niedziela, 30 października 2016

Dwa Światy cz.3- Między miłością a nienawiścią, jest cienka linia po, ktorej ja teraz stąpam

Cześć Wszystkim!
Szkoła to największe zło tego świata, które blokuje moją kreatywność. Nie mam zbyt wiele czasu na pisanie, co mnie boli, bo zawsze gdy mam czasum nie mam weny, leczy gdy mi go brak to moja głowa aż kipi od pomysłów...masakra...
Coś z milszych rzeczy to...
Czytam ostatnio taką złą książkę, która jest podróbą Greya i się zastanawiam co gorsze...rly mój mózg już chyba nie pracuje przez to






Dzień za dniem mijały monotonnie. Nic dziwnego, skoro od tygodnia na moje twarzy nie był w stanie zawitać chodź by cień uśmiechu. Czemu? W mojej głowie tłumiły się myśli, których sama po czasie nie byłam w stanie ogarnąć. Verdas, Francis. I tak na zmianę. Przyłapałam się na tym, że w przeciągu ostatniego tygodnia ani razu nie wspomniałam o szkole. O moje przyszłości, na której właśnie teraz powinnam się skupić. I tak o to zdecydowałam, że opuszczę mieszkanie mojego przyjaciela i przeniosę się do akademiku. Moje relacje z Francisem, po naszym pocałunku, jakby się zmieniły. Niekontrolowanie trzymałam go na dystans, ale nie potrafiłam inaczej. Chłopak wyraźnie dał mi do zrozumienia, że z jego strony to coś więcej niż przyjaźń, a ja nie byłam na razie w stanie dać mu tego, czego ode mnie oczekiwał. Musiałam się ewakuować. Dać sobie spokój z facetami i zając się sobą. Wyprowadzka niosła za sobą same plus. Byłabym z dala od Verdasa i Francisa. Wszystko wyglądało na idealne, ale czy takie było?
Akademik jak każdy. Nic szczególnego. Wąskie korytarze w szarych barwach, osiem pięter i multum drzwi na każdym z nich. Nic nadzwyczajnego, ale każde wyjście jest dobre, aby uwolnić się od facetów. Niestety, tu też nie byłam od nich wolna w stu procentach. Miejsce w żeńskim akademiku było zajęte, a ja wylądowałam w ogólniaku ale, lepszy rydz niż nic. Wszystko zapowiadało się idealnie. Same pozytywne myśli zajmowały teraz moją głowę, do czasu kiedy to nie przekroczyłam progu studenckiego domu. Multum ludzi, którzy na zmianę się przekrzykiwali. W duszy jęknęłam. Miałam tu się spokojnie uczyć, a nie wysłuchiwać bezsensownych przekomarzanek chłopaków z przerośniętym ego, którzy urządzili sobie konkurs testosteronu na wejściu Tłumaczyłam to sobie, że przecież to początek roku, więc z dnia na dzień będzie lepiej. Kiedy mój uśmiech z powrotem pojawił się na mojej twarzy pewnym krokiem zmierzyłam do kobiety, która siedziała za ladą z napisem „Odbiór kluczy”
Uśmiechnęłam się do niej przyjaźnie.
-Dzień dobry, chciałam odebrać swój klucz- Starałam się brzmieć naprawdę pozytywnie, chodź mina kobiety lekko mnie zawiodła.
-Imię- Warknęła, a ja nieco podskoczyłam słysząc ten szorstki głos. Chciałam być miła a wyszło jak zwykle.
-Violetta Castillo- Odwdzięczyłam się tym samym chamskim tonem, a nasz wzrok się skrzyżował. Podała mi niechętnie kluczyk, który niedbale wrzuciłam do torebki. Wraz z pudełkami, które towarzyszyły mi cały czas przepchnęłam się do windy i wjechałam na ósme piętro. Było tam mniej ludzi niż na parterze więc odetchnęłam z ulgą. Mój pokój miał numer 98 więc uważnie przyglądałam się drzwiom. Swoje znalazłam na końcu. Odstawiłam pudelka i zaczęłam grzebać w torebce. Jak na złość, tyle pierdół ale kluczy ani śladu. Wzięłam głęboki oddech, nie chciałam aby taka błahostka zmieniła moje nastawienie do dzisiejszego dnia. Szukałam i szukała, lecz z pomocą przyszła mi młoda dziewczyna, która otworzyła drzwi.
-Długo będziesz tutaj stała?- Zapytała żartobliwie, a ja niepewnie się uśmiechnęłam.
-Kobieca torebka, sama rozumiesz- Westchnęłam. Blondynka pokręciła głową i schyliła się po jedno z moich pudeł- Dziękuję- Szepnęłam, a ta uśmiechnęła się szeroko. Pokój był mała,ale przytulny. Widać było, ze dziewczyna nieco się już tu zadomowiła.
-Loretta jestem- Podała mi rękę kiedy odstawiłam już swoje manatki. Chwyciłam jej dłoń i lekko potrząsnęłam.
-A ja Violetta- Blondynka puściła moją rękę i usiadła na swoim łóżku. Nie wyglądała na taką, która była by tu nowa.
-Mów mi Lora- Uśmiechnęła się. Wydawała się być bardzo pozytywna osobą co całkiem mi odpowiadało. Potrzebowałam kogoś kto tchnie we mnie odrobinę euforii.
-Nie wydajesz się być tu nowa- Zaczęłam kiedy to rozpakowywałam swoje rzeczy.
-Masz rację, jestem już na drugim roku. Tak tu jest, ze pierwszaki mieszkają z drugorocznymi, aby mieli przy sobie kogoś, kto pomoże im się odnaleźć w kampusie. Gorzej, jeżeli nie znajda wspólnego języka, ale ty wydajesz się być spoko- Skwitowała. Posłałam jej lekki uśmiech. Układając swoje rzeczy rozmawiałam trochę z Lorą. Opowiedziała mi mniej więcej jak tu jest i na jakich ludzi trzeba uważać, ale tez opowiedziałam jej coś o sobie. Zdążyłam jej opowiedzieć, jak to bardzo ostatnio każdy facet działa mi na nerwy.
-Na pewno polubisz się z Monicą- Zaśmiała się, kiedy to ja skończyłam moją przepełnioną feminizmem wypowiedź.
-Dlaczego tak uważasz?- Zaśmiałam się
-Ona myśli dokładnie tak jak ty. Ma dość swojego nad opiekuńczeo brata, który jest wszędzie. Dosłownie. Traktuje ją jak jajko. Mieć brata biznesmena to porąbana sprawa, chodź nie sądzę by to w jego zawodzie tkwił największy problem.- Westchnęła. Biznesmen. Leon Verdas. Otrząsnęłam się. Nie mogłam o nim myśleć. Miałam się tu uspokoić i uczyć, a nie zagracać sobie nim głowę.
-Znam to- Sapnęłam. Nie chciałam wypowiadać się na ten temat, więc powróciłam do układania moich ciuchów na wydzielonych półkach. Lora zajęła się czymś na komputerze więc nie miałyśmy okazji porozmawiać, co było mi na rękę. Uniknęłam niewygodnych pytań, bo patrząc na nią mogłam się spodziewać jej ciekawości.
-Ja się chyba na Syberię muszę wyprowadzić, żeby on dał mi spokój!- Usłyszałam i podniosłam głowę w stronę krzyku. Byłą to dziewczyna drobna o czarnych włosach i dość mocnym makijażu. Odwróciłam się i spojrzałam na Lorettę, która niechętnie odłożyła komputer i zajęła się naszym gościem.
-To jest Monica- Wskazała na dziewczynę, a ja teraz szybko przeanalizowałam jej strój. Był dość specyficzny ale trafił w me gusta. Miała na sobie czarną tiulową spódniczkę. Przypominała mi baletnicę, niczym ze spektaklu „ Jezioro Łabędzie”, ale zdecydowanie byłą by tym czarnym charakterem. Z ciężkich butów wystawały jej zakolanówki z miętowymi wykończeniami, a tego samego koloru crop-top odsłaniał jej wytatuowany brzuch. Z tego co zdążyłam się przyjrzeć był to motyl, ale po głębszym zastanowieniu wywnioskowałam, ze Monica wytatuowała sobie ćmę na tle kosmosu. Nie wiem co miało to oznaczać, ale dziara byłą ładna.
-Violetta – Podałam jej rękę, a ona uważnie mi się przyjrzała. Po chwili ciszy na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, a dziewczyna podając mi dłoń pociągnęła mnie za nią lekko i zamknęła w szczelnym uścisku.
-Dobra Monica, skończ już mi dusić współlokatorkę, i mów co ten twój braciszek wymyślił- Westchnęła zirytowana Lora.
-Chce się ze mną zobaczyć- Posmutniała znacznie brunetka. Osobiście byłam bardzo ciekawa, dlaczego dziewczyna tak bardzo nie akceptuje swojego brata, jaki w takim razie musiał być?
-No i co w tym takiego strasznego?- Zapytała. Widać było, że blondynka nie byłą jakoś szczególnie zainteresowana całą tą sytuacją, chodź chciała na taką wyglądać.
-Jak to co? Nie chce kolejnych kazań i kłótni z nim. Lora, błagam cię idź ze mną- Prosiła klękając na kolana przed łóżkiem mojej współlokatorki. Stałam tam cicho nic się nie odzywając. Widać było, ze dziewczyny mają ze sobą dobry kontakt, więc nie chciałam za bardzo się wychylać. Udając kompletnie niezainteresowaną powróciłam do układania swoich rzeczy.
-Nie ma opcji- Warknęła blondynka- Doskonale wiesz, że nie mogę na niego patrzeć. Narobił mi problemów, podziękuję za takie spotkanie- Gwałtownie wstała z łóżka i wyciągnęła papierosa z półki w biurku.-Będzie ci przeszkadzało, jak zapalę?- Zwróciła się do mnie, a ja lekko zaprzeczyłam kręcąc głową. Loretta stała tuż obok, więc dym zaatakował moje nozdrza dość gwałtownie. Chciałam zakasłać, ale powstrzymałam to.
-Loretta, proszę- Zapłakała Monica, która ciągle tkwiła na klęczkach przy jej łóżku.
-Nie mogę mam zajęcia dziś po południu. Niech Violetta z tobą pójdzie- Obie skierowały na mnie swój wzrok.
-Co? Przecież, nie znam go i was w sumie też. Dlaczego miałabym? -Zapytałam lekko zestresowana.
-Jesteś jedyną osobą, w tym towarzystwie, która nie zdążyła się narazić, panu biznesmenowi.- Wymamrotała blondynka.
-Błagam cie Violu- Monicka podeszła do mnie składając dłonie jak do modlitwy. Byłam zdezorientowana. Rozglądałam się nerwowo po pokoju, jakby szukając odpowiedzi chodź byłam pewna, że w ten sposób jej nie otrzymam. Nie umiałam się nie zgodzić. Widać było, że dziewczyna naprawdę bała się spotkać z bratem, co w sumie jeszcze bardziej mnie zestresowała. Jaki musiał być, skoro wywoływał tyle strachu u swojej własnej siostry.
-Dobrze- Wyszeptałam, a po chwili brunetka rzuciła się na mnie i zaczęła mocną ściskać nie mogąc przestać mi dziękować.
-W takim razie będę po ciebie niedługo. Ogarnij się i wychodzimy- Posłała mi szeroki uśmiech i wyszła z pokoju trzaskając drzwiami. Loretta ugasiła fajkę i usiadła przed komputerem kończąc projekt. Kiedy ja byłam już rozpakowana mój telefon zadzwonił. Był to Francis.
-Hej Francis- Przywitałam się, a chłopak się zaśmiał
-Hej piękna
-Masz jakąś konkretną sprawę?- Usiadłam na małej pufie, która stała w rogu pokoju. Wyciągnęłam buty i próbowałam je założyć, kiedy to telefon znajdywał się między moim ramieniem a uchem.
-W sumie to, pomyślałem, że moglibyśmy wyskoczyć gdzieś na lunch, czy coś- Powiedział dość nieśmiało, a ja zachichotałam.
-Francis, przepraszam, ale obiecałam, że pomogę w czymś mojej koleżance, ale obiecuję, że wpadnę do ciebie wieczorem i może zamówimy pizze?- Zaproponowałam.
-Ekstra!- Chłopak wydawał się być zadowolony z mojej propozycji, więc ucieszyłam się. Pożegnałam się z chłopakiem i dokończyłam zakładanie butów.
-Monica napisała, ze będzie na ciebie czekać na parkingu- Poinformowała mnie Loretta, za co byłam jej wdzięczna i wyszłam udającc się na umówione miejsce. Kiedy odnalazłam w końcu już miejsce spotkania, Monica już tam była.
-Jeszcze raz bardzo ci dziękuję, że ze mną tam idziesz- Przytuliła mnie.
-Nie ma za co- Posłałam jej lekki uśmiech. Wsiadłyśmy, do samochodu brunetki, który swoją droga był bardzo oryginalny. Zwykły niebieski garbusik.- Mogę cie o coś zapytać?- Zaczęłam, kiedy to czekałyśmy na światłach. Monica skinęła głową.-Dlaczego boisz się spotkać ze swoim bratem sam na sam? Takich rozmów nie powinnaś odbywać bez żadnego towarzystwa?
-Vils, tu nie chodzi o to, że się go boje, po prostu mamy dość kiepski kontakt. On za wszelka cenę chce mnie kontrolować, a ja nie lubię takich sytuacji. Wiem, że gdy pójdę tam sama, to znów wywołam kłótnie, a tak może będzie się hamował- Byłam w szoku. Nie sądziłam, że można mieć tak złe relacje ze swoim rodzeństwem, chociaż nie powinnam wypowiadać się na ten temat iż takowego nie posiadam. Po dziesięciu minutach byłyśmy już na miejscu. Udałyśmy się do kawiarni, gdzie zamówiłyśmy kawę. Nie musiałyśmy długo a niego czekać, ponieważ pojawił się punkt o jedenastej. Wszedł w nienagannym garniturze, a ja gdy go zobaczyłam zamarłam. Byłam pewna, że zbladłam. Ręce mocno zacisnęłam na blacie i nie przerwałam z nim kontaktu wzrokowego. Chciałam uciec,ale nie byłam w stanie. Przełknęłam głośno ślinę,kiedy to stanął przy naszym stoliku. Przywitał się z Monicą i usiadł naprzeciwko mnie. Przymknęłam oczy, aby się nie rozpłakać.
-A z moja koleżanką to już się nie przywitasz?- Warknęła brunetka. Verdas spojrzał na nią a potem zaraz na mnie.
-Cześć Violu- Wychrypiał, a mnie przeszły ciarki.
-To wy się znacie?-Zapiszczała brunetka, tym samym oczekując ode mnie odpowiedzi. Odwróciłam się w jej stronę i spojrzałam na nią zaszklonymi oczami, tak aby pod żadnym pozorem nie widzieć Verdasa.
-Będzie lepiej, jak porozmawiacie we dwoje, przepraszam- Wyszeptałam i szybko odeszłam od stolika kierując się w stronę wyjścia. Słyszałam, ze ktoś wstał razem ze mną i miałam nadzieję, że to Monica, jednak kiedy byłam już na zewnątrz duża, ciepła dłoń otoczyła moje palce i po chwili tkwiłam w żelaznym uścisku, bez żadnej granicy. Sam na sam z Leonem. Wpatrywałam się w jego oczy, o których widoku pragnęłam zapomnieć. Czułam bicie serca, o którym nie chciałam nigdy więcej wspominać. Czułam jego dotyk, który chciałam puścić w niepamięć, jednak wszystko w tym momencie zmieniło całkowicie swój tor biegu. Pragnęłam więcej. Więcej tych oczu, więcej dźwięku bicia jego serca, które do niedawna biło w tym samym rytmie. Więcej jego. Chęć zamknięcia tej przestrzeni między naszymi ustami była ogromna, ale wiedziałam, że gdy to zrobię to zatracę się w tych uczuciach na nowo. Verdas myślał o tym samym, bo gdy zaczął się zbliżać, a ja odwróciłam głowę. Szatyn nie odpuścił tylko złapał mój podbródek i ponownie nakierował moje oczy na siebie. Nie mogłam protestować. Uścisk był zbyt sztywny. Miałam ochotę go uderzyć, a jednocześnie przytulic i powiedzieć jak bardzo go kocham. Od miłości do nienawiści jest cienka linia, a ja właśnie po niej stąpam.
-Tęskniłem, cholernie tęskniłem- Wysapał w moje usta i wbił się w nie. Byłam w szoku. Nic nie zrobiłam tylko oddałam ten pocałunek, przepełniony tęsknotą, pragnieniem i miłością, którą go darzyłam. Widziałam, ze będę tego żałować, ale co mogłam zrobić, kiedy stałam przed nim i traciła resztki swoich zdrowych zmysłów. Na odległość byłam w stanie przekazać mu każde negatywne uczucie jakim go darzyłam, lecz kiedy stawał obok wszystko mijało, a ja myślałam tylko o tym jak cudownie byłoby wrócić do przeszłości. Oderwałam się od niego i nawet nie patrząc w jego stronę uciekłam. Uciekłam jak małolata, która nie jest w stanie ponieść konsekwencji za samą siebie ale właśnie taka byłam. Nie umiałam spojrzeć mu w oczy, po tym co między nami było. Nie umiałam przebywać z nim w jednym pomieszczeni. Nie umiałam żyć z nim w jednym mieście. Ja w ogóle nie byłam w stanie bez niego żyć.
Wsiadłam do pierwszej lepszej taksówki, która podwiozła mnie pod dom Francisa. Rzuciłam w taksówkarza banknotem i zalana łzami wybiegłam z auta i najszybciejjak tylko mogłam wbiegłam do klatki. Zapukałam kilkakrotnie, a chłopak w końcu mi otworzył.
-Hej, miałaś przyjść dopiero wieczorem- Skwitował stojąc w drzwiach jedynie w dresach. Nie odpowiedziała mu tylko mocno się do niego przytuliłam i zaczęłam łkać. Było to strasznie egoistyczne z mojej strony, ale on był mi jedyną bliską mi osobą w tym wielki mieście, nie miałam do kogo z tym iść. -Shhhh...-Pogłaskał mnie po plecach a drugą rękę wplótł w moje włosy.
-Przepraszam, ale musiałam teraz przyjechać- Spuściłam głowę w dół. Francis poszedł do kuchni i po chwili wrócił trzymając w rękach butelkę wódki i dwa duże pudelka lodów i ulotkę z pizzeri.
-Miałem to zostawić na wieczór, ale kto powiedział, ze nie możemy zacząć o - Spojrzał na zegarek.-Dwunastej w południe?- Uśmiechnął się szeroko, przez co ja nie byłam w stanie nie odwzajemnić gestu. Niedbale wytarłam oczy i wyrwałam mu z rąk jedno z pudełek.-Ej!-Krzyknął-Czekoladowe są dla mnie!- Skierował się w stronę kanapy na której ja już siedziałam i zajadałam się lodami. -Jesteś nieznośna.
-Gdzieś to już słyszałam- Uśmiechnęłam się złośliwie a Francis tylko pokręcił głową.



-No i okazało się, że on jest jej bratem i znów się z nim widziałam- Płakałam i wycierałam nos w chusteczkę. Był już wieczór. Wraz z Francisem siedziałam w jego pokoju i pod wpływem alkoholu streściłam mu całe moje życie od narodzi po wyjazd tutaj. Całkiem świetnie się bawił, dopóki nie zeszłam na temat Leona, który ewidentnie go denerwował, ale starał się mnie wysłuchać. -I on mnie pocałował i to wszystko jest takie pogmatwane- Łkałam jeszcze bardziej, a Francis gwałtownie poniósł się do pozycji siedzącej i musnął moje usta. Było to przyjemne więc nie protestowałam. Po chwili odsunął się i przetarł palcem moje policzki.

-Przepraszam, ale nie mogłem już dłużej o nim słuchać- Wychrypiał. Przyglądałam mu się uważnie i oparłam dłonie na jego nagich ramionach. Wciąż był bez koszulki, przez co zauważyłam, że jego ciało jest nieco wyrzeźbione. Jeździłam nimi w górę i w dół, jakbym badała jego ciało, ale nie byłam w stanie oderwać wzroku od jego oczu. Pocałował mnie ponownie, tym razem intensywniej i bardziej namiętnie. Nie byłam w stanie nad tym zapanować, po prostu dałam ponieść się nadmiarem swoich emocji. Usiadłam na nim i wplotłam palce w jego włosy, na co on zaczął lekko pomrukiwać. Było mi tak dobrze, a pożądanie przejęło nademną kontrolę. Wiedziałam, ze rano będę tego cholernie żałować, ale wtedy jeszcze o tym nie myślałam.

3 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Violetta wyprowadziła się do akademika, no i dobrze.
      Domyślałam się, że brat Moniki to Leon.
      Leon ją pocalował, a także idzie do łóżka z tym idiotą.
      What do you doing Violka?
      Mam nadzieję, że się opamięta.
      Asia ❤
      Zapraszam do mnie.

      Usuń
    2. Violetta ma ostatni metlik w glowie. Ale nic nie dzieje sie bez przyczyny ;)

      Usuń