środa, 27 lipca 2016

Gra Flirtu - Część Pierwsza - "Jestem tak podekscytowany" [WinterIron]

Uwaga, jest to jakieś dziwne, alternatywne uniwersum, w którym nie wystąpiło Civil War, ale Bucky i tak jakimś cudem (powiedzmy) wylądował w wieży.
Zabawnie było to pisać. Tak serio, zupełnie luźno, bez myślenia właściwie... Liek it. XD
Btw, mam nadzieję, że nikt nie dostanie jakiegoś raka z przerzutami ani nic... Bo ja dostałam. Miał być to one shot, ale coś mi nie pykło i chyba będą trzy rozdziały...
Btw2, ZGADNIJCIE KTO MA DZISIAJ URODZINKI. Tak jest, mua, debil mua. Cieszę się niezmiernie, a na urodziny dostałam plakat z Civil War. Wybaczcie, ale mam podjarkę. 
A skoro mam wyśmienity humor, to życzę wszystkim wszystkiego najlepszego jeśli mają dzisiaj jakieś urodziny/imieniny, a jeśli nie to po prostu najlepszego humorku. <3
Nie przedłużając, oto WinterIron i moje osobiste "guilty pleasure", mam nadzieję, że nic za bardzo nie zrąbałam i że się spodoba. :P I że ktoś załapie moje dzikie aluzje *śmiech dziwaka*
Więc, zapraszam do komentowania i jeszcze raz miłego dnio-nocy!
Btw3, chyba zacznę/zaczniemy w nawiasach dopisywać paringi do tych fanficków...
Btw4 (i już koniec tych ogłoszeń!) opowiadanie powstało dzięki tej i podczas tej piosenki  [link]podtytuły to jej tekst, polecam. XD

***
Nie ukrywając, Tony na początku nie znosił Bucky'ego. Tak po prostu, bez wyraźnego powodu. No może i był troszeczkę... Zaniepokojony pozytywną uwagą jaką otrzymywał żołnierz, podczas gdy Tony dostawał tylko zdegustowane spojrzenia od mieszkańców jego własnej wieży. Zwłaszcza Steve skakał wokół niego niczym podekscytowany szczeniak, a to już było całkiem irytujące. Nie żeby był zazdrosny. Niby o co miał być zazdrosny? O parę zdziwaczałych kretynów udających wielkich przyjaciół? Nie ma mowy.
No dobra, może i był troszeczkę zaniepokojony tym, że najwyraźniej według nich był mniej interesujący niż jakiś tam byczek z metalową łapą, ale cóż mógł na to poradzić? Od dzieciaka miał wyjątkowe szczęście dzielenia życia z ludźmi, którzy go nie doceniają lub, co gorsza, porównują do Howarda.
Mimo to, że nie znosił Jamesa Buck'ego Barnesa i umyślnie mówił do niego „Barnes”, żeby zwyczajnie go do siebie zdystansować (Chociaż więcej niż połowa, a właściwie prawie wszyscy Avengersi uważali, że to strasznie dziecinne, ale od kiedy ci sami Avengersi mieli go co najmniej gdzieś przed ostatnie kilka tygodni, w dodatku w najlepsze delektując się urokami jego wieży, to za bardzo o to nie dbał), to nie mógł nie docenić kunsztu działania mu na nerwy lub też parodiowania jego stylu mówienia i równie zamierzonego zwracania się do niego per „Tony” lub, ponadto, „Anthony”, co było już poważną przesadą. Nieznosił tego i, ku rozbawieniu Zimowego Żołnierza, wzdrygał się na samą krótką wzmiankę.
Cóż, ta runda należała do niego, jednak Tony nie zamierzał się tak łatwo zniechęcić. Nie byłby Tonym Starkiem, gdyby to zrobił i mimo coraz bardziej zniesmaczonych spojrzeń (może poza Natashą, która uważała całe zajście za nieistniejące lub względnie bardzo zabawne), kontynuował to co sam zaczął i, na reszcie, po wielu, wielu długich dniach przygotowań (serio), był w stanie to zrobić i bez choćby chwili skrzywienia, pewnego poranka wszedł w pół udawanym wyśmienitym humorze, i o dziwo w pełnym ubiorze składającym się z gładkiej czarnej koszulki z długim rękawem i czarnych dresów – niedbale, ale jak zawsze seksownie – i uśmiechnął się lekko, prawie niewinnie (o ile po tylu latach stąpania na ziemi potrafił być jeszcze niewinny), przemawiając w konkretnie jednym kierunku i w tym samym kierunku skierował swoje bursztynowe oczy:
Dzień dobry wszystkim. Bosko wyglądasz Jam Jam. Nie żeby to nie było codziennością. - Zrobił to niby to ukradkiem i niby to ukradkiem kradł spojrzenia wszystkich wokół, w pomieszczeniu zrobiło się zupełnie cicho, zamiast tego powietrze wypełniło się niewypowiedzianymi pytaniami i nerwowym napięciem. I Tony miał to co chciał osiągnąć. Znaczy, prawie.
Bo spodziewał się, że wyjęty z czasów Barnes spanikuje skierowanymi do niego słowami, wypowiedzianymi przez faceta. Jednak, ku jego irytacji, ten najwyraźniej ulepiony był z nieco innej gliny niż Steve, który w chwili kończonego przez Tonego zdania, zakrztusił się swoją herbatą i do tej pory nie mógł przełknąć tego, co właśnie się stało.
Jednak Barnes, cholernie dziwnie stoicki Barnes, pozostał w kompletnym bezruchu, intensywnie lustrując swoimi lodowo niebieskimi oczami całą sylwetkę Tonego – od palców stóp po czubek głowy, szczególnie jakby skupiając się na jego bardziej prywatnych partiach ciała, a jego usta rozszerzyły się lekko w leniwym, aczkolwiek bardzo chytrym uśmieszku, w pół ukrytym zza kubka czarnej kawy.
Nie żeby Tony był zupełnie zdziwiony, bo w końcu był pełnokrwistym, totalnie atrakcyjnym Starkiem, ale... Czuł się z tym dziwnie. Prawie źle.
Nagi.
Czuł się zupełnie nagi pod tym niczym nie wzruszonym, lodowatym spojrzeniem. Nie tak jakby jego wszystkie tajemnice zostały odkryte, bo takim wzrokiem często obdarzali go Furry, Natasha i czasem nawet Steve.
Nie...
Tak jakby Bucky właśnie rozbierał go wzrokiem.
Poczuł jak czerwienieją mu uszy i aż cofnął się o krok, na ślepo sięgając po swój kubek, specjalnie nie odwracając się tyłem, bo wtedy podstępny wzrok Barnesa bez oporów prześliznąłby się po jego pośladkach, ładnie opiętych noszonymi spodniami, a jakoś niespecjalnie podobał mu się ten pomysł. Nie specjalnie przeszkadzało mu spojrzenie tych wszystkich fantazyjnych kobiet czy wyszukanych mężczyzn na przyjęciach, ale z Buckym spokojnie siedzącym przy stole i tym całym napiętym zespole Avengersów, Tony Stark pierwszy raz w życiu zapragnął nie być w centrum uwagi.
Wyprowadziło go to z równowagi do tego stopnia, że prawie zapomniał o swojej miło-i-przyjacielsko-uśmiechniętej roli. Zdecydowanie prawie, bo był zbyt dobry w przegadywaniu i niby flirtach, i jeśli Barnes myślał, że mógł odegrać swoją część po cichu, zgarniając część wygranej, to grubo się mylił.
- Pochlebia mi twój wzrok, Jam, ale owszem, te spodnie są nowe, możesz przestać się tak w nie wgapiać. No chyba, że chcesz zobaczyć co jest pod nimi...
- Chyba, że chcę. - Tony wzdrygnął z wściekłości. Że też jakiś koleś w jego wieży może posunąć się do takiej bezczelności jak on.
Godne podziwu.
Może jednak nie powinni aż tak bardzo się zapędzać? Biedaczek Steve wyglądał jakby był na skraju zawału i uduszenia, a to z pewnością nie było coś co obydwoje chcieli osiągnąć, w końcu byli „przyjaciółmi”. Znaczy, Tony czasami czuł się mniej przyjacielem, ale mimo to Steve był jedną z osób najbliższych Tonemu do przyjaciół, czyli tak czy siak mu na nim zależało. Zależało po Starkowemu, ale zawsze. W każdym razie, nie powinni go dusić ani w gruncie rzeczy w ogóle zabijać.
Chociaż mały, troszeczkę wyzywający kontakt wzrokowy z Barnesem nikomu jeszcze nie zaszkodził. Jednak Natasha nie podzielała chyba ich zdania, bo przerwała im tą chwilę boskiej rywalizacji tylko wstając od stołu i nieznacznie poklepała Rogersa po plecach. Niby niepozorny gest, ale w jej wykonaniu naprawdę zwracał uwagę.
- W porządku chłopcy, opuścić gardę, nasza skamielina ma dosyć wrażeń. - Dziwne, ale nagle im przeszło. Znaczy, nie do końca dziwne, bo kto by chciał denerwować drugiego,w dodatku rudego rosyjskiego mordercę, ale dziwne, że atmosfera również od razu prysła, a każdy zajął się swoimi sprawami w nie krępującej ciszy. Co prawda Tony co jakiś czas zerkał na pana metalowa rączka i czasami łapali nawet krótki kontakt wzrokowy, ale Bucky przerywał go po paru sekundach, ironicznie unosząc brwi.
Czyżby się poddał?
Znowu, nie żeby Tony był zaskoczony, bo przecież był Starkiem, a Starki zawsze wygrywali (dlatego powstawał problem, gdy byli skłóceni ze sobą, ale to już inna historia), ale nie spodziewał się, że Barnes tak łatwo odpuści. Wydawał się twardszym zawodnikiem, ale cóż, trudno.
Przybrał samozadowolony uśmiech, który chętnie posłał Bucky'emu, obecnie siedzącemu po drugiej strony stołu, jednak ten wydawał się nawet tego nie zauważyć.
No cóż, na końcu okazało się to całkiem łatwe. I nudne. Ale co poradzić, przywykł do tego, że raczej niewiele osób lubi z nim konkurować. Lub jakkolwiek to nazwać. Właściwie, to zazwyczaj go od tego odciągali, ale nie mógł narzekać, bez tych słodkich zewnętrznych głosów rozsądku już dawno skończyłby w trumnie, bo już od dawna wiedział, że jego instynkt samozachowawczy jest niemało uszkodzony.
Coś delikatnie smyrnęło go po nodze, czego szczerze nawet na początku nie zauważył, bo to często się zdarzało od kiedy w jego wieży mieszkała więcej niż jedna osoba. Cóż, na początku, dopóki podstępny dotyk nie subtelnie nie przeniósł się nieco wyżej i delikatnie rozchylił mu kolana.
To już zdecydowanie nie było normalne.
Leniwie podniósł wzrok na Barnesa, starając się nie zwrócić na siebie zbędnej uwagi. Czyżby?
Tak, z całą pewnością.
Metalowy żołnierzyk znowu się na niego gapił, uśmiechnął się po czym jakby nigdy nic odwrócił wzrok, znowu wyglądając na znudzonego, a noga, a noga prześlizgnęła się w dół i zaplątała o jego.
A to szczwana cholera, pomyślał Tony z triumfem, samemu przesuwając swoją stopą po nagiej łydce Barnesa. Niestety, szczwana cholera miała od niego dłuższe nogi, przy czym większe pole do popisu i większe możliwości do wykonywania śmiałych ruchów. Widocznie musiał poradzić sobie w inny sposób.
Uchylił usta wypuszczając głębszy oddech, gdy podstępny dotyk znowu przesunął się po jego wewnętrznym udzie. Dobra, to było nieco... Pobudzające.
Delikatnie przygryzł kciuka przyłożonego do rozchylonych ust, starając się uspokoić płytki oddech i powoli ogarniającą gorączkę. Rozejrzał się po grupie, ale wydawało się, że nikt nie zauważył powstającej „akcji”. Wydawało się, co wcale nie znaczy, że tak było. W końcu pracowali dla
S.H.I.E.L.D., a z takimi to nigdy nic nie wiadomo.
Przymrużył oczy, drugą ręką przeczesując niesfornie opadające na czoło kosmyki. Mimo wszystko, to trochę za dużo jak na jeden poranek.
Umyślnie przesunął się do przodu, pozwalając Barnesowi przesunąć się po wypukłości powoli powstającej w jego spodniach i pozwolił sobie sapnąć głośniej, obserwując z aroganckim zadowoleniem jak Barnes traci swój spokój i cofa się z niepewnością, a jego twarz wyraża słodkie zaskoczenie, jednak nie patrzy na niego, w przeciwieństwie do Natashy, która wyglądała jakby mentalnie przewracała oczami i zmartwionego Steva. Tony z rozbawieniem wystawił do nich język i korzystając z ich krótkotrwałego braku zainteresowania, wstał od stołu i podszedł do blatu, nalewając sobie kolejny kubek pachnącej czarnej kawy, praktycznie nucąc pod nosem i słuchając jak kolejne krzesła odsuwają się i kolejne osoby wychodzą z jego kuchnio-jadalni. Kiedy ostatnie krzesło odsunęło się, sam zamierzał wyjść do swojego warsztatu, jednak został zatrzymany przez wyższą, ciemnowłosą figurę, stojącą bezpośrednio za nim. Prawie podskoczył, po czym wyszczerzył się, teatralnie łapiąc za reaktor na jego piersi.
- Tu mnie masz Jam, prawie zszedłem na zawał. - Poklepał go po ramieniu i wyminął z ignorancją zanim ten nie złapał go za prawe ramię i znowu zbliżył się na odległość paru centymetrów, nachylając się nad jego uchem i zniżając głos tak, że mimo tego, że praktycznie nie mogli się do siebie zbliżyć, ledwo go usłyszał.
- Następnym razem... - Zaczął, palcem odchylając gumkę od jego spodni i bokserek jednocześnie, przejeżdżając po nagiej skórze biodra. - … Usiądę obok ciebie, An. - Szybko naciągnął materiał i puścił zanim Tony zdążył choćby wzdrygnąć się na dźwięk nowego, fatalnego, podłego przezwiska. Znowu, zdążył tylko poczuć niemrawe uszczypnięcie bólu i że Barnes wyciąga mu coś z ręki, zanim został sam.
Szczwana cholera nazwała go „An”.
Szczwana cholera ukradła mu kawę w jego ulubionym kubku.
Prychnął wściekle, szybko podążając za możliwym szlakiem Bucky'ego, szybko wydając komendy:
- Jarvis, zablokuj drzwi w kiblach i sypialni w całej wieży dla tego dupka. Sprawdź monitoring. Jak trzeba, wykurz go ogniem.
- Sir...
- Zrób to. - Warknął, zdając sobie sprawę, że pogoń ma się na nic, bo zuchwały fiut najwyraźniej rozpłynął się w powietrzu
Och, zdecydowanie nie puści tego płazem, sprawi, że Barnes pożałuje,
I w taki oto sposób Bucky nie do końca świadomie rozpętał trzecią wojnę światową...

3 komentarze:

  1. Spóźnionego najlepszego! Zdrowia, szczęścia, czytelników, wena (tej wrednej małpy, który przychodzi sobie kiedy chce XD) i mnóstwo czasu na pisanie! *wchodzi z wielkim tortem i z śmieszną urodzinową czapeczką na głowie, fałszując niemiłosiernie "Sto lat!"* ^^
    Przepraszam, ale nie zdążyłam zajrzeć wcześniej ;-;
    Rozdziału nie mogę niestety skomentować, bo nie widzę literek XD Wielkość jest czarna i zlewa się z tłem ;-; To błąd u mnie czy u Was? ;_;
    Noteczkę obiecuję przeczytać i skomentować, jak tylko będę mogła odróżnić słowa ^^ XD
    Jeszcze raz najlepszego! ^·^
    ~Alexandra \(^°^)/
    Ps. PS po prostu musi być ^^"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *całość jest czarna (litery)

      Usuń
    2. Co do rozdziału, naprawione, problem był u nas i nie mam pojęcia z czego wyniknął...
      Nie spóźnione w sumie, bo ja sama ten rozdział dodałam w uj późno, jak zwykle. XD
      Bardzo dziękuję!! Moi ludzie... *Ociera łzy wzruszenia*
      Wiesz co jest najlepsze? Mam gdzieś w pokoju mnóstwo starych opowiadań, które po gruntownej edycji byłyby chyba okej, ale... JAK NA NIE PATRZE, TO DOSTAJE CIĘŻKIEJ DEPRESJI, WIĘC NO. XD
      I skoro jeszcze nie czytałaś tego rozdziału to... Życzę odwagi... Przyda się... [*]

      Usuń