niedziela, 28 sierpnia 2016

Dwa Światy- Nowy start


No i mamy, nową część 50 twarzy Verdasa!
Trochę się podziało, ale pamiętajcie, że tu się może wydarzyć dosłownie wszystko.
Fanów Leonetty przepraszam, ale wszystko w swoim czasie, muszę się nacieszyć innym charakterem!
A więc, miłego czytania!
Bayoo ;)




Sześć miesięcy, sześc cholernych miesięcy, od kiedy próbuję ułożyć swoje życie na nowo. W tym czasie skończyłam szkołę i podjęłam ważne dla mnie decyzje dotyczące mojej przyszłości. Odpowiedź na to kim będę za kilka lat znajdowała się właśnie w kopercie, którą trzymałam przesuwając w palcach. Strasznie bałam się tego co tam przeczytam.
-No otwórz wreszcie- Poganiała mnie mama, która była równie ciekawa tego co tam się znajduje. Chwilami zastanawiałam się, czy dobrze zrobiłam, ze wybrałam szkołę, która jest oddalona od domu. Będę musiała zacząć nowe dorosłe życie w Seattle. No właśnie. W mieście, gdzie prawdopodobnie znajduje się osoba,która zamieniła moje pół roku życia w istny smutek. Moje myśli ciągle wracały do jego osoby. Nadal cierpiałam, nadal cholernie go kochałam. Chciałam zapomnieć, chodź twierdziłam że to już nie możliwe. Wyprowadzka, akurat tam, wcale mi tego nie ułatwi. Myśl, że mogę spotkać go na mieście w ramionach innej wywoływała u mnie ciarki. Lecz nie mogłam zrezygnować z marzeń, tylko po to, aby ciągle uciekać. Aby ciągle bać się, że go spotkam, co było wręcz oczywiste. Gdziekolwiek się nie podzieję, ryzykuję. Nie mogłam tak żyć. Trzeba iść na przód, dlatego szkoła w Seattle ma być pierwszym krokiem w moim nowym życiu, bez Leona.
Niepewnie przejechałam palcem po kopercie, a potem ją otworzyłam. Nie byłam pewna co dokładnie chciałabym tam przeczytać, ale raz kozie śmierć. Odchyliłam kartkę.
-Mamy przyjemność poinformować panią, że wniosek o dostanie się na naszą uczelnie został pozytywnie rozpatrzony...-Przeczytałam po cichu. Nie wierzyłam, ze to dzieje się naprawdę. Patrzałam w papier, kiedy to moja mama piszczała ze szczęścia. Nie spodziewałam się tego.
Nowe życie, nowi znajomi. Nie mogę się doczekać.



-Mamo, nie płacz- Mówiłam, kiedy kobieta łkała w zagłębienie mojej szyi. Rozumiałam ją. To miała być dla nas duża rozłąka, a po tym w jakim stanie byłam ostatnio, no cóż. Martwiła się o mnie bardziej niż zazwyczaj. Kobieta oderwała się ode mnie i po raz ostatni pocałowała mnie w policzek, kiedy to po chwili zniknęłam za bramkami lotniska. Nie mogę powiedzieć, ze nie było mi przykro, ale tego potrzebowałam. Takiego odcięcia się. Musiałam wydorośleć i pogodzić się z pewnymi faktami, które przez sześć miesięcy nieustannie krążyły mi po głowie. Chciałam nowy rok studencki potraktować jako nowy start.
Chwyciłam telefon do ręki i wykręciłam numer. Przyłożyłam komórkę do ucha, a w niej po chwili usłyszałam znany mi głos.
-Violu?- Zapytał, a w głosie można było wychwycić radość.
-Francis, jak dobrze cię słyszeć- Uśmiechnęłam się do telefonu, jakby z nadzieją, że to zobaczy. -Mogłabym mieć do ciebie prośbę? Przepraszam, że tak naglę, ale wyjątkowa sytuacja- Zmierzyłam w kierunku samolotu, który gotowy był już, aby pasażerowie mogli do niego wejść.
-Jasne, słucham- Nie chciałam mu mówić, że przylatuje. Nigdy nie mówiłam mu, ze mam zamiar wrócić, ani nigdy nie wspominałam o odwiedzinach, ponieważ unikałam tego miejsca jak ognia. Utrzymywałam z nim internetowy kontakt, przez co się do siebie zbliżyliśmy. Chciałam mu zrobić niespodziankę.
-Potrzebuję podwózki z lotniska-Przerwałam na chwilę- Koleżanka przyjeżdża w sprawie szkoły a jej chłopak ją wystawił. Wiesz, nie odnalazła by się za bardzo w tym mieście- Poprosiłam. Przez chwilę nic nie słyszałam, jakby właśnie analizował co powiedziałam.
-No, tak nie ma sprawy- Brzmiał na lekko zawiedzionego. No cóż miejmy nadzieję, że do czasu- O której?
-Za dwie godziny będzie lądować. Dziękuje,naprawdę bardzo dziękuje- Powiedziałam, kiedy to wchodziłam na pokład samolotu.- Będę musiała już kończyć, ale zadzwonię wieczorem, pa- Rozłączyłam się. Zdążyłam usłyszeć ciche pożegnanie z jego strony i wyłączyłam komórkę.

Dokładnie po dwóch godzinach czekałam na swój bagaż. Odebrałam telefon.
-No co tam?- Zapytałam sięgając po walizkę.
-Violu,głupia sprawa. Jestem na tym lotnisku, a ty nawet nie powiedziałaś na kogo mam czekać- Powiedział wyraźnie zakłopotany. No tak. Nic nie wspomniałam o wyglądzie,ani chodź by o jej imieniu,aby mógł czekać na nią w dłoniach trzymając kartkę. Do głowy wpadł mi pewien plan.
-Oj, zapomniałam. Sms'em wyślę ci jej zdjęcie, do wieczora- Pożegnałam się i odszukując go w tłumie czekających osób wysłałam mu swoje zdjęcie, a kiedy widziałam, że wiadomość odczytał, ponieważ stałam tuż za nim, lekko dotknęłam go w ramię na co on się odwrócił i z niedowierzaniem mi się przyglądał.
-To ty jesteś znajomym mojej koleżanki? Francis?- Zapytałam ze sztuczna niepewnością, a chłopak zaśmiał się po czym wziął mnie w ramiona i zaczął przytulać.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś?- Chwycił moją walizkę i oboje skierowaliśmy się w stronę samochodu.
-Miała być to taka mała niespodzianka- Uśmiechnęłam się do niego, a kiedy dotarliśmy do auta ja usiadłam na miejscu pasażera. Blondy odpalił samochód po czym dołączył się do ruchu.
-Na jak długo przyjechałaś?- Pytając mnie nie odwracał wzroku od drogi, był bardzo skupiony. I tak nagle w mojej głowie pojawił się Leon. Nie wiem czemu, ale patrząc na Francisa przypomniałam sobie moje wszystkie podróże z Verdasem. Próbowałam wyrzucić go z głowy, a szczególnie w takim momencie.
-Nie wiem, na jakieś trzy lata?- Podczas jazdy podziwiałam krajobraz, który ciągle mnie zadziwiał. Kiedy chłopak zamilkł zerknęłam w jego stronę. Marszczył brwi, jakby to co właśnie powiedziałam było niedorzeczne.
-Trzy lata?- Zapytał z niedowierzaniem. Przez ostatnie pół roku nie wyraziłam żadnej chęci,aby przyjechać go odwiedzić, a ty nagle wyskoczyłam mu, ze zamierzam tu mieszkać, ale co poradzić. Kobieta zmienną jest.
-Tak, dostałam się na uczelnie- Posłałam mu dumny uśmiech, który odwzajemnił.
-W takim razie, gdzie będziesz mieszkać? Akademiki są wolne dopiero za tydzień- Powiedział lekko spoglądając w moja stronę. No tak, przez najbliższy tydzień miałam w planach przekoczować w hotelu.
-W hotelu, a potem akademik, chociaż będę rozglądała się nad wynajmem jakiegoś pokoju, bądź mieszkania, ponieważ mieszkanie w akademiku nie bardzo mi się uśmiecha- Chłopak westchnął.
-Nie widzę potrzeby,abyś miała mieszkać w hotelu. Mam wolny pokój, możesz ze mną mieszkać ile tylko chcesz, a jak będę bardzo nie do zniesienia, to masz przecież akademik- Uśmiechnął się. Nie bardzo chciałam mu się zwalać,na głowę. Jak na chłopaka,który poznał mnie sześć miesięcy temu, bardzo mi pomagał i dodawał otuchy w trudnych dla mnie chwilach.
-Francis, ty i tak już za dużo mi pomogłeś. Nie chce nadużywać twojej gościnności- Powiedziałam nieco zażenowana.
-Przestań, dodatkowa osoba do podziałów obowiązków i czynszu zawsze się przyda- Zaśmiał się. Nie rozmawialiśmy już później. Francis zasugerował, aby najpierw odłożyć tę walizkę, a później wyskoczymy na jakiś lunch. Zgodziłam się. Nieco się skrzywiłam, kiedy przejechaliśmy obok apartamentu Leona, a serce zabiło mi szybciej, kiedy to skręciliśmy w podwórko tuz obok.
-Ty tu mieszkasz?- Zapytałam lekko przerażona. Uciekałam od niego sześć miesięcy, nie odbierałam telefonów, a kiedy zaryzykowałam, że mogę uczyć się w jego mieście zostałam jego sąsiadką. Miał być to tylko tydzień. Potem wyniosę się do akademiku, pomyślałam. Z odrobiną szczęścia, nie zobaczę go. Przełknęłam głośno ślinę i niepewnie wysiadłam z samochodu, kiedy to Francis stał już obok mnie z walizką. Nie chciałam odwracać się w stronę budynku, który był oddalony ode mnie jedną wąską dróżką. Ciarki przeszły mnie po plecach, kiedy to zdałam sobie sprawę, że jego okna z gabinetu wychodziły na stronę podwórka. Po drodze do mieszkania, Francis opowiadał mi o tym właśnie budynku, że mieszkają tam sami wielcy biznesmeni, i kiedy założy swój własny hotel to właśnie się tam przeniesie, a ja w myślach rozmyślałam nad tym, że przez najbliższy tydzień prawdopodobieństwo spotkania Leona wzrosło dwukrotnie.
Mieszkanie Francisa, było bardzo przytulne. Urządzone nowocześnie. Czułam jednak, ze brakowało tam kobiecej ręki. Jakiejś zieleni w kuchni i kilka dekoracji, aby ściany nie wydawały się takie puste. Mieszkanie miało trzy pokoje, dwie sypialnie i salon. Chłopak wskazał mi pokój z dużym oknem, które wychodziło na apartament. Z lekkim grymasem spojrzałam na pomieszczenie, ale szybko się go wyzbyłam, kiedy obok pojawił się blondyn, Odetchnęłam z ulga kiedy w oknach zobaczyłam zasłony. Przez najbliższy tydzień miałam zamiar ograniczyć dostęp słońca do tego pokoju, aby pod żadnym pozorem nie przyglądać się budynkowi, w którym mieszkał Verdas.
-Dziękuje, że mogę się u ciebie zatrzymać- Zwróciłam się do chłopaka, który wychodził już z pomieszczenia. Skinął głowa w moja stronę i udał się chyba do salonu. Usiadłam na łóżku i wyciągnęłam komórkę, aby wysłać mamie wiadomość, że wszystko w porządku. Kiedy na ekranie wyświetliło się powiadomienie, ze sms dostarczono, odruchowo spojrzałam w stronę budynku i wzrok przeniosłam na najwyższe piętro. Chwile minęło zanim całkowicie się ocknęłam i gwałtownie zmierzyłam ku okna aby je zasłonić. To, że byłam tak blisko niego nie mogło wpłynąć na moje życie. Miałam zacząć nowy star, nowe cele, a on miał nigdy nie pojawić się w moje głowie, ale było odwrotnie. Chodź cierpiałam już trochę mniej,to nadal miałam go gdzieś z tyłu i wspominałam o nim w najmniej odpowiednich momentach. Bywały takie noce, kiedy to jeszcze zwijałam się w kłębek na łóżku i łkałam, ponieważ cholernie mi go brakowało. Potrzebowałam czasu, więcej czasu. Niestety byłam przekonana, ze wyprowadzka do Seattle nie ułatwi mi tego, ale nie mogłam ograniczać się z powodu jakiegoś dupka z perwersyjnymi upodobaniami. Chwile jeszcze spoglądałam na zasłonięte okno. Przerwało mi to lekkie pukanie.
-Idziemy na ten lunch?- Blondyn wszedł do mojego pokoju. Widać, że kiedy ja rozmyślałam nad Verdasem on wziął prysznic i przebrał się. Miał na sobie czarne spodnie, biały t-shirt i koszulę w granatowo-czarną kratę. Cóż, wyglądał nieziemsko. Francis zdecydowanie należał do tej grupy facetów, na których trudno było nie zawiesić oka.
-Tak, ale daj mi chwilę, bo w tym stroju przyniosę ci wstydu- Zaśmiałam się pokazując mój strój. Był odpowiednio przystosowany do podróży, czyli wygodny. Zwykłe czarne legginsy i luźna bluzka. Chłopak wyszedł z pokoju kręcąc głową, ale uśmiechał się przy tym. Otworzyłam walizkę i wyciągnęłam czarne rurki z przetarciami na udach, biały top i zarzuciłam na to skórzana kurtkę, do tego buty na koturnie i byłam gotowa. Włosy, które wcześniej związane były w kucyk lekko roztrzepałam i chwyciłam torebkę.
-Coś ty się tak odstrzeliła?- Zapytał żartobliwie. Kiedy lepiej się poznaliśmy, polubiliśmy wzajemne dogryzanie sobie i stało się to naszą rutyną- Wychodzisz z kimś na randkę?- Zapytał podchodząc bliżej zabawnie poruszając brwiami.
-No wiesz co? Miałam nadzieję, że lunch to nasza randka- Udałam obrażoną- A ty musiałeś wszystko zepsuć- Przewróciłam oczami i lekko uderzyłam go w tył głowy. Pocałował mnie lekko w policzek i kazał wyjść z mieszkania. Kiedy byłam przy aucie starałam się nie patrzeć w stronę budynku, ale moją uwagę przykuło czarne maserati- auto Leona. Było południe, to dość dziwne, aby Verdas o tej porze był w mieszkaniu. Jednak wypędziłam tę myśl. Miałam teraz jechać na lunch, który chciałam spędzić w przyjaznej atmosferze z udziałem Francisa.
Musze przyznać, że Seattle to bardzo ładne i żywe miasto. Blondyn zatrzymał się przed ładna restauracją.
-Podają tutaj najlepszy makaron z pesto w całych Stanach- Powiedział triumfalnie.
-Mam nadzieję, że mnie nie zawiedziesz- Powiedziałam wysiadając z auta.
Było to bardzo przytulne miejsce, przepełnione ludźmi, którzy szerzyli pozytywna energię. Usiedliśmy przy wolnym stoliku i złożyliśmy zamówienie. Mimo, że byłam trochę zmęczona to cieszyłam się, że Francis wyciągnął mnie na miasto. Opowiedziałam mu co mniej więcej działo się u mnie przez ten czas, trochę o uczelni, ale nie chciałam wchodzić na temat Leona.
-A ten koleś, który złamał ci serce?- Zapytał nadziewając kolejną porcje makaronu na widelec. Trochę zaniemówiłam. Przed oczami znów pojawił mi się szatyn. Miałam ochotę go przytulić i pocałować, ale po chwili widziałam go jak znajduje się w pokoju bólu z tą rudą dziwką. Jedzenie aż mi się cofnęło. Nie mogłam, nie mogłam wyobrazić go sobie z inną, nie mogłam myśleć o tym wszystkim, co tam wyprawiał.- Vils, wszystko okej?
-Tak, tak- Ocknęłam się po chwili i odłożyłam sztućce.- To długa historia, może kiedyś ci opowiem, ale potrzebuję czasu, więcej czasu- Wymruczałam wręcz pod nosem.
-Okej, rozumiem- Uśmiechnął się.- Może, pójdziemy pozwiedzać trochę?- Cóż, nigdy nie miałam okazji zwiedzać Seattle, może dlatego, że mój ostatni pobyt tutaj ograniczył się do ucieczki z apartamentu mojego byłego chłopaka. Bo w zasadzie, oficjalnie z nim nie zerwałam, ale chyba dałam wystarczające sygnały.
-Jasne- Uśmiechnęłam się szeroko i wręczyłam banknot Francisowi. Ten spojrzał na niego z grymasem.
-Ja zapłacę-Powiedział i oddał mi pieniądze. Zgromiłam go wzrokiem. Zrobił już dla mnie wystarczając dużo, a zapłata za lunch to już zbyt wiele.
-Nie, zapłacę za siebie- Warknęłam w jego stronę, a ten pokręcił głową z dezaprobatą i schował pieniądze. Uśmiechnęłam się zwycięsko i zaczęłam zbierać swoje rzeczy kiedy to Francis rozmawiał z kelnerem.
Francis pokazał mi wiele ciekawych miejsc. Począwszy od mojego uniwersytetu, gdzie za tydzień miałam rozpocząć swoją naukę, po miejsca, w których uwielbiał przebywać jako nastolatek, gdzie jeździł na desce i pił piwo z kolegami, aby jego mama się nie dowiedziała. Opowiedział mi sporo o swoim dzieciństwie, i tym,ze za nastolatka był nieco nieznośny. Lubił pakować się w kłopoty i flirtować z dziewczynami. To drugie jak mówił poniekąd mu zostało, tylko, ze teraz zwraca uwagę na bardziej wartościowsze dziewczyny, a nie lale z wypychanym biustem. Zaśmiałam się na samą myśl, jaka jakaś blondi pręży się przed Francisem. Musiało ty wyglądać interesująco.
-A jak to było z tobą Vils?- Zapytał, kiedy usiedliśmy na ławce.
-Cóż, jako smarkula miałam swój świat, gdzie sobie śpiewałam i marzyłam o zostaniu aktorką. Moje marzenia zmieniły się, kiedy to w wieku szesnastu lat zapragnęłam zostać dziennikarką, ale nadal byłam grzeczną dziewczynką. Sprawy się pokomplikowały, kiedy do mojego życia wkroczył Verdas.
-Zaraz, co? Verdas? Ten Leon Verdas- Zapytał z niedowierzaniem. Cóż, Leon był dość sławnym biznesmenem, ale nie wiedziałam, że Francis będzie wiedział o kogo chodzi.
-Ta- Wymruczałam pod nosem.
-Czekaj, czyli to on był powodem, kiedy to weszłaś taka zapłakana do hotelu? To on cie skrzywdził?- Zapytał z troską. Przymknęłam oczy, aby się nie rozpłakać. Ten związek wywołał u mnie wiele uczuć. Dzień kiedy to go zostawiłam wspominałam najgorzej, ponieważ kiedy przymykałam oczy widziałam jego twarz przepełniona smutkiem, żalem i poczuciem winy, ale nie mogłam tam zostać. Nie mogłam zostać i tak po prostu go wysłuchać. Blondyn przytulił mnie do siebie. Czułam, że mogę mu zaufać.
-Chodź, pokaże ci najlepszy bar w tej okolicy. Musimy się rozgrzać- Zaśmiał się. Faktycznie, spacer zajął nam trochę czasu. Na dworze panował półmrok a temperatura nieco spadła. Po tych wszystkich przyswojonych dzisiaj informacjach musiałam się napić mocnego drinka.
Weszliśmy do klubu, w którym muzyka grała bardzo głośno, przez co moje uszy potrzebowały chwili aby się przyzwyczaić. Rzadko bywałam w takich miejscach, ponieważ Leon wolał spędzać wolny czas w nieco inny sposób. Francis chwycił mnie za rękę, abym mu się chyba nie zgubiła i skierowaliśmy się do baru.
-Co chcesz?- Krzyknął, abym mogła usłyszeć go przez te dudniące głośniki.
-Coś mocnego- Powiedziałam i rozejrzałam się trochę po klubie. Pełno było tam pijanych lasek, które kleiły się do pierwszego lepszego, który wydawał się być nieco nadziany. Widok oblechów miziających się z małolatami wywołał u mnie odruch wymiotny, więc odwróciłam się w stronę baru. Blondyn podał mi drinka, którego od razu się napiłam pociągając sporego łyka. Alkohol przyjemnie rozszedł się po moim ciele. Nagle poczułam dłoń Francisa na moim pośladku, który lekko klepną po chwili majstrowania w mojej kieszeni. Spojrzałam na niego pytając. Dał mi znak, aby nieco się przybliżyła, więc zrobiłam to.
-Zapamiętaj jedno Violu, kiedy ja zapraszam to i ja płace- Wyszeptał mi do ucha uśmiechając się przy tym złośliwie. Odruchowo złapałam się za kieszeń, w której wyczuła lekka wypukłość, co oznaczało, że miałam tam zwinięty banknot. Zgromiłam go wzrokiem, a chłopak nic sobie z tego nie zrobił tylko napił się alkoholu i wodził wzrokiem po klubie, jakby szukał jakiejś foczki.
-No, pokaz mi czy zostało coś z tego flirciarza, o którym mi mówiłeś- Zachichotałam ciągle popijając drinka.
-Cóż, nie ma tu zbyt kręcących lasek- Przerwał i zaczął uważnie analizować większość z nich- Prócz ciebie oczywiście- Uśmiechnął się przebiegle kiedy to ja popijałam już kolejnego drinka. Tego dnia bardzo szybko je wypijałam, więc zatraciłam się w liczbie- Ale ta ruda, niezła dupa- Wskazał palcem, na kobietę, która opierała się o ścianę uwydatniając swój wielki, sztuczny biust. Przypatrzyłam się jej trochę. Kiedy skojarzyłam skąd ją znam zachłysnęłam się napojem i zaczęłam kaszleć. Ludzie przy barze zwrócili na mnie uwagę łącznie z Francisem.
-Coś nie tak?-Zapytał lekko poklepując mnie po plecach.
-Nie wszystko okej, tylko nie uważam, aby była dla ciebie odpowiednia- Powiedziałam kiedy to napiłam się po raz kolejny. Byłam już pijana, dlatego nie przeszkadzała mi obecność lafiryndy, z którą mógł pieprzyć się mój były.
-Czemu tak uważasz?- Oparł się o blat i lustrował ją wzrokiem.

-Bo to dziwka Verdasa- Syknęłam i spojrzałam w jej stronę. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały nagle cały alkohol wyparował z mojej krwi, ale za późno. Ona doskonale wiedziała kim jestem. Byłam pewna, ze zaraz wypapla Verdasowi, ze mnie widziała, a spokój na, który zapracowałam przez ostatnie pół roku pęknie jak bańka mydlana, ale nie za bardzo miałam co zrobić, kiedy to faktycznie mnie już widziała. Posłałam jej najbardziej sukowate spojrzenie na jakie tylko było mnie stać i podeszłam do Francisa. Złożyłam na jego policzku pocałunek, ale stojąc w takiej pozycji, wyglądało jakby właśnie się z nim całowała. I dokładnie o to mi chodziło. Aby ta ruda szmata przekazała Verdasowi, ze Violetta wróciła. Wróciła i to w wielkim stylu.

4 komentarze:

  1. Świetny rozdział.
    Ostatni fragment bardzo mnie zaskoczył mnie ostatni fragment.
    Oczywiście mam ochotęudusić cię za Francisa.
    Pisz szybko dwujeczkę.
    Pozdrawiam, Asia Blanco.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlaczego Francis jest taki cudowny (takie pedalskie imie)
    Uwielbiam jak wbija ktoś i miesza, ale Leonetta będzie
    Potrzebowałam kogoś, kto będzie zupełnie inny od Leona
    Dziękuje za te miłe słowa
    Niedługo pojawi się kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń