niedziela, 17 września 2017

Ciekawy Pacjent cz. 28 - Koło.

NIE MAM POJĘCIA CO ROBIĘ.
Okej staram się. ;-;
Nowa szkoła i w ogóle... Przed nami parę ogłoszeń, które umieszczę już po edycji i zakończeniu tego rozdziału. (Bo oczywiście go nie dokończyłam na niedzielę.)
Dawno nie było CP i bardzo za to przepraszam. ;_; (Tęskniłam za tymi psycholami XD)
Co do rozdziału... Drama drama~~ Kolejna drama~~
A będzie tylko gorzej! (A może nie... A może tak... Kto wie.~~)
A, no i rozdział jest trochę w stylu tego co piszę w Wartość Wspomnień (którego też nie aktualizuje przez wieki bo za bardzo się staram i przejmuje ;-;). Tym razem znowu z perspektywy Toby'ego!
Zapraszam. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
***

Mroźne zimowe powietrze porwało papiery leżące na stoliku w powietrze i rozrzuciło je po podłodze w biurze, mocno dmuchnęło mu prosto w twarz, ale Toby nawet się tym nie przejął. Nie zdjął płaszcza, nie zamknął okna, co miało potem fatalne skutki, ale naprawdę w tamtym momencie zupełnie go to nie obchodziło.
Myślał.
Bo niektóre rzeczy po prostu... Nie pasowały. Damien był jedną wielką rzeczą która od jakiegoś czasu nie pasowała.
Po pierwsze, wydarzenie sprzed tygodnia. Co prawda Toby spodziewał się, że każdego normalnego człowieka jego rodzice skutecznie by odstraszyli, a zachowanie Toby'ego który nie za bardzo był skory do stawiania im granicy jeśli chodziło o „nadzorowania” jego życia prywatnego, w dodatku nie będąc chętnym do tłumaczenia dlaczego tak właśnie żył, wbijało gwóźdź do trumny jaką zwano „jego życie romantyczne”. Ale...
No właśnie, w tym wypadku występowało więcej niż jedno „ale”.
„Ale tym razem coś z tym zrobił”
„Ale tym razem mu zależało”
„Ale tym razem było nawet całkiem zabawnie”
I podążające za nimi, te trochę inne:
„Ale Damien nie był do końca normalny”
„Ale tym razem nie tylko Toby'emu zależało”
Zakończone poprzez te najważniejsze:
„Ale Damien zachowywał się normalnie (cóż, normalnie jak na Damiena) dopóki nie zostawił go samemu sobie”
Oczywiście istniała szansa, że wtedy sobie wszystko przemyślał i gdzieś po drodze stwierdził, że nie warto. To nie musiała być nawet jakaś wielka decyzja, mogły być to po prostu malutkie powody, kabelki dedukcyjne łączące się w jeden obrazek główny mówiący „zastanów się nad sobą”.
Co nie tłumaczyło wcale jego zachowania późniejszego i tego dziwnego wzroku, którym od tamtego momentu na niego patrzył. Tego dziwnego, chłodnego wzroku, zazwyczaj połączonego z obojętnym wyrazem twarzy i brakiem skłonności do mówienia. Co prawda można było to przypisać zaburzeniom afektywnym dwubiegunowym lub też zwyczajnym stanem depresyjnym, ale mimo tego Toby się martwił. Nie to że nie martwił się potencjalną chorobą psychiczną, ale na tym się znał. To mógł leczyć. Po prostu wiedział co robić. Natomiast jeśli chodziło o alternatywy...
Cóż, właśnie dlatego bliska ci osoba nigdy nie powinna być również twoim lekarzem.
Czuł się zależny. W bardzo dziwny, w pewien sposób bardzo znajomy i nieprzyjemny sposób. Życie na czyjejś łasce.
Słyszał stłumione głosy, prawdopodobnie dochodzące z kuchni. Ale nie ruszył się z miejsca, dalej siedział na swoim krześle, w swoim pokoju, powoli i starannie wpisując kolejne liczby w kratki zeszytu, starając się mocno, aby ruchy drugiej ręki, którą agresywnie pocierał swoje blade kościste udo nie wpłynęły na proste i czyste liczby. W tym był dobry.
Nie wystarczający.
Dzwonek.
Dzwonek?
Toby nagle wrócił do rzeczywistości, czując się nieco zdezorientowanym. Zeskoczył z krzesła, przypominając sobie, że powinien otworzyć drzwi, więc najpierw krzyknął „Chwila”, prawie wzdrygając się na dźwięk własnego zachrypniętego głosu, po czym szybko zamknął okno, dopiero wtedy czując jak bardzo zdrewniałe i nieporadne stały się jego palce i jak mocno gęsia skórka pokryła jego ramiona.
Głośny brzdęk poderwał jego ciało do góry, a ołówek który mocno ściskał w prawej ręce wyrył paskudną, wielką kreskę na kartce papieru, przekreślając stworzoną już przez niego pracę.
Nigdy nie pisał długopisem. Nie jeśli nie miał pewności czy czegoś nie spaprze.
Tak jak teraz. Zupełnie tak jak teraz.
Nieudolny. Bezużyteczny.
Mimo tego każdy ruch wykonywał z wyuczoną sprawnością i już wkrótce stał przed drzwiami wejściowymi swojego mieszkania, starając się uciec melancholii, która zdążyła całkowicie przesiąknąć jego ciało.
Dopiero kiedy po raz drugi zadzwonił dzwonek, zdał sobie sprawę, ze dalej ma na sobie płaszcz. Zrzucił go więc z siebie, szybko zawieszając go na ścianie i otworzył drzwi akurat w momencie, w którym wysoki blondyn po drugiej stronie miał po raz kolejny nacisnąć na klawisz.
Jayden, z czerwonym plecakiem przerzuconym przez jedno ramię, którego mina po zobaczeniu Toby'ego natychmiast zmieniła się na zmartwioną.
Toby potarł swoją skroń, nieumyślnie się krzywiąc.
Może to wszystko było złym pomysłem.
- Przyniosłem piwo. - Wymamrotał nieśmiało mężczyzna, lekko stukając w swój plecak, a Toby postarał się uśmiechnąć. Bo było to miłe, nie Jaydena wina, że w tym momencie nie miał ochoty na nic oprócz kilku godzin porządnego snu.
Przesunął się na bok, wpuszczając go do środka, samemu zamykając za nim drzwi i od razu zastanawiając się jak mógłby w ogóle zacząć temat, o którym chciał porozmawiać.
Wybacz, musiałem przysnąć. - Skłamał, mimo wszystko starając się brzmieć wiarygodnie. Nie potrzebował zmartwienia, ani rozmowy o tym, czemu ostatnio wydawał się być wiecznie zmęczony (lub raczej był). Na szczęście Jayden zdawał się mu uwierzyć i tylko kiwnął na to głową, odwzajemniając posłany mu wcześniej uśmiech.
Toby kciukiem wskazał mu na salon, samemu idąc dobry metr za nim.
Spojrzał na wielką szarą szramę brudzącą białą kartkę w szoku, dopiero po chwili porywał się do akcji, trzęsącymi dłońmi wyjął z szuflady równie białą gumkę i mocno szorował nią po szramie, trzymając kartkę drugą ręką, uważając aby jej nie pognieść. Starał się wymazać z egzystencji ślad kolejnej pomyłki.
Mrugnął parokrotnie starając się wybudzić ze wspomnień do otaczającego go życia.
Jayden otworzył obydwa piwa w butelce akurat gdy mijał go aby samemu usiąść na kanapie. Ostry zapach alkoholu, który zazwyczaj (czasami, bywały takie czasy) lubił teraz sprawiał tylko, że miał ochotę zwymiotować.
Jednak linia dalej widniała, całkiem dosłownie, czarno na białym, nieważne jak długo i mocno przesuwał gumką po jej powierzchni. Dalej tam była, dalej tam była.
Nie ważne jak bardzo próbował.
Wtedy zaczęli krzyczeć.
Rzucił się na siedzenia z większą siłą i zrezygnowaniem niż miał to w planie, czym zresztą zwrócił uwagę Jaydena, ale zamiast spróbować się tłumaczyć lub posłać mu kolejny sztuczny uśmiech, postanowił po prostu zrzucić bombę:
- Myślę o przekierowaniu Damiena.
Jayden natychmiast odłożył obydwie butelki, patrząc na niego jakby zwariował. A może po prostu był zdziwiony?
- Żartujesz?!
Toby nie miał siły analizować. Ani się kłócić. Zamiast tego zdawał się jeszcze bardziej zatopić się w kanapie, mrucząc ciche „Nie krzycz”.
Jayden przeprosił.
Obraz stawał się rozmyty.
Kartka poszarpała się, prawie ukazując następną stronę.
- Po prostu nie rozumiem czemu w ogóle miałbyś o tym myśleć. Ten... Typ. - Jayden przełknął ślinę, wyraźnie uważając na słowa. - Słyszałem plotki i zdajesz sobie sprawę ile psychologów, psychiatrów próbowało z nim rozmawiać?
- Poniekąd.
- Na reszcie zdecydował się współpracować zamiast wciskać kity lub omijać tematy, a ty mówisz, że... - Znowu przełknął ślinę, kręcąc głową. Toby czekał, bez słowa, bez wyrazu. - Nie rozumiem dlaczego. - Powiedział w końcu, patrząc na Toby'ego wyczekująco, jakby ten miał mu dać idealnie logiczną odpowiedź. Albo idealnie irracjonalną. Toby sam nie był pewny czy tory jego myślenia mają jakikolwiek sens.
- Bo go lubię. - Po spojrzeniu jakie rzucił mu Jayden mógł się domyślić, że zdecydowanie nie brzmiał sensownie.
- To chyba dobrze. Ja lubię każdego mojego pacjenta.
- To co innego. - Toby westchnął, nie mając zamiaru tłumaczyć mu głupoty jaką właśnie popełnił. Mimo wszystko jego praca bardzo mu odpowiadała. - Jeśli dzieci cię nie polubią, to nic ci nie powiedzą. Tobie to nie sprawia problemów, ale ja...
Czuł się wściekły. Bezsilny.
Usłyszał szloch kobiety biegnącej korytarzem tuż przed jego pokojem.
Przygryzł wargę. Mocno.
Pokręcił głową, starając się dobrać odpowiednie słowa, w duchu prosząc aby Jayden nie wyłapał oczywistego faktu, że Toby'emu wcześniej zdarzało się lubić pacjentów. Wtedy musiałby się tłumaczyć głębiej, wymyślać tłumaczenia, których nie był pewien czy zdołałby wymyślić je wystarczająco racjonalne.
- ...Nie jestem obiektywny. Nie, jeśli go lubię.
- Czy ty w ogóle możesz być nie obiektywny?
- Mówię poważnie. - Toby zmarszczył brwi, starając się posłać Jaydenowi karcące spojrzenie, jednak był prawie pewien, że wygląda na zdesperowanego. Był zdesperowany. Nie miał pojęcia co byłoby dobrą decyzją. Wiedział, że od początku nie leczył Damiena, nie skutecznie, jednak był niemalże pewien, że Damien w większości dlatego tak bardzo lubił z nim rozmawiać. Teraz jednak...
Teraz nie chciał czuć się wyjątkowy. Teraz chciał, żeby Damien poczuł się normalny.
Wiedział również, że nikt nie podejmie decyzji za niego.
Teraz to Jayden westchnął głęboko, samemu zjeżdżając po kanapie, niemal dorównując poziomowi Toby'ego.
- Toby, to twój pacjent i twoja decyzja, ale nie spodoba mu się to. Tobie zresztą też nie.
- Nie musi. Nie robię tego, żeby nam się to podobało.
- Mówię tylko że... - Jayden wzruszył ramionami, wznosząc wzrok ku sufitowi. - Nie jesteś nawet pewien, czy będzie chciał rozmawiać z kimś innym. Albo z tobą jeśli mu o tym powiesz. Gość ma porządne problemy z zaufaniem i ty... - Jego wzrok mało subtelnie powędrował ku Toby'emu, czego ten udawał nie zauważyć. - Może potrzebuje kogoś kto go lubi. Może ty potrzebujesz kogoś kogo lubisz. Przemyśl to.
Toby, zachowując zupełnie neutralną twarz, bez słowa sięgnął po pilot, nastawiając zupełnie losowy program telewizyjny, zmuszając się do sięgnięcia po butelkę z piwem. Odchylił się na kanapie, dając do zrozumienia, że uważa temat za skończony.
Wskazówka, którą Jayden najwyraźniej załapał, bo zamiast go kontynuować, już po chwili sięgnął po własną butelkę, nieobecnie uśmiechając się do ekranu.
Wyprostował się w krześle za wszelka cenę zachowując kamienną twarz.
Oczywiście, że przemyślę – pomyślał Toby, nieobecnym wzrokiem wpatrując się w jasnoszarą ścianę.

Jakby wszystko było jak najbardziej w porządku.

5 komentarzy:

  1. KOLEJNA CZĘŚĆ, JEJKU KOCHANY, DZIĘKUJĘ! <3 *rzuca się jak tytan na Zwiadowcę*
    Tooooby, bułko maślana, nawet o tym nie myyyśl! :< *tęczowe łzy spływają jej po twarzy*
    Jayden dobrze gada, polać mu! *sięga po butelkę soczku*
    *ten ship trzeba jakoś nazwać* musi mieć czas dla siebie i muszą być szczęśliwymi kluseczkami,a Damien się obrazi, jeśli Toby agthgajaabwakjhwhe! :C Tak nie można :C *jej serduszko krwawi*
    Wiem, że jest szkoła, ale i tak mam nadzieję, że szybciutko coś dodasz <3
    Aaaa, weny, czasu, talentu życzyć nie muszę, bo masz go tak dużo, ale to niemożliwe *^*,
    ~ Alexandra \(^°^)/
    PS. Wygląd bloga jest dobry, przejrzysty i moim zdaniem nie trzeba nic zmieniać, bo naprawdę nie ma problemu, żeby się odnaleźć ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chcesz... Mnie... Zjeść? ;_;
      Hehehe... Dramy to nas jeszcze czekają... Kiedyś. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      Generalnie to Alex nazwała go Tobyen. Ja tam nie wiem, nie jestem kreatywna, także. XD
      Jejuniu, jestem kretynem i się zebrać nie mogłam, bo... Tajemnica. Ale wiedz, że następny rozdział jest z bonusikiem za to. A będzie jutro. Znaczy dzisiaj bo już jest jutro. *derp* Ale później, bo muszę się jeszcze umyć. ;-;
      No chyba że umrę z żalu, wtedy pojutrze. Ale ostatnio mam chęć na CP, więc przynajmniej tyle.( ͡° ͜ʖ ͡°)
      Głosy zadecydowały i zostajemy tutaj najwyraźniej. Dla mnie w sumie lepiej bo za dużo tła do rysowania.~~

      Usuń
    2. Swoją drogą, dziękuję, że zawsze piszesz miłe komentarze, bo właśnie mam kryzys autorki i miło jest wiedzieć, że mimo wszystko mam dla kogo pisać. ;-;

      Usuń
  2. Muszę porzucić swoje plany, bo kto będzie pisał takie cudowne opka, jeśli zjem najlepsze autorki!? :<
    Dramy! Znowu będę się rzucać po pokoju XD
    Tobyen - dopisane do listy otp <3 XD
    Awwwwwwwe, czekam *^* *już jest gotowa na odświeżanie co chwila*
    Tak jest dobrze ^^
    Tu się nie da nie pisać miłych komentarzy! ^^ Ogólnie jesteście jedynym blogiem, który komentuję, bo uznałam, że dla czegoś tak idealnego muszę pokazywać zachwyt *^* W takim razie trzymam kciuki, że kryzys szybko Ci przejdzie ;^;

    OdpowiedzUsuń
  3. Haloo, jest tu kto? :C *szuka nowych rozdziałów*

    OdpowiedzUsuń