wtorek, 5 stycznia 2016

50 twarzy Verdasa #1- Wigilia (+18)


Na początek to chciałabym złożyć wam życzenia świąteczne, jaki i noworoczne.
Wszystkiego co najlepsze, spełnienia marzeń i czego tylko zapragniecie.
Wiem, że jestem spóźniona, ale prze mój wyjazd nie byłam w stanie dodawać nowych opowiadań.
Ale przychodzę do was z nowym opowiadaniem.
Historia podejrzewam wszystkim znana jak możecie luknąć po tytule, ale to będzie moja własna historią z wykorzystaniem charakterów.
Mam nadzieję, że wam się spodoba.
Co do innych rozdziałów z Violetty, to nie wiem kiedy będą bo kompletnie straciłam wenę, ale myślę, że jeszcze do niej powrócę ,więc nie zakańczam jej ostatecznie. 
To wszystko z mojej strony
Jeszcze raz WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO :)

                                                                           *~*~*
Każdy z nas wie, że Święta Bożego Narodzenia to magiczny czas. Wspólna kolacja w gronie rodziny, które w naszych czasach nie zdarzają się na co dzień, ponieważ żyjemy w ciągłym biegu. W tym roku, będą one dla mnie w szczególnie wyjątkowe. Po raz pierwszy spędzę je z dala od rodzinnego domu. Bez rodziców, dziadków i przyjaciół, ale za to u boku jednej z najważniejszych mi osób. Z moim chłopakiem, z Leonem. Nie mamy okazji widywać się codziennie, jak inne pary. Leon mieszka w Nowym Jorku, to dość duża odległość, ale jeśli tylko nadarza się okazja podróżujemy do siebie.


Otworzyłam leniwie oczy, a z za szyby spostrzegłam wolno spadające płatki śniegu.
-Nowy Jork- pomyślałam. W Buenos Aires śnieg nigdy się nie zdarza. Cały rok towarzyszą nam ciepłe temperatury. Przeciągnęłam się, ale tak aby nie obudzić Verdasa. Spoglądałam w bok, a szatyn śpi. Przez chwilę podziwiam jego dość śmieszny wyraz twarzy. Powoli wstałam z łózka, założyłam na stopy kapcie i udałam się do kuchni ,po cichu zamykając drzwi od sypialni. Zrobiłam sobie ciepłej kawy i popijając ją usiadłam na parapecie. Trzeba przyznać, że zima w Nowym Jorku jest naprawdę przepiękna. Miałam na sobie jedynie bluzę i krótkie spodenki ze świątecznymi wzorkami. Przez chwilę zrobiło mi się zimno, więc podciągnęłam nogi do brody i nadal przyglądałam się mroźnemu krajobrazowi. Pogrążyłam się w myślach. Choć byłam z daleka od domu to nie byłam w stanie wymarzyć sobie lepszych świąt. Odkąd jestem z Verdasem, będzie to nasze pierwsze wspólne świętowanie. Od dwóch dni jestem już w tym przepięknym mieście u boku swojego ukochanego. Kątem oka spoglądam na kalendarz wiszący na ścianie nieopodal blatu.
-24 grudnia- umiechnęłam się sama do siebie. Wraz z szatynem udajemy się dziś na kolacje do jego rodziców. Poznam jego rodzinę. Stresuję się tym spotkaniem, ale kiedyś musiało to nastąpić- westchnęłam. Wzięłam ostatni lyk ciepłego napoju i zeskoczyłam z parapetu. Nagle poczułam dotyk ciepłych dłoni nad biodrami. Trochę się przestraszyłam, dlatego moje ciało momentalnie się wyprostowało.
-Hej Vils- Szepnął mi do ucha. Można było wyłapać w jego głosie charakterystyczną chrypkę, która ma zawsze z rana. Schował twarz w moje włosy, a ja sprytnie obróciłam sie w jego stronę i mocno przytuliłam. Był rozgrzany więc czułam się wspaniale w jego objęciach, Wsunęłam mu dłonie pod koszulkę i zaczęłam jeżdzić nimi po jego dość dobrze wyrobionych plecach. Szatyn wzdrygnął się, ale po chwili umocnił uścisk.
-Zmarzłaś mi w tej kuchni
-Może trochę- powiedziałam nie odrywając się od niego.
-Chodź- powiedział i chwycił mnie za uda. Lekko podskoczyłam i po chwili oderwałam się od ziemi. Oplotłam nogi wokół pasa szatyna, a on wrócił ze mną do sypialni. Położył mnie na łóżku, a on zaraz obok mnie. Wtuliłam się w niego, a on zaczął w powietrzu splatać nasze palce. Brakowało mi tego, tej bliskości i możliwości posiadania go na wyłączność.
-Leon, ty nawet nie wiesz jaka ze mnie egoistka- zachichotałam
-A chciałbym wiedzieć?- jego głos był zabawnie podejżliwy. Pocałowałam go namiętnie. W przerwie na złapanie oddechu wyszeptał ciche "Kocham cię", a ja powróciłam do pocałunków. Tego potrzebowałam, tej blikosci, namiętności i poczucia bezpieczeństwa, któego niestety nie mogę doznac na codzień.
-Tak bardzo mi ciebie brakuje- ucałował lekko moje czoło, a mnie ogarnęło dziwne uczucie.
-To wróć- z niewiadomego mi powodu zaczełam odczuwać łzy w oczach, a ciało zaczęło lekko drgać.
-Violetta, doskonale wiesz, że nie mogę- starał się być opanowany, ale widziałam u niego złość.
Mogłam spodziewać się takiej reakcji. Wiem, że mnie kocha i jest mu ciężko, ale ja jak idiotka zawsze wracam do punktu wyjścia. Związek ze starszym facetem jest trudny, ale nie myslałam, że aż tak. Skuliłam sie w kłębek. Łzy leciały mi mimowolnie, a ja nie mogłam z tym nic zrobić. Może chciałam, aby Leon widział jak cierpię? Poczułam na biodrze rękę bezradnego Verdasa. Nie odezwałam się, a jedyny dżwięk jaki wydalam był szloch. Jego dotyk ustał, a on położył się na plecach i wciągnął powietrze. Miał zaciśnięte zęby. Wydały one charakterystyczny świst. Miałam nadzieję, że mnie przytuli i powie że będzie dobrze, tym czasem o wstał i wyszedł z pokoju.
Cholera! Dlaczego on jest taki tajemniczy. Czy to wszytko po nim spływa?
Odwróciłam się w jego stronę, a on stał w  przejściu. Miałam ochotę do niego podbiec i przytulic, ale byłam jak sparaliżowana. Jego twarz nie wyrażała żadnych semocji. Cały Leon Verdas. Poważny biznesmen, który ukrywa wszystkie emocje i zachowuje pokerową twarz.
-Przepraszam, tego oczekujesz?
-Violetta...
-Co Violetta? Nie rozumiem cię. Zmieniasz się z sekundy na sekundę. Żyjesz swoim życiem, a ja do niego nie pasuję. Już dawno pogubułam się w tej twojej bajce.
-Kocham cię, ale juz nie daję sobie rady z tym, że widze cię tak rzadko. To cholernie trudne i irytujące, ale nie mogę tego zmienić. Nie mogę.- podeszłam do niego i przyłozyłam rękę na jego policzek, a on sie odsuną.
-Widzisz, zawsze tak jest. Kiedy ja chce się zbliżyć ty się cofasz- chłopak przyciągnął mnie do siebie i pozwolił sie przytulić. Poczułam zapach jego perfum.
-Jesteś taka krucha, wrażliwa- wyszeptał- Musimy się zbierać- Leniwie odciągnęłam się od niego i udałam do łazienki. Kiedy byłam gotowa wyszłam z pomieszczenia, a Verdas stał przed lustrem i zapinał spinki przy koszuli.
-Pięknie wyglądasz-uśmiechnął się
-Ty tez całkiem- Humor mi nie sprzyjał. Nie miałam ochoty nigdzie iść.

Jesteśmy już pod domem państwa Verdas'ów. Taras byl przyozdobiony masą dekoracji, które podkreślały świąteczny klimat. Byłam nimi zachwycona. Przez całą drogę Leon nie zamienił ze mną ani jednego słowa. Dyskretnie chwycił mnie za rękę i udał się do środka ogromnego domu. Mama Leona- Elena powitała nas ciepłym usmiechem, co spowodowało, że niemla czułam sie jak w domu, a zaś jego ojciec- Stefan jak prawdziwy dżentelmen zabrał ode mnie płaszcz i powiesił do na wieszaku. Szatyn pokazał mi jadalnie, gdzie siedziało już kilku gości. Jednego z nich jakbym skądś kojarzyła. Mianowicie brunetka siedząca naprzeciwko wielkiej choinki była mi dziwnie znajoma. Przywitałam się z nimi. Brat Leona- Marco wraz z dziewczyną Franceską z która jak się później okazałao chodziła ze mną do gimnazjum. Miałyśmy wiele tematów do rożmów, że kompletnie nie zwracałam uwagi na mojego chłopaka. Cóż robiłam to troche specjalnie, za to że on tkwił w kompletnej ciszy od czasu wyjcia z mieszkania. Verdas położył rękę na mojej nodze , a ja gwałtownie ją strąciłam. Spojrzał na mnie ze  zdziwieniem, lecz ja udałam że tego nie widzę.
-Mamo, my już będziemy się zbierać- wyskoczył tak nagle
-Dlaczego? Tak szybko?-wypytywała Elena. Ja tylko spojrzałam się pytająca, a on zgromił mnie wzrokiem. Był zdenerwowany.
Czyżbym wyprowadziła  pana biznesmena z równowagi? Własnie o to mi chodziło. 
Moja wewnętrzna bogini skakała z radości, a ja za włosami ukrywałam chichot. Szatyn powoli wstał od stołu, a ja zanim. Przed wyjściem pożegnaliśmy się z wszystkimi i udaliśmy się do samochodu. Siedziałam w ciszy i bacznie obserwowałam jego reakcję. Był zdenerwowany, ale w jakiś sposób mnie to śmieszyło. Odwróciłam głowę w stronę szyby i patrzałam na zaśnieżony Nowy Jork. Pod domem Leon wysiadł z samochodu bardzo szybko i wręcz wyciągnął mnie z niego. Zaprowadził na górą, a ja wciąż miałam ochotę śmiać się z jego zachowania.
-Robisz to specjalnie- warknął i przyciągnął mnie do siebie.
-Jak bym śmiała- trudno było mi ukrywać powagę.
Widzisz Verdas, teraz ty jesteś pionkiem w mojej grze.
Chciał dotknąć mojego policzka, ale ja zrobiłam krok do tyłu.
-Pójdę się wykąpać- oznajmiłam i zostawiłam go w kompletnym szoku.
Kiedy wróciłam z łazienki, chłopak leżał i przeglądał coś na laptopie. Nic do niego nie mówiąc, w odstawiłam laptopa na szafkę, a sama, ubrana jedynie w bieliznę usiadłam na nim okrakiem i pocałowałam namiętnie. Kiedy chciał mnie objąć odsunęłam się.
-Co ty wyprawiasz?- zapytał kompletnie skołowany moim zachowaniem
-Nic
-Przecież widzę, nie pozwalasz się dotykać, co jest?- znowu zaczynał się denerwować, a jego źrenice zaczęły się zwężać. Nie odpowiedziałam nic, tylko zaczęłam całować jego szyję. Gdy jego ręce znów chciały powędrować na moje plecy przygryzłam go zębami, a on cofnął dłonie.
-A więc tak się bawimy? Testujesz moje świerzbiące  ręce? - uśmiechnęłam się lubieżnie i powróciłam do "bawienia się nim". Czułam jak jego mięśnie zaciskają się po każdym pocałunku, a on nie mógł już wytrzymać bez obmacywania mnie.
-Długo jeszcze mnie będziesz dręczyć?- wydyszał z frustrowany
-Wystarczającą
Dotarłam do jego penisa. Wiedziałam, że nie wytrzyma więc szybko pozbawiłam go bokserek i zaczęłam się nim bawić. Nawet nie zaczęłam brać go do ust, bo chłopak chwycił moje ramiona i przerzucił na łóżka. Tym sposobem to on był górą.
-Nie zapomniała pani że jest pani nie doświadczona? Jak na dziewicę to jesteś bardzo napalona - chłopak obcałowywał każdy kawałek mojego ciała. Wstrząsnął mną dreszcz wyczekiwania, a on zjeżdżał coraz niżej.
-Proszę- dyszę, a uczucie jego pocałunków zaczyna mnie już wręcz irytować. Uśmiecha się szeroko. To zmysłowy uśmiech, którym uwiódł mnie na naszym pierwszym spotkaniu.
-Jeszcze nie- wyszeptał
-Do cholery, przestań już!
-Aż taka pani niecierpliwa? Dobrze- szybko pocałował mnie w uta, a ja odetchnęłam z ulgą. Powoli zsunął moja bieliznę i zaczął we mnie wchodzić. Gwałtownie zacisnęłam oczy, a paznokcie wbiłam w jego plecy. Zaczął się poruszać. Było to wspaniałe. Mieć go tak blisko. Czuć jego zapach i jego w sobie to było piękne. Moje ciało w środku zaczęło drżeć a potem szczytować. Zaraz potem on doszedł. Położył się obok i przycisnął mnie do klatki piersiowej.
-Taka wspaniała- wyszeptał w moje włosy, a ja powoli zasypiałam już w jego objęciach.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz