Obecna sytuacja była dla Deana bardzo prosta. Anioły upadły, Castiel upadł, Castiel był teraz człowiekiem. Nic prostszego, naprawdę. I właściwie, na początku nie widział zbyt wielu minusów tej sytuacji. Tak naprawdę jedynym minusem mógł być fakt, że Cas stracił możliwość unicestwiania demonów pojedynczym dotykiem, ale oprócz tego? Żadnych puszysto-skrzydłych aniołów grających wielkiego brata, Cas który został od-potworowany i Gadreel obiecujący wyleczyć Sama. Pierwszy raz sytuacja wydawała się być w porządku. Na tyle w porządku, że obiecał sobie i swojej małej dysfunkcyjnej rodzince małą przerwę od polowań, gdy tylko Cas wreszcie dotrze do ich bunkra...
A potem dotarł i parę rzeczy się zmieniło.
Bo Cas bezsprzecznie pachniał omegą. Nie żeby Dean wcześniej nie zastanawiał się jaki „status” będzie miał Cas po upadku, ale nie spodziewał się, że zmiana będzie taka ogromna. Poza tym, spodziewał się, że Cas będzie... No, na pewno nie omegą. Właściwie, myślał, że Cas okaże się betą, jedną z tych o bardo słabym, wręcz mdłym zapachu, do jakiego już się przyzwyczaił gdy Cas był aniołem
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz