Trochę mi przykro, że nie zdążyłam przed 00;00, ale cóż jest chwilę po
Jednym ruchem strącił z biurka
walające się papiery, a słuchawkę odrzucił w bok. Nie mógł
uwierzyć, ze tak łatwo dał się podejść. Stracił kontrolę nie
tylko nad swoim życiem, ale i nad pracą. Jak bardzo mylił się,
kiedy pod słowem „wróćmy do tego co wcześniej' nie zauważył
ukrytych intencji mówiących „zrobię wszystko, aby być kimś
więcej niż ty” Dlaczego tego nie przewidział? Czy to co się
między nimi wydarzyło, naprawdę aż tak go zaślepiło? Jak bardzo
naiwny był myśląc, ze uda im się wykonać ten projekt w zgodzie i
owocnej współpracy.
Żałował, że nie udał się do
Minato, że nie poprosił o zmianę partnera. Teraz nie tylko został
bez zlecenia, to jeszcze cała chwała miała opaść na Uchihę,
któremu nie zamierzał odpuścić tak łatwo. W planach jedynie miał
mu udowodnić, jak bardzo źle postąpił posuwając się do takich
czynów, ponieważ takie sytuacje jeszcze nigdy nie miały miejsca, a
Obito nigdy nie przejmował jego klientów, prawdopodobnie łapówką.
Nie mógł wysiedzieć próbując się
uspokoić, chodź jego zdrowe zmysły nakazywały mu właśnie tak
postępować. Nigdy nie był nerwowym człowiekiem, ale i jego
cierpliwość miała swoje granice, które zostały poważnie
nadszarpnięte, o ile nie przerwane.
Porywczo zerwał się z krzesła i nie
zwracając uwagi na podchodzącą w jego stronę Rin, szedł przed
siebie, obierając sobie za główny cel te cholerne drzwi od jego
gabinetu.
Nie interesowało go to, że przez
szybę mógł zauważyć iż Obito właśnie prowadził zaciętą
konwersację przez telefon. Normalnie by to uszanował i spokojnie
poczekał, aż brunet zakończy rozmowę, jednak tego dnia był zbyt
naładowany negatywnymi emocjami, aby jakkolwiek brać pod uwagę
jego biznesowe sprawy. W tamtym momencie liczyło się tylko i
wyłącznie to w jaki sposób zhańbił jego szanowane nazwisko,
ponieważ wieść o wyrwanym wręcz mu zleceniu z pewnością
roznosiła się już po firmę, gdyż Obito Uchiha słynął z
wyjawiania takich informacji światu.
-Tym razem przegiąłeś!-Wparował do
środka od razu krzycząc. Obito zdezorientowany przeniósł swoje
spojrzenie na nieproszonego gościa, a na jego widok mimowolnie się
uśmiechnął. Przeprosił klienta i odłożył telefon na bok.
Dłonie splótł na wysokości swoich ust i nieco się o nie oparł
będąc gotowym na kolejny atak ze strony współpracownika
-Mieliśmy to wykonać razem, tymczasem
ty działaś sam- Warknął z pretensjami opierając się o biurko.
Obito zadrwił.
-Czy Obito Uchiha, z którym
współpracowałeś tydzień temu tak łatwo przyjąłby ofertę
współpracy? Miało być jak dawniej, a więc proszę- znów wracamy
do wyścigu szczurów, sam tego chciałeś- Bacznie obserwował
Hatake, któremu szczęka nieznacznie się zacisnęła, a on zajął
miejsce na fotelu naprzeciwko.
-Myślisz, że szef będzie zadowolony
jeśli dojdą do niego słuchy, iż Obito Uchiha nie jest zdolny do
współpracy i chwyta się nielegalnych sposobów, aby odnieść
sukces samodzielnie?- Zapytał twardo. Naprawdę liczył na to, że
wykonają tę robotę razem, we dwóch w swoim własnym towarzystwie.
Ta nadzieja gdzieś tliła się w jego sercu, bo poniekąd mu go
brakowało. Wypełniał do tej pory nieodczuwalna pustkę w jego
życiu. Jego obecność można byłoby porównać do małego
szczeniaczka. Niby na co dzień nie zdawał sobie sprawy, ze mógłby
mieć psa, a jednak kiedy przygarnął go na jakiś czas- jego dom
już nie był tym samym miejscem, ponieważ mimo, ze szkudził,
hałasował i domagał się uwagi, to gdzieś w serc Kakashi cieszył
się, ze jest z nim.
Obito przysunął się na tyle blisko,
że jego twarz zatrzymała się centralnie przed oczami Kakashiego.
-Myślisz, że znajdziesz na tyle
przekonywujące dowody, że dasz radę coś wskórać? - Uśmiechnął
się przebiegle- Przecież wiesz, że nie działałem bezpośrednio-
Kakashi wziął głęboki oddech. Dotarło do niego, że nie jest w
stanie załatwić tej sprawy w ten sposób. Obito nie był idiotą i
doskonale zdawał sobie sprawę z panującego w firmie regulaminu,
gdzie punkt po punkcie były wypisane zasady i kary, z którymi się
równały. Oczywistym było, że Uchiha nie ubrudzi sobie rączek.
Według wszelkich dokumentów klient sam podjął taką decyzję, a
Kakashi nie był w stanie tego udowodnić, zwłaszcza jeśli brały w
tym udział osoby z zewnątrz.
-Czemu tak bardzo nie możesz znieść
faktu naszej współpracy?- Zapytał po chwili przerwy Kakashi
obserwując przechadzającego się po gabinecie Obito. Brunet zaśmiał
się gardłowo zatrzymując się przy drzwiach, których klucz
zgrabnie przekręcił, a rolety w całym gabinecie opadły na dół
za sprawą jednego pociągnięcia za sznurek z jego strony. Powolnym
krokiem zbliżył się do Hatake. który wciąż siedział do niego
tyłem, ale przyciemniona atmosfera i zgrzyt zamka dał mu wiele do
myślenia. Momentalnie poczuł dreszcz domyślając się jedynie co
Obito ma zamiar zrobić. To było niedorzeczne, ta sytuacja byłą
niedorzeczna.
Kakashi poczuł jak jego fotel
gwałtownie odwraca się w drugą stronę, a masywne ręce Obito
lądują na oparciach usilnie obezwładniając go niczym w klatce.
-Czemu?- Zaśmiał się- Próbuję ci
pokazać, że nie dasz rady ze mną pracować na starych warunkach,
poniekąd sam się o tym przekonałem. Zapomniałeś o tym jak bym
postąpił licząc podświadomie na miłą współprace.- Mruknął
wodząc nosem po jego szczęce- Udajesz wielce zaszokowanego, nie
dopuszczając do siebie myśli, że normalnie nawet nie czułbyś się
zawiedziony. Podświadomie liczył byś na to- Kakashi wpatrywał się
na niego z nieodgadnionymi emocjami. Bał się przyznać sam przed
sobą, że Obito faktycznie miał rację. W tym wszystkim przestało
chodzić o uczucia, bo Kakashi ledwo, ale był w stanie nad nimi
zapanować. Problem polegał na tym, że ten śmieszny, nieco
perwersyjny mężczyzna, który pomieszkiwał z nim przez ostatni
czas- w pracy w ogóle się nie pojawiał, a Kakashi jak naiwna
dziewica dał sobie zamydlić oczy. Bo fascynacja to jedno, a zdrowy
rozsądek, z którym kiedyś żył w zgodzie, to drugie.
-Masz racje- Odpowiedział pewnie
wprawiając tym samym Obito w dezorientację. Wykorzystał ten fakt i
odepchnął mężczyznę, ponieważ bądź co bądź ta bliskość
nie działała dobrze na jego pewność siebie. -Dałem się nabrać,
byłem naiwny przyznaję- Westchnął- Myślałem, że dam radę
odzielić pracę od tego co zaszło między nami. Niestety nie wyszło
mi- Mruknął posępnie, a serce Obito zaczęło walić na tyle
szybko, że aż sprawiało mu to ból. Cieszył się, że zrozumiał,
że w odpowiednim momencie przejrzał na oczy, że to co się wtedy
zdarzyło nie było czymś co nie miało znaczenia. Teraz po prostu
pragnął podnieść się z masywnego krzesła i korzystając z
zasłoniętych okien, podejść do niego pocałować namiętnie i jak
gdyby nigdy nic wrócić do pracy, nad ich wspólnym projektem.
Mimo, że Obito nie oczekiwał od niego
jakichś wielkich uczuć, bo jak można mówić o miłości, kiedy
tak naprawdę się nie znali, ale pragnął tylko otwartej furtki,
bez żadnych ckliwych randek czy próbowania na siłę. Wszystko
miało się toczyć własnym tempem i w odpowiednim kierunku, tyle,
że Kakashi musiał uświadomić sobie, ze teraz oboje strzelają do
tej samej bramki.
-Ale uświadomiłeś mi bardzo cenną
rzecz, Obito- Szczęka Hatake jakby nieznacznie się zacisnęła, a
Obito uniósł brew.- Bo jeśli nie umiesz czegoś rozgraniczyć, to
po prostu trzeba się czegoś pozbyć, racja?- Obito błagał w
myślach, aby chodziło mu o projekt. Przełknął gule w gardle.- W
takim razie, puszczam w niepamięć to co zaszło między nami, a w
zasadzie to do niczego nie doszło, prawda?-Kakashi miła już
kompletnie gdzieś, to,z ę zachował się jak ostatni chuj. Nie mógł
pogodzić się z faktem, że w tak bezczelny sposób go wykiwał. Dla
niego praca była czymś ważnym, w co wkładał coś więcej nic
czas. Dawał temu serce, lubił to, a on po prostu z dnia na dzień
zabierał mu zlecenie, na którym w pewien sposób mu zależało. Nie
umiał przełożyć Obito nad to, ponieważ to co czuł w tamtym
momencie nie miało najmniejszego znaczenia, to i tak nie mgło się
udać, a nawet jeśli- w ich firmie związki między pracownikami to
jedynie sensacja, dokładając do tego romans odwiecznych wrogów...
Obito przyglądał się mu z lekkim
przerażeniem, nie chodziło tylko o słowa, również o to w jakim
stanie Hatake przed nim stał. Miał wrażenie, że jeden zły ruch a
Kakashi wybuchł by i coś przeczuwał, że nie chciał by tego
odczuć. Skinął delikatnie głową bacznie go obserwując.
-A więc skoro sobie wszystko
wyjaśniliśmy- Opadł dłońmi ciężko na biurko- Wiedz, że to iż
odebrałeś mi klienta nie znaczy, że nie mogę go odzyskać.
Doskonale wiesz, że jestem od ciebie lepszy i nie poddam się bez
walki. Na własnej skórze odczujesz, że tym razem przekroczyłeś
granice- Warknął doniośle i skierował się do drzwi, które po
otwarciu szybko otworzył i po prostu opuścił pomieszczenie
trzaskając szklaną konstrukcją na odchodne.
Po gabinecie rozległo się głośne
przekleństwo. To nie tak miało wyglądać. To po prostu miało się
skończyć.
Jednak Obito był jeszcze gorszy od
niego, a jego duma nie pozwalała odpuścić. Ta rywalizacja mogła
nie tylko zniszczyć relacje między nimi, ale i ich samych, tyle, że
w tamtym momencie żaden z nich nie myślał przyszłościowo.
Kierowali się tylko gniewem, który zakrył im oczy. Oboje pragnęli
tylko jednego- udowodnienia, który był lepszy.
Żaden z nich nie myślał o tym, że
postępując w ten sposób łamią najważniejszą zasadę panującą
w firmie.
Nie przekraczaj granic
Z dnia na dzień tak po prostu straciło
na wartości.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz