Toby wręcz usypiał przed książką.
Co chwilę pocierał oczy, ale mimo wszystko powoli zasypiał.
Oczywiście był już po trzech kawach, ale nic nie pomagało. Oparł
się czołem o chłodną powierzchnie biurka.
Ostatnio coraz częściej chciało mu
się spać. Mimo wszystko nie był i nie nie miał zamiaru pójść
na badania.
Jego zmęczone oczy zamknęły się.
Czuł, że odpływa...
***
- Panie Reus, dobrze się pan czuje? -
Szatyn usłyszał głos dochodzący jakby z głębi studni.
Półprzytomnie podniósł głowę i odpowiedział niemal
wyćwiczonymi słowami:
- Tak przepraszam, nic mi nie jest. -
Rozejrzał się wokół. Mężczyzna, który zadał mu pytanie to
ochroniarz, co pewnie oznacza, że... Tak, przy drzwiach stali Damien
i drugi pensjonariusz.
Szatyn dodał jeszcze wytłumaczenie o
jakiejś chorobie (co w sumie za bardzo się z prawdą nie mijało) i
grzecznie poprosił Cola o zajęcie miejsca. Tamten, o dziwo, bez
mruknięcia zastosował się do polecenia i niczym dziecko zaczął
wymachiwać nogami w powietrzu. Znowu miał na sobie kajdanki co
według Tobyego było lekką przesadą. Bo chyba dwóch ochroniarzy z
bronią było wystarczającym zabezpieczeniem.
Nie zaprzątając dłużej swych myśli
usiadł naprzeciwko bruneta, który wpatrywał się w swoje stopy.
- Moglibyście państwo...
- Nie trzeba - Przerwał mu Cole. Na
zaskoczone spojrzenie uśmiechnął się ironicznie i odpowiedział -
Raz mi starczy.
- Cóż, dziękuję, ale czy mógłbyś
na mnie patrzeć?
- Muszę? - Szatyn znowu został zbity z
tropu, tym razem dziecinnością pytania.
- Nie, ale byłoby miło. - Damien uniósł
głowę i przestając machać nogami wykonał prośbę. - Dziękuję.
- Dzisiaj jesteś za miły. Nie podoba
mi się taka oficjalna rozmowa.
- Przykro mi. Czy moglibyśmy dziś
porozmawiać o twoim pobycie w Domu Dziecka?
- Czemu nie? - Zamilkł na chwilę po
czym kontynuował - Nie podobało mi się tam.
- Coś złego się tam działo?
- Czy ja wiem, zależy co rozumiesz
przez słowo „złego”. Oczywiście zdarzały się bójki,
kradzieże i tak dalej, ale wydaje mi się, że to zupełnie normalne
u dzieci. Nie, w sumie u każdej grupy wiekowej. Chodzi raczej o
wystrój. Tak, było pusto, ale no cóż... Za bogato nie było. Nie
podobały mi się ściany. Niebieskie. Ale nie niebieskie jak... No
nie wiem szafir, tylko niebieskie jak lód. Czyli właściwie
błękitne. Chyba ktoś próbował sprawić, by tamto miejsce
wyglądało na ciepłe i gościnne. Taa, nie wyszło. Swoją drogą,
widziałeś kiedyś albinosa?
- Albinosa? Mieliście tam albinosów?
- Nie no, nie albinosów, ale jeden był.
Dziwny dzieciak. Ale wracając do ośrodka, nie było nawet dobrze
strzeżone. Na przykład ja bez specjalnych problemów wymykałem się
w nocy i nikt nigdy nie zauważył. Nawet od obowiązków dało się
wymigać.
- A czy miałeś tak jakiś przyjaciół?
Kogoś kto był dla ciebie ważny? - Na to pytanie brunet roześmiał
się głośno. Śmiech był na tyle szczery, że Toby poczuł się
zakłopotany. Jakby opowiedział największą głupotę jaką może
wymyślić człowiek. Zrobiło mu się gorąca, a Cole widząc jego
uczucia umilkł, lecz dalej miał na twarzy drobny uśmieszek.
- Wybacz. Po prostu to cholernie
poplątane, a ja mam... Specyficzne poczucie humoru. Powiedzmy, że i
tak i nie. Miałem kolegów, przyjaciół, a nawet dziewczynę, ale
żaden z nich nie był dla mnie specjalnie ważny. Nasz stosunek do
siebie był dziwny. Potrafiłem nagle odciąć się od reszty, a oni
po nieudanych próbach odzwyczajenia mnie od tego odpuścili.
- A co z twoją dziewczyną? Od niej też się „odcinałeś”? - pacjent ściągnął policzki jakby
znowu miał się zaśmiać, ale tym razem tego nie zrobił. Zamiast
tego pokiwał głową ze zrezygnowaniem.
- Zadajesz bardzo trudne pytanie, wiesz?
Moje relacje z tą... Kobietą też były zwyczajnie popieprzone. -
Toby zmarszczył brwi, ale nie przerwał odpowiedzi. - Taa, na
początku byłem zakochany. Beznadziejnie zakochany. I właściwie
dlatego powiedziałem wcześniej, że raczej nie jestem socjopatą,
ale rzeczy się zmieniają. Kiedy zacząłem z nią chodzić zupełnie
odkryłem jej charakter. No i wiesz, była dobrą aktorką. UDAWAŁA
miłą. Okazała się zdradziecka, tępa i zupełnie zależało jej
tylko na swojej „sławie”. Kiedy zacząłem zauważać jej
minusy, to się odciąłem. Przez jakiś czas bawiłem się w ten
cały związek, ale po jakimś czasie i ilościach zdrad zakończyłem
to. Nie wiem ile mi zajęło całkowite wyzbycie się uczuć względem
jej. Tak, całkowite. Najpierw zakochanie, albo może raczej
zauroczenie, potem sympatia, nienawiść i kompletna obojętność.
Chodziliśmy mniej więcej rok, ale chyba gdzieś po połowie tego
czasu już wiedziałem, i ona raczej też, że nic z tego nie będzie.
Mimo to płakała na rozstaniu. Wyobrażasz to sobie? Ryczała jak
cholera i nawet wyznawała mi miłość. Głupota, zwłaszcza, że
znowu kłamała. Pamiętam, że miała na sobie mnóstwo tapety. Bez
niej nie wyglądała nawet tak ładnie. - Damien zamyślił się, więc
zielonooki ponownie zadał pytanie:
- A przyjaciele?
- Jak już mówiłem nie byłem zbytnio
przywiązany do... Nikogo. Zwykłe znajomości. A tak odbiegając od
tematu, chyba nie sypiasz za dużo, co? - Dziwny uśmieszek na twarzy
mężczyzny sprawił, że Toby miał dużą ochotę powiedzieć „Za
bardzo mnie zaintrygowałeś”, ale mimo wszystko, powstrzymał się.
- Wprost przeciwnie. Staram się trzymać
poprawne godziny snu.
- W takim razie albo jesteś chory, albo
mimo wszystko nienawidzisz wstawać rano. No albo i to i to. - Nachylił się do przodu na tyle
blisko, że szatyn mógł poczuć gorący oddech na swojej twarzy.
Starszy znowu się odezwał, tym razem cichym szeptem. - Bo
podejrzewam, że naszemu „pieskowi” troszkę nakłamałeś, co? -
Toby nie odpowiedział. Za to zupełnie zamyślony wpatrywał się mu
w oczy.
Wczoraj się pomylił.
Nie były one czarne czy też brązowe,
tylko ciemnoszare. Bardzo ciemno, ale jednak z tej odległości
tęczówki wyraźnie odznaczały się od źrenicy.
Po dłuższej chwili brunet odsunął
się i założył nogę na nogę. Był rozbawiony. Tak, bawienie się
z ludźmi zdecydowanie było jego domeną.
Reus wiedział jedno, stracił poczucie
czasu. Ich półtorej godziny właśnie się kończyło, a on nawet
tego nie zauważył.
W końcu zegar wybił „godzinę
pożegnania”, a Cole w towarzystwie strażników opuścił pokój.
Toby natomiast jeszcze kilka minut siedział w osłupieniu.
Najgorzej czuł się z tym, że
kompletnie nie wiedział dlaczego.
***
Taaa... Jeśli ktokolwiek czyta moje schizy (proszę o cud, prawda? ), to bardzo proszę o JAKIEKOLWIEK komentarze :3.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz