Jestem okropna... Serio. XD
Ale zawsze mam zastój po +18... Bo to okropnie... Okropne. ;-;
No i jeszcze Alex stwierdziła, że Damien jej przypomina Adama Lamberta... No nie wiem co powiedzieć. XD
Przynajmniej mi klawiatura zaczęła działać...
No i rozdział ma tylko trzy strony, bo tak trochę przerywnik... ;-;
Zapraszam do czytania i komentowania! *Płaczące serce*
***
Jest ciemniej niż w salonie.
Była to pierwsza myśl jaka uderzyła
Toby'ego po tym jak w pół przytomnie otworzył oczy, żeby po
chwili znowu je zamknąć, chcąc po prostu dalej spać. Może nie
taka powinna być...
Ale co zrobić, gdy faktycznie było
ciemniej? Na tyle ciemniej, że przez chwile myślał, że obudził
się jeszcze przed wschodem słońca. Ciemniej i chłodniej.
Druga myśl była bardziej na miejscu,
bo pomyślał o obolałym ciele. Chociaż bardziej trafnym
sformułowaniem byłoby „nadwyrężonym”. Jednak nie specjalnie
myślał w momencie nad słowotwórstwem. Jednocześnie czuł, że
jeszcze by pospał i że i tak spał już wystarczająco długo.
Jedno było pewne, nie chciało mu się nawet otworzyć oczu.
- Obudziłeś się? - Zapytał
podejrzanie wesoły głos gdzieś nad nim, gdzieś obok niego. Co
prawda doskonale zdawał sobie sprawę, że skoro Damien już wstał
to on również powinien, ale... Jakoś mu się nie spieszyło.
- Nie jestem pewien. - Wymruczał
gdzieś w poduszkę, nagle zdając sobie sprawę z czegoś całkiem
niepokojącego, co zmusiło go do leniwego obrócenia głowy i
spojrzenia na Damiena, który siedział na ziemi i opierał się o
jego łóżko. - Gdzie rodzice?
- Powiedziałem im, że w nocy
pracowałeś nad bardzo ważnym przypadkiem zanim zdążyli cię
obudzić i gdzieś wyszli. Czyli nie kłamałem.
- Nie do końca kłamałeś, a wyobraź
sobie że to nie jednoznaczne. - Toby zmusił obolałe mięśnie do
pracy i podniósł się, prawie siadając. Prawie, bo nie miał
ochoty siadać, więc tylko oparł się łokciami o materac, chociaż
trochę pobudzić swój mózg. - No co? - Zapytał zauważając, że
Damien nieudolnie próbuje hamować swój głupawy uśmieszek.
- Nic. - I jakby samemu zaprzeczając
swoich słów nachylił się nad nieogarniętym i rozkopanym Toby'm,
i pocałował go w policzek. - Nie wiedziałem, że wszędzie masz
piegi.
- Wyjdź.
- Hej, tylko żartowałem... - Zaczął
Damien, ale Toby przerwał mu, odpychając go od siebie i machając
dłonią w stronę drzwi.
- Ale ja nie. Teraz ty robisz
śniadanie, jesteś mi coś winien.
- Jestem, ale nie ufał bym sobie przy
garach...
- Jestem dobrym człowiekiem. - Chłodno
skomentował Toby, niewzruszenie wgapiając się w Damiena dopóki
ten z westchnięciem nie wstał i nie wyszedł z pokoju, wyglądając
może nie do końca na zmartwionego, a bardziej na zamyślonego. -
Gdybyś potrzebował pomocy, to w moim telefonie jest wifi! -
Wykrzyknął za nim w rozbawieniu, uzyskując za odpowiedź tylko
„nie przesadzaj mały”, zanim uśmiechnął się dumnie pod
nosem, wreszcie podnosząc się z miejsca. Tak, nawet jeśli Damien
zostałby międzynarodowym mistrzem hakerstwa, będzie mu to
wypominał do końca życia.
Toby podniósł się, prawie
machinalnie wybierając ubrania z szafki, udając się do łazienki,
wchodząc pod prysznic.
Jego codzienna rutyna, mimo wszystko
coś było nie takie jak zwykle...
Pozwolił trochę zbyt gorącej wodzie
opadać na jego ciało, niespecjalnie mu to przeszkadzało. Lubił
gorące temperatury. Jednak teraz, każde przesunięcie palcami po
swojej własnej nagiej skórze zdawało się budzić w nim
wspomnienia z poprzedniego wieczora. Przyjemne, ale niechciane, gdy
miał trzymać się na wodzy. Musiał wytrzymać.
I wytrzymał.
Wytrzymał mycie, szorowanie,
wycieranie... Ale nie patrzenie w lustro...
Nie był tak blady jak Damien, którego
skóra przypominała kartkę papieru, a mimo to na jego skórze
odznaczały się wyraźne czerwonawe punkciki, od szyi w dół, na
ramieniu natomiast widniał siny ślad po ugryzieniu.
Wystarczyło, żeby stracił
opanowanie, żeby do końca przyswoić sobie, że to co się stało
nie było tylko sennym majakiem. Szybko narzucił na siebie ubranie,
zwykłą szarą koszulkę i ciemniejsze o ton dresy, chociaż
szczerze najchętniej chodziłby bez ubrań. Tylko że nie specjalnie
miał na to odwagę.
Znowu zerknął na siebie w dalej
zaparowanym lustrze. Zwykła bluzka z krótkim rękawem nie
zasłaniała wcale jego... Śladów powojennych i świetnie zdawał
sobie sprawę, że musi coś z tym zrobić. Przynajmniej ogólne
spowolnienie mógł wytłumaczyć pracą do późna... No albo nie
tłumaczyć wcale.
Odgarnął włosy z czoła i pchnął
drzwi zanim zdążyłby się rozmyślić. I w tym momencie minęła
mu odwaga. Kompletnie nie miał pojęcia jak z nim rozmawiać, o czym
rozmawiać, jak zachowywać się naturalnie...
Zignorował lekkie drżenie rąk,
wkładając je do kieszeni spodni i udawanie obojętnym krokiem
wszedł do małej sypialni, gdzie usłyszał ruch.
- Coś mi wyszło. - Mruknął Damien,
który siedział na łóżku, opierając się o ścianę, grzebiąc w
swoim talerzu. Poklepał miejsce obok siebie. - Pomyślałem że
łóżko jest wygodniejsze.
Toby kiwnął głową siadając obok,
kładąc własny talerz na udach. Milczeli, jedząc.
- Nie jest złe...
Korzystałeś z wifi. - Uśmiech szybko zszedł mu z twarzy, gdy na
początku ponury wzrok Damiena zmienił się w uważny, przypatrywał
się mu zbyt wnikliwie, żeby Toby po prostu nie zwrócił na to
uwagi. W dodatku znowu poczuł nieznośne gorąco wpływające mu na
twarz. - No co?
- Nieźle.
- Co?
- To. - Damien wskazał na jego szyję,
szczerząc się przy tym jak rekin. Ręka Tobyego sama drgnęła do
zasłonięcia tego miejsca, jednak zamiast tego westchnął,
uspokajając nerwy i odwzajemnił spojrzenie Damiena.
- Pieprz się. - Warknął
wyzywająco, chwilę później wracając do jedzenia. Zaniepokojony
jednak ciągłą ciszą, tak niepasującą do wygadanego psychopaty
zerknął na niego ukradkiem, by zaraz znowu wgapiać się w jego
sztucznie zszokowaną minę.
Damien bywał niemożliwy...
- Nie wierzę. Takie okrutne słowa w
moją stronę... Mam na ciebie zły wpływ. - Dramatycznie sapnął,
zasłużenie dostając kuksańca w bok. - Pierwszy seks zmienia
ludzi.
- Bardzo bardzo zabawne. Ciekawe jakbyś
się z tego wytłumaczył.
- Coś bym wymyślił. - Wzruszył
ramionami, obserwując jak Toby z uroczo skrzywioną miną zajada się
jedzeniem, które dumnie zrobił.
I przyłapał się na myślach o
których nigdy by się nie podejrzewał... Nie od dłuższego
czasu...
A gdyby tak tu został? Gdyby tak do
końca życia mógł użerać się z codziennymi problemami, widzieć
uśmiech Tobyego, rozmawiać z nim... Być normalnym.
Nigdy się tego po sobie nie
spodziewał, ale... Ale teraz czuł, że nawet za jedną dekadę
takiego życia mógłby oddać wszystko. Dosłownie wszystko co ma i
kiedykolwiek miał.
Jednak wiedział że nie mógł... Że
na dłuższą metę i tak by nie zadziałało.
W jego sercu zaczęło kiełkować
dziwne uczucie, którego jeszcze nie do końca mógł określić.
Kuło go, jakby ktoś wbijał w nie drobną jeszcze igiełkę,
żołądek ściskał się nieprzyjemny sposób.
- Wszystko w porządku? - Nie zwrócił
wcale że Toby zdążył zauważyć jego pustego spojrzenie. I to
również nie było do niego podobne. Przed poznaniem Tobyego, albo
raczej przed poważniejszą rozmową z nim, nigdy nie zdarzyło mu
się nawet na chwilę spuścić gardy. Zawsze był w pełni czujny, a
teraz... Czuł się udomowiony... I najgorsze było to, że nie był
pewny czy chciał tego uniknąć.
Zanim zdążył odpowiedzieć usłyszeli
stukanie do drzwi i Toby zerwał się z łóżka, rzucając mu tylko
przepraszające spojrzenie na które wydukał tylko „Jak zawsze”,
grzebiąc w szafce, a Damien znowu postanowił w pewnym sensie
uratować mu skórę i otworzyć drzwi.
- Och nie mów że dalej śpi. - Od
progu odezwała się Sophia, brzmiąc na nieco oburzoną.
- Nie, je śniadanie. - Odmruknął
Damien, dalej czując otaczającą go czarną chmurę.
Zabawne, przez chwilę poczuł się
nawet mile widziany...
Nie musiał ich nawet zatrzymywać
przed wejściem do sypialni, bo sami z siebie weszli do salonu,
widocznie w pewien sposób, tak jak Toby, szanując cudzą
prywatność. Zaraz za nimi z sypialni wyszedł Toby z pustymi
talerzami w dłoni, mówiąc krótkie „dzień dobry”.
I nagle Damien poczuł się niemal
wdzięczny za swój słaby humor, bo w innym wypadku prawie na pewno
nie powstrzymałby uśmiechu na widok Tobyego w czarnym polarku
zasłaniającym właściwie całą szyję.
- W pokoju mam biurko. - Toby
wytłumaczył szybko pani Reus, która jakoś dziwnie na niego
patrzała i widocznie nie chcąc zaczynać kolejnego dialogu, zaczął
zmywać naczynia.
Cole stanął przy nim w kuchni, znowu
nie do końca wiedząc gdzie się podziać.
- Szybko myślisz.
- Ktoś tu musi. - Odszeptał mu Toby,
zanim chyba zdał sobie sprawę z tego co powiedział i pokręcił
głową z gorzką miną, jakby bezsłownie go przepraszając. Damien
zmarszczył brwi i oparł się plecami o blat, patrząc się na
rodziców Tobyego, którzy zwyczajnie ze sobą rozmawiali. Jak
rodzina.
- Nie musisz mnie oszczędzać tylko
dlatego, że mam gorszy humorek.
- To nie wygląda tylko jak gorszy
humorek...
- A jak co? - Toby w tym czasie
przerwał zmywanie i wycierał dłonie, utrzymując kontakt wzrokowy.
Milczał. - Nie martw się o to. Przynajmniej nie teraz. - I
najlepiej nigdy, dodał w myślach Damien, podbródkiem wskazując na
krzątających się po salonie wyjątkowo żywiołowych Reusów.
Nie chciało mu się o tym rozmawiać.
Poza tym, sam nie wiedział co o tym myśleć, a co dopiero ubrać to
w słowa.
- Nie zostaną na długo. - W głosie
Tobyego brzmiała obietnica, która ani trochę nie była
pocieszająca. Samemu też wgapiał się w swoją rodzinę, nie zbyt
zadowolony z ich obecności. Przynajmniej nie tego dnia.
- Nie panikuj, przed nami cała
wieczność. - Odezwał się wreszcie nieco żartobliwie, wywołując
karcący wzrok jak i delikatny uśmiech u Tobyego. Z resztą
dosłownie sekundy przed tym jak państwo Reus zawołało go do
siebie i zaproponowali mu kolejną rozmowę przy stole, z której
Damien wolał się ”dyskretnie” ewakuować. Na szczęście jako
nieoficjalny partner Tobyego, miał do tego pełne prawo.
Chwilę przed wyjściem jednak
zatrzymał się, gwałtownie obracając, doznając nagłego
olśnienia.
Może nie był to najlepszy pomysł w
jego życiu, a jednak czuł, że w tym momencie bez tego nie
wytrzyma...
- Mogę pożyczyć telefon? - Zapytał
Tobyego, z przyzwyczajenia do wiecznych przyzwoleń, wyciągając od
razu dłoń.
- Jasne. - Odpowiedział od razu
najmłodszy Reus, jednak chwilę zawahał się przed położeniem go
w wyciągniętej ręce, patrząc na niego pytająco.
Mimo tego maska Damiena pozostała
niewzruszona, zupełnie bez wyrazu, więc po prostu poddał się, nie
mając teraz okazji do polemizowania.
- Tylko trochę się nim pobawię. Nic
nie zepsuję. - Mówił pusto, ale grzecznie. Tak jak go już sobie
wyobrażali Sophia i Barney, jak już pewnie do takiego tonu
przywykli w swoim własnym domu. Toby natomiast dalej był
podejrzliwy, chociaż nic nie mógł nic z tym zrobić...
I słusznie.
Damien pogwizdując, samotnie usiadł
na łóżku w małej sypialni, bez problemu odblokowując telefon,
wystukując krótki tekst.
Dopiero wtedy przystanął, namyślając
się się...
Jednak doskonale wiedział, że decyzja
już dawno została podjęta, czy mu się to podobało czy nie...
Bez zastanowienia kliknął „wyślij”...
CZO ON TAM NAPISAAAŁ?! *jej krzyk rozpaczy słychać nawet z dna piekła, gdzie siedzi, plecąc Lucusiowi warkocze* *Lucek. Ma. Długie. Włosy.* <--- potwierdzone info *zarzeka się* TY WREDNY POLSACIE JEDEN! :< *^* *ona wyzionie ducha z niezaspokojonej ciekawości* BŁAGAM, NIE TRZYMAJ MNIE DŁUGO W NIEWIEDZY. *błaga na kolanach* Ploooose, tak ładnie (No chyba nie. *Marcello rzuca jej kpiące spojrzenie*) komentuję! :<
OdpowiedzUsuńCzyżby Damienek się zakochał? *w*
Toby, takie słowa z twoich ust! *podbiega i przytula go mocno* Mój synek dorasta! *^* *zerka na papiery adopcyjne* XD
"Wyjdź." *ten moment, gdy zwykła kropka na końcu zdania zmienia się w kropkę nienawiści [*]* XD
Wyobraziłam sobie Damienia-hakera i po prostu ten obraz wydał mi się tak niemożliwy, że swoim śmiechem obudziłam chyba cały dom. XDD
Adam Lambert <3 *psycho uśmiech lvl fangirl*
À propos fangirlowania XD Czy Wasze fazy na coś też są tak gwałtowne, nagłe i powracają za sprawą słowa lub jakiegoś skojarzenia tak niespodziewanie? XD Bo moje, jako dyplomowanego, tęczowego dziecka niezliczonej liczby fandomów, niestety lub stety tak. XD
Nie rozumiem, co Ci się w tym rozdziale nie podoba! O.o JEST ZASUWISTY! <3
Liczę, że szybko dodasz nową, śliczną noteczkę. ^^
Lecę (ostatnio wróciła mi faza na HP XD) i pozdrawiam, ^^
~ Alexandra \(^°^)/
PS. Mam nadzieję, że nie gniewacie się, że ostatnio mało komentowałam :C Nadal jestem wierną czytelniczką i fanką Waszych opowiadań! :c *~*
MuahahahAH!!
UsuńEkhem, to długodystansowy wątek... Co oznacza, że długo się już nie pojawi. Jestem okropna. XD
Ten rozdział to mała zapchajdziura, bo nic już nie wiem... Toby mężnieje, a Damien... Dziwaczeje. XD
No pewnie że tak... Dlatego ostatnio wciągnęłam się w Supernatural (nie wierze, że dopiero teraz zaczęłam to oglądać) i mam ochotę napisać Destiel... Okropne to jest. XD
A my przepraszamy za zastój, ale... Serial. Winie serial, naćpanych scenografów i uroczość Castiela. XD
NAPISZ DESTIEL, PLZ. *czyżbyś zapoczątkowała u niej nawrót fazy? Owszem xD*
Usuń