Cześć Wszystkim!
Szkoła to największe zło tego
świata, które blokuje moją kreatywność. Nie mam zbyt wiele czasu
na pisanie, co mnie boli, bo zawsze gdy mam czasum nie mam weny,
leczy gdy mi go brak to moja głowa aż kipi od pomysłów...masakra...
Coś z milszych rzeczy to...
Czytam ostatnio taką złą książkę,
która jest podróbą Greya i się zastanawiam co gorsze...rly mój
mózg już chyba nie pracuje przez to
Dzień za dniem mijały monotonnie. Nic
dziwnego, skoro od tygodnia na moje twarzy nie był w stanie zawitać
chodź by cień uśmiechu. Czemu? W mojej głowie tłumiły się
myśli, których sama po czasie nie byłam w stanie ogarnąć.
Verdas, Francis. I tak na zmianę. Przyłapałam się na tym, że w
przeciągu ostatniego tygodnia ani razu nie wspomniałam o szkole. O
moje przyszłości, na której właśnie teraz powinnam się skupić.
I tak o to zdecydowałam, że opuszczę mieszkanie mojego przyjaciela
i przeniosę się do akademiku. Moje relacje z Francisem, po naszym
pocałunku, jakby się zmieniły. Niekontrolowanie trzymałam go na
dystans, ale nie potrafiłam inaczej. Chłopak wyraźnie dał mi do
zrozumienia, że z jego strony to coś więcej niż przyjaźń, a ja
nie byłam na razie w stanie dać mu tego, czego ode mnie oczekiwał.
Musiałam się ewakuować. Dać sobie spokój z facetami i zając się
sobą. Wyprowadzka niosła za sobą same plus. Byłabym z dala od
Verdasa i Francisa. Wszystko wyglądało na idealne, ale czy takie
było?
Akademik jak każdy. Nic szczególnego.
Wąskie korytarze w szarych barwach, osiem pięter i multum drzwi na
każdym z nich. Nic nadzwyczajnego, ale każde wyjście jest dobre,
aby uwolnić się od facetów. Niestety, tu też nie byłam od nich
wolna w stu procentach. Miejsce w żeńskim akademiku było zajęte,
a ja wylądowałam w ogólniaku ale, lepszy rydz niż nic. Wszystko
zapowiadało się idealnie. Same pozytywne myśli zajmowały teraz
moją głowę, do czasu kiedy to nie przekroczyłam progu
studenckiego domu. Multum ludzi, którzy na zmianę się
przekrzykiwali. W duszy jęknęłam. Miałam tu się spokojnie uczyć,
a nie wysłuchiwać bezsensownych przekomarzanek chłopaków z
przerośniętym ego, którzy urządzili sobie konkurs testosteronu na
wejściu Tłumaczyłam to sobie, że przecież to początek roku,
więc z dnia na dzień będzie lepiej. Kiedy mój uśmiech z powrotem
pojawił się na mojej twarzy pewnym krokiem zmierzyłam do kobiety,
która siedziała za ladą z napisem „Odbiór kluczy”
Uśmiechnęłam się do niej
przyjaźnie.
-Dzień dobry, chciałam odebrać swój
klucz- Starałam się brzmieć naprawdę pozytywnie, chodź mina
kobiety lekko mnie zawiodła.
-Imię- Warknęła, a ja nieco
podskoczyłam słysząc ten szorstki głos. Chciałam być miła a
wyszło jak zwykle.
-Violetta Castillo- Odwdzięczyłam się
tym samym chamskim tonem, a nasz wzrok się skrzyżował. Podała mi
niechętnie kluczyk, który niedbale wrzuciłam do torebki. Wraz z
pudełkami, które towarzyszyły mi cały czas przepchnęłam się do
windy i wjechałam na ósme piętro. Było tam mniej ludzi niż na
parterze więc odetchnęłam z ulgą. Mój pokój miał numer 98 więc
uważnie przyglądałam się drzwiom. Swoje znalazłam na końcu.
Odstawiłam pudelka i zaczęłam grzebać w torebce. Jak na złość,
tyle pierdół ale kluczy ani śladu. Wzięłam głęboki oddech, nie
chciałam aby taka błahostka zmieniła moje nastawienie do
dzisiejszego dnia. Szukałam i szukała, lecz z pomocą przyszła mi
młoda dziewczyna, która otworzyła drzwi.
-Długo będziesz tutaj stała?-
Zapytała żartobliwie, a ja niepewnie się uśmiechnęłam.
-Kobieca torebka, sama rozumiesz-
Westchnęłam. Blondynka pokręciła głową i schyliła się po
jedno z moich pudeł- Dziękuję- Szepnęłam, a ta uśmiechnęła
się szeroko. Pokój był mała,ale przytulny. Widać było, ze
dziewczyna nieco się już tu zadomowiła.
-Loretta jestem- Podała mi rękę
kiedy odstawiłam już swoje manatki. Chwyciłam jej dłoń i lekko
potrząsnęłam.
-A ja Violetta- Blondynka puściła
moją rękę i usiadła na swoim łóżku. Nie wyglądała na taką,
która była by tu nowa.
-Mów mi Lora- Uśmiechnęła się.
Wydawała się być bardzo pozytywna osobą co całkiem mi
odpowiadało. Potrzebowałam kogoś kto tchnie we mnie odrobinę
euforii.
-Nie wydajesz się być tu nowa-
Zaczęłam kiedy to rozpakowywałam swoje rzeczy.
-Masz rację, jestem już na drugim
roku. Tak tu jest, ze pierwszaki mieszkają z drugorocznymi, aby
mieli przy sobie kogoś, kto pomoże im się odnaleźć w kampusie.
Gorzej, jeżeli nie znajda wspólnego języka, ale ty wydajesz się
być spoko- Skwitowała. Posłałam jej lekki uśmiech. Układając
swoje rzeczy rozmawiałam trochę z Lorą. Opowiedziała mi mniej
więcej jak tu jest i na jakich ludzi trzeba uważać, ale tez
opowiedziałam jej coś o sobie. Zdążyłam jej opowiedzieć, jak to
bardzo ostatnio każdy facet działa mi na nerwy.
-Na pewno polubisz się z Monicą-
Zaśmiała się, kiedy to ja skończyłam moją przepełnioną
feminizmem wypowiedź.
-Dlaczego tak uważasz?- Zaśmiałam
się
-Ona myśli dokładnie tak jak ty. Ma
dość swojego nad opiekuńczeo brata, który jest wszędzie.
Dosłownie. Traktuje ją jak jajko. Mieć brata biznesmena to
porąbana sprawa, chodź nie sądzę by to w jego zawodzie tkwił
największy problem.- Westchnęła. Biznesmen. Leon Verdas.
Otrząsnęłam się. Nie mogłam o nim myśleć. Miałam się tu
uspokoić i uczyć, a nie zagracać sobie nim głowę.
-Znam to- Sapnęłam. Nie chciałam
wypowiadać się na ten temat, więc powróciłam do układania moich
ciuchów na wydzielonych półkach. Lora zajęła się czymś na
komputerze więc nie miałyśmy okazji porozmawiać, co było mi na
rękę. Uniknęłam niewygodnych pytań, bo patrząc na nią mogłam
się spodziewać jej ciekawości.
-Ja się chyba na Syberię muszę
wyprowadzić, żeby on dał mi spokój!- Usłyszałam i podniosłam
głowę w stronę krzyku. Byłą to dziewczyna drobna o czarnych
włosach i dość mocnym makijażu. Odwróciłam się i spojrzałam
na Lorettę, która niechętnie odłożyła komputer i zajęła się
naszym gościem.
-To jest Monica- Wskazała na
dziewczynę, a ja teraz szybko przeanalizowałam jej strój. Był
dość specyficzny ale trafił w me gusta. Miała na sobie czarną
tiulową spódniczkę. Przypominała mi baletnicę, niczym ze
spektaklu „ Jezioro Łabędzie”, ale zdecydowanie byłą by tym
czarnym charakterem. Z ciężkich butów wystawały jej zakolanówki
z miętowymi wykończeniami, a tego samego koloru crop-top odsłaniał
jej wytatuowany brzuch. Z tego co zdążyłam się przyjrzeć był to
motyl, ale po głębszym zastanowieniu wywnioskowałam, ze Monica
wytatuowała sobie ćmę na tle kosmosu. Nie wiem co miało to
oznaczać, ale dziara byłą ładna.
-Violetta – Podałam jej rękę, a
ona uważnie mi się przyjrzała. Po chwili ciszy na jej twarzy
pojawił się szeroki uśmiech, a dziewczyna podając mi dłoń
pociągnęła mnie za nią lekko i zamknęła w szczelnym uścisku.
-Dobra Monica, skończ już mi dusić
współlokatorkę, i mów co ten twój braciszek wymyślił-
Westchnęła zirytowana Lora.
-Chce się ze mną zobaczyć-
Posmutniała znacznie brunetka. Osobiście byłam bardzo ciekawa,
dlaczego dziewczyna tak bardzo nie akceptuje swojego brata, jaki w
takim razie musiał być?
-No i co w tym takiego strasznego?-
Zapytała. Widać było, że blondynka nie byłą jakoś szczególnie
zainteresowana całą tą sytuacją, chodź chciała na taką
wyglądać.
-Jak to co? Nie chce kolejnych kazań i
kłótni z nim. Lora, błagam cię idź ze mną- Prosiła klękając
na kolana przed łóżkiem mojej współlokatorki. Stałam tam cicho
nic się nie odzywając. Widać było, ze dziewczyny mają ze sobą
dobry kontakt, więc nie chciałam za bardzo się wychylać. Udając
kompletnie niezainteresowaną powróciłam do układania swoich
rzeczy.
-Nie ma opcji- Warknęła blondynka-
Doskonale wiesz, że nie mogę na niego patrzeć. Narobił mi
problemów, podziękuję za takie spotkanie- Gwałtownie wstała z
łóżka i wyciągnęła papierosa z półki w biurku.-Będzie ci
przeszkadzało, jak zapalę?- Zwróciła się do mnie, a ja lekko
zaprzeczyłam kręcąc głową. Loretta stała tuż obok, więc dym
zaatakował moje nozdrza dość gwałtownie. Chciałam zakasłać,
ale powstrzymałam to.
-Loretta, proszę- Zapłakała Monica,
która ciągle tkwiła na klęczkach przy jej łóżku.
-Nie mogę mam zajęcia dziś po
południu. Niech Violetta z tobą pójdzie- Obie skierowały na mnie
swój wzrok.
-Co? Przecież, nie znam go i was w
sumie też. Dlaczego miałabym? -Zapytałam lekko zestresowana.
-Jesteś jedyną osobą, w tym
towarzystwie, która nie zdążyła się narazić, panu
biznesmenowi.- Wymamrotała blondynka.
-Błagam cie Violu- Monicka podeszła
do mnie składając dłonie jak do modlitwy. Byłam zdezorientowana.
Rozglądałam się nerwowo po pokoju, jakby szukając odpowiedzi
chodź byłam pewna, że w ten sposób jej nie otrzymam. Nie umiałam
się nie zgodzić. Widać było, że dziewczyna naprawdę bała się
spotkać z bratem, co w sumie jeszcze bardziej mnie zestresowała.
Jaki musiał być, skoro wywoływał tyle strachu u swojej własnej
siostry.
-Dobrze- Wyszeptałam, a po chwili
brunetka rzuciła się na mnie i zaczęła mocną ściskać nie mogąc
przestać mi dziękować.
-W takim razie będę po ciebie
niedługo. Ogarnij się i wychodzimy- Posłała mi szeroki uśmiech i
wyszła z pokoju trzaskając drzwiami. Loretta ugasiła fajkę i
usiadła przed komputerem kończąc projekt. Kiedy ja byłam już
rozpakowana mój telefon zadzwonił. Był to Francis.
-Hej Francis- Przywitałam się, a
chłopak się zaśmiał
-Hej piękna
-Masz jakąś konkretną sprawę?-
Usiadłam na małej pufie, która stała w rogu pokoju. Wyciągnęłam
buty i próbowałam je założyć, kiedy to telefon znajdywał się
między moim ramieniem a uchem.
-W sumie to, pomyślałem, że
moglibyśmy wyskoczyć gdzieś na lunch, czy coś- Powiedział dość
nieśmiało, a ja zachichotałam.
-Francis, przepraszam, ale obiecałam,
że pomogę w czymś mojej koleżance, ale obiecuję, że wpadnę do
ciebie wieczorem i może zamówimy pizze?- Zaproponowałam.
-Ekstra!- Chłopak wydawał się być
zadowolony z mojej propozycji, więc ucieszyłam się. Pożegnałam
się z chłopakiem i dokończyłam zakładanie butów.
-Monica napisała, ze będzie na ciebie
czekać na parkingu- Poinformowała mnie Loretta, za co byłam jej
wdzięczna i wyszłam udającc się na umówione miejsce. Kiedy
odnalazłam w końcu już miejsce spotkania, Monica już tam była.
-Jeszcze raz bardzo ci dziękuję, że
ze mną tam idziesz- Przytuliła mnie.
-Nie ma za co- Posłałam jej lekki
uśmiech. Wsiadłyśmy, do samochodu brunetki, który swoją droga
był bardzo oryginalny. Zwykły niebieski garbusik.- Mogę cie o coś
zapytać?- Zaczęłam, kiedy to czekałyśmy na światłach. Monica
skinęła głową.-Dlaczego boisz się spotkać ze swoim bratem sam
na sam? Takich rozmów nie powinnaś odbywać bez żadnego
towarzystwa?
-Vils, tu nie chodzi o to, że się go
boje, po prostu mamy dość kiepski kontakt. On za wszelka cenę chce
mnie kontrolować, a ja nie lubię takich sytuacji. Wiem, że gdy
pójdę tam sama, to znów wywołam kłótnie, a tak może będzie
się hamował- Byłam w szoku. Nie sądziłam, że można mieć tak
złe relacje ze swoim rodzeństwem, chociaż nie powinnam wypowiadać
się na ten temat iż takowego nie posiadam. Po dziesięciu minutach
byłyśmy już na miejscu. Udałyśmy się do kawiarni, gdzie
zamówiłyśmy kawę. Nie musiałyśmy długo a niego czekać,
ponieważ pojawił się punkt o jedenastej. Wszedł w nienagannym
garniturze, a ja gdy go zobaczyłam zamarłam. Byłam pewna, że
zbladłam. Ręce mocno zacisnęłam na blacie i nie przerwałam z nim
kontaktu wzrokowego. Chciałam uciec,ale nie byłam w stanie.
Przełknęłam głośno ślinę,kiedy to stanął przy naszym
stoliku. Przywitał się z Monicą i usiadł naprzeciwko mnie.
Przymknęłam oczy, aby się nie rozpłakać.
-A z moja koleżanką to już się nie
przywitasz?- Warknęła brunetka. Verdas spojrzał na nią a potem
zaraz na mnie.
-Cześć Violu- Wychrypiał, a mnie
przeszły ciarki.
-To wy się znacie?-Zapiszczała
brunetka, tym samym oczekując ode mnie odpowiedzi. Odwróciłam się
w jej stronę i spojrzałam na nią zaszklonymi oczami, tak aby pod
żadnym pozorem nie widzieć Verdasa.
-Będzie lepiej, jak porozmawiacie we
dwoje, przepraszam- Wyszeptałam i szybko odeszłam od stolika
kierując się w stronę wyjścia. Słyszałam, ze ktoś wstał razem
ze mną i miałam nadzieję, że to Monica, jednak kiedy byłam już
na zewnątrz duża, ciepła dłoń otoczyła moje palce i po chwili
tkwiłam w żelaznym uścisku, bez żadnej granicy. Sam na sam z
Leonem. Wpatrywałam się w jego oczy, o których widoku pragnęłam
zapomnieć. Czułam bicie serca, o którym nie chciałam nigdy więcej
wspominać. Czułam jego dotyk, który chciałam puścić w
niepamięć, jednak wszystko w tym momencie zmieniło całkowicie
swój tor biegu. Pragnęłam więcej. Więcej tych oczu, więcej
dźwięku bicia jego serca, które do niedawna biło w tym samym
rytmie. Więcej jego. Chęć zamknięcia tej przestrzeni między
naszymi ustami była ogromna, ale wiedziałam, że gdy to zrobię to
zatracę się w tych uczuciach na nowo. Verdas myślał o tym samym,
bo gdy zaczął się zbliżać, a ja odwróciłam głowę. Szatyn nie
odpuścił tylko złapał mój podbródek i ponownie nakierował moje
oczy na siebie. Nie mogłam protestować. Uścisk był zbyt sztywny.
Miałam ochotę go uderzyć, a jednocześnie przytulic i powiedzieć
jak bardzo go kocham. Od miłości do nienawiści jest cienka linia,
a ja właśnie po niej stąpam.
-Tęskniłem, cholernie tęskniłem-
Wysapał w moje usta i wbił się w nie. Byłam w szoku. Nic nie
zrobiłam tylko oddałam ten pocałunek, przepełniony tęsknotą,
pragnieniem i miłością, którą go darzyłam. Widziałam, ze będę
tego żałować, ale co mogłam zrobić, kiedy stałam przed nim i
traciła resztki swoich zdrowych zmysłów. Na odległość byłam w
stanie przekazać mu każde negatywne uczucie jakim go darzyłam,
lecz kiedy stawał obok wszystko mijało, a ja myślałam tylko o tym
jak cudownie byłoby wrócić do przeszłości. Oderwałam się od
niego i nawet nie patrząc w jego stronę uciekłam. Uciekłam jak
małolata, która nie jest w stanie ponieść konsekwencji za samą
siebie ale właśnie taka byłam. Nie umiałam spojrzeć mu w oczy,
po tym co między nami było. Nie umiałam przebywać z nim w jednym
pomieszczeni. Nie umiałam żyć z nim w jednym mieście. Ja w ogóle
nie byłam w stanie bez niego żyć.
Wsiadłam do pierwszej lepszej
taksówki, która podwiozła mnie pod dom Francisa. Rzuciłam w
taksówkarza banknotem i zalana łzami wybiegłam z auta i
najszybciejjak tylko mogłam wbiegłam do klatki. Zapukałam
kilkakrotnie, a chłopak w końcu mi otworzył.
-Hej, miałaś przyjść dopiero
wieczorem- Skwitował stojąc w drzwiach jedynie w dresach. Nie
odpowiedziała mu tylko mocno się do niego przytuliłam i zaczęłam
łkać. Było to strasznie egoistyczne z mojej strony, ale on był mi
jedyną bliską mi osobą w tym wielki mieście, nie miałam do kogo
z tym iść. -Shhhh...-Pogłaskał mnie po plecach a drugą rękę
wplótł w moje włosy.
-Przepraszam, ale musiałam teraz
przyjechać- Spuściłam głowę w dół. Francis poszedł do kuchni
i po chwili wrócił trzymając w rękach butelkę wódki i dwa duże
pudelka lodów i ulotkę z pizzeri.
-Miałem to zostawić na wieczór, ale
kto powiedział, ze nie możemy zacząć o - Spojrzał na
zegarek.-Dwunastej w południe?- Uśmiechnął się szeroko, przez co
ja nie byłam w stanie nie odwzajemnić gestu. Niedbale wytarłam
oczy i wyrwałam mu z rąk jedno z pudełek.-Ej!-Krzyknął-Czekoladowe
są dla mnie!- Skierował się w stronę kanapy na której ja już
siedziałam i zajadałam się lodami. -Jesteś nieznośna.
-Gdzieś to już słyszałam-
Uśmiechnęłam się złośliwie a Francis tylko pokręcił głową.
-No i okazało się, że on jest jej
bratem i znów się z nim widziałam- Płakałam i wycierałam nos w
chusteczkę. Był już wieczór. Wraz z Francisem siedziałam w jego
pokoju i pod wpływem alkoholu streściłam mu całe moje życie od
narodzi po wyjazd tutaj. Całkiem świetnie się bawił, dopóki nie
zeszłam na temat Leona, który ewidentnie go denerwował, ale starał
się mnie wysłuchać. -I on mnie pocałował i to wszystko jest
takie pogmatwane- Łkałam jeszcze bardziej, a Francis gwałtownie
poniósł się do pozycji siedzącej i musnął moje usta. Było to
przyjemne więc nie protestowałam. Po chwili odsunął się i
przetarł palcem moje policzki.
-Przepraszam, ale nie mogłem już
dłużej o nim słuchać- Wychrypiał. Przyglądałam mu się uważnie
i oparłam dłonie na jego nagich ramionach. Wciąż był bez
koszulki, przez co zauważyłam, że jego ciało jest nieco
wyrzeźbione. Jeździłam nimi w górę i w dół, jakbym badała
jego ciało, ale nie byłam w stanie oderwać wzroku od jego oczu.
Pocałował mnie ponownie, tym razem intensywniej i bardziej
namiętnie. Nie byłam w stanie nad tym zapanować, po prostu dałam
ponieść się nadmiarem swoich emocji. Usiadłam na nim i wplotłam
palce w jego włosy, na co on zaczął lekko pomrukiwać. Było mi
tak dobrze, a pożądanie przejęło nademną kontrolę. Wiedziałam,
ze rano będę tego cholernie żałować, ale wtedy jeszcze o tym nie
myślałam.

Wrócę jutro.
OdpowiedzUsuńAsia
Violetta wyprowadziła się do akademika, no i dobrze.
UsuńDomyślałam się, że brat Moniki to Leon.
Leon ją pocalował, a także idzie do łóżka z tym idiotą.
What do you doing Violka?
Mam nadzieję, że się opamięta.
Asia ❤
Zapraszam do mnie.
Violetta ma ostatni metlik w glowie. Ale nic nie dzieje sie bez przyczyny ;)
Usuń