Okej, jako iż jestem prawie pewna, że nikt tego nie czyta... To powiem parę rzeczy.
Po pierwsze, tak wrzuciłam rozdział przed skończeniem, ale spanikowałam pięć minut przed północą i... Cóż. XD
Ale już jest cały, także spokojnie.
Po drugie, wow znowu jestem chora, także teraz się zdrzemnę i poprawie to jak się obudzę... Postawię tu wtedy jakiś znaczek, że jest poprawione, także jak kogoś rażą błędy, to proszę nie czytać dopóki znaczka nie będzie -> C===3
Po trzecie... Jak ktoś czyta, to mam sekrecik... Planuję podobny walentynkowy maraton jak w 2015... Nie wiem czy mi się uda, ale planuje. :^
I jako iż zaczęłam oglądać Supernatural (Ale jestem już w 6 sezonie, lol), oczywiście mam już 4/5 pomysłów na nowe opowiadania z Destiel w roli głównej, bo tak. XD
Ale przynajmniej 3 byłyby długie, więc z tymi się na razie wstrzymuje i... Jak na razie nadrabiam caaaały czas.
A teraz, zapraszam do czytania i komentowania, bo może i to jest trochę ooc i za szczęśliwe, ale jakoś się dobrze bawię. XD
#Multishipper
Po pierwsze, tak wrzuciłam rozdział przed skończeniem, ale spanikowałam pięć minut przed północą i... Cóż. XD
Ale już jest cały, także spokojnie.
Po drugie, wow znowu jestem chora, także teraz się zdrzemnę i poprawie to jak się obudzę... Postawię tu wtedy jakiś znaczek, że jest poprawione, także jak kogoś rażą błędy, to proszę nie czytać dopóki znaczka nie będzie -> C===3
Po trzecie... Jak ktoś czyta, to mam sekrecik... Planuję podobny walentynkowy maraton jak w 2015... Nie wiem czy mi się uda, ale planuje. :^
I jako iż zaczęłam oglądać Supernatural (Ale jestem już w 6 sezonie, lol), oczywiście mam już 4/5 pomysłów na nowe opowiadania z Destiel w roli głównej, bo tak. XD
Ale przynajmniej 3 byłyby długie, więc z tymi się na razie wstrzymuje i... Jak na razie nadrabiam caaaały czas.
A teraz, zapraszam do czytania i komentowania, bo może i to jest trochę ooc i za szczęśliwe, ale jakoś się dobrze bawię. XD
#Multishipper
***
Tego ranka słońce świeciło zbyt
jasno, samochody jeździły za głośno, a zapach jego pokoju zdawał
się przesadnie dobry.
Generalnie, wszystko zdawało się
zbyt.
Nie to że Tony spodziewał się czegoś
innego wstając przed czternastą, ale mimo wszystko, był wyjątkowo
gburowaty otwierając oczy i czując obok siebie duże ciepłe ciało.
Przez chwilę (dłuższą chwilę, jeśli miałby być specyficzny)
zapomniał jak się tu znalazł, co wczoraj robił i kim jest wpół
tajemnicza osoba, która leżała obok (naprawdę nie chciało mu się
sprawdzać), ale po szybkiej inspekcji swojej zdolności logicznego
myślenia, przypomniał sobie co tak naprawdę się stało i że tym
razem nie przyprowadził sobie „przyjaciela na jedną noc”.
W pewien dziwny sposób mu ulżyło.
Z resztą, i tak nigdy nie przepadał i
za imprezowaniem i za sypianiem z ludźmi w wieży.
Podniósł się, opierając o swoje
kolana, ziewając i wyciągając się jak leniwy kot.
Bucky obok widocznie w nocy poczuł się
jak u siebie, bo rozebrał się zupełnie do naga, czarne bokserki i
szare dresy, które każdy członek Avengers dosłownie wielbił po
godzinach pracy, leżały luźno na podłodze, dołączając do
białej bluzki, która osadziła się tam pierwsza.
Tony nie oceniał, sam był prawie
nago, bardzo chętnie byłby nago i, pomijając wszystko inne,
stroje, które nosiło większość tak zwanych „superbohaterów”
i tak często nie pozostawiało wiele wyobraźni.
Szturchnął mało delikatnie śpiącego
w bark, ale on tylko burknął i przewrócił się na drugi bok, w
stronę Tonego, który uśmiechał się złośliwie. Nie ma mowy żeby
tego dnia mu odpuścił i żeby był jedynym z irytującym bólem
głowy. Miał w planach zepsuć dzień pierwszej osobie jaką
zobaczy, a to że doskonale pamiętał z kim spał w jednym łóżku
wcale nie było nie fair. Przecież mógł sobie pójść.
Jednak jego żołądek ścisnął głód,
definitywnie skrócając dalsze molestowanie śpiącego (nic mu nie
mogą udowodnić) i postanowił najpierw coś zjeść, zawsze była
szansa, że Bucky będzie dalej spał, gdy wróci.
Zgramolił się z łóżka,
przekraczając Barnes'a, mimo wszystko nie starając się być nawet
cicho i, o ironio, było to chyba jedynym powodem dlaczego się nie
obudził. Chociaż z drugiej strony było to perfekcyjnie logiczne,
bo instynkty wzbudzały w nim alarm gdy ktoś starał się do niego
zakraść, a nie specjalnie obudzić. Złośliwość ludzkiego
organizmu.
Gdy już dosięgnął podłogi, z
umiarkowanie głośnym tąpnięciem, wreszcie zdołał rozejrzeć się
po pokoju, w którym się znajdował...
Zdecydowanie nie swoim pokoju.
Zmarszczył brwi, zdając sobie sprawę,
że właściwie nie pamięta do którego z Avengersów może należeć,
bo ostatnim razem sprawdzał kamery ochrony... Cóż, na pewno przed
wprowadzeniem się tu Bucky'ego, co mogło znaczyć, że jeśli są w
jego pokoju, nie miałby o tym pojęcia i jakoś nie miał ochoty
grzebać po szafkach w poszukiwaniu wskazówek. Nie jego sprawa.
Tony szybko przeszukał podłogę
wzrokiem, nie znajdując tam żadnych swoich ubrań, nagle zdając
sobie sprawę, że jego spodnie pewnie dalej są zagubione gdzieś w
łóżku albo nawet za nim, a koszulka, przy odrobinie „szczęścia”
dalej leży w strzępach na podłodze w pokoju gościnnym.
Ale nie szkodzi, bo jeszcze raz
obejmując podłogę wzrokiem, wpadł na lepszy pomysł.
Podniósł białą koszulkę i powąchał
ją ostrożnie, z ulgą zauważając, że nie jest nawet specjalnie
brudna, pewnie miało to coś wspólnego z ciałem superżołnierza,
ale w tym momencie był tylko szczęśliwy, że jego plan mógł
wypalić. Tony więc przewiesił ją sobie przez ramię i wziął
szybki prysznic, po nim jeszcze raz powąchał koszulkę, która
dalej miała na sobie słabą woń alkoholu i Bucky'ego, ale „słaba”
to słowo klucz, bo nie było to wcale nieznośne.
Przez otwarte drzwi, stojąc we
framudze zerknął na Barnesa, który dalej spał. Tony nie był
pewien czy mu ulżyło czy wprost przeciwnie, bo nagle plan wydawał
mu dziwny nawet jak na niego, ale kierując się życiową zasadą
„nikt nie zawstydza Tony'ego Starka z wyjątkiem Tony'ego Starka”,
już bez zbędnego rozglądania się, założył na siebie
„pożyczoną” bluzkę, z pewnym zdziwieniem zauważając, że
jest jeszcze luźniejsza niż się spodziewał, lekko opadała mu z
ramienia i dosięgała ud.
Ale to nawet lepiej, bo zupełnie nie
było widać, że ma na sobie bieliznę... A właściwie...
Tony zatrzymał się przed samym
wyjściem z pokoju i, nie obracając się nawet w stronę łóżka,
bezwstydnie zdjął z siebie własne bokserki, miotając je za siebie
i szybko wymknął się z pokoju, chichocząc pod nosem jak obłąkany.
Nie mógł już się doczekać się oglądania nagrań z kamery, miny
Bucky'ego, który obudzi się, zastanawiając się gdzie też
podziały się jego ciuchy... Z resztą, przy odrobinie szczęścia
będzie mógł osobiście zobaczyć jego twarz, gdy uświadomi sobie
prawdę. Albo w pół prawdę.
Dobra, kłamstwo zmyślnie wymyślone
przez Tony'ego, ale było warto.
Na wszelki wypadek zapytał Friday o
godzinę (przecież nie będzie sprawdzał nagrania z całego dnia),
wyciągając z lodówki resztki śniadania, które zrobił sobie
Steve. Na początku wściekał się na Tony'ego za każdym razem, gdy
akurat go przyłapał, ale po pięciu czy sześciu razach chyba się
przyzwyczaił, że żyje z istotom, która nie ma najmniejszej ochoty
na dostosowywanie się do jego norm społecznych ani nawet głupiej
współlokatorkiej kultury, poza tym, zawsze używała argumentu
„Moja wieża, moje zasady.” i teraz specjalnie zostawiał porcję
dla osoby, która akurat się napatoczy. W ponad dziewięćdziesięciu
procentach był to Tony, ale nikogo specjalnie to nie obchodziło.
O wilku mowa, pomyślał Tony, gdy do
kuchni wparował Kapitan, najwyraźniej po swoim porannym bieganiu,
bo o dziwo, wyglądał na bardziej zdyszanego niż zwykle. Dziwne, bo
zazwyczaj odzyskiwał energię jeszcze w windzie.
Gdy Tony już zdążył pomyśleć, że
nie zauważy go dopóki się porządnie nie napije, Steve stanął w
miejscu tak gwałtownie, jakby ktoś nacisnął przycisk „stop”,
wpatrując się w niego z wyraźnym grymasem na twarzy, jakby na
czymś myślał, przesuwał wzrokiem po jego generalnej sylwetce,
nieświadomie krzyżując ramiona na piersi.
- Hej – Pomachał mu Tony, siedząc
na wysokim krześle przy blacie. Jego głos widocznie uświadomił
coś Steve'owi, bo zarumienił się on lekko, mrucząc ciche „dzień
dobry” i wreszcie wyjął sobie wodę z lodówki, naraz łykając
większość butelki, tym razem unikając zupełnie patrzenia w
stronę rozbawionego Tony'ego.
Bo doskonale wiedział o co chodzi, a
Steve, w momencie w którym Tony się odezwał, też musiał się
nagle domyśleć co takiego mu nie pasowało, bo widok Starka bez
spodni nie był nikomu specjalnie obcy. I tym razem nie chodziło tu
nawet o jedynego obecnie żyjącego Starka. - Gdzie wczoraj
zniknąłeś? - Tony, jako rasowy złośliwy drań, nie miał zamiaru
mu jeszcze odpuścić, bo wewnętrznie zwijał się ze śmiechu,
natomiast zewnętrznie udawał niewiniątko, obserwując jak Steve
stara się brzmieć i wyglądać, jakby cała sytuacja jest zupełnie
normalna i wcale go nie rusza, jednocześnie nie do końca świadomie
patrząc na wszystko w pomieszczeniu, oprócz swojego rozmówcy.
- Szkicowałem miasto na balkonie, ale
widziałem jak... - Ugryzł się w język, wydając z siebie krótkie
„u”, bardziej czerwieniejąc na twarzy i uszach, starając się
ubrać myśli w słowa. - Wychodziłeś.
- Aha. - Odpowiedział Tony, w sposób
mówiący bardziej „a więc to tak” niż „gówno mnie to
obchodzi”, samemu prawie czując zawstydzenie, bo szczerze mówiąc
ostatnią osobą, którą chciał jako świadka w jego nie do końca
grzecznych „flirtach” był Steve, który nie dość że był
przyjacielem ich dwoje i prawie bratem dla Bucky'ego, to jeszcze
chyba jedyną osobą z Avengersów, która wzięłaby to na poważnie,
nawet dobrze znając Tony'ego. Jednak jako iż Tony nie był dobry w
tłumaczeniu się i pewnie po tym wszystkim Kap pewnie i tak by mu
nie uwierzył, to tylko wzruszył ramionami. - Nie miałem humoru.
Co do następnych kilkunastu minut,
Tony miał tylko szczęście, że Steve ulotnił się z kuchni zanim
cokolwiek się wydarzyło, bo tym razem na pewno nie dałoby się
uniknąć „poważnej rozmowy”.
Otóż do kuchni (kuchnio-jadalni?)
wparował Bucky, oczywiście samej bieliźnie, dobrze że swojej, i
jednym zdecydowanym ruchem, łapiąc go za ramiona, odsunął
Tony'ego od zlewu, wsadzając pod strumień zimnej wody praktycznie
całą głowę, przy okazji łapczywie wypijając wpadający mu do
ust płyn.
- Zdajesz sobie sprawę, że w pokojach
jest łazienka, prawda? - Zapytał ze złośliwym uśmieszkiem, nie
dostając odpowiedzi, dopóki Buck nie oderwał się od kranu,
zakręcając lecącą wodę, mokrą dłonią odgarniając włosy
kompletnie do tyłu.
Dobra, może i był często ponury,
niezbyt dobry we współpracy z większą drużyną i uwielbiali się
drażnić, ale był przystojny jak diabli.
Wtedy Bucky zaśmiał się, wpół
nerwowo, wpół faktycznie rozbawiony, pocierając swój kark,
patrząc na lodówkę.
- Wolałem wyjść. - Mruknął,
wyraźnie odznaczając jeszcze oznaki snu, brzmiał bardzo
zachrypnięcie, a w połowie prawie załamał mu się głos. Tony
jednak zupełnie nie rozumiał o co mu chodziło i czemu nagle
zachowywał się jak przyłapany nastolatek, ale swoje emocje wyraził
tylko grymasem konsternacji, co nie umknęło uwadze Bucky'ego, bo
cisza u Tonego nie była zbyt częstym zjawiskiem. Teraz jednak
wydawał się być zaskoczony, ręka pocierająca szyję, luźno
opadła do boku, a on lodowato błękitne oczy wreszcie zwróciły
się na Starka. - Byliśmy... - Tym razem odchrząknął, kręcąc
głową, rozbawiony wpół ukrywany uśmiech wkradł mu się na usta.
- To pokój Steve'a.
Tony zamarł, jego mózg powoli
wchłonął znaczenie zdania, po czym wybuchnął krótkim śmiechem,
potem przestawił się w chwilę powagi i przerażania, zanim jego
psotna natura znowu wtrąciła swoje trzy grosze i nie mógł
powstrzymać szerokiego uśmiechu, bliźniaczo podobnego do tego
Barnesa.
Żartujesz sobie?
- Nope. - Bucky potrząsnął głową z
zakłopotaniem, kładąc specjalny chropowaty nacisk na „p”,
wydając z siebie specyficzne puknięcie. - Myślisz, że wie?
Tony zmarszczył brwi, krzyżując
ramiona na piersi, dalej nie ukrywając tego, że cała sytuacja
bardzo go śmieszy. Czy Steve wiedział? Cóż, wygląda na to że
użyje nagrań ochrony do czegoś innego niż planował.
Jednak nagle sobie o czymś
przypomniał... Szczególik, którego Bucky chyba nie zauważył,
albo w to zwyczajnie nie uwierzył, podczas gdy Tony o fakcie
zapomniał.
- Nawet jeśli nie wiedział, to już
chyba wie. - Uniósł brwi w sugestywnym geście, łapiąc za dół
koszulki i ciągnąc ją nieco do dołu, pokazując Bucky'emu jej
wygląd. Ten przez chwilę patrzał się na nią w osłupieniu, będąc
żywym zjawiskiem nieświadomości.
Wreszcie coś widocznie klikło na
swoje miejsce, bo teraz i Bucky wyglądał na dziwnie zadowolonego, z
siebie. Albo też Tonego.
- To moja koszulka.

- Dedukcja żołnierzu. - Tony wzruszył
ramionami, a na proste „dobra, to całkiem zabawne, ale teraz ją
oddaj”, puścił przód materiału i wycofał się tylko mały
kroczek, wyciągając przed siebie obie dłonie, palcami wskazującymi
pokazując Bucky'emu, że jeśli tak bardzo jej chce to żeby wziął
ją sobie sam. Mina zastygła w żartobliwym wyrazie, nie mając
zamiaru zdradzać za dużo.
Bucky, prawie, prawie przewrócił
na niego oczami, ale zamiast tego bez żadnego zastanowienia
położył obie dłonie na jego opalonych udach, tuż pod końcem
koszulki, krótko zerknął mu w oczy, szukając znaku poddania się
i oddania jej dobrowolnie, ale Tony nie miał zamiaru odpuścić i
tylko przechylił głowę, ponaglając go żeby robił dalej to co
robić musi.
Bucky pokręcił lekko głową, nie
wierząc w dziwnie dobry humor Tony'ego (nie żeby mu przeszkadzał,
ktoś musiał być tutaj zabawny) i kontynuował przesuwać palcami w
górę, pod zwisającą luźno koszulkę, w pewien sposób mając
nadzieję, że nikt akurat nie wejdzie do pomieszczenia, bo to
mogłoby się dziwnie skończyć dla nich obu. Z drugiej strony, po
tym wszystkim już nic raczej by go nie zdziwiło ani tym bardziej
nie przeszkadzało...
Z wyjątkiem... Był pewny, że już...
Zacisnął lekko dłonie, sprawdzając
czy aby na pewno mu się nie przewidziało, ale nie... Tony
definitywnie...
- Nie masz nic pod spodem, prawda?
- Nope. - Uśmiech Tony'ego rozciągnął
się jeszcze bardziej, o ile było to możliwe bez nagłego
spontanicznego wybuchu śmiechu, jako iż był małym (Tony upierałby
się, że średnim, ale każdy faktycznie średni obywatel
wiedział lepiej) złośliwym gadem, naśladując mowę Bucky'ego,
poruszył tylko sugestywnie brwiami i dopiero po tym jak Bucky
odsunął się od niego z małym rumieńcem na policzkach i
westchnięciem oznaczającym mniej więcej „coś czuje, że już
nigdy jej nie zobaczę”, zaśmiał się krótko, klepiąc go po
ludzkim ramieniu.
- Nie wygrasz ze Starkiem, mój drogi.
- Kiedykolwiek odzyskam swoje ubranie?
- To tylko mała cena jaką mogłeś
zapłacić za wczorajsze rozerwanie mojego.
- Brzmi fair. - I Bucky nie jest do
końca pewny czy nawet ma to na myśli, ale musiał dać tą mała
wygraną Tony'emu, choćby i dlatego, że dzięki niemu ma gdzie
mieszkać. Za to w małym odwecie, gdy Tony na sekundę stracił z
pola widzenia swój kubek kawy, Bucky ukradł parę łyków, bez
krzywienia się, nawet jeśli ten smak był dokładnym
przeciwieństwem jego upodobań i na wpół zirytowaną minę
Tony'ego posłał mu tylko swoje najbardziej czarujące oczko (jakoś
będą musieli ze sobą przeżyć) i poczochrał go po już wyjątkowo
nieułożonych włosach, w duchu przeklinając siebie za dawanie
Starkowi pomysłów, bo jeśli Tony wyjątkowo uprze się na
czochranie włosów Bucky'ego, to ten prawdopodobnie będzie musiał
spędzić godziny pod szczotką Natashy i jej szorstkim „bądź
mężczyzną” za każdym razem, gdy mocno pociągnie jakiś
wyjątkowo zaplątany kołtun, oczywiście wszystko w akompaniamencie
Tony'ego, który prawdopodobnie odeśmiałby sobie swój zgrabny
tyłek.
No nic, wszystko ma swoją cenę.
Bucky począł wyjadać resztki z
lodówki (Steve widocznie będzie musiał zacząć gotować dla
„siebie” przynajmniej trzy razy więcej) a Tony zajął się
swoją hologramową gazetą (Tony czasem nazywał to „tablet”,
ale z tego co pokazywał mu doktor Banner, Bucky nie uważał że coś
bez powierzchni, zupełnie bez powierzchni, powinno być tak
nazywane. Jeśli tak, musiał się jeszcze wiele nauczyć o Starkowej
elektronice, co zresztą nie było specjalnym zaskoczeniem) a Bucky
jedzeniem, chociaż z zainteresowaniem przyglądał się jego
działaniom. W przeciwieństwie do Steve'a, który mimo całego
swojego dobrego serca, często zachowywał się aż za bardzo
starodawnie, Bucky chciałby i wolałby iść z duchem czasu.
I siedzieli tak we dwoje, dopóki do
kuchni nieśmiało nie zajrzał Steve, widocznie jeszcze raz
przemyślając to co chce powiedzieć widząc dwójkę razem, zanim
nie przywołał swojego Kapitana, co dalej wydawało się Bucky'emu
zupełnie niedorzeczne, i nie przypominał dumnego symbolu ameryki,
pytając się czy nie przeszliby się czasem na trening.
I zanim Bucky zdążył wykrztusić z
siebie chociaż jedną literę, Tony gwałtownie podskoczył ze
swojego siedzenia i objął ramiona Steve'a (przynajmniej na tyle na
ile był w stanie przez różnice rozmiarów), rzucając im dwóm
karcące spojrzenie.
- To nie dzień na ratowanie świata
staruszku. - I na zaciekawione spojrzenie Barnesa, tym razem to on
puścił mu oczko, zanim wrócił w stronę Steve'a ze swoim firmowym
perłowym uśmiechem. - To dzień filmowy. Nie ma mowy ani mocy że
zrobię dzisiaj cokolwiek innego.
- Tony... - Zaczął Steve, ale ten
uciszył go jednym syczącym dźwiękiem, przypominającym karcenie
psa.
- Żadnego „Tony”, Steve. Robię
naszemu przyjacielowi, Jamesowi, skróconą terapię. - I kiedy
biedny dobroduszny i pracowity Steve nie wyglądał wcale na
przekonanego, dodał pretensjonalnie. - Robię to też dla ciebie.
Przyda wam się małe nadrabianie kultury, skamieliny. - I wtedy, w
niesamowicie podobny i rozbrajający sposób, i Tony i Steve
automatycznie zwrócili się w stronę Bucky'ego, brązowa para oczu
rzucająca pioruny i ostrzeżenia, a niebieska prośbę o pomoc,
Bucky nie mógł nic poradzić na automatyczny obronny gest jakim
było wzruszenie ramion zanim westchnął (który to już raz tego
dnia?) i szczerze wyznał, że;
- Nadrabianie nie brzmi źle. - I nie
chodziło nawet o możliwość chodzenia właściwie tylko w
bokserkach, co było niesamowicie wygodne, i zwykłe egzystowanie w
towarzystwie przyjaciół, czego, mógłby przysiąc, nie robił
przez jakieś osiemdziesiąt lat, ale autentycznie zaciekawiła go
propozycja. Nie miał zbytnio czasu na nadrabianie niczego innego
oprócz sytuacji w jakiej się znalazł i starania się w nadążeniu
za zmianami społeczno-Starkowymi jakie nadeszły. Poza tym, gdy
ostatnio zobaczył w telewizji trailer filmowy, nie wspominając o
samym telewizorze, pomylił go z dokumentem i od jakiegoś już czasu
chciał zobaczyć ulepszenie tych wszystkich efektów specjalnych,
dźwięków, niedorzecznych scenariuszy o jakich słyszał czy nawet
zwyczajnej jakości obrazu.
No i oczywiście, jakoś ciekawiło go
co też Tony może zaproponować...
W skrócie, tak, propozycja bardzo mu
się spodobała i nawet Steve, którego myśli zdawały się w tej
chwili formować tylko w zdanie „trafiła kosa na kamień” nie
mógł go powstrzymać.
I w taki sposób Tony wrócił do
swojego naturalnego zabawno-szczęśliwego, rozmownego nastawienia,
wyrzucając z siebie słowa z prędkością karabinu, wymieniając
prawdopodobnie z dwadzieścia tytułów zanim chociażby zdążył
usiąść z powrotem na krześle i zacząć „listę do obejrzenia”,
drugą ręką wyszukując najlepszych pozycji.
- Uwolniłeś potwora. - Wyszeptał do
niego Steve, siadając obok, nagle wyglądając jak siedem
nieszczęść, ale Bucky niespecjalnie się tym przejął, ciesząc
się nagłym, niespodziewanym towarzystwem dwóch zupełnie różnych,
ale i zabawnych towarzyszy.
W dodatku, ekscytacja Tony'ego
wyglądała zupełnie przeuroczo i nie miał pojęcia jak mógłby
teraz powiedzieć „nie”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz