Mróz nieprzyjemnie szczypał go w
twarz i dłonie, ale obserwowanie swojego przyjaciela w jakiś sposób
sprawiało, że odczuwał to mniej.
Idiota – pomyślał, a pomimo tego,
że z powodu długiej znajomości z wyżej wymienionym wcale nie
powinien, to był zdziwiony.
- Mada-chan, pomóż mi! - krzyknął Senju lepiąc ogromną kulę ze śniegu. Tak, Hashirama Senju, właściwie już młody mężczyzna i główny przewodniczący szkoły właśnie lepił bałwana. A Madara Uchiha, drugi przewodniczący, przyglądał mu się z dziwną nostalgią.
- Sam sobie pomóż! I jeśli jeszcze
raz nazwiesz mnie „Mada-chan” to z ciebie zrobię bałwana! -
mimo szorstkich słów brunet uśmiechał się pod nosem. Nawet przed
sobą by się do tego nie przyznał, ale wydawało mu się to być
zabawne. Hashirama odpowiedział mu śmiechem.
- Zaraz sam się w niego zamienisz,
jeśli się nie ruszysz, znieczulico! - Uchiha prychnął cicho, ale
mimo to podszedł bliżej.
- Co robisz?
- No lepię! Pomóż mi, nie bądź
taki. - Madara westchnął z politowaniem i pokazał swoje nagie, już
lekko czerwone dłonie. W ogóle nie zrażony tym Senju zdjął
własne rękawiczki i wręczył mu je z ogromnym uśmiechem.
- Masz bardzo zimne ręce. -powiedział
z lekkim zamyśleniem dalej trzymając Uchihę, na co tamten spuścił
głowę, w miarę możliwości, chowając ją w kołnierzu. W
odpowiedzi mruknął cicho:
- Daj spokój. I weź je. Po prostu
postoję.
- Nie wygłupiaj się, będzie fajnie. -
niższy mężczyzna z ulgą zauważył, że jego kumpel wrócił do
poprzedniego humoru. Po chwili założył zielone rękawiczki
nieznacznie się przy tym wahając.
- To co mam robić? - zapytał siląc
się na powagę.
- Po prostu lep!
***
Zdyszany Madara oparł się o drzewo.
Był wykończony.
Dlatego zupełnie nie rozumiał jak
Senju dalej może biegać lepiąc ogromne kule śnieżne.
Nagle na karku poczuł przejmujące
zimno. Podskoczył zaskoczony i starał się wytrzepać, jak się
okazało, również śnieg. Pozbywszy się ostatków nieznośnego
problemu spojrzał z wyrzutem na zdradzieckie drzewo.
Dopiero po
chwili zdał sobie sprawę, że Hashirama śmieje się jak opętany.
I w dodatku śmiał się z niego.
W odwecie Madara cisnął mu w
twarz kulką śniegu. Trafił. Senju umilkł i bezwładnie padł na
ziemie. Po chwili jednak emocje opadły, a Uchiha pchnięty wizją
zabójstwa podszedł do nieruchomego ciała.
- Em... Hashirama... Ży.. - głośny
krzyk szatyna przerwał mu w pół słowa. Niezrażony kolejnym
zawałem Madary Senju rzucił się na niego przewracając go na
śnieg, po czym ponownie wybuchł wesołym śmiechem widząc jego
minę. Ale nawet Madara nie mógł długo się złościć widząc tak
dziecinną i bezgraniczną radość. Zamiast tego sam „zaatakował”
Hahiramę korzystając z jego nieuwagi.
No i rozpoczęła się walka.
Nie trwała ona jednak zbyt długo. Już po chwili obaj zaprzestali
dysząc ciężko. Madara kątem oka zaobserwował szokującą, dla
niego, rzecz. Robiło się ciemno.
- No i nici z bałwana... - Mruknął
podnosząc się do siadu. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że pod
sobą wcale nie ma tego przeklętego zimnego puchu, tylko wcale nie
zimnego Hashiramę, a widząc jego głupi uśmiech odskoczył jak
poparzony prawie z powrotem upadając. Otrzepał się i ostatecznie
pomógł wstać Hashiramie, bo nie zapowiadało się, żeby on zrobił
to samemu. - Chyba trzeba się zbierać...
- Przecież już kończymy! - zręcznie
ulepił ostatnią kulę, odstawił ją na samą górę, po czym
dorobił bałwankowi twarz. Stanął obok i podpierając się pod
boki zaczął – I co, jednak jesteśmy niesamowici, co? - Uchiha
chwilę przyglądał się ich „dziełu” w zamyśleniu.
- Prawie ci wyszło, Senju. - Madara
doczepił jeszcze nos ledwie powstrzymując się od śmiechu z
głupoty sytuacji. Dawno się tak dobrze nie bawił.
Doprawdy
nostalgiczny moment.
Nagle poczuł, że Hashirama delikatnie go
obejmuje.
- Było fajnie, nie? - Madara westchnął,
obrócił się lekko go odpychając i trzepiąc jego kurtkę.
- Chyba tak... - mruknął cicho. Jednak
Hashirama usłyszał. Uśmiechnął się i ujął jego dłoń.
I w
towarzystwie wirujących płatków śniegu udali się do domu.
***
Cokolwiek... Mimo wszystko mam nadzieję, że się podobało ;D.