wtorek, 30 września 2014

Ciekawy Pacjent cz. 2 - Wielka gra.

Mam jedno zdanie opisujące to co tu się dzieje... Za dużo Sherlocka. XD

*** 
Toby wrócił do domu niezwykle zamyślony. Taka już była jego osobowość, jak coś się stało, to musiał to sobie w spokoju przemyśleć.
Więc aby trochę się ożywić, zrobił kawę i usiadł na krześle w czymś, co w sumie od biedy można było nazwać kuchnią. W takich momentach cieszył się, że mieszkał sam. Nikt nie przeszkadzał mu w spokojnym zamknięciu się w sobie i kontemplacji.
Co mogło być nie tak z Damienem?
Oczywiście oprócz tego, że przy pierwszym spotkaniu mu groził, wyznał swe zabójcze zapędy i przyparł do biurka...
Tak, oprócz tego, to był całkiem normalny.
Toby zmarszczył brwi w frustracji. To była naprawdę idiotyczna sytuacja. Zmiany postawy Damiena były zadziwiające; z luzaka w szaleńca, dał porywać się chwili...
„Wydajesz się bardzo zainteresowany... Czyli, że dobrze wypadłem?”. Słowa te uderzyły Toby'ego z wielką siłą. No tak, on też dał się porwać, tym razem słuchał za dużo. To było zbyt pokręcone, za idealnie szalone.
Jak przedstawienie w teatrze.
Toby przeklął na siebie, bo za bardzo dał się wciągnąć i uwierzył w tą grę, jak jakiś dzieciak. Powinien trzymać się faktów, uczucia w pracy nie miały nic do gadania. Więc Damien był w pewnym sensie fałszywką, aktorem. Może i dobrym, ale ciągle... Tylko po co miałby to robić?
Pierwszą rzeczą, jaka przyszła Toby'emu do głowy było coś oczywistego – uniknięcie więzienia. Tyle, że w tym wypadku nie miało to żadnego sensu, Damien nie był oskarżony o zabójstwo swojej matki, a mimo to w gabinecie powiedział mu, że to zrobił, dodając sobie zarzutów. Największym czego dokonał była kradzież, coś za co nie poszedł by na dożywocie, a z obecnym wizerunkiem totalnego szaleńca, to w psychiatryku mógł spędzić całe życie.
Nie miało to żadnego sensu.
Albo w gabinecie chwalił się, że zrobił coś niezwykłego, że oszukał policje, albo zwyczajnie kłamał. Tylko po co miałby to robić?
Odpowiedź była niby absurdalna i idealnie pasująca do profilu psychopaty. Aż za idealnie. Jednak Toby nie był nawet w stanie pomyśleć o innej.
Dla zabawy.
Mówił o tak okropnych rzeczach, bawił się z nim tylko po to, aby doświadczyć trochę rozrywki... Więc była to jedna wielka gra.
Z resztą, teraz, kiedy Toby przywoływał sobie obraz Damiena w pokoju, to pomyślał, że faktycznie... Faktycznie wyglądał, jakby się tym bawił.
To było tak dziwne i nienormalne, że aż zakrawało o fikcję.
Tylko, że w psychiatryku, w byciu lekarzem, nie było miejsca na fikcję. Tam niemożliwe mogło być całkiem realne.
Damien zdecydowanie popisywał się umiejętnościami kłamania, tym co był i jest w stanie zrobić...
A jego jedyną widownią był Toby.
Całe to show było więc skierowane tylko i wyłącznie dla Toby'ego.
No tak, przecież on tam stał, jego dotykał Damien, jego starał się przekonać o swojej „straszności”.
Toby złapał się na tym, że jego myśli uciekają w zupełnie nieporządanym kierunku;
„Czy Damien zawsze się tak popisuje? Czy ja byłem jedynym?”.
Nie... Cole wszedł do jego pomieszczenia w „skórze” normalności i zachowywał się tak, dopóki Toby go czymś nie zainteresował... Tylko czym? Co takiego zrobił, czego nie wykonałby normalny psychiatra?
Co prawda Damien zaczął zachowywać się dziwnie, gdy zapytał o jego przeszłość, ale to raczej nie było niczym szczególnym. Każdy terapeuta spytałby o to samo, a jeśli przyjąć, że Damien robił to wszystko tylko dla zabawy, to wątpliwym było, aby odwalał tą samą sztuczkę za każdym razem, gdy ktoś spyta o jego przeszłość, bo stałoby się to zwyczajnie nużące.
Więc co to mogło być?
„No tak...” Pomyślał Toby, a na jego twarzy pojawił się drobny rumieniec wstydu.
Bo zrobił coś niezwykle idiotycznego i niebezpiecznego, tylko po to, żeby kontynuować grę psychopaty i poczuć ten słodko-gorzki smak adrenaliny.
Wyłączył kamery.
Normalni ludzie... Ba! Nawet ci lekko nienormalni, w życiu nie zrobiliby czegoś tak nieodpowiedzialnego, a Toby nawet nie mógł podać konkretnego powodu swojego działania. Po prostu dał się ponieść, mimo tego, że zazwyczaj tego nie robił. I ten jeden raz mógł zakończyć się dla niego tragicznie.
Ale siedział na krześle w swojej kuchni i popijał kawę, Damien nic mu nie zrobił.
Tym razem nawet nie musiał zadawać pytania „Dlaczego?”, bo wydawało mu się to zupełnie banalne.
Jeśli Damien znalazł już kogoś, kogo uznał za niezwykłego, to po co miał kończyć grę już tutaj, zanim jeszcze porządnie rozdał karty?
Toby'ego przeszedł nieprzyjemny dreszcz, bo zdawał sobie sprawę, że wpadł w sieć, w tą szaleńczą grę z kimś, kogo bez problemu mógł nazwać „pająkiem” lub „idealnym szachistą”, pomimo tego, że wiedział jakie to absurdalne.
A najgorsze było to, że pomimo tego, że miał możliwość, to wcale nie chciał i nie miał zamiaru jej kończyć.
Dobrze wiedział, że w ten sposób wstąpił na szachownicę Damiena, że tańczy dokładnie jak mu zagrał, a z tego wyraźnego punktu światła w jakim się znajdował obecnie, nie mógł nic zobaczyć, przewidzieć... Nie widział jaki jest Damien, nie widział jego umysłu, bo to światło za bardzo raziło go w oczy. Musiał samemu zejść w tą nieprzeniknioną ciemność i stać się kimś, kim w całym swoim życiu nawet nie śnił by być.
Mimo to, teraz nie był w stanie i nie miał zamiaru mu się przeciwstawiać.
Bo pomimo tego, że odpędzał tę myśl w najgłębsze zakamarki swojego, jak dotąd, czystego umysłu, to nie mógł zaprzeczyć...
To zaczynało mu się podobać.

sobota, 20 września 2014

Czy potrafisz jeszcze kochać?-Prolog

Autor: AnonimekKY i Martina
Pochodzenie: Nasze.
Gatunek: Romans, Hetero.
Opis: Miłosne historie zdarzają się wszędzie.
Ostrzeżenia: Możliwa nierealistyczność i błędy.


Gdybyś spotkał na ulicy Nathana Clive powiedziałbyś, że to zwykły nastolatek wracający ze szkoły lub po prostu wędrujący po mieście z nudów...

sobota, 13 września 2014

Ciekawy Pacjent cz. 1 - Przyszpilony

- Niech będzie, że tak... Więc co właściwie mam robić na tych niby dziennych wizytach? - I ponownie, Toby był... Zaskoczony. Nie do końca wiedział, jak w ogóle można tego nie wiedzieć. Cóż, niby różnych ludzi różnie wychowano, ale to było... Zadziwiające.
- No więc... - Zaciął się na chwilę, spoglądając na swego pacjenta. - Więc ja stoję, słucham i staram się ci doradzić, a ty opowiadasz o swoich... Problemach...
- A co jeśli nie mam problemów? - Odpowiedział natychmiast brunet, podnosząc się nieco. Emanował wręcz typowym sceptykiem. Tylko, że w tym wypadku było to zwyczajnie głupie.
- Widzisz... Nie chciałbym być jakiś niemiły czy coś...
- Jak najbardziej zezwalam. - I znowu ten sam uśmiech.
Uśmiech, który u Toby'ego powodował palpitację serca.
Z każdych możliwych powodów.
- Jeśli tu jesteś, to coś na pewno musi być nie tak. - Odparł mało formalnie. Widząc jak Damien wywraca oczami, szybko sprostował. - Oczywiście, jeśli chcesz, to możesz też mówić o przeszłości.
Damien gwałtowanie się wyprostował i zesztywniał. Teraz wyglądał raczej... Niebezpiecznie.
- Więc chcesz wiedzieć o przeszłości?
- Zrozumiem jeśli jest coś bolesnego, lub...
- Więc chcesz słyszeć o tym, jakimi śmieciami społeczeństwa byli moi rodzice? A może o tym jak się na mnie wyżywali? - Nie było śladu po tym wyluzowanym człowieku, który tu wszedł. Ten Damien był właściwie... Przerażający.
Jego oczy zwęziły się niebezpiecznie, gdy przekrzywił głowę. Powoli, niespiesznie podniósł się z miejsca, nie spuszczając wzroku z Toby'ego. - A może o tym jak bardzo zjebane relacje miałem z moją ex, hm? - Prawie warczał, zamiast mówić, obnażając białe zęby.
Nie wyglądał jak człowiek, bardziej jak nabuzowany, dziki wilk.
I się zbliżał.
Zbliżał się na zbyt niebezpieczną odległość.
- Och, a może ta najlepsza część. - Był już na tyle blisko, aby dłonie położyć na biurku, o które opierał się Toby. - O tym jakie to uczucie pozbawić te śmieci życia?
Reus mógł poczuć kciuki wbijające się w jego biodra, gorący oddech na twarzy.
To było aż nadto prawdziwe.
Aż nadto przerażające.
Mimo to, trzymał fason, nie mógł przecież tak łatwo się poddać.
Nie mógł tak łatwo dać się przestraszyć.
Nie zmieniając wyrazu twarzy, obserwował jak usta Damiena rozciągają się w spaczonym szaleństwem uśmiechu.
Chwilę potem, Cole zachichotał, odzywając się wreszcie.
- Najcudowniejsze w moim życiu. Widzisz, obydwoje nie byli aniołami, czyli coś po nich odziedziczyłem. Tego dnia... Padał śnieg. Moja matka wparowała do kuchni, jak zwykle drąc się na mnie, jakbym był winny najgorszej rzeczy na świecie. I byłem. Byłem winny temu, że jeszcze żyli. No właśnie, szkopuł w tym, że nie byłem w humorze... Więc ją zabiłem. W samoobronie. Dźgnąłem nożem, którym obierałem kartofle! - Znowu się zaśmiał, jak z najlepszego żartu na świecie.
Ale Toby'emu nie było do śmiechu, gdy Cole oparł głowę na jego ramieniu, dalej chichocząc.
To było chore, zupełnie nienormalne.
Ale Toby odchylił głowę nieco do tyłu i odwrócił ją w stronę tej czarnej czupryny.
Jego ciekawość z pewnością nie była czymś normalnym.
Czyżby on też zakrawał na szaleństwo?
- Potem zgoniłem na ojca, bo przecież on zawsze był taki! Nawet dałem mu się pobić, żeby być wiarygodnym! A potem śmiałem mu się w twarz, gdy nikt nie patrzał. "Biedny mały, co teraz pocznie? Jego matka musiała być..." Bla bla bla. - Tym razem ciepły oddech oplótł ucho Reusa. Przeszły go dreszcze. - Wydajesz się bardzo zainteresowany... Czyli, że dobrze wypadłem? - Zadziałało to na psychologa, jak kubeł zimnej wody. Odepchnął Damiena, zdecydowanie, ale nie za mocno.
Wyprostował się, by Cole nie patrzał na niego z przesadnej góry. Nie da się tak głupio zdominować, a już na pewno nie upokorzyć.
- Jak na pierwszą wizytę, aż za dobrze. - Uśmiechnął się, nie skąpiąc sobie zadziorności.
W końcu Damien nie był jedynym w pokoju, który posiadał jej aż na zapas.
Ale zamiast zaskoczenia, Reus ujrzał na twarzy Damiena jedynie większe zadowolenie.
- Cholera, podobasz mi się. Przypomnij, żebym zaprosił cię na małą prywatną wizytę jak już stąd wyjdę. - Toby uniósł brew, domyślając się intencji tamtego.
- Oczywiście. - Odpowiedział, nie szczędząc sobie sarkazmu. Oczywiście, nie powinien, ale... Skoro właśnie szczerości i zadziorności chciał Damien, to ją dostanie. Przelotnie spojrzał na zegarek i niemal zamarł, widząc, że czas spotkania już rychło dobiegał końca. - Cóż, przykro mi, ale na tę chwilę musimy skończyć. - Odpowiedział, znowu opierając się o biurko. Damien natomiast stracił całą swoją zwierzęcą postawę i wrócił do tego luzackiego bruneta, jakim się zrobił, wchodząc.
Przez resztę minut po prostu patrzeli na siebie w ciszy, mierząc się spojrzeniami.
I cisza pozostała w gabinecie Toby'ego, nawet po wyprowadzeniu Damiena.

wtorek, 9 września 2014

Ciekawy Pacjent Prolog - Chora ciekawość

No więc tu Anonimek i zero Violetty. Pomęczę was trochę moimi opowiadaniami! Miłego czytania. :3
***

Cholera, spóźnię się! - Toby krzyknął na siebie w myślach biegnąc do wyjścia. Po drodze zabrał kurtkę i portfel.  Dnia dzisiejszego zdecydowanie za wolno zbierał się z łóżka. Szybko wsiadł to tramwaju, nawet nie kupując biletu. Miał gdzieś egzystencję kanarów, a oni mieli gdzieś egzystencję jego. Mimo to nerwowo tupał w podłogę i w głowie nucił "spóźnię się, spóźnię, jak ten idiota~". Cóż, każdy ma swoje dziwactwa.
Na jego przystanku, czyli szpitalu psychiatrycznym, wysiadł. Brzmiało ciekawie i nieciekawie, zależy od upodobań, ale... No nie było. Sam Toby był tak zwanym terapeutą, chociaż sam wolał na siebie mówić po prostu "specjalista od normalnych inaczej". I mimo to, że irytowały go na przykład takie nastolatki z problemami typu "nie kocha mnie nikt, więc chcę umrzeć, ale tego nie zrobię, bo jednak ktoś mnie kocha", to starał się jak mógł, żeby każdemu pomóc. No i to się nazywa masochizm.
Nie spóźnił się na szczęście i pognał do swojego gabinetu, zaczynając swoją rutynę. Ale cóż, wbrew pozorom siedzenie w psychiatryku nie było takie złe.
Przynajmniej tutaj przypadki były zupełnie poważniejsze i prawdziwe.
Ucieszył go fakt poprawy stanu jego "ulubionej" pacjentki - Lauren.
Lauren była drobnym, wiecznie rozczochranym rudzielcem, ironicznie zupełnie pozbawionym piegów. Miała trudną przeszłość (znęcający się mąż), ale jaśniejszą przyszłość. Krótko mówiąc, mimo wszystko starała się uśmiechać i ogólnie robiła spore postępy w terapii. Miała jednak charakterek i lubiła dogryzać każdemu w okolicy. Dla żartów, ale jednak celnie.
- Dzień dobry doktorze. - Skłoniła się ironicznie, a Toby pomyślał, jak bardzo przypomina mu ona Meridę Waleczną z disney'owskiego filmu. Uśmiechnął się nieco, czując że poprawiło mu to humor.
Cóż, sprawą trochę smutną było, że jego jedyni przyjaciele w jakiś sposób są mentalni, ale... Jemu to nie przeszkadzało.
A jak jemu nie, to komu miało?
Tym razem nie omieszkał poinformować Lauren o Meridowym spostrzeżeniu, a ona natychmiast odgryzła się mówiąc mu o postaci Czkawki z "Jak wytresować smoka".
- Jesteście identyczni w każdym calu. - Zaśmiała się, a on przewrócił oczami z poczuciem spełnionego obowiązku. Pracowanie i pomaganie ludziom w tym samym czasie, było całkiem satysfakcjonującym zajęciem.
Rozmawiał z Lauren jeszcze długą chwilę, aż musieli się pożegnać, gonieni czasem.
Czas to zając i ucieka, pomyślał Toby, wiedząc, że to zupełnie absurdalne, a jego umysł natychmiast powędrował w stronę "Alicji z krainy czarów" i skończył na myśli, że taką pacjentkę w sumie też mają.
Jednakże szybko skupił się na następnym pacjencie.
Nowym pacjencie.
Z zaciekawieniem, przejrzał jego kartę, którą wyjątkowo (lub też nie) posiadał.
Już po krótkim przeglądzie mógł stwierdzić, że zaraz wejdzie tu dziwny człowiek.
I nie pomylił się, chociaż na początku tak stwierdził.
Do gabinetu sprowadzono mu dość wysokiego bruneta, najpewniej w wieku podobnym do jego.
Zaskakującą rzeczą było to, że wyglądał on całkiem... Normalnie.
Nieco przydługawe włosy, blada twarz (co go w sumie nie dziwiło), zupełnie wyluzowana postawa i spokojne spojrzenie. Gdy tylko ujrzał Toby'ego, uśmiechnął się nieco.
Nie sprzeciwiał się żadnym poleceniom, jednak dwóch postawnych gości wprowadzających go skutecznie sprowadzały Reusa na ziemię i mówiły mu "tu stoi człowiek, który powinien tu być".
Rozmowę czas zacząć, nieco cynicznie pomyślał Toby, zachowując pokerową twarz, nawet gdy strażnicy wyszli, zostawiając go z nim sam na sam. Choćby człowiek ten był wyjątkowo niebezpieczny, dla niego nic to nie zmieniało. Dalej był tylko człowiekiem, który potrzebował pomocy.
Nawet jeśli był recydywistą...
Zapowiadał się niezły bałagan.
- Damien Cole, prawda? - pytany tylko pokiwał głową. - Więc, Damien, co cię do mnie sprowadza?
- Mnie nic. Oni... Oni uważają, że muszę tu być. - znowu kiwnął głową, tym razem na drzwi. - Więc jestem. Jakbym miał jakiś wybór, cholera. - Uśmiechnął się krzywo. - Więc, skoro przez najbliższy czas mam cię nie skrzywdzić i widzieć twoją w sumie nie brzydką twarz, jak się wabisz? - Lekarz zdziwił się nieco. No, to się nazywa odpowiedź prosto z mostu. Zmierzył go wzrokiem i odpowiedział zmieszany:
- Wabisz?
- Wabisz, nazywasz, przedstawiasz. Jak zwał tak zwał, chciałbym tylko odpowiedzi.
- Toby Reus. - Odpowiedział z westchnieniem. - I w sumie dziwi mnie, że tego nie wiesz. Nie zostałeś poinformowany?
- Może i zostałem, może i nie. Troszeczkę się wyłączam jak za dużo gadają, rozumiesz? - Damien rozłożył się na kanapie, zupełnie nie dbając o jakiekolwiek zasady wychowania. W sumie, czego tu oczekiwać od ludzi znajdujących się w tym miejscu?
Matko, jakim cudem ja się tu w ogóle znalazłem? - nagle pomyślał Toby.
No, go wzięło na rozkminy życiowe.
- Więc... Dlaczego "oni" uważają, że powinieneś tu być, Damien?
- Nie mów mi ciągle po imieniu. Niby czuję się zaszczycony, doktorku, ale po czasie się to robi nienaturalne i sztywne. - Toby zauważył, że Cole uparcie unika bezpośrednich odpowiedzi... Ta, to był ten typ co "ustanawia własne zasady gry". I cholera, na razie mu szło. - No już nie patrz się tak na mnie, wyglądasz jak szczeniaczek, któremu ktoś zabrał kosteczkę. - Pacjent zaśmiał się. - Cóż, jestem tutaj, bo byłem bardzo niegrzeczny. - Zwrócił swój wzrok na Toby'ego i obejrzał go od góry do dołu, wystawiając język. Pod wpływem stalowego spojrzenia Reus poczuł się dziwnie... Niezręcznie. Kuźwa, był pewien, że jeśli potrwałoby to jeszcze choćby chwilę, to zrobiłby się czerwony jak pomidor.
- Co takiego zrobiłeś? - zapytał, nieco odwracając wzrok i przerywając ciszę. Przegrał z psycholem, świetnie. - Możesz mi opowiedzieć, wiesz?
- Ano mogę. - Cole wrócił do swego szelmowskiego i nieco bezczelnego uśmiechu. - Ale wiesz, te kamery mnie wyjątkowo dekoncentrują... Mógłbyś..?
- W porządku. - Toby mocno ociągał się z tą decyzją. Na pierwszy rzut oka widać było, że Damien to nie miś tuliś i taki zabieg za bezpieczny nie będzie. A pomimo tego, z równą sobie masochistyczną determinacją, wykonywał jego polecenia. Był nieco za bardzo zaintrygowany całą osobą Damiena, coś niesamowicie go pociągało w tej dziwnej sylwetce. Więc, wbrew zdrowemu rozsądkowi i właściwie na dyktando niejakiemu szaleństwu, postanowił mu zaufać.
Więc teraz z własnej woli, bez zabezpieczeń siedział w jednym pokoju z czarującym i bezczelnym psycholem. Oblał go zimny dreszcz, a adrenalina zakotłowała się w żyłach. Miał ochotę zaśmiać się nerwowo, bo pierwszy raz czuł, że coś jest nie tak.
Był niemal podniecony tą sytuacją.
I przez to czuł się źle, naprawdę źle.
Wreszcie postanowił się odezwać, pilnując, żeby głos za bardzo nie zdradzał jego stanu;
- A teraz czujesz się wyjątkowo skupiony?


***
Edit: Jej, jeden rozdział poprawiony! Zostało jeszcze z... Dziesięć. ;-;

poniedziałek, 8 września 2014

Hejka, to Nasz nowy blog!

Witajcie wszyscy zagubieni w internecie. To nasz nowy blog, a tu mamy zamiar opisać wszystko co na razie wiemy:
1. Opowiadania mają przeróżną tematykę, najczęściej będą to jednak romanse. Występować będzie też sławne yaoi i yuri, więc ostrzegam.
2. Jako, że chodzimy jeszcze do szkoły, to notki raczej nie będą pojawiać się regularnie.
3. Opowiadanie będą albo całe wymyślane, albo z różnych filmów/seriali/mang/anime.
4. Aktualnie są 2 autorki (Alex Honest-koleżanka), (AnonimekKY-ja/mangozjeb). Żadna z nas nie odpowiada za opowiadania drugiej, ale są też wspólne (i dlatego mamy jeden blog).
5. Prosimy o szczerą krytykę i poprawianie błędów ortograficznych/interpunkcyjnych w komentarzach. To pomaga w poprawie wszystkiego.
6. Nie ponosimy odpowiedzialności za wszelkie uszczerbki na zdrowiu umysłowym i cielesnym! (XD).

Z pozdrowieniami Alex i Anonimek~!