środa, 1 lipca 2015

Ciekawy pacjent cz. 16 - Ogień i... Przede wszystkim ogień.

Toby otworzył oczy i przeciągnął się ospale. Nie pamiętał co stało się po tym, jak Damien wyszedł pod prysznic.
Musiałem usnąć. - pomyślał.
Ktoś zdecydowanie się do niego przytulał.
Ostrożnie przewrócił się na plecy, ledwo powstrzymując śmiech.
Damien jest uroczy. - Przemknęło mu przez głowę i był pewny, że się zarumienił. To po prostu było głupie.
Wiedział, że powinien, ale z jakiś powodów nie chciał się ruszać.
Było mu całkiem... Miło.
W końcu jednak wstał z miejsca i poszedł pod prysznic, później zrobił śniadanie.
Dzisiaj trzeba go odwieźć... - Nie napawało go to specjalnym szczęściem.
Ale jak trzeba to trzeba, prawda?
- Zostaniesz moją żoną? - Niemal podskoczył, zaskoczony, gdyby nie to, że znajomy ktoś opierał się o jego ramię i wyszeptał mu to wprost do ucha.
- Jak to zrobiłeś? - Odwrócił się do Damiena przodem. Był szczerze ciekawy. No i jeszcze trochę roztrzęsiony.
- Lata praktyki, kotku. A tak wracając do tematu...
- Chcesz mnie wykorzystać dla żarcia? Oj nie ładnie... - W oczach Toby'ego iskrzyło rozbawienie. Damien już zdążył polubić te oczy.
- Och, nie tylko... Jesteś całkiem ładny, ciało też niczego sobie... A ten twój okropny charakter jakoś przeżyję. - Wystawił język. Zdecydowanie znowu się droczył.
- To nie dostaniesz śniadania.
- Ej no, żonko...
- Już ewoluowałem? - Zapytał, unosząc brew, na co Damien parsknął śmiechem.
Cóż, Toby był w pewien sposób szczęśliwy. Poza tym, widocznie brunet zdążył już zapomnieć o wczorajszym wydarzeniu.
Może to i dobrze? - Myślał, szczerze się nad tym zastanawiając.
- Czcze pogróżki. - Mruknął Damien znad talerza. - I tak jeść dostałem i tak...
- Najpierw połknij, potem mów.
- Jeszcze zobaczymy kto kogo będzie o tym pouczał, mój drogi. - Szelmowski uśmiech upewnił Toby'ego o myślach swojego towarzysza.  Przewrócił oczami, odkładając talerze do zlewu i zaczynając zmywać.
- I który to już dzisiaj raz czynisz mi te niestraszne aluzje?
- Niestraszne?
- Zacznę się bać, jak ty zaczniesz je spełniać.
- I mówisz to, odwracając się do mnie tyłem? - Szatyn na chwilę zaniechał wszystkiego. Na jego twarzy malowało się prawdziwe zamyślenie.
- Ta, faktycznie głupio wyszło. - Damien znowu parsknął śmiechem,

***

Po tym, całkiem przyjemnym śniadaniu, zajmowali się wszystkim, czym tylko dwójka samotnych mężczyzn zajmować się może; rozmawiali, oglądali telewizję i wyszukiwali najróżniejsze i najdziwniejsze hasła w internecie. Wszytko to jednak prowadziło do jednego.
- Muszę cię odwieźć. - Cóż, Toby'emu zdecydowanie się to nie uśmiechało, ale co mógł zrobić? Zamknąć Damiena w swoim domu i czekać aż zainteresuje się policja? Tak, zdecydowanie nic.
Brunet tylko westchnął i pokiwał głową ze zrozumieniem. On też tego nie chciał, wygonie mu było w tym domu.
Wyszykowali się i zmierzali do wyjścia. Damien już zaczął tęsknić za swoim pobytem tutaj, gdy nagle Toby zatrzymał się gwałtownie, stojąc w samych drzwiach frontowych. Nie ulegało wątpliwością, że znowu się czymś zamęczał. Obrócił się, patrząc w oczy Damienowi. Malowała się w nich determinacja, podobna do tej co wczoraj, jednak nieco słabsza. Zdecydowanie była tam też doza niepewności.
- Musisz pamiętać, - zaczął śmiało - że poza granicami tego domu jestem ja jestem twoim lekarzem, a ty moim pacjentem. I to wszystko, nic więcej... Dlatego... - Zaczął się mieszać, co jeszcze bardziej zainteresowało bruneta. - Dlatego jeśli chcesz coś zrobić, to zrób to teraz. - Skończył cicho. Jego oczy jednak dalej uważnie wpatrywały się w Damiena, zdradzając oczekiwanie. A tamten już wiedział dlaczego.
Nachylił się nad szatynem, po czym złożył na jego ustach delikatny, acz czuły pocałunek. 
Wyszli z domu bez słowa, lecz nie musieli już nic mówić.
Było to swego rodzaju pożegnanie.
Ale i obietnica dalszych przygód.

***

Mogę stwierdzić tylko dwie rzeczy...
  1. Oto obiecany rozdział.
  2. [*]

Nie sądziłam, że opisywanie całowania może być takie... Trudne ;-;.

3 komentarze: