niedziela, 2 kwietnia 2017

A wszystko zaczęło się od swetra... - Część Druga [Destiel]

Standardowo dodaje coś/nic przed północą tylko po to żeby mi się zaliczyło jako tydzień. Tak sobie myślę, że to trochę nie fair, ale co mi tam i tak nikt nie sprawdza. XD
Ten wieczór jest inny.
Dean jest zazwyczaj zmęczony po dniach polowań lub szlajania się po barach w poszukiwaniu jakiegoś zarobku i zamiast, jak Castiel uważał, ostrego seksu, Dean cieszył się zwykłym leniwym leżeniem na łóżku czy kanapie i możliwością trzymania Castiela w swoich ramionach, pokazując środkowy palec Samowi, kiedy wspominał mu jak bardzo jest tandetny.
Sam z kolei uśmiechał się szeroko za każdym razem, gdy Dean akurat nie patrzył, ciesząc się szczęściem swojego starszego brata. Kiedy Castiel zapytał dlaczego mu tego po prostu nie powie, Sam odpowiadał „reguła rodzeństwa”, więc Castiel nie pytał więcej, bo mimo iż miał i braci i siostry, ludzie wydawali mu się o wiele bliższą rodziną niż jego kiedykolwiek by była.
Ale tym razem oczy Dean'a podążają za nim cały wieczór i są ciemne od pożądania, i czegoś co wygląda na skrywaną drapieżność.
Tym razem Dean nie usiadł na kanapie z Sam'em, ani nie kręci się w kuchni w poszukiwaniu nowych porcji alkoholu.
Nie.
Tego wieczora, gdy tylko promienie zachodzącego Słońca wkradają się przez okna i robi się coraz ciemniej, Dean odnajduje go w pustym korytarzu na drugim piętrze, gdy Castiel akurat zamierza zejść do małego saloniku i całuje go z taką pasją, że kręci mu się w głowie, przyciskając jego ciało do ściany z cichym, pustym huknięciem, które wydaje się rozchodzić po ciszy domu. 
Dean oderwał się od Castiela, chociaż jego ręce dalej mocno wpinały się po obu stronach jego głowy, z lekko zaczerwienionymi policzkami i nieznośnie zielonymi oczami, w których Castiel zdążył zakochać się lata temu, teraz wydającymi się błyszczeć w ciemności, ostatnie pomarańczowe promienie światła oświetlały mocniej jedną część jego twarzy, nadając jej dziki, zwierzęcy wyraz.

Castiel oblizał spierzchnięte wargi, nie mogąc się zdecydować czy powinien patrzeć na lekko rozwarte usta Dean'a, czy na jego oczy, zamiast tego starszy Winchester wydawał się podjąć decyzję za niego, stalowym uściskiem łapiąc jego ramię i jednym sprawnym ruchem oderwał go od ściany, ciągnąc w stronę ich sypialni, ani na chwilę nie oglądając się za siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz