Z dedykacją dla Alexandry, bo jest cudowną osobą, która zawsze nam tutaj komentuje i jest z nami nieważne jak długą blog ma przerwę. ;-;
Swoją drogą, to cię przepraszam, ale ten rozdział wywołuje u mnie taki żal, że nie mogę na niego patrzeć. XD
Jak przeczytasz to się dowiesz dlaczego... No i śpię bez przerwy, ale to szczegół.
Myślę co tu zrobić ze swoim życiem, bo trzeba pisać opka a mi wiecznie coś nie pasuje... Hm... Może spróbuje siedzieć na podłodze. Może to mnie zainspiruje. No nieważne, zapraszam do czytania. XD
A i przepraszam bo jestem chujem. Miałam zrobić coś fajnego w tym rozdziale, ale podczas pisania był idealny moment na zakończenie i... Cóż, skorzystałam z okazji. I tak rozdział byłby strasznie długi... Może to i dobrze? Ale tak to przynajmniej jest większe napięcie. Chyba. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
A i przepraszam bo jestem chujem. Miałam zrobić coś fajnego w tym rozdziale, ale podczas pisania był idealny moment na zakończenie i... Cóż, skorzystałam z okazji. I tak rozdział byłby strasznie długi... Może to i dobrze? Ale tak to przynajmniej jest większe napięcie. Chyba. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
***
Dobra, Toby musiał przyznać, że ta rozmowa absolutnie nie poszła po jego myśli. Chociaż z drugiej strony, kiedy Damienowi udało się akurat wpasować w jego przewidzenia?Chociaż ze strony trzeciej, tym razem przesadził. Definitywnie przesadził.
Myślał Toby, zarumieniony z wściekłości, jednak nie z samej wściekłości, starając się ignorować triumfalny uśmiech Damiena, który dalej stał za blisko jak na jego upodobania. Skoro nie wiedział czy gorąco panujące w pomieszczeniu promieniowało z jego własnego ciała, czy z ciała Damiena, to tak, stał zdecydowanie za blisko.
Ale po kolei.
Właściwie, to od początku nie mógł tego określić tego dnia „normalnym dniem”. Nie codziennie przyznawał się do porażki. No i nie codziennie decydował o takich rzeczach w stosunku do kogoś, na kim mu zależało.
Złośliwy głos w jego głowie podpowiedział mu, że od dawien dawna nie zdarzyło mu się w ogóle „decydować”, ale postanowił go zignorować. Przynajmniej na razie.
Damien był specjalnie ostatnim umówionym pacjentem na dzień, w wypadku gdyby coś poszło „nie tak”. Wolał samemu zostać po godzinach niż kazać innym czekać, zwłaszcza, że generalnie to chciał i lubił przebywać z Damienem.
Zwłaszcza, że nie wiedział jaki będzie rezultat przyniesie ich rozmowa.
Ale cóż musiał ją przeprowadzić prędzej czy później. I szczerze, osobiście wolał wcześniej. Nienawidził tajemnic, zwłaszcza tych, których nie miał prawa zatrzymywać.
Ale kiedy ochroniarze ponownie wprowadzili Damiena, znowu miał on ten leniwy uśmieszek. Nie wyglądał chłodno, nie miał tego zamglonego i odległego spojrzenia, jakby Toby nie próbował rozmawiać z człowiekiem z krwi i kości a woskowym odlewem. Teraz jednak był zupełnie na miejscu, mentalnie i fizycznie, znowu wyglądając jak ktoś żywy, gotowy do przeżycia następnego dnia, zamiast zwyczajnego w nim istnienia.
Toby poczuł nostalgiczne ukłucie, widząc się w takiej samej pozycji co kilka miesięcy temu, gdy zobaczył tą żywą osobistość po raz pierwszy.
Ale nie zamierzał odpuścić. Musiał z Damienem porozmawiać, skłonić go do chociaż rozważenia opcji przeniesienia. Przecież tak by było dla niego najlepiej, a po to Toby tam był. Dlatego w ogóle go poznał. Żeby coś zmienić, na lepsze. Ciągle nie był pewien, że w ciągu tych kilku miesięcy zdołał osiągnąć to chociaż w najmniejszym stopniu.
Jako lekarz miał swoją dumę, ale jego duma mówiła mu, że zrezygnowanie z pacjenta to wcale nie przyznanie się do porażki. Chociaż z drugiej strony, jego duma nie potrafiła określić czym dokładnie to było. Toby nazwałby to zmianą taktyki. Z resztą to rozwiązanie wydawało mu się bardziej sensowne niż wieczne ukrywanie się ze swoimi pociągami pod pretekstem pomocy. Im bardziej Toby o tym myślał, tym bardziej odpychające mu się to wydawało. Gdyby przepisał Damiena, gdyby Damien wtedy został wypisany z psychiatryka, a wszystkie oskarżenia wobec niego zostały porzucone to przestaliby być "pacjentem" i "lekarzem". Przynajmniej to w pewnym stopniu by ich unormalniło, choć byłoby to tylko i wyłącznie na pokaz, a randkowanie ze swoim byłym pacjentem i tak było dziwne. Ale przynajmniej nie nielegalne.
Jednak musieliby się rozstać, na parę miesięcy. Na parę długich, samotnych i zimnych miesięcy i szczerze powiedziawszy, wydawało się to bardzo przerażające. Bo teraz, gdy patrzył w rozświetloną życiem twarz Damiena, wreszcie mógł myśleć trzeźwo, bez tej dziwnej desperacji ściskającej jego gardło, stale krzyczącej mu do ucha „zrób coś. Zrób coś zanim go stracisz”.
I teraz nie widział już prostego rozwiązania.
Bo co jeśli Damien wtedy zdąży się nim znudzić, co jeśli źle zinterpretuje jego słowa.
Toby mógł go stracić. Nie ważne jaką decyzję by podjął, i tak mógł zburzyć tą ich małą, chwiejną relację.
Znowu, każda decyzja jaką podejmował wydawała mu się nie taka jaka powinna być. Finalny produkt jego rozumowania nie był wystarczająco przemyślany i to nie dlatego że coś przegapił, tylko bo w ogóle czegoś nie przemyślał. Myślał sercem, nie rozumem. Znowu i znowu. Chciał po prostu, żeby wszystko przestało być takie skomplikowane i gdy o tym myślał, miał ochotę z miejsca wypisać na karcie Damiena, dużymi drukowanymi literami „ZDATNY DO ŻYCIA W SPOŁECZEŃSTWIE”, mimo tego że wiedział, że to nieprawda, bo osoba zdatna do życia w społeczeństwie umiała używać technologii i zdawała sobie sprawę jak ważna ta umiejętność była w dwudziestym pierwszym wieku, nie zamykała się w sobie, przypuszczalnie, bez większego powodu i nie wybuchała złością gdy nie dostała tego, czego akurat chciała.
Ale Toby zrobiłby to, bardzo impulsywnie i bez żadnych podstaw medycznych. Zrobiłby to bez mrugnięcia okiem, mimo tego, że do tej pory na samą myśl o kłamaniu czasami bolała go głowa.
Ale nie zrobił. Nie miał zamiaru tego zrobić, bo za gdy tylko zaczął poważnie zastanawiać się nad tym rozwiązaniem, czuł się jakby ktoś nagle wrzucił go do lodowatej wody. Ten irracjonalny lęk już dawno zagnieździł się w jego mózgu i świetnie zdawał sobie z tego sprawę.
Był nieźle popieprzoną, złamaną podróbką człowieka.
I musiał zrobić właściwą rzecz. Nieważne, że ta wydawała się bezwzględnie wbijać swoje ostre pazury w jego serce.
Przecież to było w porządku. Zawsze było w porządku.
Toby zdał sobie sprawę, że drzwi od jego gabinetu już dawno zatrzasnęły się za wychodzącymi strażnikami, a sam już pewnie od dobrych paru minut bezceremonialnie wgapia się w Damiena, wygodnie rozpostartego na kanapie, i klika długopisem w spokojnym, powolnym rytmie. Niesamowita cisza przerywana tylko tykaniem zegara nagle wydawała mu się być strasznie nieręczna. Oczywiście, Damien nie wyglądał na poruszonego, ale Toby był niemal stuprocentowo pewien, że Damien należał do grupy tych osób, którzy byliby całkiem wyluzowani nawet jeśli ojciec akurat przyłapał ich na urządzaniu orgii w jego własnym gabinecie. Zupełnie bez wstydu.
Wstał, kręcąc głową, starając się pozbyć następnych dziwnych skojarzeń, rzucając długopis na biurko i wzdrygnął się, odkrywając, że nawet takie stuknięcie wydawało się być niemal wybuchem bomby w tak intensywnej ciszy.
- Myślę. - Powiedział, jakby się tłumacząc i oparł się o przód biurka, delikatnie pukając w jego powierzchnię. Damien tylko uniósł brew w pośrednim zainteresowaniu i pomachał dłonią w geście „kontynuuj”. Wydawał się być całkiem rozbawiony sytuacją.
I Toby miał zaraz to zniszczyć. Zmiażdżyć całe rozbawienie, wyluzowanie i zainteresowanie jednym prostym zdaniem.
Nie przedłużaj tego, wyszeptał ostro ten mały i bezimienny, jednak tak dobrze znajomy głos w jego głowie.
Toby nie miał zamiaru przedłużać.
- Będę bezpośredni. - Oh jak dobrze rozpoznawał ten stalowy ton głosu. Ten który dla jego własnych uszu nie brzmiał, jakby należał do niego. Tnący tak ostro i dotkliwie jakby był maszyną. - Myślę o twoim przepisaniu.
Wtedy nadeszła chwila ciszy. Mała zmiana, bo Toby nie mógł zmusić oczu do odważnego spojrzenia Damienowi w twarz, zamiast tego pusto wpatrywał się w ścianę. Czekał na cios.
Bo ten ton od początku był obusiecznym mieczem.
- Co? - Usłyszał czysto oszołomiony głos Damiena, jakby słowo zostało z niego bardziej wydarte niż wypowiedziane.
Toby mocno zacisnął dłonie na biurku, podświadomie oczekując ciągu dalszego.
To był tylko początek burzy.
Awwwwwwu *w* *rzuca się zachwycona* Dostałam dedykację! *^* <3 Dziękuuuję <3 *przysyła mentalnego huga*
OdpowiedzUsuńCO TU SIĘ STAŁO? O^O *rzuca się po podłodze* Toby, na wszystkie kopytka świata, nie rób tegoo :< *rzuca w niego książką od matmy*
Damien szoknął, co się tu dzieje ;^;
JA UWAŻAM, ŻE JEST TYLKO JEDNO SŁUSZNE ROZWIĄZANIE - no przecież Damienek jest zdatny do życia w społeczeństwieee *podkłada Toby'emu papiery z uśmiechem jak z messengera*
Aaaa, ten rozdział tak rozdarł moje serduszko, a równocześnie jest przez to tak cudowny, że aghhh! *jej zawodzenie słychać na dnie piekła* To było świetne ._. <3
Jejku, dodaj rozdzialik szybko, bo ja już mam tyle teorii spiskowych, aghhh ;; XD
Wenyyyy, czasuuu, chęciii *^*
~Alexandra \(^°^)/
Ps. Dlaczego Wasze opka tak uzależniają? ._. <3
Jak nie jak tak, najważniejszy czytelnik, proszę ja ciebie.~~
UsuńDobrze kombinujesz, mój ogórku. Ale teraz mnie zaciekawiłaś z tymi teoriami spiskowymi. XD
Chciałam napisać na dzisiaj, ale w mojej głowie mam tylko jakiegoś Bottom!Batmana, Starka w kosmicznych legginsach i Jensena, który pokazywał Mishy bieliznę na Jibconie z tego roku, także... To nie jest dobry pomysł. X'D
/)*^*(\
OdpowiedzUsuńJa tu mam pełno scenariuszy na wypadek różnych opcji XD
To brzmi jak świetne pomysły, co Ty gadasz XDD