Zawsze widziałam Kise jako trochę niedocenionego i niezauważonego przez Pokolenie Cudów.
Cóż, oto mój Kise.
***
Mojego nauczyciela z czasów Pokolenia Cudów.
Osobę, którą kocham.
Odwrócił się zanim zdążyłem do niego dobiec. Zmierzł mnie chłodnym spojrzeniem.
Nie zraziłem się jednak i stanąłem obok z szerokim uśmiechem. Kurokocci już po prostu taki był.
- Dzień dobry, Kise. - Przywitał się spokojnie.
Miałem ochotę go przytulić.
Tak mocno przytrzymać przy sobie i nie puszczać przez następne stulecie.
Powstrzymałem się jednak i zamiast tego patrzałem na niego cielęcym wzrokiem.
- Gdzie idziesz? Mogę pójść z tobą? Nie będzie przeszkadzał! - Starałem się, naprawdę próbowałem nie brzmieć za bardzo... Jak ja...
Ale to był Kurokocci! Nie ważne jak mocno chciałem zachowywać się normalnie, zawsze wychodziłem przy nim na idiotę.
- Do sklepu. W porządku. Nie wątpię. - Emanował takim nienaturalnym spokojem...
Kochałem to.
Ruszyliśmy przed siebie.
Cóż... Znowu zacząłem mówić... Ale byłem spokojniejszy, przysięgam!
Kurokocci odpowiadał mi grzecznie i w miarę miło, jak to on.
Nie ważne kim byłeś, on zawsze traktował cię tak samo jak resztę...
Nie ważne jak bardzo ci zależało...
- Coś się stało, Kise? - Podskoczyłem zaskoczony. No tak, Kurokocci i jego niezawodne zdolności obserwacji. Znowu się uśmiechnąłem, nico sztucznie.
- Tak, tak, to tylko... Moje oceny się ostatnio pogorszyły. - Skłamałem. Kurokocci chyba mnie przejrzał, ale więcej o tym nie wspomniał.
To trochę zabolało, ale...
Przecież gdybym chciał, to bym mu powiedział, prawda?
Prawda?..
Przygryzłem wargę i wróciłem do dawnego tonu. Może trochę bardziej drżącego.
A Kurokocci mnie słuchał.
Cieszyło mnie to, naprawdę.
Wpatrywałem się w jego sylwetkę.
Kochałem jego głos, charakter, wygląd.
Całego Kurokocci'ego.
Tak bardzo chciałem być bliżej, poznać jego myśli, zburzyć ten jego mur obronny i stanąć na przeciwko niego, zupełnie odkrytego.
Tak bardzo chciałem znaczyć więcej niż tylko "Kise".
Gdyby tylko mnie zauważył...
Gdyby tylko się zgodził na moje pragnienia...
Ale pomimo doskonałych umiejętności obserwacji, on nie widzi, jest na mnie zupełnie ślepy.
Cień, który nie dostrzega światła.
Mimo wszystko, to Kurokocci.
A ja będę go kochał, nieważne jaki jest.
Nieważne jak to boli.
Mogę to skomentować tylko jednym słowem: Płaczę. Mimo tego, że takie krótkie, naprawdę mi się podobało. Myślę o Kise podobnie jak ty i nieraz było mi go... szkoda. Po prostu szkoda. Nie wiem, może to głupie, ale tak jakoś :p
OdpowiedzUsuńCóż, cieszę się, że się spodobało! ^^ *podaje chusteczki*
UsuńKise jest po prostu taki... Niedoceniany przez pokolenie cudów, traktowany trochę jak pies.
To nie jest głupie, bo on zasługuje na więcej. Nawet taki Kuroko nim pomiata, a przecież jest młodszy i nie może mu się równać.
Ala taki jest mój obraz Kise - zakochany w Kuroko, z bolącym sercem, ale mimo wszystko z uśmiechem na twarzy.
Heh, naprawdę lubię tą postać :v