poniedziałek, 11 grudnia 2017

Tydzień, który zmienił moje życie cz.9- Nie przekraczaj granic

Trochę mi przykro, że nie zdążyłam przed 00;00, ale cóż jest chwilę po



Jednym ruchem strącił z biurka walające się papiery, a słuchawkę odrzucił w bok. Nie mógł uwierzyć, ze tak łatwo dał się podejść. Stracił kontrolę nie tylko nad swoim życiem, ale i nad pracą. Jak bardzo mylił się, kiedy pod słowem „wróćmy do tego co wcześniej' nie zauważył ukrytych intencji mówiących „zrobię wszystko, aby być kimś więcej niż ty” Dlaczego tego nie przewidział? Czy to co się między nimi wydarzyło, naprawdę aż tak go zaślepiło? Jak bardzo naiwny był myśląc, ze uda im się wykonać ten projekt w zgodzie i owocnej współpracy.
Żałował, że nie udał się do Minato, że nie poprosił o zmianę partnera. Teraz nie tylko został bez zlecenia, to jeszcze cała chwała miała opaść na Uchihę, któremu nie zamierzał odpuścić tak łatwo. W planach jedynie miał mu udowodnić, jak bardzo źle postąpił posuwając się do takich czynów, ponieważ takie sytuacje jeszcze nigdy nie miały miejsca, a Obito nigdy nie przejmował jego klientów, prawdopodobnie łapówką.
Nie mógł wysiedzieć próbując się uspokoić, chodź jego zdrowe zmysły nakazywały mu właśnie tak postępować. Nigdy nie był nerwowym człowiekiem, ale i jego cierpliwość miała swoje granice, które zostały poważnie nadszarpnięte, o ile nie przerwane.
Porywczo zerwał się z krzesła i nie zwracając uwagi na podchodzącą w jego stronę Rin, szedł przed siebie, obierając sobie za główny cel te cholerne drzwi od jego gabinetu.
Nie interesowało go to, że przez szybę mógł zauważyć iż Obito właśnie prowadził zaciętą konwersację przez telefon. Normalnie by to uszanował i spokojnie poczekał, aż brunet zakończy rozmowę, jednak tego dnia był zbyt naładowany negatywnymi emocjami, aby jakkolwiek brać pod uwagę jego biznesowe sprawy. W tamtym momencie liczyło się tylko i wyłącznie to w jaki sposób zhańbił jego szanowane nazwisko, ponieważ wieść o wyrwanym wręcz mu zleceniu z pewnością roznosiła się już po firmę, gdyż Obito Uchiha słynął z wyjawiania takich informacji światu.
-Tym razem przegiąłeś!-Wparował do środka od razu krzycząc. Obito zdezorientowany przeniósł swoje spojrzenie na nieproszonego gościa, a na jego widok mimowolnie się uśmiechnął. Przeprosił klienta i odłożył telefon na bok. Dłonie splótł na wysokości swoich ust i nieco się o nie oparł będąc gotowym na kolejny atak ze strony współpracownika
-Mieliśmy to wykonać razem, tymczasem ty działaś sam- Warknął z pretensjami opierając się o biurko. Obito zadrwił.
-Czy Obito Uchiha, z którym współpracowałeś tydzień temu tak łatwo przyjąłby ofertę współpracy? Miało być jak dawniej, a więc proszę- znów wracamy do wyścigu szczurów, sam tego chciałeś- Bacznie obserwował Hatake, któremu szczęka nieznacznie się zacisnęła, a on zajął miejsce na fotelu naprzeciwko.
-Myślisz, że szef będzie zadowolony jeśli dojdą do niego słuchy, iż Obito Uchiha nie jest zdolny do współpracy i chwyta się nielegalnych sposobów, aby odnieść sukces samodzielnie?- Zapytał twardo. Naprawdę liczył na to, że wykonają tę robotę razem, we dwóch w swoim własnym towarzystwie. Ta nadzieja gdzieś tliła się w jego sercu, bo poniekąd mu go brakowało. Wypełniał do tej pory nieodczuwalna pustkę w jego życiu. Jego obecność można byłoby porównać do małego szczeniaczka. Niby na co dzień nie zdawał sobie sprawy, ze mógłby mieć psa, a jednak kiedy przygarnął go na jakiś czas- jego dom już nie był tym samym miejscem, ponieważ mimo, ze szkudził, hałasował i domagał się uwagi, to gdzieś w serc Kakashi cieszył się, ze jest z nim.
Obito przysunął się na tyle blisko, że jego twarz zatrzymała się centralnie przed oczami Kakashiego.
-Myślisz, że znajdziesz na tyle przekonywujące dowody, że dasz radę coś wskórać? - Uśmiechnął się przebiegle- Przecież wiesz, że nie działałem bezpośrednio- Kakashi wziął głęboki oddech. Dotarło do niego, że nie jest w stanie załatwić tej sprawy w ten sposób. Obito nie był idiotą i doskonale zdawał sobie sprawę z panującego w firmie regulaminu, gdzie punkt po punkcie były wypisane zasady i kary, z którymi się równały. Oczywistym było, że Uchiha nie ubrudzi sobie rączek. Według wszelkich dokumentów klient sam podjął taką decyzję, a Kakashi nie był w stanie tego udowodnić, zwłaszcza jeśli brały w tym udział osoby z zewnątrz.
-Czemu tak bardzo nie możesz znieść faktu naszej współpracy?- Zapytał po chwili przerwy Kakashi obserwując przechadzającego się po gabinecie Obito. Brunet zaśmiał się gardłowo zatrzymując się przy drzwiach, których klucz zgrabnie przekręcił, a rolety w całym gabinecie opadły na dół za sprawą jednego pociągnięcia za sznurek z jego strony. Powolnym krokiem zbliżył się do Hatake. który wciąż siedział do niego tyłem, ale przyciemniona atmosfera i zgrzyt zamka dał mu wiele do myślenia. Momentalnie poczuł dreszcz domyślając się jedynie co Obito ma zamiar zrobić. To było niedorzeczne, ta sytuacja byłą niedorzeczna.
Kakashi poczuł jak jego fotel gwałtownie odwraca się w drugą stronę, a masywne ręce Obito lądują na oparciach usilnie obezwładniając go niczym w klatce.
-Czemu?- Zaśmiał się- Próbuję ci pokazać, że nie dasz rady ze mną pracować na starych warunkach, poniekąd sam się o tym przekonałem. Zapomniałeś o tym jak bym postąpił licząc podświadomie na miłą współprace.- Mruknął wodząc nosem po jego szczęce- Udajesz wielce zaszokowanego, nie dopuszczając do siebie myśli, że normalnie nawet nie czułbyś się zawiedziony. Podświadomie liczył byś na to- Kakashi wpatrywał się na niego z nieodgadnionymi emocjami. Bał się przyznać sam przed sobą, że Obito faktycznie miał rację. W tym wszystkim przestało chodzić o uczucia, bo Kakashi ledwo, ale był w stanie nad nimi zapanować. Problem polegał na tym, że ten śmieszny, nieco perwersyjny mężczyzna, który pomieszkiwał z nim przez ostatni czas- w pracy w ogóle się nie pojawiał, a Kakashi jak naiwna dziewica dał sobie zamydlić oczy. Bo fascynacja to jedno, a zdrowy rozsądek, z którym kiedyś żył w zgodzie, to drugie.
-Masz racje- Odpowiedział pewnie wprawiając tym samym Obito w dezorientację. Wykorzystał ten fakt i odepchnął mężczyznę, ponieważ bądź co bądź ta bliskość nie działała dobrze na jego pewność siebie. -Dałem się nabrać, byłem naiwny przyznaję- Westchnął- Myślałem, że dam radę odzielić pracę od tego co zaszło między nami. Niestety nie wyszło mi- Mruknął posępnie, a serce Obito zaczęło walić na tyle szybko, że aż sprawiało mu to ból. Cieszył się, że zrozumiał, że w odpowiednim momencie przejrzał na oczy, że to co się wtedy zdarzyło nie było czymś co nie miało znaczenia. Teraz po prostu pragnął podnieść się z masywnego krzesła i korzystając z zasłoniętych okien, podejść do niego pocałować namiętnie i jak gdyby nigdy nic wrócić do pracy, nad ich wspólnym projektem.
Mimo, że Obito nie oczekiwał od niego jakichś wielkich uczuć, bo jak można mówić o miłości, kiedy tak naprawdę się nie znali, ale pragnął tylko otwartej furtki, bez żadnych ckliwych randek czy próbowania na siłę. Wszystko miało się toczyć własnym tempem i w odpowiednim kierunku, tyle, że Kakashi musiał uświadomić sobie, ze teraz oboje strzelają do tej samej bramki.
-Ale uświadomiłeś mi bardzo cenną rzecz, Obito- Szczęka Hatake jakby nieznacznie się zacisnęła, a Obito uniósł brew.- Bo jeśli nie umiesz czegoś rozgraniczyć, to po prostu trzeba się czegoś pozbyć, racja?- Obito błagał w myślach, aby chodziło mu o projekt. Przełknął gule w gardle.- W takim razie, puszczam w niepamięć to co zaszło między nami, a w zasadzie to do niczego nie doszło, prawda?-Kakashi miła już kompletnie gdzieś, to,z ę zachował się jak ostatni chuj. Nie mógł pogodzić się z faktem, że w tak bezczelny sposób go wykiwał. Dla niego praca była czymś ważnym, w co wkładał coś więcej nic czas. Dawał temu serce, lubił to, a on po prostu z dnia na dzień zabierał mu zlecenie, na którym w pewien sposób mu zależało. Nie umiał przełożyć Obito nad to, ponieważ to co czuł w tamtym momencie nie miało najmniejszego znaczenia, to i tak nie mgło się udać, a nawet jeśli- w ich firmie związki między pracownikami to jedynie sensacja, dokładając do tego romans odwiecznych wrogów...
Obito przyglądał się mu z lekkim przerażeniem, nie chodziło tylko o słowa, również o to w jakim stanie Hatake przed nim stał. Miał wrażenie, że jeden zły ruch a Kakashi wybuchł by i coś przeczuwał, że nie chciał by tego odczuć. Skinął delikatnie głową bacznie go obserwując.
-A więc skoro sobie wszystko wyjaśniliśmy- Opadł dłońmi ciężko na biurko- Wiedz, że to iż odebrałeś mi klienta nie znaczy, że nie mogę go odzyskać. Doskonale wiesz, że jestem od ciebie lepszy i nie poddam się bez walki. Na własnej skórze odczujesz, że tym razem przekroczyłeś granice- Warknął doniośle i skierował się do drzwi, które po otwarciu szybko otworzył i po prostu opuścił pomieszczenie trzaskając szklaną konstrukcją na odchodne.
Po gabinecie rozległo się głośne przekleństwo. To nie tak miało wyglądać. To po prostu miało się skończyć.
Jednak Obito był jeszcze gorszy od niego, a jego duma nie pozwalała odpuścić. Ta rywalizacja mogła nie tylko zniszczyć relacje między nimi, ale i ich samych, tyle, że w tamtym momencie żaden z nich nie myślał przyszłościowo. Kierowali się tylko gniewem, który zakrył im oczy. Oboje pragnęli tylko jednego- udowodnienia, który był lepszy.
Żaden z nich nie myślał o tym, że postępując w ten sposób łamią najważniejszą zasadę panującą w firmie.
Nie przekraczaj granic

Z dnia na dzień tak po prostu straciło na wartości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz