GNIJEMY TUTAJ. PRZEPRASZAM ŻE TO ZROBIŁAM. ~~ Anon.
CO TU SIĘ ODPIERDALA...AWWWW<3 ~~ Alex
Miłego czytania. <3
[*]
PS. Pasujący tytuł. A nie, jednak nie. XD
CO TU SIĘ ODPIERDALA...AWWWW<3 ~~ Alex
Miłego czytania. <3
[*]
PS. Pasujący tytuł. A nie, jednak nie. XD
***
Cisza w klasie była dobijająca, a Kakashi najwyraźniej nie miał ochoty jej zmieniać i co chwilę spoglądając na zegarek, ze stoickim spokojem sprawdzał kartkówki leżące na jego biurku. A Obito cholernie się nudził Nie żeby od razu spodziewał się fajerwerków, ale fakt, że Kakashi najwyraźniej udawał, że nie istnieje był co najmniej frustrujący. Tylko od czasu do czasu zerkał na niego i chociaż próbował robić to dyskretnie, nie dało się tego ukryć, bo Obito właściwie nie spuszczał z niego wzroku. W dodatku zajął miejsce w pierwszym rzędzie, zaraz przy biurku, żeby móc lepiej się jemu przyglądać, jako że i tak w sumie nie miał co robić
Wyjątkowo lubił to robić i na chwilę przeleciało mu przez myśl, że jeśli Yahiko by o tym wiedział, to uznałby, że wpadł w jakąś psychozę (Ciekawe jak zareagowałby na wieść, że zabujał się w nauczycielu, pomyślał również z rozbawieniem). Może i by się nie mylił...Nawet pomimo maski można było stwierdzić, że nauczyciel był nieprzeciętnej urody. Delikatna, acz bez wątpliwości męska twarz, wiecznie nieprzejęte niczym, ładne oczy naturalnie okalane ciemną kaskadą rzęs, a rozczochrane srebrne włosy jedynie dodawały mu uroku i Obito nie raz zastanawiał się jakie byłyby w dotyku. Ale jakby tego było mało miał szerokie, lekko umięśnione ramiona, wąskie biodra, zgrabny tyłek i Obito poszedł by o zakład, że pod tą białą koszulą i zazwyczaj zarzuconym na to swetrem chował przynajmniej czteropak. W dodatku jego mlecznobiała skóra sama prosiła się o jakieś oznaczenie własności. Innymi słowy, facet marzenie i Obito wcale nie dziwił się, że połowa szkoły, faceci czy kobiety w każdym wieku (chociaż zazwyczaj jego uczennice), dostawała świra na jego punkcie. Z drugiej strony, mocno odbiegał od jego wcześniejszego ideału, jakim była drobna, niziutka szatynka, choć może to właśnie dlatego tak mu się spodobał. W końcu lubił zadziwiać nawet samego siebie.
- Obito. - Głos tegoż nauczyciela wybudził go z letargu, a on przesunął leniwym wzrokiem na jego oczy i zmarszczone w tej chwili brwi.
- Słucham? - Odpowiedział nie zmieniając nawet wyrazu twarzy czy też pozycji od niechlujnego opierania się o ławkę. Skoro Hatake nie miał zamiaru z nim gadać, to co się miał wysilać? Kakashi westchnął ciężko, jego wyraz twarzy zmiękł, a on sam odchylił się nieco na krześle
- Co takiego interesującego jest w mojej twarzy, co? - Zapytał żartobliwie, ale zanim Uchiha zdążył odpowiedzieć, uniósł dłonie w obronnym geście mówiąc - Nieważne. W każdym razie, widzę że bardzo ci się nudzi... W takim razie nie zmarnujmy tego czasu i przy okazji poduczysz się trochę przedmiotu. - Powiedział, otwierając szufladę i rzucając mu na ławkę jakieś ćwiczenia, których Obito w życiu nie widział na oczy, ale pewnie były częścią ich programu. Kakashi od razu podał mu stronę i zadanie, a Obito, chociażby i z ciekawości, posłusznie otworzył książkę. Niby jak mus to mus, ale równie dobrze mogło być to napisane cyrylicą - zrozumiałby tyle samo. Próbował zrozumieć cokolwiek ale była to zupełna czarna magia. Japoński to jeden z kilku, ale to dosłownie kilku przedmiotów, które były mu zupełnie obce. Nie był wzorowym uczniem, o czym świadczyło jego zachowanie, ale zawsze wychodził na prostą a oceny na świadectwie miał znośne. Tylko ten przeklęty japoński który, mimo ocen, nie był wcale najgorszą lekcją. Gdyby chodź odrobinę bardziej skupił się na lekcji niż na swoim nauczycielu z pewnością szło by mu lepiej, bo przecież co trudnego jest w napisaniu kilku prac na temat lektury?
Brunet patrzał ze zrezygnowaniem to na zadania, to na siwowłosego nauczyciela, który wrócił do udawanie, że jest pochłonięty sprawdzaniem kartkówek. Obito nerwowo zaczął popukiwać długopisem o blat ławki, aby delikatnie zwrócić na siebie uwagę.
Na marne.
Kakashi postanowił ignorować ucznia, aby nie wdawać się z nim w zbędne dyskusje.
-Kakashi-sensei. - Rzekł wreszcie Uchiha, wywieszając poniekąd białą flagę. Hatake powoli uniósł wzrok znad zapisanych (lub też nie) kartek i odłożył je tuż przed sobą.
- Tak?
- Wie pan, mógłby mi to sensei przetłumaczyć na mój język? - Podrapał się nerwowo po głowie a Kakashi westchnął cicho. Był zdziwiony, że Uchicha nie był w stanie rozwiązać tak prostych dla niego zadań. Choć z drugiej strony, cóż się dziwić, skoro Kakashi zauważył, że od dłuższego czasu chłopak zamiast słuchać wpatruje się w niego cielęcym wzrokiem jaki dotąd widział tylko u nastoletnich, zakochanych uczennic mających jeszcze pstro w głowie, a mimo tego że Obito kreował się na innego, to głupi nie był i Kakashi doskonale o tym wiedział. Nie wróżyło to niczego dobrego, zwłaszcza że Hatake sam od czasu do czasu łapał się na tym, że patrzy na niego dłużej niż powinien i, gdy już wzrok już się spotkał, czuł dziwne fale ciepła rozchodzące się po jego ciele. Czasami aż kręciło mu się od tego w głowie.
- W porządku, podejdź do tablicy. - Odsunął krzesło i wraz z uczniem stanął pod tablicą. - Wypisz wszystkie rzeczowniki, jakie znajdziesz w tym tekście, o ile wiesz co to. - Uśmiechnął się życzliwie, choć rzeczywiście miał pewne wątpliwości. Obito przewrócił oczyma i zaczął wypisywać kolejno wyrazy, tak jak nakazał jego ulubiony nauczyciel. Jednak gdy pisał, nie mógł się powstrzymać od ciągłego zerkania w stronę nauczyciela, który teraz stał oparty o biurko z rękami luźno wsadzonymi w kieszenie. I nagłe zrozumienie sytuacji praktycznie uderzyło go w twarz, poczuł się zresztą jakby dostał plaskacza.
Byli sami. To znaczy, że on, Uchiha Obito, któremu szaleńczo podoba się Hatake Kakashi był sam w klasie z... No, Hatake Kakahim!
A mimo to grzecznie rozwiązywał zadania na tablicy.
Niby miłość działa cuda, ale los mógł już sobie tego plaszczaka darować, bo Obito sam sobie miał ochotę radośnie przywalić. Przecież nie wiadomo kiedy taka szansa znowu się przydarzy (Tak zwane, kiedy Kakashi znowu da się wyrolować Tsunade), więc czemu by z niej jak najlepiej nie skorzystać?
- I co dalej?
- Określimy przypadek, liczbę i rodzaj podanych rzeczowników. - Hatake oderwał się od biurka i podszedł do tablicy, na co Obito ochoczo odsunął się na bok. To zadanie, w którym w tej chwili „pomagał” mu nauczyciel był w stanie spokojnie rozwiązać sam, tylko że miał już jako taki plan, a że Kakashi brał go za kompletnego matoła i kazał mu rozwiązać zadanie na poziomie podstawówki, to miał je generalnie gdzieś i nawet teraz wcale nie musiał uważać. Zamiast tego dyskretnie odsunął się za nauczyciela i z niemałą przyjemnością obserwował go w swoim żywiole. Jak bystry, cięty wzrok przesuwa się po liniach tekstu, a barki i łopatki co chwile napinają się, gdy tylko sięga nieco wyżej niżby normalnie pozwolił mu wzrost. Szczerze, mógłby go takim obserwować godzinami i prawdopodobnie wcale by mu się nie znudziło. Chyba pierwszy raz Hatake przy nim wyglądał na tak... Zrelaksowanego. Zupełnie bez podejrzliwych spojrzeń czy innego cyrku, aby tylko w jak najszybszym tempie zwęszyć postęp, którego, w większości przypadków, i tak nie było.
Obito prawie czuł się źle z tym, że ma zamiar zepsuć tak niewinny moment. Choć z drugiej strony, to wcale nie musiało się tak potoczyć...
- Roz... - I tak nagle, jakby zwyczajnie Kakashi poczuł gorący oddech na swojej szyi i ramiona opierające się po obu stronach jego talii. Obito przybliżył się do niego na niebezpiecznie bliską odległość, opierając się całym ciałem o jego plecy, prowokacyjnie się o niego ocierając. Kakashi znieruchomiał, odruchowo trochę bardziej przyciskając do siebie ręce, a jego twarz zmieniła odcień na karmazynowy. Nie było by jeszcze w tym strasznego, gdyby nie to, że mimo zaprzeczeń, zasad czy chociażby moralności, przeszedł go wyraźny dreszcz podniecenia. - Odsuń się. - Starał się brzmieć pewnie i stanowczo, tyle że w trakcie nieco zadrżał mu głos i, tak jakby cały świat nagle obrócił się przeciwko niemu, Obito usłyszał to bardzo wyraźnie i uśmiechnął się nieco narcystycznie. - Przecież nie próbuję cię przelecieć. - Zaśmiał się cicho, muskając jego kark gorącym powietrzem, powodując więcej tych przyjemnych, ale zakazanych dreszczy. - Jeszcze. - Dłonie przesunęły się po talii na biodra, zjeżdżając na wewnętrzną stronę ud. Kakashi obiema rękami oparł się o tablicę, łapiąc krótkie, płytkie oddechy. Nie mógł uwierzyć w to co się dzieje, nie mógł uwierzyć że tak po prostu pozwolić mu robić co chce, gdy już dawno powinien go wywalić.
- Obi... - Zachrypnięty głos uwiązł mu w gardle, gdy dłonie subtelnie i powoli z powrotem zaczęły kierować się ku górze, podwijając jego koszulkę. Obito nawet nic nie zdążył zrobić, a on już czuł, jakby całe jego ciało płonęło, jakby tracił rozum. Przygryzł dolną wargę i mocno wpił palce w tablicę, gdy czuł, że jego spodnie robią się nieco za ciasne, a dłonie wędrowały wyżej i wyżej... Gorące usta przycisnęły się do jego szyi, delikatnie ssąc wrażliwą skórę, a on nie był już wstanie powstrzymać cichego, gardłowego jęku. oczami wyobraźni już mógł zobaczyć jak Obito unosi brew i uśmiecha się z zadowoleniem, a jego duma wyraźnie ucierpiała.
W tej chwili jednak miał to gdzieś, był zbyt otumaniony, zupełnie opanowany gorączką pożądania.
I nagle wszystko się skończyło, wraz z krótkim, mocnym pukaniem i skrzypieniem otwieranych drzwi.
Rozsądek natychmiast wziął górę i chociaż w tym momencie był zirytowany tym, że ktoś im przerwał, a lekkie oszołomienie dało o sobie znać, to jednocześnie był wdzięczny, bo jeśli jednak nikt by im nie przerwał... Cóż, Kakashi z czystym sumieniem nie mógł powiedzieć, że przerwałby to szaleństwo.
- Masz ten dziennik... - W drzwiach stał Iruka i zaraz po zobaczeniu sytuacji w środku sali stanął jak wryty, a z jego twarzy momentalnie zniknął uśmiech, teraz rzucał rozbieganym spojrzeniem od Obito do Kakashiego, jakby zupełnie nie wiedział co ze sobą zrobić. Uchiha nareszcie wyciągnął dłonie spod koszuli Kakshiego, jednak ciągle zaborczo ją trzymał, a jego mina przez chwilę nie wyrażała zupełnie nic. Wbijał w Umino lodowate spojrzenie mówiące „On jest mój i chuj ci do tego”, zaraz potem uśmiechnął się pogardliwie i z wyższością. Iruka trzasnął dziennikiem w ławkę stojącą przy drzwiach i wyszedł szybkim krokiem, mówiąc dobrze wyuczone „Przepraszam, że przeszkodziłem”, jednak wyglądał przy tym kosmicznie wręcz nienaturalnie.
Nie żeby Obito się przejmował.
A Kakashi był jeszcze zbyt zdziwiony całą sytuacją, aby się przejąć. Wreszcie, z nieco przerażonym wzrokiem, odwrócił się do Obito, szukając... Czegoś. Czegoś co wydawałoby się bardziej realne niż cała ta klasowa sytuacja.
A Uchiha w tym czasie zdążył już wrócić do swej neutralnej miny, chociaż dalej pozostał na niej pewien chłód. Obydwoje zupełnie nie wiedzieli co powiedzieć.
- Ja... - Zaczął Kakashi, ale niedawne wydarzenia dalej mocno trzymały go w swoich żelaznych szponach, i chociaż starał się tego nie okazywać, przybierając zawziętą minę i twarde spojrzenie, był zupełnie roztrzęsiony. W najśmielszych snach nie podejrzewał siebie o taki brak zdrowego rozsądku czy zwykłej ludzkiej przyzwoitości. - Nigdy więcej tego nie rób! - Prawie krzyknął, zabierając swoją torbę z podłogi i prawie wybiegając z pomieszczenia, zostawiając w środku niedokończone zadanie z tablicy i porozrzucane na biurku kartkówki.
Potem, właściwie już w połowie korytarza, usłyszał z dobiegający z niej głośny huk i prawie że wykrzykiwane przekleństwa pewnego Uchihy.
