Dzięki Anon, nabrałam weny na coś nowego. Na zupełnie inna historię Violetty.
Mam nadzieję, ze przypadnie wam do gustu :)))
Co do naszego "uśpionego" bloga...pozwólcie mu na wybudzenie się z wakacyjnego lenistwa
Siedząc na spotkaniu już kolejną
godzinę biłem się z chęcią rzucenia się na swojego
kontrahenta. Zmuszony byłem jednak ze stoickim spokojem i lekkim
uśmiechem wpatrywać się w mężczyznę, który co chwila zadawał
jakieś zbędne pytania.
Tu chodzi o pieniądze. Twój czas
może okazać się wart miliony.
Powtarzałem w
myślach i ukradkiem zerknąłem na zegarek. Miałem pół godziny do
umówionej kolacji z Larą. Trzydzieści minut, a ja wciąż
siedziałem w obracanym fotelu i wzrokiem błagałem, aby się
pospieszył. Wiedziałem, że podpisany świstek będzie kolejnym
powodem do świętowania, mimo to byłem w stanie rzucić to
wszystko, tylko dlatego, aby po raz kolejny jej nie zawieść.
Obiecałem, że będę o dwudziestej pierwszej i miałem zamiar
dotrzeć do niej choćby łamiąc wszystkie możliwe przepisy.
Mężczyzna szeptał
coś do ucha swojego prawnika, a ja bacznie ich obserwowałem
zaciskając zęby.
Tik tak...tik tak...
Zegar na ścianie,
głośne wędrowanie wskazówek po tarczy, głębokie oddechy
,napięte spojrzenia oraz jedno jedyne słowo.
-Podpisujemy-
Miałem ochotę wyskoczyć z fotela i zacząć krzyczeć, a
jednocześnie wygarnąć to jak bardzo mnie denerwowało mnie to
uczucie niepewności.
Pozostałem jednak
na miejscu, a na mojej twarzy nie pojawił się nawet cień uśmiechu.
Kiedy złożył parafkę w kilku miejscach i pożegnał się ze mną
uściskiem dłoni, po czym opuścił mój gabinet- dopiero wtedy
wydałem z siebie okrzyk radości i przyciągnąłem mojego asystenta
do uścisku.
Jeden podpis zrobił
ze mnie milionera. Jedna kartka ustawiła mnie na następne kolejne
lata.
Miałem dwadzieścia
minut na dotarcie do mojej ukochanej co w moim natłoku szczęścia
było wykonalne wliczając w to zahaczenie o kwiaciarnie.
Wybiegłem wręcz z
firmy, wsiadłem do auta i skierowałem się do mieszkania na
Manhatanie, miejsca gdzie czuje się najlepiej na świecie.
W mieszkaniu unosił
się zapach pieczonego mięsa. Światło było przyciemnione, a cicha
muzyka uciekała z głośników w akompaniamencie cichych pomruków
mojej dziewczyny.
Lara miała na
sobie moją ulubiona czerwona sukienkę, która uwydatniała jej
krągłe uda i większe piersi. Na stopach miała czarne szpilki z
czerwona podeszwą, które idealnie eksponowały jej piękne nogi. Na
szyi miała delikatny łańcuszek. Włosy upięte w luźnego koka.
Była idealna. W
każdym calu, była tym co dawało mi poczucie ciepła. To idealna
kandydatka na żonę i matkę . Odpowiedzialna i ułożona. Mimo
wszystko zabawna i z pasją
Lara- ukochana,
przyjaciółka. Moja.
Podszedłem bliżej
dotykając jej plecy torsem. Położyłem kwiaty na blacie, a po
drugiej stronie zaś butelkę szampana. Mogłem wyczuć, że się
uśmiecha, ponieważ zawsze lekko wtedy unosiła ramiona
-Po kwiatach i
szampanie śmiem stwierdzić, że nie udało ci się podpisać tego
kontraktu- Odstawiła gorące naczynie i odwróciła się w moim
kierunku. Jej oczy ociepliły moje wnętrze. Jej skóra drżała pod
moimi palcami, a uśmiech na jej twarzy coraz bardziej ukazywał jej
dołeczki. Odgarnąłem kosmyk włosów, który niedbale opadł jej
na czoło i nos. Była taka urocza i krucha.
-Jesteśmy w
posiadaniu trzech milionów na koncie- Mruknąłem cicho, aby potem
zostać zagłuszonym przez pisk dziewczyny. Rzuciła mi się na szyję
i mocno wtuliła.
-Wiedziałam, że
ci się uda!- Krzyknęła odrywając się ode mnie i pobiegła do
sypialni, aby ponownie do mnie wrócić z małym pakunkiem w dłoni.
- Proszę, następny kontrakt zostanie podpisany tym- Otworzyłem
pudełko, a w środku znajdowało się masywne, niebieskie pióro z
wygrawerowanymi dwoma literkami L.
-Dziękuje-
Przyciągnąłem ją do siebie i złożyłem pocałunek na jej czole.
-To było
oczywiste. Podpis był tylko formalnością- Odparła dumnie kierując
się do stołu niosąc ze sobą ciepłe danie. Pokręciłem jedynie
głową. Była niemożliwa.
Nalałem nam
szampana, zapaliłem świeczki kiedy Lara kroiła pieczeń.
To był idealny
wieczór. Usiadłem na krześle i wpatrywałem się w kobietę, którą
śmiało mogłem powiedzieć, że była moja bratnią duszą. Od
sześciu lat tworzyliśmy związek, który miał swoje wady, ale dla
takich chwil warto było zacisnąć zęby.
Czy był to
odpowiedni czas, aby klęknąć na jedno kolano i prosić o wspólny
czas do ostatniego tchnienia? Mimo wszytki -nie.
-Za twój sukces,
kochanie- Uniosła kieliszek w górę i oboje wznieśliśmy toast.
Cicha melodia
wypełniała ciszę, która wkradła się podczas gdy jedliśmy
pyszne danie. Mówiłem o tym, że Lara była świetną kucharką? W
kuchni czuła się jak ryba w wodzie. Mieszała, kombinowała,
szukała nowych smaków. To robiła w wolnym czasie, kiedy wracała z
agencji. Lara spełniała się też jako wspaniały fotograf, kiedy
stawała za obiektywem i robiła coś zdecydowanie więcej niż
wyostrzenie obrazu i uwiecznienie go. Wiele razy byłem przy niej,
gdy pracowała. Jeszcze jako nastolatek pomagałem jej operować
światłem, kiedy oboje zrywaliśmy się nad ranem, tylko po to, aby
mogła uwiecznić wschód słońca.
-Przepyszne-
Pochwaliłem jej danie, na co uśmiechnęła się szeroko.
-Zawsze tak mówisz,
jeśli chodzi o zapiekankę z mięsem i tartą cukinią- Zaśmiała
się.- Przecież, to twoje ulubione danie odkąd moja mama pierwszy
raz ja przygotowała. Miałeś wtedy dwanaście lat- Mimowolnie
uśmiechnąłem się na to wspomnienie, kiedy mnie i Larę dzielił
jedynie płot. Od dzieciaka byliśmy sąsiadami i najlepszymi
przyjaciółmi. Szczerze mówiąc nie pamiętam, aby kiedykolwiek był
czas, w którym nie było Lary. Mam wrażenie, że jesteśmy razem od
urodzenia- mimo że to ja jestem starszy o dwa miesiące. Chodziliśmy
do tej samej szkoły, a na studiach mieszkaliśmy razem. Zawsze
miałem na nią oko. Czasami zachowywałem się jak jej starszy brat-
po prostu się o nią martwiłem. I nadal to robię.
Miewam myśli, że
nasz związek to była jedna wielka pomyłka. Zazwyczaj wtedy, kiedy
dochodziło między nami do kłótni. Nie ma trzaskania talerzami,
wyrzucania sobie brudów, czy przypominania o byłych. Na talerze
jesteśmy za starzy, wszystkie błędy w większości popełnialiśmy
razem, a expartnerzy? Nic wartego kłótni. W takich chwilach rodził
się konflikt między naszą miłością, kiedy uświadamiałem
sobie, że oboje kochamy się strasznie mocno, ale tylko jedno z nas
kocha w ten odpowiedni dla związku sposób.
Nigdy jednak nie
myślałem o tym, co byłoby gdybym tej pamiętnej nocy, kiedy
wróciła z fatalnej randki, wpadła mi w ramiona, a potem wypaplała
szybko jak bardzo jest we mnie zakochana- odrzuciłbym ją. Zrobiłem
to co uważałem za stosowne, i teraz też bym tak zrobił. Bo
przecież była, jest i będzie dla mnie całym światem.
-Tak, twoja mama
obudziła we mnie super fana zapiekanki z tartą cukinią- Odłożyłem
sztućce na bok, i upiłem szampana.
-Chyba będę
musiała jej powiedzieć, jak bardzo jej za to nienawidzę-
Zażartowała. Skończyła jeść i tak jak ja chwyciła za zimny
kieliszek i przyłożyła go sobie do ust.
-Co zamierzasz
teraz zrobić z takim dorobkiem?
-Można by było je
zainwestować, albo przynajmniej ich część, a resztę, co powiesz
na nową parę butów, albo torebkę? Może nowy samochód?-
Odstawiła naczynie i z uśmiechem podeszła do mnie i usiadła mi na
kolanach. Dłonie ułożyła na moich barkach, a ja sprawnie objąłem
ja w tali. Patrzała się chyba na swoje paznokcie, bo nie obdarowała
mnie spojrzeniem, a jedynie zaczęła bawić się materiałem.
Siedziała chicho, co zaczęło mnie nieco zastanawiać.
-Tak, samochód to
dobra propozycja, torebka też, ale wolałabym buty..- Niepewnie
uniosła wzrok.
-Ile tylko
zechcesz, kochanie- Przerwałem jej i trąciłem jej nos swoim.
-...a raczej
buciki. Dla naszego synka, lub córeczki- Przełknąłem gulę w
gardle, a czas jakby się zatrzymał. Czułem narastające
przerażenie. Byłem niemal pewny, że moje palce są, aż białe od
zaciskania, a barki spięły się. Nie byłem gotowy. Nie mogłem
mieć dziecka, nie mogłem mieć dziecka z Larą. Nasz związek nie
był niczym zobowiązującym, a przynajmniej ja chciałem, aby taki
był.
-Jesteś w ciąży?-
Wydukałem niepewnie, ponieważ już nie wiedziałem, czy aby na
pewno chciałem to słyszeć.
-Nie- Zaprzeczyła
bezzwłocznie. Rozluźniłem się. Kamień spadł mi z serca.- Ale
jesteśmy już ze sobą tyle czasu. Twoja firma jest już
ustatkowana, mamy skończone studia, karierę i pieniądze. To
odpowiedni czas na dziecko. Niedługo skończymy trzydzieści kat, a
ja po prostu chce by ten mały człowieczek patrzał na ciebie i
widział autorytet. Byłbyś cudownym ojcem, - Westchnąłem ciężko.
Unikałem tego tematu jak ognia, niczym tchórz, ale nie mogłem się
na to zgodzić. Nie w momencie, kiedy nie byłem pewien swoich uczuć
w stu procentach, nie mogłem jej skrzywdzić.
-Lara,
rozmawialiśmy na ten temat tyle razy...
-I za każdym razem
powodem twojego „nie” była praca, a teraz? Co wymyślisz tym
razem?- Uniosła głos i podniosła się. Czułem, że albo zgodzę
się na dziecko, albo dzisiejszego wieczoru nie śpię w mieszkaniu.
Lara działała cały czas jednym schematem, dlatego mentalnie
przygotowałem się na nockę u kumpla.
-Nie mam już
wymówek. Po prostu nie czuję się gotowy, aby być ojcem-
Mruknąłem, chodź to zupełnie nie było prawdą. Nie chciałem
tego dzieciaka przesadnie bardzo, ale nie mogłem ukrywać, że
podświadomie pragnąłem tego, a mimo że nie ważne jak podle to
brzmi- matką mojego dziecka nie mogła być Lara.
-Nigdy nie będziesz
gotowy- Widziałem jak jej oczy zachodzą łzami. Karciłem się w
myślach. Tak bardzo nie chciałem by płakała.- Nie będziesz, bo
cały czas widzisz we mnie jedynie przyjaciółkę. Wiem, że mnie
kochasz, ale cały czas bliżej mi do twojej siostry niż dziewczyny-
Zmarszczyłem brwi- Myślisz, że tego nie widzę? Tego dystansu,
który czasami przejawia się w naszych relacjach?- Zaczęła płakać.
Tak bardzo tego nienawidziłem.- Próbowałam pokazać ci się z
innej strony. Zrobić coś, abyś spojrzał na mnie jak na kobietę
swojego życia, ale nie mogę zmusić cię do kochania mnie.
-Lara, to nie
tak...- Jęknąłem podłamany całą sytuacją. Czułem, że ją
tracę.
-Proszę cie Leon,
nie zapychaj mnie kolejną dawką kłamstw. Mogę być dla ciebie
wszystkim, ale nigdy nie będę kimś z kim będziesz chciał założyć
rodzinę, ponieważ dla ciebie to ja nią jestem ..- Jej głos
przycichł, a ona sama po prostu się do mnie przytuliła, co
odebrałem jako pożegnanie.- A teraz wyjdź i zastanów się,czy po
sześciu latach nadal chcesz dawać mi złudną nadzieję- Spojrzała
na mnie i ucałowała w policzek- Kocham Cię- Wyszeptała i
ocierając oczy skierowała się do naszej sypialni.
Nie byłem pewien,
czy bardziej mi ulżyło, czy byłem przerażony i wściekły na
siebie. Bałem się, że straciłem jedną z ważniejszych osób w
moim życiu. Zawaliłem po całości, ale z drugiej strony jej usta
wypowiedział dziś wszystko to, czego moje nie potrafiły tamtego
wieczoru w obawie, że ją stracę. Przekonało mnie to o tym, że
jeśli chodziło o nią to zawsze kierował mną strach. O nią, o
nas, o naszą relację. Wybierałem zawsze to, co pozwoliło mi być
zawsze blisko, być dla niej oparciem. Liczyłem na to, że granica
między przyjacielem a kochankiem po czasie między nami się zatrze,
a jednak myliłem się.
Wyszedłem z
mieszkania wraz z marynarką, telefonem. Szedłem nadal tętniącymi
życiem ulicami Nowego Jorku, zahaczając o sklep, aby spędzić ten
wieczór jeszcze w towarzystwie paczki papierosów. Chciałem
zadzwonić do Diego, ale chyba lepiej było, abym został sam ze
swoimi myślami i podjął po raz pierwszy decyzję, która będzie
dla mnie odpowiednia. Byłem gotowy ponieść tego konsekwencje, dla
dobra mojego i Lary, którą zawsze i pomimo będę kochał.
Pchnąłem drzwi,
które prowadziły do klubu. Głośna muzyka, migające światła w
przeróżnych kolorach. Klimat, który miał mi pomóc.
Potem już tylko
kilka drinków
Jedno spojrzeniem
Mocniejsze bicie
serca
Abym zatracił się
w jednym odcieniu do końca życia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz