Od razu mówię, że z tego nic nie będzie.
Choć powstanie~
***
Lubił na niego patrzeć. Nieważne jak bardzo dziwne i niedorzeczne to było.
Kochał te krótkie włosy, ledwo wystające poza kaptur, który zwykle nosił.
Kochał zgrabne ciało, a już zwłaszcza w lato, gdy mógł je do woli podziwiać bez zbędnego odzienia.
Nawet tą siła, z którą często karany był za głupotę i nieumyślność.
A już zwłaszcza kochał piękne, bursztynowe oczy, zazwyczaj poważne i skupione, jednak mimo wszystko cały czas tliły się w nich iskierki.
Iskierki skrywające prawdziwą nawałnicę.
Czasami nachylał się nad nim, szepcząc zawstydzające słowa, których nawet później nie pamiętał.
Liczył się tylko ten rumieniec i bursztynowe oczy, pozornie pełne wrogości.
A skrywające tą samą miłość, jaką darzył go Ezio.
Nawet uwagi nauczycieli, słowne czy pisemne, nie robiły na nim specjalnego wrażenia, a już na pewno go nie zatrzymywały. Skoro on i ten jego ognisty wzrok tego nie zrobili, to gdzieżby oni dali radę?
Umizgujące się dziewczyny dłużej nie miały znaczenia. Choć błysk zazdrości w jego oczach był niezastąpiony.
Ale mimo tego, że Ezio od czasu do czasu lubił pochlebić sobie tym uczuciem, to tak na prawdę tylko on miał tutaj znaczenie.
On, Altaïr.
Jego przystojny kolega z ławki.
Lubił na niego patrzeć. Nieważne jak bardzo dziwne i niedorzeczne to było.
Kochał te krótkie włosy, ledwo wystające poza kaptur, który zwykle nosił.
Kochał zgrabne ciało, a już zwłaszcza w lato, gdy mógł je do woli podziwiać bez zbędnego odzienia.
Nawet tą siła, z którą często karany był za głupotę i nieumyślność.
A już zwłaszcza kochał piękne, bursztynowe oczy, zazwyczaj poważne i skupione, jednak mimo wszystko cały czas tliły się w nich iskierki.
Iskierki skrywające prawdziwą nawałnicę.
Czasami nachylał się nad nim, szepcząc zawstydzające słowa, których nawet później nie pamiętał.
Liczył się tylko ten rumieniec i bursztynowe oczy, pozornie pełne wrogości.
A skrywające tą samą miłość, jaką darzył go Ezio.
Nawet uwagi nauczycieli, słowne czy pisemne, nie robiły na nim specjalnego wrażenia, a już na pewno go nie zatrzymywały. Skoro on i ten jego ognisty wzrok tego nie zrobili, to gdzieżby oni dali radę?
Umizgujące się dziewczyny dłużej nie miały znaczenia. Choć błysk zazdrości w jego oczach był niezastąpiony.
Ale mimo tego, że Ezio od czasu do czasu lubił pochlebić sobie tym uczuciem, to tak na prawdę tylko on miał tutaj znaczenie.
On, Altaïr.
Jego przystojny kolega z ławki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz