sobota, 23 kwietnia 2016

Zakazany Owoc Smakuje Najlepiej - Rozdział 2 "Dlaczego nie mogę okiełznać miłości? " [+18]

GNIJEMY TUTAJ. PRZEPRASZAM ŻE TO ZROBIŁAM. ~~ Anon.
CO TU SIĘ ODPIERDALA...AWWWW<3 ~~ Alex
Miłego czytania. <3
[*]
PS. Pasujący tytuł. A nie, jednak nie. XD
***

Cisza w klasie była dobijająca, a Kakashi najwyraźniej nie miał ochoty jej zmieniać i co chwilę spoglądając na zegarek, ze stoickim spokojem sprawdzał kartkówki leżące na jego biurku. A Obito cholernie się nudził Nie żeby od razu spodziewał się fajerwerków, ale fakt, że Kakashi najwyraźniej udawał, że nie istnieje był co najmniej frustrujący. Tylko od czasu do czasu zerkał na niego i chociaż próbował robić to dyskretnie, nie dało się tego ukryć, bo Obito właściwie nie spuszczał z niego wzroku. W dodatku zajął miejsce w pierwszym rzędzie, zaraz przy biurku, żeby móc lepiej się jemu przyglądać, jako że i tak w sumie nie miał co robić
Wyjątkowo lubił to robić i na chwilę przeleciało mu przez myśl, że jeśli Yahiko by o tym wiedział, to uznałby, że wpadł w jakąś psychozę (Ciekawe jak zareagowałby na wieść, że zabujał się w nauczycielu, pomyślał również z rozbawieniem). Może i by się nie mylił...
Nawet pomimo maski można było stwierdzić, że nauczyciel był nieprzeciętnej urody. Delikatna, acz bez wątpliwości męska twarz, wiecznie nieprzejęte niczym, ładne oczy naturalnie okalane ciemną kaskadą rzęs, a rozczochrane srebrne włosy jedynie dodawały mu uroku i Obito nie raz zastanawiał się jakie byłyby w dotyku. Ale jakby tego było mało miał szerokie, lekko umięśnione ramiona, wąskie biodra, zgrabny tyłek i Obito poszedł by o zakład, że pod tą białą koszulą i zazwyczaj zarzuconym na to swetrem chował przynajmniej czteropak. W dodatku jego mlecznobiała skóra sama prosiła się o jakieś oznaczenie własności. Innymi słowy, facet marzenie i Obito wcale nie dziwił się, że połowa szkoły, faceci czy kobiety w każdym wieku (chociaż zazwyczaj jego uczennice), dostawała świra na jego punkcie. Z drugiej strony, mocno odbiegał od jego wcześniejszego ideału, jakim była drobna, niziutka szatynka, choć może to właśnie dlatego tak mu się spodobał. W końcu lubił zadziwiać nawet samego siebie.
- Obito. - Głos tegoż nauczyciela wybudził go z letargu, a on przesunął leniwym wzrokiem na jego oczy i zmarszczone w tej chwili brwi.
- Słucham? - Odpowiedział nie zmieniając nawet wyrazu twarzy czy też pozycji od niechlujnego opierania się o ławkę. Skoro Hatake nie miał zamiaru z nim gadać, to co się miał wysilać? Kakashi westchnął ciężko, jego wyraz twarzy zmiękł, a on sam odchylił się nieco na krześle
- Co takiego interesującego jest w mojej twarzy, co? - Zapytał żartobliwie, ale zanim Uchiha zdążył odpowiedzieć, uniósł dłonie w obronnym geście mówiąc - Nieważne. W każdym razie, widzę że bardzo ci się nudzi... W takim razie nie zmarnujmy tego czasu i przy okazji poduczysz się trochę przedmiotu. - Powiedział, otwierając szufladę i rzucając mu na ławkę jakieś ćwiczenia, których Obito w życiu nie widział na oczy, ale pewnie były częścią ich programu. Kakashi od razu podał mu stronę i zadanie, a Obito, chociażby i z ciekawości, posłusznie otworzył książkę. Niby jak mus to mus, ale równie dobrze mogło być to napisane cyrylicą - zrozumiałby tyle samo. Próbował zrozumieć cokolwiek ale była to zupełna czarna magia. Japoński to jeden z kilku, ale to dosłownie kilku przedmiotów, które były mu zupełnie obce. Nie był wzorowym uczniem, o czym świadczyło jego zachowanie, ale zawsze wychodził na prostą a oceny na świadectwie miał znośne. Tylko ten przeklęty japoński który, mimo ocen, nie był wcale najgorszą lekcją. Gdyby chodź odrobinę bardziej skupił się na lekcji niż na swoim nauczycielu z pewnością szło by mu lepiej, bo przecież co trudnego jest w napisaniu kilku prac na temat lektury?
Brunet patrzał ze zrezygnowaniem to na zadania, to na siwowłosego nauczyciela, który wrócił do udawanie, że jest pochłonięty sprawdzaniem kartkówek. Obito nerwowo zaczął popukiwać długopisem o blat ławki, aby delikatnie zwrócić na siebie uwagę.
Na marne.
Kakashi postanowił ignorować ucznia, aby nie wdawać się z nim w zbędne dyskusje.
-Kakashi-sensei. - Rzekł wreszcie Uchiha, wywieszając poniekąd białą flagę. Hatake powoli uniósł wzrok znad zapisanych (lub też nie) kartek i odłożył je tuż przed sobą.
- Tak?
- Wie pan, mógłby mi to sensei przetłumaczyć na mój język? - Podrapał się nerwowo po głowie a Kakashi westchnął cicho. Był zdziwiony, że Uchicha nie był w stanie rozwiązać tak prostych dla niego zadań. Choć z drugiej strony, cóż się dziwić, skoro Kakashi zauważył, że od dłuższego czasu chłopak zamiast słuchać wpatruje się w niego cielęcym wzrokiem jaki dotąd widział tylko u nastoletnich, zakochanych uczennic mających jeszcze pstro w głowie, a mimo tego że Obito kreował się na innego, to głupi nie był i Kakashi doskonale o tym wiedział. Nie wróżyło to niczego dobrego, zwłaszcza że Hatake sam od czasu do czasu łapał się na tym, że patrzy na niego dłużej niż powinien i, gdy już wzrok już się spotkał, czuł dziwne fale ciepła rozchodzące się po jego ciele. Czasami aż kręciło mu się od tego w głowie.
- W porządku, podejdź do tablicy. - Odsunął krzesło i wraz z uczniem stanął pod tablicą. - Wypisz wszystkie rzeczowniki, jakie znajdziesz w tym tekście, o ile wiesz co to. - Uśmiechnął się życzliwie, choć rzeczywiście miał pewne wątpliwości. Obito przewrócił oczyma i zaczął wypisywać kolejno wyrazy, tak jak nakazał jego ulubiony nauczyciel. Jednak gdy pisał, nie mógł się powstrzymać od ciągłego zerkania w stronę nauczyciela, który teraz stał oparty o biurko z rękami luźno wsadzonymi w kieszenie. I nagłe zrozumienie sytuacji praktycznie uderzyło go w twarz, poczuł się zresztą jakby dostał plaskacza.
Byli sami. To znaczy, że on, Uchiha Obito, któremu szaleńczo podoba się Hatake Kakashi był sam w klasie z... No, Hatake Kakahim!
A mimo to grzecznie rozwiązywał zadania na tablicy.
Niby miłość działa cuda, ale los mógł już sobie tego plaszczaka darować, bo Obito sam sobie miał ochotę radośnie przywalić. Przecież nie wiadomo kiedy taka szansa znowu się przydarzy (Tak zwane, kiedy Kakashi znowu da się wyrolować Tsunade), więc czemu by z niej jak najlepiej nie skorzystać?
- I co dalej?
- Określimy przypadek, liczbę i rodzaj podanych rzeczowników. - Hatake oderwał się od biurka i podszedł do tablicy, na co Obito ochoczo odsunął się na bok. To zadanie, w którym w tej chwili „pomagał” mu nauczyciel był w stanie spokojnie rozwiązać sam, tylko że miał już jako taki plan, a że Kakashi brał go za kompletnego matoła i kazał mu rozwiązać zadanie na poziomie podstawówki, to miał je generalnie gdzieś i nawet teraz wcale nie musiał uważać. Zamiast tego dyskretnie odsunął się za nauczyciela i z niemałą przyjemnością obserwował go w swoim żywiole. Jak bystry, cięty wzrok przesuwa się po liniach tekstu, a barki i łopatki co chwile napinają się, gdy tylko sięga nieco wyżej niżby normalnie pozwolił mu wzrost. Szczerze, mógłby go takim obserwować godzinami i prawdopodobnie wcale by mu się nie znudziło. Chyba pierwszy raz Hatake przy nim wyglądał na tak... Zrelaksowanego. Zupełnie bez podejrzliwych spojrzeń czy innego cyrku, aby tylko w jak najszybszym tempie zwęszyć postęp, którego, w większości przypadków, i tak nie było.
Obito prawie czuł się źle z tym, że ma zamiar zepsuć tak niewinny moment. Choć z drugiej strony, to wcale nie musiało się tak potoczyć...
- Roz... - I tak nagle, jakby zwyczajnie Kakashi poczuł gorący oddech na swojej szyi i ramiona opierające się po obu stronach jego talii. Obito przybliżył się do niego na niebezpiecznie bliską odległość, opierając się całym ciałem o jego plecy, prowokacyjnie się o niego ocierając. Kakashi znieruchomiał, odruchowo trochę bardziej przyciskając do siebie ręce, a jego twarz zmieniła odcień na karmazynowy. Nie było by jeszcze w tym strasznego, gdyby nie to, że mimo zaprzeczeń, zasad czy chociażby moralności, przeszedł go wyraźny dreszcz podniecenia. - Odsuń się. - Starał się brzmieć pewnie i stanowczo, tyle że w trakcie nieco zadrżał mu głos i, tak jakby cały świat nagle obrócił się przeciwko niemu, Obito usłyszał to bardzo wyraźnie i uśmiechnął się nieco narcystycznie. - Przecież nie próbuję cię przelecieć. - Zaśmiał się cicho, muskając jego kark gorącym powietrzem, powodując więcej tych przyjemnych, ale zakazanych dreszczy. - Jeszcze. - Dłonie przesunęły się po talii na biodra, zjeżdżając na wewnętrzną stronę ud. Kakashi obiema rękami oparł się o tablicę, łapiąc krótkie, płytkie oddechy. Nie mógł uwierzyć w to co się dzieje, nie mógł uwierzyć że tak po prostu pozwolić mu robić co chce, gdy już dawno powinien go wywalić.
- Obi... - Zachrypnięty głos uwiązł mu w gardle, gdy dłonie subtelnie i powoli z powrotem zaczęły kierować się ku górze, podwijając jego koszulkę. Obito nawet nic nie zdążył zrobić, a on już czuł, jakby całe jego ciało płonęło, jakby tracił rozum. Przygryzł dolną wargę i mocno wpił palce w tablicę, gdy czuł, że jego spodnie robią się nieco za ciasne, a dłonie wędrowały wyżej i wyżej... Gorące usta przycisnęły się do jego szyi, delikatnie ssąc wrażliwą skórę, a on nie był już wstanie powstrzymać cichego, gardłowego jęku. oczami wyobraźni już mógł zobaczyć jak Obito unosi brew i uśmiecha się z zadowoleniem, a jego duma wyraźnie ucierpiała.
W tej chwili jednak miał to gdzieś, był zbyt otumaniony, zupełnie opanowany gorączką pożądania.
I nagle wszystko się skończyło, wraz z krótkim, mocnym pukaniem i skrzypieniem otwieranych drzwi.
Rozsądek natychmiast wziął górę i chociaż w tym momencie był zirytowany tym, że ktoś im przerwał, a lekkie oszołomienie dało o sobie znać, to jednocześnie był wdzięczny, bo jeśli jednak nikt by im nie przerwał... Cóż, Kakashi z czystym sumieniem nie mógł powiedzieć, że przerwałby to szaleństwo.
- Masz ten dziennik... - W drzwiach stał Iruka i zaraz po zobaczeniu sytuacji w środku sali stanął jak wryty, a z jego twarzy momentalnie zniknął uśmiech, teraz rzucał rozbieganym spojrzeniem od Obito do Kakashiego, jakby zupełnie nie wiedział co ze sobą zrobić. Uchiha nareszcie wyciągnął dłonie spod koszuli Kakshiego, jednak ciągle zaborczo ją trzymał, a jego mina przez chwilę nie wyrażała zupełnie nic. Wbijał w Umino lodowate spojrzenie mówiące „On jest mój i chuj ci do tego”, zaraz potem uśmiechnął się pogardliwie i z wyższością. Iruka trzasnął dziennikiem w ławkę stojącą przy drzwiach i wyszedł szybkim krokiem, mówiąc dobrze wyuczone „Przepraszam, że przeszkodziłem”, jednak wyglądał przy tym kosmicznie wręcz nienaturalnie.
Nie żeby Obito się przejmował.
A Kakashi był jeszcze zbyt zdziwiony całą sytuacją, aby się przejąć. Wreszcie, z nieco przerażonym wzrokiem, odwrócił się do Obito, szukając... Czegoś. Czegoś co wydawałoby się bardziej realne niż cała ta klasowa sytuacja.
A Uchiha w tym czasie zdążył już wrócić do swej neutralnej miny, chociaż dalej pozostał na niej pewien chłód. Obydwoje zupełnie nie wiedzieli co powiedzieć.
- Ja... - Zaczął Kakashi, ale niedawne wydarzenia dalej mocno trzymały go w swoich żelaznych szponach, i chociaż starał się tego nie okazywać, przybierając zawziętą minę i twarde spojrzenie, był zupełnie roztrzęsiony. W najśmielszych snach nie podejrzewał siebie o taki brak zdrowego rozsądku czy zwykłej ludzkiej przyzwoitości. - Nigdy więcej tego nie rób! - Prawie krzyknął, zabierając swoją torbę z podłogi i prawie wybiegając z pomieszczenia, zostawiając w środku niedokończone zadanie z tablicy i porozrzucane na biurku kartkówki.
Potem, właściwie już w połowie korytarza, usłyszał z dobiegający z niej głośny huk i prawie że wykrzykiwane przekleństwa pewnego Uchihy.

środa, 13 kwietnia 2016

Zakazany Owoc Smakuje Najlepiej - Rozdział 1 "Kara"

Uwaga uwaga, to nasze WSPÓLNE opowiadanie, czyli - Anonimka i Alex~!
Jako iż obie mamy fazę na ObiKaka - Alex zapewnia pomysły, a ja język... I w sumie jak na razie jest przyjemnie. XD
Ogólnie mamy nadzieję, że nie zżalimy... No i najważniejsze, uwaga, mamy Nauczyciel x Uczeń!..
Albo raczej Uczeń x Nauczyciel. W każdym razie, uwaga, yaoi z nauczycielem - uke. XD
Nie przedłużając zbędnie, miłego czytania życzą 
Alex i Anonimek! ^^
***

Zadzwonił dzwonek na lekcje, powodując u Kakashiego małe wzdrygniecie. Nigdy nie mógł do końca przyzwyczaić się do swojej pracy i miejsca wiecznie pełnego głośnych i żywiołowych uczniaków. z lekkim zażenowaniem i pewną doza zdenerwowania przepchnął się przez tłum najwyraźniej znudzonych życiem licealistów. Codzienne użeranie się z ta zgrają było co najmniej irytujące, jednakże próba nauczenia ich jakichkolwiek manier nie mogła skończyć się za dobrze, a już na pewno nie powodzeniem, więc wolał być sobie tym zupełnie cichym i wyluzowanym nauczycielem Kakashim - przynajmniej byli dla niego mili i starali się zachowywać lub być przygotowanym. Z tego co wiedział, innym w jego branży w tej specyficznej szkole nie szło aż tak dobrze...
Lekcje rozpoczął jak zawsze od obowiązkowego sprawdzania obecności. Kiedy był już przy samym końcu listy, do klasy wbiegł zdyszany nastolatek, tak dobrze znany Kakshiemu, nie tylko ze spóźnień z resztą.
- Przepraszam za spóźnienie! - Krzyknął rozczochrany czarnowłosy nastolatek noszący wyraźnie pogniecione ubrania, prezentując sobą zupełny nieład. Nawet nie patrząc na nauczyciela, już zamierzał zwyczajnie usiąść we własnym miejscu, Kakashi jednak nie mógł mu darować. Nie jemu. Nie najbardziej denerwującej go niezdarze z całego liceum Konohy.
- Uchiha Obito, to piąte spóźnienie w tym tygodniu. - Skomentował na pozór spokojnie szarowłosy, na co brunet bezczelnie przewrócił oczami, zaczynając swoją codzienną tyradę;
- Po drodze zaczepiła mnie sąsiadka i...
- Jest środa. - Przerwał mu natychmiastowo, już mało przyjemnym tonem. - Oznacza to, że spóźniłeś się również na lekcję, na których nie miałeś prawa być poza szkołą i szczerze wątpię, że w tym czasie również ulegałeś swoim szczytnym celą. Siadaj. - Uchiha parsknął z irytacją i zajął swoje stałe miejsce w ostatniej ławce, zaraz obok Yahiko, który tylko zmierzył go spojrzeniem mówiącym "Za miękki jesteś", na co Obito mocno szturchnął go łokciem, wystawiając język i podpierając się na dłoni skupił się na lekcji.
A przynajmniej udawał.
Bo tak naprawdę zamiast na temat wolał patrzeć na swojego przystojnego, srebrnowłosego wychowawcę. Nie żeby był stuprocentowym gejem, bo podobały mu się również kobiety, tyle że w Kakashim było coś co go do niego przyciągało. Nie dość że z wyglądu niczego sobie, to jeszcze niezwykle inteligentny i z charakteru w sumie spoko, tyle że nadzwyczaj upodobał sobie czepianie się go. Nie żeby mu przeszkadzało, przynajmniej miał pewność, że zwracał na niego większą uwagę niż na innych uczniów.
Czas spędzony w ten sposób mijał mu niezwykle przyjemnie, tyle że nawet to mogło mu się po czasie znudzić. Gdyby tylko Hatake chociaż zdjął tą swoją maskę... Nie, dowolną część garderoby to byłoby zdecydowanie ciekawiej, a tak to było jakoś średnio satysfakcjonujące. Tak jakby mieć przed oczami dango i nie móc go skosztować, a zapach przecież kusi!
A gdyby tak sobie go troszkę poddenerwował? Przecież kiedy sensei się na niego złościł robił się jakiś taki... Bardziej czerwony. A skromnym zdaniem Obito, wyglądał wtedy przesłodko.
- Kakashi. - Jęknął przeciągle i miał wrażenie, że na to nauczyciel najeżył się jak wściekły kot. Odwrócił się do niego z tym jego wzrokiem mogącym zabić i kredą w każdej chwili gotową do rzutu.
- Ostatnie ostrzeżenie Uchiha. - Na twarzy Obito pojawił się chytry uśmieszek, doskonale zdając sobie sprawę, że to jeszcze bardziej rozsierdzi Kakashiego. - Z szacunkiem, bo...
- Masz dziewczynę, Kashi? - Po klasie rozbrzmiały ciche chichoty. Obito z lubością obserwował jak Hatake zamiera i nie zupełnie wiedział jak zareagować, a jego uszy delikatnie poczerwieniały. Obito ostentacyjnie podrapał się po głowie udając zamyślenie, gdy wpadł na kolejny pomysł. Cóż, jego duma sobie troszkę ucierpi. - Y... To może chłopaka? - Wiedział że przesadził, bo tym razem klasa już nie mogła się powstrzymać i wybuchnęła śmiechem (Obito mógł przysiąc, że to te cholerne yaoistki), a Kakashi zrobił się czerwony jak pomidor i niemal drżał ze złości, kreda w jego ręce chyba zamieniła się już w proch. Nerwowym, sztywnym krokiem podszedł do jego ławki i uderzył w nią otwartą dłonią, na co zrobiło się cicho jak makiem zasiał.
- Obito... - Warknął, jakby w ostatnich ruchach próbował się opanować. - Do dyrektora! - Ryknął i zupełnie je stracił, a wszyscy jakby podskoczyli. Obito wcale się im nie dziwił, Kakashi rzadko był aż tak zdenerwowany i nawet dla niego było to w pewnym sensie straszne. Jednakże show musi trwać, a jemu jeszcze było do śmiechu.
- Jeśli pan nalega, z chęcią się z panem przejdę, sensei. - Uśmiechnął się swoim firmowym uśmiechem typowego podrywacza za co Kakashi wyszarpał go niemal z ławki i wyrzucił za drzwi, po czym tylko zerknął na ciągle cicho chichoczącą klasę wzrokiem mówiącym "niech ktoś spróbuje się odezwać, to powystrzelam", (co było wyjątkowo skuteczną metodą wychowawczą) po czym zatrzasnął drzwi i złapał go za rękaw ciągnąc za sobą. - Trafiłem w czuły punkt czy jak? - Po minie Kakashiego, który postanowił już go chyba ignorować z wkurzenia, Obito wiedział że tym razem przesadził. Nie chciał aż tak dawać się we znaki, wystarczyło lekko o sobie przypomnieć, a tak to nie dało się ukryć, że czuł się z tym nieco źle.
Kakashi właściwie wrzucił go do gabinetu dyrektorki - Tsunade.
I było to chyba jedyne miejsce w szkole, gdzie wiecznie panował porządek i cisza. Dlaczego? Bo inne zachowanie groziło brutalnym zgonem.
Obito przełknął głośno ślinę. Dekolt dyrektorki był dziś niezwykle pokaźny... Chociaż w życiu by jej tego nie powiedział... I w sumie od kiedy zakochał się na zabój w srebrnych włosach, to mało go to interesowało.
- Kakashi... Co znowu się stało? - Zapytała marszcząc brwi, jeszcze nie do końca będąc zdenerwowaną, chociaż w sumie dało się przewidzieć dalszy plan wydarzeń.
- Zadałem panu Hatake parę pytań i widocznie trafiłem w bardzo czuły punkt. - Obito przeleciał wzrokiem od Kakashiego po Tsunadę i z zamyśleniem skończył na suficie. - W tym złym sensie.
- Zamknij się Obito. - Odezwał się natychmiastowo Kakashi, a zdenerwowanie powróciło na jego twarz (równie z kolorem, jak zdążył zauważyć Obito).
- Uspokój się Kakashi. - Zwróciła sie do niego Tsunade uspakajającym tonem, po czym rzuciła w Obito książką. - Okaż w końcu trochę szacunku, pomiocie Uchihy! Zupełnie jak twój kuzyn, Madara, same z wami utrapienia! - Przymierzała się do kolejnego rzutu, jednak Obito zdążył pochylić się w największym ukłonie na jakim było stań jego kręgosłup.
- Przepraszam pani Tsunade! - "Nie zabijaj!" Dodał w myślach i błagalnie spojrzał na Kakashiego, który nawet, jako tako, wydawał się mu współczuć i był nieco bardziej udobruchany.
- Powinnam cię wywalić na zbity pysk, rozumiesz Uchiha?! Może jak wyszorujesz całą szkołę na kolanach to się nauczysz szacunku, co? - Uśmiechnęła się chytrze, jakby już wygrała na loterii, a Obito stawał się tylko coraz bardziej nerwowym, bo wiedział, że jeśli postanowi, że naprawdę ma to zrobić, to zmusi go do tego, choćby i miała zamknąć całą szkołę.
- Pani Tsunade, nie sądzi pani, że to jednak zbyt surowa kara? - Odezwał się, o dziwo, w jego obronie Kakashi, za co w sumie Obito miał ochotę kłaniać mu się do stóp i choćby nawet całować po butach.
Anioł, myślał Obito, patrząc maślanymi oczami na dzielną postawę nauczyciela. Nawet prawie sobie obiecał, że już nigdy go nie zaczepi... Jednak nie należy składać obietnic, których nie można dotrzymać.
- Ach tak? - Uśmieszek z jej twarzy zniknął i znowu zmarszczyła brwi. Nie podobało jej się wtrącenie Kakashiego. Z resztą, nie od dzisiaj wiadome było, że ze czystością w szkole było raczej marnie od kiedy Tsunade przegrała płatny urlop z woźnymi. Wbiła w Kakashiego twardy wzrok, jednak ten nie złamał się i już nie odezwał, aż w końcu poddała się z lekkim westchnięciem, chociaż wcale nie było jej to na rękę. Słuchała Kakashiego, bo uchodził za jednego z bardziej inteligentnych i sprawiedliwych nauczycieli w szkole, jednak nie dało się ukryć, że czasami najchętniej trzymałaby go na maksymalnym uboczu. - Niech wam będzie... W takim razie teraz nie wrócisz na lekcję z Kakashim, tylko posprzątasz moje biuro... - Kakashi miał już zamiar opuścić gabinet, gdy dodała. - Nie tak szybko. Pan Kakashi się dzisiaj tobą zajmie, bo zostajesz po lekcjach! - Wykrzyknęła jakby karcąco, chociaż nie ukrywała nuty rozbawienia w głosie, zwłaszcza gdy zobaczyła zszokowaną minę srebrnowłosego. - Nie ujdzie ci to wszystko na sucho, Kakashi wyda ci zadania. Nie obchodzi mnie jakie, byleby podziałały.
- A-Ale... Pani Tsunade... - Zaczął Hatake, jednak blondynka przerwała mu machnięciem ręki.
- To moje ostateczne zdanie. - Gdy Kakashi nie ruszał się wcale z miejsca, chyba próbując przetworzyć te informacje, dodała ostrym tonem. - Skończyłam.
- Oczywiście, do widzenia. - Odmruknął jej nauczyciel i w pośpiechu opuścił gabinet, jakby miało go to ochronić przed popołudniem z Obito.
A Obito?
Cóż, z przyjemnością odprowadził go wzrokiem. Miał być sam na sam z Kakashim?! W jednej klasie?! Na całe popołudnie?!
Nie mógł wymarzyć sobie lepszej kary.
- A ty co się tak gapisz? Do roboty! - Krzyknęła na niego Tsunade, potajemnie wyjmując coś spod biurka, jednak Obito już się tym nie interesował i w trochę zbyt wesołych podskokach wziął się za sprzątnie.
Popołudnie z Kakashim...
Dla niego bomba!

niedziela, 10 kwietnia 2016

Elementy układanki #4- Kakashi, jako niania


Witajcie!
Troszkę mnie nie było, ale powracam z nowym Narusasu.
Mam nadzieję, że wam się spodoba.
Ps. Nie mogę z tego tytułu...XDDDD

                                                                        ***

-Naruto wstawaj!- rzekł poirytowany brunet. W głowie mu się nie mieściło jak można spać aż tak by nie usłyszeć budzika, który był w stanie obudzić wszystkich dookoła. Po kilku nie udanych próbach wyciągnięcia blondyna z łóżka Sasuke zrezygnowany udał się do kuchni i napełnij szklankę lodowatą wodą. Kucnął przy chłopaku i całą zawartość szklanego naczynia wylał na jego twarz.
-Pogrzało cię?!- zerwał się z łóżka. Sasuke spojrzał na niego bez emocji, lecz ręka zakrywał złośliwy uśmieszek.
-Co?! Już ósma?! Dlaczego mnie nie obudziłeś wcześniej?!- w dość szybkim tępię wyjął gacie z szafy i zwykłą koszulkę. Wbiegł do łazienki. Ubrał się. Rzucił brunetowi jeszcze pożegnalny gest i wybiegł niczym strzała z mieszkania. Chłopak stał osłupiał ciągle przezywając przedstawienie, które przed chwilą miało miejsce w mieszkaniu. Westchnął sam do siebie i zbliżył się do lodówki. Otworzył ją. Można się było domyśleć. Znaleźć w niej można był tylko światłom, masło i dwa jajka. Z grymasem wyjął składniki i leniwie zaczął przyrządzać posiłek. Nie był w tym najlepszy, ale jajecznica wyszła znośna.
-Czy ten facet kiedykolwiek sprząta?- spytał sam siebie kiedy skierował wzrok w stronę pokoju "gościnnego" co można był nazwać pokojem na graty i nikt by nie zaprzeczył. Szybko założył na siebie luźne ciuchy i zasiadł na kanapie. Włączył telewizję. Musiał przyznać, że gdy tylko Naruto wychodził do roboty jego opętywała pustak i nuda. Nie wiedział co kompletnie może ze sobą zrobić. Podczas użalania się nad sobą zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Czyżby czegoś zapomniał?- zwlekł się z kanapy i otworzył drzwi. Stał w nich dość wysoki siwowłosy mężczyzna. Ubrany był w zwykły sweter i spodnie. Uwagę bruneta jednak przyciągnęła niecodzienna maska lekarska. Nigdy nie widział człowieka, który chodził w takich. Prócz lekarzy, ale u nich to raczej normalne.
-Cześć Sasuke, mogę wejść?- zapytał mężczyzna.
-Dzień dobry?- przesunął się aby facet mógł wejść do środka. W dłoniach trzymał dwie siatki przepełnione zakupami.
-Tak sobie pomyślałem, że Naruto pewnie nie chodzi na zakupy więc wpadłem do marketu po drodze.
-Faktycznie nie ma nic w lodówce, ale mam pytanie. Kim pan jest?
-Ou...To Naruto nic ci nie powiedział?- Brunet pokręcił głową w geście zaprzeczenia.
-A więc, Jestem Kakashi Hatake. Przyjaciel i niegdyś nauczyciel Naruto. Miło mi cię poznać Sasukę.
-Ah...Mi pana też- podał mu rękę.
-Tylko nie pan, jestem Kakashi. W sumie to jestem tu jako twoja niania- podrapał się nerwowo po głowie.
-E? Jak to?
-Naruto uważa, że nie powinien zostawiać cie samego, więc poprosił abym siedział tu z tobą puki nie wróci.-w trakcie rozmowy poukładał wszystkie produkty do lodówki.
-Ale ja sobie w sumie radzę. Cóż przyznam jednak,że nudzi mi się samemu.
-W takim razie będziemy się nudzić razem.
-Napijesz się czegoś?
-Nie dzięki, usiądę sobie- siwowłosy zajął miejsce na kanapie, a brunet tuż obok.- Jak się czujesz?
-Normalnie, tylko nic nie pamiętam, ale to drobiazg- wydukał z pod nosa.
-A Naruto próbował ci coś przypomnieć?
-Coś tam wspominał, o przyjaciółce Sakurze, która umarła bo była chora- Kakashi zrobił wyraźnie zdziwiona minę- I o tobie i jakimś Obito. No o o naszym rzekomym związku- Szaro-włosy wytrzeszczył oczy ze zdziwienia.
-Eee...Jakiego związku?- wydukał
-No mojego z Naruto, ponoć byliśmy parą
-Aha- wypuścił powietrze z ust.
-Nie wiedziałeś?- zapytał zaskoczony.
-Ależ oczywiście, że wiedziałem- podrapał się nerwowo po głowie, a Sasuke dziwnie się na niego spojrzał- Chcesz coś zjeść?
-Nie niedawno jadłem- uśmiechnął się lekko.
-A mówił ci coś jeszcze?
-Nie, uznał, że nie będzie mnie na razie męczyć-westchnął.- Ale odkąd wróciłem ze szpitala miewam dziwne i mroczne sny, a w zasadzie to jeden ciągle powtarzający się.
-Mogę wiedzieć czego on dotyczy?
-Właśnie tej dziewczyny. Obraz zawsze przedstawia mnie załamanego nad jej zakrwawionym ciałem i Naruto tuż za mną.p Mężczyzna nie wiedział co odpowiedzieć. Stał przez chwilę osłupiały.- Kakashi, nic ci nie jest?
-Nie, nie. Jestem pewien, że to kiedyś minie-unikając kontaktu wzrokowego wstał z kanapy i zaczął robić coś to jedzenia.
-Cześć!- powiedział ich zadowolony jak zwykle blondyn.
-Cześć- niewzruszony brunet nie ruszył się z miejsca.
-Witaj Naruto, mogę cię na słówko?
-Eee...tak?- skierował się do swojego "składzika"
-Mógłbyś tu kiedyś posprzątać- zwrócił się do blondyna Hatake.
-A wiec co chcesz mi powiedzieć? Nie ukrywam, że się stresuje, bo ostatni raz brałeś mnie na słówko w szkole kiedy to wraz z Sasuke odwaliliśmy ci kawał- wyszczerzył zęby z dumy.
-Po pierwsze, ten kawał wcale nie był fajny. Po drugie dlaczego powiedziałeś Sasuke, że byliście razem?
-Tak jakoś wyszło...
-Ale on sobie kiedyś przypomni, nie widzę sensu by go okłamywać
-Własnie, kiedyś sobie przypomni. Tyle mojego, że puki nie pamięta to chce ze mną przebywać.
-A śmierć Sakury? Była chora? Serio?
-No przecież mówię...nawet jeśli Sasuke nie pamięta, że była dla niego ważna to i tak stracę w jego oczach. Wiesz, że drugi raz tego już nie zniosę.
-No dobra, ale jest jeszcze jeden i istotny problem. Nazywa się Itachi Uchiha
-Jezu...Tyle lat nie interesował się bratem, myślisz, że nagle sobie przypomni? No chyba nie, nie przejmuj się. Niech na razie będzie tak jak jest- poklepał przyjaciela po plecach. Wyszli z pokoju. Ssuke nie siedział już na kanapie. Blondyn po cichu zajrzał do jego pokoju. Spał. Odkąd wrócił ze szpitala musiał odpoczywać, więc jakoś zupełnie go to nie zaskoczyło.
-W takim razie ja już wychodzę. Trzymaj się Naruto
-Cześć.- Naruto spojrzał na zegarek. Dochodziła osiemnasta. Uwalił się na kanapie. Zamknął oczy i tworzył swój genialny plan na jutrzejszy dzień. Nie mógł doczekać się, aby spędzić czas z brunetem.

sobota, 9 kwietnia 2016

Ciekawy Pacjent cz. 21 - Diabełek z piekła rodem.

Rozdział miał być dłuuugi, ale postanowiłam go podzielić, bo... Nie mogę do końca sformułować myśli i obawiam się, że miałabym zbyt długą przerwę. I tak już miałam, ale cii. 
Więc jest taki jaki jest - krótki, ale zawsze. ^^"
Niedługo w sumie powinnam dodać co innego jak się zbiorę w sobie... Bo mnie łapie letnia depresja, co równa się niechęcią do robienia czegokolwiek. [*]
***

Nerwową krzątaniną Toby'ego po domu przerwał dzwonek do drzwi. Stanął na chwilę, nastroszony niczym myśliwski pies i posłał Damienowi wrogie spojrzenie, mówiące „Ale już, bo szczotą po głowie”.
- Idę, idę. - Wymruczał w odpowiedzi brunet i ociężale podniósł się z wcześniej okupowanego kawałka podłogi. Otrzepał spodnie, choć raczej na pokaz, niżby faktycznie z brudu i powoli, ziewając i ostentacyjnie prostując kości, udał się w kierunku drzwi.
Tak, było to chamskie, ale z drugiej strony... Rodzina Toby'ego nie była jego sprawą i zdecydowanie nie obchodziło go ich uczulenie na rzekomy brud w mieszkaniu.
Gwałtownie otworzył drzwi i ku jego zaskoczeniu, znalazł tam tylko całkiem ładną, średniego wzrostu szatynkę z ręką umieszczoną przy dzwonku w taki sposób, jakby w tym momencie miała zadzwonić drug raz. Obydwoje osłupieli, wpatrując się w siebie z równym zdziwieniem, milcząc.
- E... Jest Toby? - Wydukała wreszcie dziewczyna (chociaż, bardziej młoda kobieta), luźno opuszczając już rękę. Damien, dalej nic nie mówiąc, odsunął się od wejścia, wpuszczając ją do środka. Szatynka zdjęła buty w wejściu i poczęła chaotycznie rozglądać się po mieszkaniu, niby szukając ni to Toby'ego ni to miejsca do przysiądnięcia, choć w rzeczywistości, Damien wyraźnie mógł zauważyć, że sporą uwagę tak naprawdę poświęcała jemu samemu i nie mógł być pewny, że w jej spojrzeniu kryła się tylko i wyłącznie ciekawość...
Toby natomiast, wreszcie interesując się sprawą gościa i naglą ciszą, wyszedł ze swojego kącika czystości i stanął oko w oko z pięknym widokiem dwójki dorosłych zachowujących się jak pięciolatki. Tyle że sam był zdziwiony, nie spodziewał się zobaczyć tutaj, albo raczej teraz, swojej siostry...
Westchnął, kręcąc głową, delikatnie masując swoje skronie.
- Damien Bella, Bella Damien. Chyba nie muszę mówić który jest który? - Obydwoje z wcześniej milczących pokiwali przecząco głową i obydwoje, w zaskakująco podobnym czasie ruszyli w stronę Toby'ego, gdy ten natychmiastowo po przekazaniu dwójce imion drugiego nieznajomego, odwrócił się na pięcie i wrócił do swojego świata. Tylko że Bella widząc zamiary Damiena uśmiechnęła się delikatnie i wycofała do kuchni, ustępując mu miejsca, choć w rzeczywistości, jak pomyślał Damien, to on powinien to zrobić, jednak w tej chwili za bardzo zależało mu, by zdobyć parę odpowiedzi by się tym przejmować. Damien, podbiegając parę kroków i uparcie trwając przy swoim celu, złapał Toby'ego za koszulkę, natychmiast go zatrzymując, na co szatyn uśmiechnął się do niego tajemniczo z tym złośliwym błyskiem w oku.
Damien z nie do końca znanych, lub raczej, z nie do końca częstych u niego powodów poczuł, że przez to nieco się zaczerwienił.
- Coś się stało? - Damien wzdrygnął się czując, jak Toby wyraźnie chełpi się tą odrobiną kontroli i wcale mu się to nie podobało. Nadął policzki w obrażeniu i szybkim ruchem zjechał dłonią z ramienia Toby'ego wprost na jego pośladki i lekko je ścisnął, powodując u Toby'ego gigantycznego buraka na twarzy i mocne, nerwowe zaciśnięcie szczęk.
Duma odbiła mu się czkawką...
A Damienowi jakoś niezwykle się to podobało.
Toby wreszcie stracił cierpliwość i strącił rękę niczym nieznośnego robala, stając przodem do niego, krzyżując ręce na piersi.
- Jeszcze raz i ci przywalę, perwersie. - Warknął, powodując u Damiena jeszcze większy uśmieszek samozadowolenia., jednak zanim Toby zdążył się odgryźć, zemścić, czy też zwyczajnie w świecie bardziej zdenerwować, wskazał kciukiem w stronę kuchni szybko zmieniając temat.
- Kto to?
- Och, no tak... Szczerze nie myślałem, że możesz się nie domyślić... Z drugiej strony, mogłem się spodziewać, że ta cała zazdrość przy okazji wyssie ci mózg. - Przewrócił oczami, nawet na niego nie patrząc, nie widząc, że Damien zmienia wyraz twarzy na jakąś dziwną delikatność. Faktycznie, był zazdrosny. Jak cholera. I w sumie jakoś nie miał zamiaru specjalnie się z tym ukrywać. Zazdrość to zazdrość, on nie miał z tym problemu... Problem leżał w tym, że w sumie nie wiedział czy w teorii ma o co być zazdrosnym, bo oficjalnie to raczej razem nie byli... Raczej...
Bo również raczej nie byli typami, którzy by tak po prostu to powiedzieli... No ale chyba nie „pójdą dalej” bez ustalania „niektórych rzeczy”? Bo o odrzucenie propozycji chyba nie musiał się martwić, dziewczyny Toby raczej nie miał, chociaż to było nieco martwiące. Może i nie miał, ale w razie czego przecież może zdecydować się na bezpieczniejszą i stabilniejszą opcję niż Damien, a jest nią oczywiście dziewczyna. No ale nie wyglądał, jakby na razie lub w najbliższej przyszłości miał zmienić zdanie co do swoich... Zainteresowań.
Z drugiej strony, cholera wie co chodziło Toby'emu po głowie, jednak jakoś lubił prowadzić z nim te zabawne gierki. No ale skoro mu się podobały, to chyba znaczy, że musiał chociaż w pewnym stopniu lubić jego osobę. Poza tym, chyba by nie całował ani ogólnie nie odwzajemniał flirtów kolesia, którym nawet nie jest zainteresowany? O ile nie miał wyjątkowo porytego poczucia humoru... Jednak sprawa z rodzicami i stanowiskiem wydawała mu się upewnieniem co do tego czy Toby jednak żartuje, bo przecież nikt nie stawiałby na szali swoich kontaktów rodzinnych i pracy tylko po to, żeby wykręcić komuś kawał lub w jakiś sposób się zabawić.
Damien pokręcił głową, oddalając od siebie te myśli. Zapyta później, bo szczerze nie spodziewał się, że Toby kiedykolwiek zapyta o coś takiego i że pewnie uważa sprawę za zamkniętą.
- Więc kto to? - Nagabnął w miarę ciekawsko, próbując ukryć fakt, że przed kilkoma sekundami prowadził ze sobą wewnętrzny spór co do swoich... Czegoś w rodzaju uczuć.
Toby wydawał się zanotować w jego głosie tę chwilową zawiechę, jednak nic na to nie powiedział, jakby jak najszybciej starając się udzielić podpowiedzi i mieć to całe zamieszanie już z głowy.
- Bella to nikt o kogo kiedykolwiek mógłbyś byś zazdrosny i z kim w życiu przez myśl mi nie przeszło, aby być zainteresowanym romantycznie.
- Czyli? - Ponaglił go Damien z niecierpliwiony. Niby rozumiał, że Toby się chce trochę pobawić tą „wiedzą”, ale powoli zaczynało go to irytować... Jednak po chwili irytacja została natychmiastowo zgaszona przez inną emocję.
Zupełne oszołomienie, będące pomieszaniem zakłopotania i niejakiego zdziwienia.

- Moja głupia starsza siostra. - Odpowiedział wreszcie Toby, uśmiechając się przyjaźnie.