okaże się betą, jedną z tych o bardo słabym, wręcz mdłym zapachu, do jakiego już się przyzwyczaił gdy Cas był aniołem

A może tumblr? + rant

A może by tak ten fanpage stworzyć na tumblerze bo jest bardzo miły w obsłudze? Ma ktoś tumblr apke?

Wiecie co? Jestem wkurzona. Bo miałam wrzucić te walone opka i raz w życiu dotrzymać obietnicy. A potem zepsuł mi się komputer. Miał być naprawiony dwa dni temu i zgadnijcie kto go jeszcze nie dostał.
*wydech*
Wrzucam coś co miałam w notatniku bo chce żeby mi się to wyświetlało w tym miesiącu, ale nie jest to kompletne, kompletne wrzuce JAK TO W KOŃCU PRZYJDZIE.


niedziela, 26 listopada 2017

Nadzieja Umiera Ostatnia #24 Podła prawda

Eloszka!
Dodaję nowy rozdzialik ;>
Hue hue hue...Drama time </3

Trzy dni. Dokładnie trzy dni temu Alicja dygotała ze strachu o siebie, o swoje dziecko i o Nikole, kiedy czarny pistolet mierzony był w jej głowę. Trzy dni minęły, a ona nadal mieszkała pod jednym dachem z Erickiem Bleykiem, któremu złośliwy uśmieszek błądził po ustach, widząc ich przerażone twarze. Alicja byłą przekonana, że tego obrazu już nigdy nie wyrzuci z głowy.
Starała się nie wychodzić z pokoju, zazwyczaj trzymając się tylko piętra. Bała się pojawiać w okolicach jego gabinetu, bała się spoglądać na niego, kiedy z tyłu głowy miała świadomość kim tak naprawdę jest.
W dniu, kiedy byłą gotowa spakować wszystko i po prostu uciec- dla dobra swojego i dziecka, Dawid zebrał się z nią na rozmowę. Opowiedział jej wszystko, co dotyczyło jego ojca. Wszystko co wiedział. Dla Alicji to był jak kolejny cios wymierzony w nią przez prawdę. Spodziewała się wszystkiego, zdrady jej matki, Ericka i jego mafii. To nie wstrząsnęło nią tak bardzo, przecież to teoretycznie już wiedziała, mimo wszystko, kiedy Dawid zaczął wspominać o jej ojcu i o tym, jak zakochany w Jasminne dał się wciągnąć w to bagno- coś w niej pękło. Nie płakała, bo nie było nad czym. Jej ojciec nie żył za sprawką Jasminne, co dopowiedziała sobie sama, ponieważ Dawid nie znał dokładnego powodu. Jednak gniew, który opanował całe jej ciało był nie do opisania. Jasminne w jednym momencie stała się jej wrogiem. Gdyby tylko mogła zaźgałaby ją pierwszym lepszym przedmiotem z ostrym zakończeniem, bo taka kobieta w jej oczach powinna płonąć w piekle. Była wszystkiemu winna. Zabrała jej dzieciństwo i jakiekolwiek możliwość na normalne życie. Alicja przestałą w jednym momencie widzieć w niej matkę. Dla niej byłą potworem.
W końcu jednak zebrała w sobie na tyle siły, aby stanąć z nią twarzą w twarz i wypowiedzieć tyle negatywnych myśli, dopóki jej gardło nie miałoby dość. Mimo to nie chciała się nakręcać, bo gdzieś z tyłu wciąż byłą świadoma, że to kobieta, która tchnęła w nią życie i nie ważne jaką suką by była- należy się jej gram szacunku.
Powoli opuściła swój azyl spodziewając się tego, co zazwyczaj. Głuchej ciszy, bądź jakiegoś szmeru dochodzącego z dołu. Jednak nie tym razem. Na dole rozbrzmiewała cicha muzyka, przyjemna dla uszu a w powietrzu unosił się zapach ciepłego, domowego obiadu. To było dezorientujące, ale Alicja nie zmieniła swych planów. Dumnie zeszłą ze schodów i udałą się do kuchni, licząc na to, że to właśnie tam znajdzie swoją matkę. Była w szoku, kiedy osobą gotującą nie była ani Jasminne, ani Nikola, tylko jakaś obca, młoda dziewczyna.
-Kim jesteś? Zapytała nieco zbyt oschle. Blondynka wystraszona obróciła się w jej stronę i obdarzyła ją swoim delikatnym spojrzeniem. Miała opuchniętą wargę, a siniak spod oka- mimo, że zaczynał schodzić, nadal był widoczny. Alicją aż potrząsnęło z przerażenia. -Kto ci to zrobił?- Zapytała z troską, kiedy podeszła nieco bliżej.
-T-to nic- Wydukała. Spoglądała na nią w taki sposób jakby każdy jej ruch w stosunku do niej miał ją skrzywdzić. Patrząc na jej reakcję Alicji zrobił się aż niedobrze, doskonale zdając sobie sprawę, kto był autorem tego siniaka.
-Jak to nic?- Zapytała oburzona- Boisz się- Skwitowała. Dziewczyna milczała spuszczając wzrok na podłogę.- Jak masz na imię?- Zapytała cicho.
-Wiera- Mruknęła slabo. Dziewczyna miała niecodzienny akcent. Alicja początkowo myślała, że dziewczyna jest z Polski, ponieważ niektóre z jej wypowiedzianych słów brzmiały podobnie, do tych, które za dzieciaka uczył je tata, lecz mimo to jej akcent był inny, wcześniej Alicji nie znany.
Alicja w ciszy z uwagą przyglądała się dziewczynie. Z pewnością była tu od niedawna, ponieważ nigdy nie miała okazji jej zobaczyć. Nie byłą zwykłą gosposia, patrząc na to w jaki sposób Erick ją traktował. Dla Alicji to był bezsprzeczny fakt, że autorem jej podbitego oka był właśnie on.
Dziewczyna chciała o coś zapytać, ale trzask wejściowych drzwi odwrócił jej uwagę. Z przerażeniem spoglądała w stronę salonu, a potem przeniosła zdenerwowany wzrok na Alicje.
-Nie powinnam z tobą rozmawiać- Wysapała szybko, zajmując się czymś co zmusiło ją od odwrócenia się do dziewczyny tyłem.
W salonie było słychać ciche śmiechy i zdawkowe zdania. Niski barytno Ericka obił się o jej uszy zatrzymując ją w półkroku. Od razu odechciało jej się jakichkolwiek pogaduszek z Jasminne. Chciała jedynie niezauważona przemknąć na górę, co akurat nie było możliwe, ponieważ droga do schodów prowadziła przez samo centrum salonu. Odwróciła się szukając jakiegokolwiek wsparcia w Wierze, lecz niestety dziewczyna nawet lekko nie odwróciła się w jej stronę. Wzrok tępo miała wbity w blat, jakby czekała tylko a to by Alicja opuściła pomieszczenie.
Nie uśmiechało jej się konfrontować z Erickiem, ale tu również nie była mile widziana. Wzięła głęboki oddech i dla rozluźnienia uniosła lekko ramiona. Powoli skierowała się ku wyjściu w akompaniamencie kolejnego trzasku drewnianej konstrukcji, tym razem w innej części domu, lecz nadal na parterze. Istniała szansa, że Erick zamknął się w swoim gabinecie, co Alicja zamierzała wykorzystać. Szybkim krokiem, wręcz wybiegając skierowała się do salonu, gdzie siedziała jej matka. Odziana w zwiewną, kremową koszule nocna otulona chusta do kompletu. Jej rude włosy ledwo trzymały się w spiętym koku, a usta wykrzywiały się w krzywym uśmiechem. Alicja otrząsnęła się na jej widok. Z szampanem w reku, w drugiej zaś trzymała tablet przesuwając po nim wzrokiem. Była nad wyraz zrelaksowana i spokojna, zupełnie jakby sprawa sprzed kilku dni była czymś naturalnym, lub po prostu nie miała miejsca. Alicji przemknęłam nawet przez głowę myśl, że to ona jedynie to roztrząsa. Wszyscy wrócili do swoich codziennych zajęć. Dawid nadal znikał na całe dnie, a Nikola szwendała się po mieszkaniu, lecz tym razem więcej czasu spędzając w pokoju. Może Alicja nie pragnęła, aby Nikola teraz popadała w paranoję, lecz jej zachowanie wprawiło ją w lekka niepewność. Była spokojna, jakby już kiedyś ktoś powiedział jej, że taka sytuacja będzie miała miejsce, mimo, że kiedy stała naprzeciw spluwy Alicja miała wrażenie, ze jeszcze chwila a dziewczyna upadnie na ziemie.
Mimo wszystko, Alicja nie potrafiła się powstrzymać i prychnęła na widok swojej rodzicielki. Ta zaś uniosła wzrok w jej kierunku i widząc ją odstawiła kieliszek na stolik i uśmiechnęła się lekko.
-Alicja- Powiedziała spokojnie, rozprostowując nogi i wkładając je w kapcie. - Usiądziesz, córeczko?- Zapytała. Delikatność, która opuściła jej usta doprowadziła Alicje do mdłości, które ostatnio ustały. Dziewczyna pokręciła głową śmiejąc się przy tym. Jasminne patrzała na nią sprawiając wrażenie zdziwionej jej zachowaniem.
-W co ty grasz?- Zapytała ostro. Nie mogła na nią patrzeć. Widziała w niej jedynie puszczalską dziwkę, która pozbawiła ja normalnego życia. Nie tak wyobrażała sobie swoją matkę.
-Nie rozumiem- Podniosła się z kanapy kierując w stronę swojej córki.
-Myślisz, że nie wiem?- Zaśmiała się cynicznie.- Myślisz, że nie wiem o tym jak pieprzysz się z Erickiem? O tym, jak przez ciebie tata nie żyje?- Warknęła ledwo powstrzymując swoje dłonie od uderzenia jej. - Po co wam jestem? Czego ode mnie chcesz? Nie wystarczy ci, że zabiłaś jedyną osobę, której w jakiś sposób na mnie zależało? Że zamknęłaś mnie w domu dziecka pozwalając żyć złudną nadzieją, że kiedy skończę osiemnaście lat znajdę cię i będę w końcu miała normalny dom?
- Prawie płakała. Miała już dość. Gdzie się nie obróciła czyhali na nią ludzie, którzy łaknęli jej śmierci bądź krzywy. Nie potrafiła pojąc jak bardzo jej rodzina była chora. Utknęła w jakimś psychicznym okręgu, gdzie mafia jest czymś zwykłym, a wymachiwanie bronią rozrywka.
-Twój ojciec sam się w to wkopał- Mruknęła pewnie.
-Bo cie kochał!- Krzyknęła.
-Alicja...-Westchnęła- Też go kochałam, ale nie samą miłością człowiek żyje- Uśmiechnęła się szyderczo- Dave dowiedział się interesie Ericka, o tym, że brałam w tym udział. Wiele rozmawialiśmy o tym. Tłumaczyłam mu, że jak raz się w to wejdzie to nie ma odwrotu, a ja naprawdę- gdybym tylko mogła chciałam się od tego odciąć, być z twoim ojcem...
-Kłamiesz!-Jęknęła zapłakana. Jasminne obdarzyła ja lekceważącym spojrzeniem.
-Mądra dziewczynka- Mruknęła popijając szampana.- Wracając. Twój tatuś był naiwny i szybko wkręcił się w interesy. Zapach łatwych pieniędzy stał się jego ulubioną wonią. W tym wszystkim się po prostu pogubił i cóż- Odłożyła kieliszek bacznie obserwując żałośnie zalaną łzami Alicję.- Skończył jak skończył. Może gdyby nie dowiedział się o ciąży, nadal by żył.
-Nie obwiniaj mnie o to- Warknęła podchodząc do Jasminne bliżej.
-Dave dowiedział się, że jestem w ciąży tego samego dnia, kiedy przyłapał mnie całująca się z Erickiem. Myślał, że to jego dzieckiem jesteś- Alicja przełknęła gulę, która pojawiła się w jej gardle. To nie mogła być prawda. Ona nie mogła być siostrą Dawida.
-Wpadł w furię i krzyczał, że wszystko sprzeda policji, że ma wystarczające dowody. I tak to się zaczęło. Potwierdziło się, ze jesteś córką Dave'a, a on już do końca życia był pod odstrzałem.- Uśmiechnęła się sama do siebie- Sześć lat, wytrzymał Sześć lat ciągłych gróźb. Powiem ci, że zaimponował mi tym, przecież w międzyczasie był jeszcze idealnym tatusiem- Zaśmiała się- No, ale niestety nawet jego ukochana córeczka nie była w stanie utrzymać go przy życiu, no i sobie strzelił biedaczek- Wzruszyła ramionami, jakby to co stało się z jej mężem nigdy tak naprawdę jej nie dotknęło- Zostawił mnie z tobą na dwa lata, ale potem było już tylko z górki. Pozbyłam się balastu, a Erick w końcu mógł poświęcić mi całkowita uwagę. Nie byłam już kochanka, a kobietą na pierwszym miejscu.
-Jesteś potworem- Szarpnęła ją- Zabiłaś mojego ojca, a Dawidowi odebrałaś matkę, tylko po to, aby tobie było wygodnie. Jesteś nic nie wartą szmatą- Pchnęła nieco kobietę, która z lekka się zatoczyła. Jednak wystarczyła chwila, aby z zamachem wycelowała w policzek Alicji z silnym plaskiem. Dziewczyna ugięła się w pół automatycznie chwytając się za obolałe miejsce. Oczy znów zaszył jej łzami, tym razem z bólu.
-Nienawidzę cie- Wysyczała i wybiegła z salonu.
Chciała jak najszybciej znaleźć się w swoim pokoju. Nakryć się kołdrą i uspokoić. Po prostu wziąć oddech i poczekać na Dawida, który od kilku godzin siedział w pokoju przy telefonie organizując wszystko, aby mogła w końcu się stąd wyrwać.
Chciała wbiec po schodach, jednak w połowie znieruchomiała. Minęła chwila a zwinęła się z bólu łapiąc się za dół brzucha. Ból był nie do opisania, jakby ktoś rozrywał ją od środka, na zmianę zaciskają wszystko w jej wnętrzu. Nie mogła się wyprostować. Ledwie stawiała kolejne kroki na schodach, a kiedy wspięła się już na górę ostatnimi siłami utrzymując się na nogach dopadła drzwi od pokoju Dawida. Uderzyła w nie całym swoim ciałem na ślepo odnajdując klamkę, która szybko nacisnęła. Drzwi po chwili odpuściły, a ona dostała kolejnego ataku bólu, który przeszył jej całe ciało. Otwierając drzwi runęła na podłogę w progu, a oczy jej zaszły mgłą.
-Kurwa mać!- Krzyknął Dawid podbiegając do dziewczyny.- Do szpitala- Warknął do kogoś, chyba do telefonu.
Alicji i tak był wszystko jedno. Chciała, żeby to już ją opuściło. Chciała poczuć ulgę.
Ból przybrał znów na sile, kiedy oderwała się od ziemi wskutek Dawida, który pospiesznie wziął ja na ręce.
Nim straciła świadomość słyszała jak brunet zbiega z nią po schodach, a potem w pośpiechu opuszcza dom.

Wtedy nie liczyło się już nic. Nic prócz myśli, ze właśnie mogła tracić swoje dziecko.

poniedziałek, 20 listopada 2017

Omegaverse?

Dzień dobry czytelnicy~~
Jako iż mam jakieś 5 rozdziałów w trakcie pisania, ale 0 skończonych, a mam zamiar dodać te 5 jutro to... Muszę się zapytać zanim cokolwiek zrobię, bo w sumie to spora część jest związana z tematem.
Co myślicie o Omegaverse? Może być, mniam czy fuj? Znaczy ja na przykład nie jestem specjalną fanką mprega, także na przykład ten element nie będzie występował często, ale co myślicie o samym koncepcie? Powinnam pisać ostrzeżenia? *w kropce jestem*
Ah, ps, mimo wszystko Omegaverse nie wiążę z byciem wilkołakiem zawsze, także jak ktoś się o to martwi to już nie musi. XD

niedziela, 12 listopada 2017

Proszę Wszystkich o powstanie, Alex prosi o wysłuchanie!

Cziki Cziki taaaa...
Lalalala...
Ekhem...

Ostatnio wpadłam na pewien pomysł.
Mianowicie, pomyślałam o założenie naszego tak jakby fanpage'a? Na instagramie, albo facebooku (jakbyście woleli)
Wiem, zę nie jest nas tu dużo, ale wydaje mi się to wygodne. Mogłybyśmy tam dodawać nasze raki, czy też informować czemu umarłyśmy XDD Moglibyście wiedzieć mniej więcej na bieżąco co tam u nas i wgl... (taaa jeśli kogoś to interesuje XD)
Przyznam też, że jest to też nasza czysto egoistyczna inicjatywa, ponieważ zapewniłoby nam to chodź troszkę większą rozgłośnie :D
Ale decyzja należy do was, bo to z wami trzeba tworzyć społeczność.
Piszcie w komentarzach, co o tym sądzicie :))
A i gdzie byście chcieli, aby on istniał. Wolicie facebooka Czy instagrama? Albo macie jakieś inne propozycje?
Dajcie znać, błaaaaagam <3

Ps: Dziękuje Anon, to zmieniło moje życie </3





Tydzień, który zmienił moje życie cz.8- Okej

Eh...
W komentarzu napisałam, ze rozdział pojawi się w zeszłym tygodniu, jak możecie się spodziewać - nawaliłam.
Przepraszam, ale naprawdę mam usprawiedliwienie!
Całą niedzielę uczyłam się do sprawdzianu, a w tygodniu też nie miałam czasu, aby coś naskrobać. Teraz zapowiada się nieco luźniej w szkole, także mam nadzieję dodawać regularnie.
Ponadto bardzo, ale to bardzo chciałabym zacząć dodawać dwa razy w tygodni. Jak wiecie pisze aż 4 opowiadania, i kiedy one pojawiają się tylko w niedzielę to odstępy między nimi są strasznie duże. Tak sobie pomyślałam, aby środy zarezerwować dla Violetty, a niedziele na OBKK i moje autorskie opko. Uważam to za dość dobry plan, także będę się starał tego trzymać.
Póki co cieszcie się nowym rozdziałem!
PS: Za moje zaległości proszę tylko i wyłącznie winić polskie szkolnictwo, które nakazuje robienia 1 sprawdzianu w miesiącu i moich nauczycieli, którzy kochają zwalać wszystko na jeden tydzień </3

Wchodząc do firmy nie wyciągnął słuchawek z uszu, tak jak miał to w zwyczaju. Każdego ranka witał swoich kolegów z pracy sympatycznym uśmiechem, a nawet zamieniał z nimi kilka zdań, ale nie dziś, kiedy zupełnie nie był w nastroju do niczego. Po prostu szybko przemknął przez korytarz, omijając recepcję gdzie pracowała Ino i zamknął się w swoim gabinecie. To co wydarzyło się ostatniego tygodnia, było czymś co zbyt dużo dla niego w pewien sposób znaczyło. Wczorajszego dnia kiedy wrócił do domu, dla niego to już nie było to samo miejsce. Nie czuł się tam na tyle dobrze, jak w mieszkaniu Kakashiego i był niemal pewny, że nie chodziło tu wcale o ładniejszy wystrój wnętrz czy też porządek. Zdecydowanie chodziło tu o obecność siwowłosego. I niby wszystko wskazywało na to, że powinien być w wyśmienitym humorze, przecież jeśli tylko miałby ochotę z nim porozmawiać, wystarczyło, że pofatyguje się w drugą część firmy, jednak rozstali się w zupełnie innych stosunkach. Nie miało być teraz nic. Żadnych rozmów, miłych (lub też mniej) uśmieszków, czy tez wspólnego lunchu. Niby umawiali się, że kiedy wszystko się skończy ich relacja wróci do normy, ale Obito był pewien, że nie potrafi tak po prostu jak dawniej wparować do jego gabinetu i być tym samym złośliwym współpracownikiem. Nie był w stanie oddzielić swoich prywatnych myśli na tyle, aby wejść tam i nie wspomnieć o tym jakże dość ekscytującym dla niego tygodniu. I choćby się wydawało, że to dość krótki czas, to jednak wywrócił jego świat do góry nogami (niekoniecznie w pozytywny sposób). Ten tydzień mógł zdecydowanie nazwać tygodniem, który zmienił jego życie.


Natrętne pukanie w szklane drzwi zmusiło go, aby oderwać wzrok od rozciągającej się panoramy miasta i odwrócić się w kierunku gościa. Machnięciem ręki zaprosił Rin do środka, bo było wręcz oczywiste, że to ona. Nikt w tym miejscu nigdy cierpliwie nie czekał, tylko uprzedzając się krótkim wręcz niesłyszalnym pukaniem wparowywał do środka, co niezmiernie go irytowało.
Nie uniósł głowy znad komputera, by pozorować na wielce zapracowanego. Co jak co, ale nawet Rin nie była tą osobą, z którą mógłby się podzielić tym, co tak naprawdę zaprząta mu głowę. Recepta na to była tylko jedna. Sam musiał się z tym uporać poszukując odpowiedniego lekarstwa.
-Co dla mnie masz?- Wciąż profesjonalnie, nie wzbudzając żadnych podejrzeń zaczął interesować się teczką, którą kątem oka zauważył w dłoniach młodej kobiety.
-Nowe zlecenie- Mruknęła posępnie. Ton jej głosu zmusił Kakashiego, aby na chwilę się tym zainteresować. Jej mina mówiła zbyt wiele. Zawartość teczki, nie była zwykłym zleceniem. Był niemal pewien, że to co tam zobaczy- nie spodoba się mu.
-Pokaż mi to- Zażądał.
Rin dla własnego dobra zwlekała z wykonaniem polecenia. Może Kakashi nie był wybuchowy, i błahe rzeczy nie wyprowadzały go z równowagi, jednak miał swój czuły punkt, który właśnie znajdował się w tych papierach.
Spojrzeniem wymusił od niej ruch i gwałtownie przejął teczką otwierając ją szybko. Uważnie wertował każde strony marszcząc niekiedy brwi.
-Miesiąc to nieco mało czasu jak na rozpoczęcie projektu- Odparł spokojnie, na co Rin doznała niemałego szoku.
Niemożliwe, że nie zauważył- pomyślała.
-M-mało czasu?- Wyjąkała zdezorientowana. - Czy ty widzisz co tam pisze?- Zapytała z pretensjami. Kakashi oparł się o fotel nieznacznie odpychając się przy tym i poluzował krawat.
-Umiem czytać, Rin- Zapewnił- Więc jak się domyślasz, wiem jak ma to wszystko przebiegać. Racja, nie jestem z tego powodu jakoś szczególnie zadowolony, ale czystym nieprofesjonalizmem byłoby, gdybym pobiegł z tym do szefa domagając się zmiany partnera. Oboje wiem, że nawet jeśli, Minato nigdy na to nie pójdzie- Odparł zdegustowany. Można by było rzec, że Rin przez chwilę zamurowało. Liczyła na jakieś kąśliwe uwagi i pretensje, a to było miłym zaskoczeniem. Problem polegał na tym, ze od jej pamiętnych urodzin, relacja tej dwójki się zmieniła i wyglądała z lekka na podejrzaną.
-Co zamierzasz zrobić?- Zapytała. Kakashi wyciągnął srebrny długopis z futerału i złożył parafkę w odpowiednim miejscu, gdzie była mowa o zobowiązaniach dotyczących projektu.
-Jak to co? Wykonać to co zostało mi przydzielone. Zaniesiesz mu to, czy ja mam to zrobić- Ta nagła zmiana w tonie jego wypowiedzi wyprowadziła ją z równowagi. Kakashi nigdy jej się nie spowiadał jeśli chodzi o życie prywatne. Nigdy na tyle, aby wiedzieć o co mogłoby się rozchodzić w tej sprawie. Zawsze to ona wyzbywała się swoich problemów opowiadając o tym, jednak tym razem czułą, ze dołoży wszelkich starań, aby pociągnąć go za język, nawet kosztem uchlanego Hatake na jej kanapie.
-Jeślibyś mógł to zrobić, wiesz Minato przyniósł mi dzisiaj stertę papierów do wypełnienia i...- Zaczęła tłumaczyć.
-Okej- Przerwał
-Okej?- Teraz zdecydowanie pragnęła wyjaśnień. To ani trochę nie było normalne.
Kakashi spojrzał na nią marszcząc brwi. Chwile przypatrywali się sobie, ponieważ Rin nie byłą w stanie wyjść z podziwu. Ktoś podmienił jej współpracownika, takie rzeczy nie mogły się dziać naprawdę.
-Okej...-Wyszeptała pod nosem i skierowała się ku drzwi.
-Rin?- Zawołał nim kobieta zdążyła opuścić jego gabinet.
-Tak?- Odwróciła się w jego stronę przymykając lekko już otwarte drzwi.
-Może chciałabyś wyskoczyć gdzieś dzisiaj wieczorem?- Zapytał. Rin spojrzała na niego jak na kompletnego idiotę. Byłą świecie przekonana, że to jej się śni, przecież to nie miało prawa się wydarzyć. Tydzień temu musiała siłą wyciągać go z mieszkania, a teraz? Coś się zadziało i jej zadaniem było dowiedzieć się co takiego, bo obecny Kakashi, nie był sobą.
Skinęła lekko głową i wyszła z gabinetu pospiesznie kierując się do swojego biurka.
Hatake nie był do końca przekonany co do tego pomysłu. Nawet nie wiedział dlaczego taka propozycja opuściła jego usta. Miał wrażenie, że nie był do końca świadomy, tego co wygadywał. Tak przynajmniej się czuł, ale zawsze mógł powiedzieć, że coś mu wypadło, albo w jakikolwiek sposób się z tego wymigać, tyle że o ile strasznie nie lubił przebywać w barach  popijając piwo, jeszcze gorsza była wizja spędzenia samotnie wieczoru w pustym mieszkaniu.
Jeszcze raz spojrzał na dokumenty, które miał przed sobą i westchnął. Zapowiadał się ciekawy miesiąc w towarzystwie Uchihy, i sam już nie był pewien, czy bardziej jest zły, czy wdzięczny za obrót sytuacji.
Odszedł od biurka i skierował się do stolika, gdzie stałą karafka z zimną wodą. Zapełnił szklankę, by po chwili jednym cięgiem wyzbyć się zawartości. Zapiął guzik marynarki i poprawił krawat. Chwycił teczkę i włożywszy sobie ją pod rękę umieścił doń w kieszeń i dumnym krokiem opuścił gabinet, kierując się do działu reklamy.

Nie wysilając się na pukanie, tak jak robił to Uchiha kiedy zaszczycał go swoją obecnością wszedł do jego gabinet i rzucił na biurko biała teczkę. Nie zmienił postaw. Wciąż z dłonią w kieszeni, dość dumnie stał naprzeciwko intensywnie obserwując Obito, którego wzrok machinalnie przejechał po całym jego ciele, aby dopiero po chwili zatrzymać się na jego twarzy. Kakashi mógł się założyć, ze zauważył cień uśmiechu, który przemknął przez jego usta. On jednak stał niewzruszony z kamienną miną.
-Co to jest?- Zapytał niepewnie chwytając biała teczką.
-Zlecenie, podpisz i bierzemy się do roboty. Mamy mało czasu- Oznajmił wyniośle.
-My, razem, wspólne zlecenie?- Zapytał nie dowierzając.
-Tak, klient całkiem sporo płaci, ale domaga się stworzenia zupełnie czegoś od podstaw bez żadnych wytycznych. Nie damy rady na osobności- Wytłumaczył. Obito przytaknął i dla pewności przeczytał z grubsza dokumenty, które podpisał tuż pod widniejącą parafką Hatake.
-Proszę- Przysunął papiery w stronę Kakashiego, który zdążył usadowić się na krześle. Przechwycił to szybko upewniając się, ze podpis faktycznie tam widnieje i i zamknął teczkę.
-Kakashi- Zaczął zwracając jego uwagę. Hatake uniósł wzrok na Obito, który wyglądał na nieco zdenerwowanego. Omal powstrzymał uśmiech, który chciał wkraść mu się na usta, kiedy spojrzał w jego oczy. Otwarcie sam przed sobą musiał przyznać, że polubił tego skurczybyka. Chyba tylko polubił...
-Od kiedy mówisz do mnie po imieniu?- Zapytał chłodno. Ciężko było mu teraz tak z nim rozmawiać, kiedy przez ostatnie dni ich relacja wyglądała zupełnie inaczej. Nie chciał być wobec niego taki, ale jednak liczył się z tym, że z ich czystych relacji przyjacielskich nigdy nic nie wypali. Ponieważ jedno było pewne, ta relacja już dawno straciła szanse na przyjaźń.
Obito otworzył szerzej oczy i przełknął gulę w gardle. Jego wyobrażenia były złudne, licząc na to, że choć trochę ich relację ulegną zmianie. Naprawdę na to liczył. Chciał, aby ich relacja była chodź trochę bardziej przyjacielska, ale czy to było możliwe? Kiedy tylko na niego patrzał miał ochotę robić zakazane rzeczy, więc czy przyjaźń z nim naprawdę była możliwa?
-A więc to tak- Odsunął się od biurka i nieco bardziej rozłożył na fotelu. Diametralnie zmienił swoją postawę. Skoro Kakashi doszczętnie zniszczył w nim jakąkolwiek nadzieję na cieplejsze zachowanie wobec niego- Obito znów chciał być tym kto dominował. Inaczej nie mógł sobie tego wyobrazić. Obserwował Kakashiego z czystą ciekawością oglądając jego rekcje, albo bardziej posępną minę, która nie uległa zmianie odkąd pojawił się w jego gabinecie.- Nie mam co liczyć, prawda? Zapytał układając usta w złośliwym uśmiechu. Kakashi prychną.
-Myślałem, że to oczywiste, Uchiha- Dosadnie podkreślił jego nazwisko i zacisnął palce na teczce. Kiedy Obito lustrował go wzrokiem, on jakby zaczął się nieco dusić. W pomieszczeniu zrobiło się cieplej, a krawat uwierał go w szyję, dlatego czym prędzej zgrabnie palcami poluźnił go, będąc dalej pod intensywnym spojrzeniem Uchihy.
Obito zaśmiał się widząc to skrępowanie na jego twarzy i czerwieniące się policzki, zapewne od nagłego skoku temperatury. Nie mógł tak zwyczajnie z nim pracować. Sam z siebie tak na niego działał. Oni w jednym pomieszczeniu tworzyli napiętą atmosferę, która dla nich była jednoznaczna. To oczywiste, co przemykało im przez głowę, kiedy oboje mierzyli się pewnymi spojrzeniami. Jeden odczuwał to w kręgosłupie, drugi na policzkach, a mimo to nadal zachowywali tę profesjonalną postawę.
-Liczyłem, że żartowałeś- Posmutniał układając dłoń na biurku i powoli popukując w blat palcami. Kakashi szybko spojrzał na nią, ale zaraz potem odchrząknął i poprawił się na krześle.
-Słuchaj, tak jak się umawialiśmy- Wstał z krzesła poprawiając jedną ręką marynarkę.- To co się działo w moim mieszkaniu, tam pozostało. Między nami to nic nie zmienia. Chce, aby nasza relacja nie uległa zmianie. Myślę, że to fair dla nas obu- Obito jedynie kiwnął głową, pozwalając tym samym Kakashiemu na szybkie ulotnienie się z tego pomieszczenia.
Brunet został sam uśmiechając się diabolicznie, odwracając się w stronę okna. Po dzisiejszej wizycie był pewien, że musi go złamać. Nie była w stanie tak pracować, Kakashi zbytnio go rozpraszał, ale skoro pragnął dalszej rywalizacji, Obito wiedział, ze bez problemu mu ją zapewni.
Gwałtownie odwrócił się w stronę swojego telefonu i połączył się ze swoją sekretarką.
-Umów mnie z Nagato, na wczoraj- Zażądał.

środa, 1 listopada 2017

Miesiąc Halloween!

Witajcie w miesiącu Halloween!
Taki mały event na blogu, okazja, żeby coś zmienić. 
Co do opek, czy coś z tej okazji powstanie? Jeszcze nie wiem. XD
Myślałam o miesiącu Supernatural, ale szczerze to w praniu zobaczymy co z tego wyjdzie.
Tak jak mówiłam, w sumie to istnieje on tylko dlatego, bo tło nam się znudziło... No i kochamy Halloween :')
Oto nowe tło:
A cosplay'ują Damien i Toby!
Ah, chciałam to narysować, nie żartuje, od roku~~ 
PS. Jak ktoś ma jakieś zachcianki na miesiąc Halloween to ja jestem jak najbardziej otwarta. XD