niedziela, 16 sierpnia 2015

Nadzieja umiera ostatnia #1- Światełko w ciemności...ale napewno?

Cześć Wam!
Tak to się prezentuje po poprawkach. Postaram się na bieżąco poprawiać dalsze rozdziały.
Najlepiej codziennie...jednak wiecie jak to jest ;-;

*~*~*~*

Światło wschodzącego słońca zmusiło ją,by otworzyć oczy. Była w pustym pomieszczeniu, którego jedynym źródłem światła było lekko uchylone okno. Na dworze wiał ciepły wiatr, który unosił firankę do góry wdmuchując świeże liście z drzew do pokoju. Rozglądnęła się wkoło. Puste łóżko, ale przed chwila miała wrażenia, że ktoś tam leżał. Wiedziała, że nie była sama. Słysząc szum na dole wyszła z pokoju i powoli zeszła ze schodów. Wydały one ciche skrzypnięcie, ale domownicy nie zwrócili na to uwagi. Wszystko było bardzo znajome. Ten wystrój wnętrza, który w prawdzie był bardzo skromny, ale utkwił jej w pamięci. Zdjęcia na ścianie na pewno widziała niejednokrotnie. Dom był taki jaki zapamiętała. Przez osiem lat nie zmienił się ani odrobinę.
-Zaraz- Spojrzała na etażerkę, pod której nogami walały się resztki stłuczonego szkła.-Nawet to się nie zmieniło?-Pytała sama siebie.
Krzyki dochodzące z salonu przywołały u niej wspomnienia z tego nieszczęsnego dnia. Pobiegła w stronę frontowych drzwi.
-Mamo nie...-Szepnęła w jej stronę. Wszystko co zapamiętała, jako ta mała dziewczynka, którą matka przyciskała do spódnicy z perspektywy osoby trzeciej jeszcze bardziej ją to dotknęło. Była świadkiem, jak matka z grobową miną wpatrywała się w wolontariuszkę, zdając sobie sprawę co musi zrobić. A ona? Jako małe dziecko nie wiedziała dlaczego. Czy mama jej już nie kochała? A może tak byłoby lepiej, skoro ona tak chce. Gówno prawda. Gdyby wtedy wiedziała, że następne dziesięć lat spędzą osobno zrobiłaby coś.
Chwyciła kobietę za ramię i szeptała jej do ucha:
-Nie rób tego, proszę- Błagała.
Wszystko jednak było na nic. Jej matka nie słyszała. Zrobiła to co zdarzyło się tamtego dnia. Wcisnęła w ręce misia i książkę. Ucałowała ja w czoło, a kiedy wyszła wraz z kobietą zatrzasnęła drzwi jak gdyby nigdy nic wróciła na swoją kanapę i skupiła swój wzrok przed sobą.
Alicja podniosła się z łóżka. Lekko oszołomiona tym realistycznym snem przeczesała włosy dłonią. Chwilę trwało nim uspokoiła swoje serce, które zdawało się wyskoczyć zaraz z jej piersi. Rozejrzała się po pomieszczeni, w którym nie było zbyt wiele rzeczy. Łóżko, jakiś stary telewizor i komoda. Luksusem nie można było tego nazwać, jednak nie mogła zbytnio narzekać. Przez chwilę poczuła się zagubiona i przechodziła od ściany do ściany bez celu. Możliwe, że wstrząsnęło nią tak bardzo wydarzenie, które miało miejsce i z jego istnieniem żyła wiele lat? Nigdy zbytni nie mogła odpowiedzieć na to pytanie. Mimo, że wychowała się w tym miejscu to dniami łudziła się, że jeszcze wróci do swej matki i rodzinnego domu, jednak wszyscy wkoło nie podzielali jej nadziei.
Sama nie wiedziała co ja tknęło, aby wyciągnąć to zakurzone pudełko spod łóżka. Od przyjazdu tutaj zrobiła to raz. Było to zbyt emocjonujące i przywoływało za dużo wspomnień, ale jednak tej nocy, kiedy i tak wszystko do niej wróciło zdmuchnęła nadmiar szarego pyłu z pokrywy i lekko odsunęła ją. Nieco zmaltretowana przytulanka, oraz książka z potarganą okładką. Dwie jedyne rzeczy, które (prócz wspomnień) przypominały jej o tym, że kiedyś miała normalny , pełen miłości dom stworzony przez jej rodziców.
Nie dotknęła żadnej z rzeczy. Przez krótki czas przyglądała się zawartości pudełka, jednak w nerwach z powrotem wsunęła je pod łóżko. To wszystko było na nic. Jasminne o niej zapomniała, lub po prostu lepiej żyło jej się bez kuli u nogi. Nie rozpaczała już tak jak kiedyś. Pogodziła się ze swoim marnym losem i tym, że nie ma dla niej przyszłości. Jednak to naturalne, że tęskniła. Wychowanie i dorośnięcie bez matki, to był dla niej trudny okres, a teraz kiedy była już prawie pełnoletnia, czego mogła od niej oczekiwać? Wszystko czego doznała jak dojrzewająca nastolatka, było tu, w bidulu, i nawet jeśli, któregoś pięknego dnia ktoś zapukał by do jej drzwi i powiedział „Twoja matka po ciebie wróciła” nie była by to informacja, która zmieniła by jej życie, a przynajmniej tak jej się tej nocy wydawało.

Ranek okazał się ciężki, tak jak zwykle. Zwlekła się z łózka i wykonała wszystko to co robiła każdego dnia. Myła twarz, szorowała zęby, czesała swoje długie rude włosy i nakładała lekki makijaż. W międzyczasie ubierała się i automatycznie w niezawiązanych trampkach wychodziła z pokoju, bo przecież nigdy nie mogła być punktualna. Każdego ranka widywała się z Aleksem, który towarzyszył jej i w drodze do szkoły, jak i w szkole i prawie każdej innej dziedzinie jej życia (prócz korzystania z kibla, oczywiście). Miała tylko jego, ale nie narzekała. W tłoku tych wszystkich patologicznych nastolatków, z którymi użerała się co obiad na stołówce, bądź na korytarzu podczas przerwy, to on był jej ostatnia deską ratunku.
-Hej- Zaatakował ja już w progu, kiedy to skutecznie rozczochrał jej włosy. Alicja nie oszczędziła go, bo doskonale wiedział, że porankiem to nie jest ona najlepszym kompanem do żartów. Zdzieliła go ręką po głowie i ruszyła przed siebie warcząc pod nosem.- Dobra, dobra. Nie dąsaj się- Dogonił ja blondyn.- Mam informacje- Wiedział jak skutecznie zwrócić jej uwagę. Gwałtownie zatrzymała się i spojrzała na chłopaka z lekka przeszywając go na wylot.
-Kontynuuj - Sapnęła profesjonalnie.
-Dyrektorka chce z nami rozmawiać- Wyszczerzył się, jednak reakcja jego przyjaciółki była zupełnie inna. Rudowłosa prychnęła pod nosem i pokręciła głowa w niedowierzaniu.
-Oh, wybij sobie z głowy to, że ktoś chce nas adoptować. Jesteśmy prawie dorośli, to bez sensu- Prowadząc swój monolog usiadła na stołówce i zaczęła zajadać się śniadaniem.
-Dlaczego tracisz nadzieję? Czy to nie jest coś co wzbrania cie od sfiksowania?
-Wytłumacz mi, dlaczego teraz? Czemu nie te dziesięć lat temu kiedy tu trafiłam i naprawdę potrzebowałam rodziców. Teraz, kiedy za dwa miesiące będę dorosła, po co mi to- Jęknęła.
-Po to, aby mieć jakiekolwiek perspektywy na przyszłość?-To było pytanie retoryczne. Los dzieci z bidula od zawsze był z góry przesądzony. Ci, którym się poszczęściło dostają dobry dom i kochająca rodzinę, lecz tym , którzy wynoszą się stąd po ukończeniu swoich osiemnastych urodzin (uwierzcie było ich znacznie więcej) mogli liczyć na marne stypendium, za które kupić byli w stanie tylko bilet w jedną stronę.
-To irracjonalne. Oboje dobrze wiemy, że nikt od tak nie wyłoży na nas swoich pieniędzy. Wyniosę się stąd, znajdę jakąś pracę, może zatrzymam się gdzieś na jakiś czas. Pożyjemy zobaczymy- Skwitowała i wraz z tostem w buzi skierowała się ku wyjściu.
-Bardziej irracjonalne jest twoje podejście do życia!-Krzyknął za nią, za co został obdarzony tylko srogim spojrzeniem, bo potem postać dziewczyny rozpłynęła się w grupie nastolatków.

Zapukała ostrożnie w drzwi od gabinetu. Mimo, że bywała tu regularnie, to ciągle nie przywykła do tej służbowej postawy dyrektorki i zasad panujących wewnątrz. Zawsze przed taką wizyta zjadał ją stres, wiedząc, że nie zrobiła nic złego.
-Dzień dobry- Przywitała się z kobietą, która siedziała przed komputerem. Oderwała wzrok słysząc Aleksa, który zrobił to samo i ściągnęła okulary, a ręką wskazała miejsca, które mieli zająć.
-Tak dziwnie mi o tym mówić, a szczególnie po czasie jaki tutaj z nami jesteście- Zaczęła odchrząkując nieco.- Lecz, los chyba w końcu się do was uśmiechnął,- Posłała im blady uśmiech, który Alicja z niechęcią odwzajemniła. Wiedziała, że Aleks miał racje. Ktoś w tym wieku, chciał zostać jej rodzicami. Dać jej dom, na który tak długo czekała, a ona nie była w stanie się cieszyć. Wręcz przeciwnie- nie chciała tego.- Wydaje mi się, że bardziej do ciebie- Spojrzała na rudowłosą- Kobieta, w podeszłym wieku potrzebuje kogoś, kto doskonale nadałby się do dotrzymywania jej towarzystwa, oraz wyręczeniu ją w kilku pracach domowych. To bardzo dziwna propozycja, ja doskonale zdaję sobie z tego sprawę- Wyciągnęła teczkę spod biurka- Ale wydaje mi się, że to może cię uratować.- Wręczyła dziewczynie kartę adopcyjną i zwróciła się do Aleksa- Co do ciebie. Dzięki twoim dość wysokim wynikom udało nam się wywalczyć dla ciebie większe stypendium- Blondynowi również wręczyła kartkę, a Alicja spoglądając na niego widziała pojawiający się na jego twarzy uśmiech- Gratuluje- Podała mu dłoń.
-Nie chce- Burknęła pod nosem. Wywoła tym dość duży szok, a natarczywe spojrzenia wypalały się na niej.
-Słucham?-Kobieta udała, że się przesłyszała, co tylko wkurzyło ją jeszcze bardziej,.
-Ale ty jesteś głupia- Usłyszała od przyjaciela i tylko zacisnęła powieki. Brunetka westchnęła z niedowierzaniem i zaczęła od początku.
-Alicja, przemyśl to. Porozmawiaj jutro z tą kobietą- Prosiła.

-Ta...-Co mogła zrobić? Musiała się zgodzić, ale to nie zmieniło faktu, ze nie chciała tego i nie miała zamiaru do tego dopuszczać. Odsunęła krzesło i rzucając ciche „Do wiedzenia” wyszła z gabinetu. Udała się do pokoju, gdzie wcisnęła słuchawki w uszy i kładąc się na łóżku zaczęła myśleć, ale nie o tym, że to dobra propozycja, tylko o tym co zrobić, aby zniechęcić tę kobietę do siebie.