Tak ciężko jest pisać regularnie,
kiedy po całym męczącym dniu w tej szkole jedyne co masz ochotę
to spać ;-;
Musicie nam wybaczyć tą mniejszą
aktywność niż, w wakacje, ale siły i jakiekolwiek chęci na
pisanie gasną wraz z kolejną kartkówka zanotowaną w dzienniku na
kolejne tygodnie :x
Btw...czas na trochę historii z życia
Dawida bo on tylko taki ujek postrzegany :)
Reszty dowiecie się czytając ;D
*~*~*
Kiedy tylko Nikola przekroczyła próg
mieszkania on zrozumiał, że już nigdy nie powróci do dawnego
życia. To nie był przypadek, że dziewczyna znalazła się w tym
samym domu i w tym samym momencie co Alicja. Nie było trudno się
domyśleć, że to wszystko był spiskiem Erica, który jednak trochę
przeliczył się ze swoimi założeniami. Mimo iż brunet nie dawał
tego po sobie poznać łatwo doszukiwał się szczegółów, które w
tym wypadku wyjątkowo dawały o sobie znać. Cały plan polegał na
tym, aby to Dawid stanął w niewiadomym punkcie. Mimo iż nie dał
się złapać w pułapkę starego Bleyk'a, to i tak nie był w stanie
porzucić myśli, że niedługo stanie się coś, czego nigdy nie
będzie chciał być światkiem. Może to głupie, ale nie mógł
wierzyć w czyste intencje ze strony Erica. Żył z nim wystarczająco
długo, by zrozumieć, że każdy chodź dający cień nadziei na
zmianę mężczyzny gest niósł za sobą albo szkody, albo zyski dla
jego osoby.
Wykorzystał moment w którym to jego
ojciec był bez swojej „ochrony” i zawitał u niego w gabinecie.
Nie pukając, bo przecież nigdy tego nie robił wszedł do doskonale
znanego mu miejsca. Wiele razy tu siedział. Nic przyjemnego. Lądował
tu za każdym razem kiedy sprzeciwiał się Ericowi. Robił to dość
często. Dawid nie należy do osób, którym dyktuje się warunki,
tym bardziej nie mógł znieść faktu, że robiła to osoba do,
której nie miał ani grama szacunku.
Rozsiadł się wygodnie w fotelu i
zarzucił nogi na biurko. Uwielbiał chodź takimi małymi gestami
podnosić napięcie między nimi. Brunet od śmierci matki za każdym
razem, kiedy tylko zdarzała się okazja pokazywał, że kompletnie
stracił do niego respekt. Mężczyzna znaczył dla niego tyle co
przypadkowy menel z ulicy, a przecież nie tak powinny wyglądać
relacje syna z ojcem.
-Rozgość się- Wymamrotał
sarkastycznie i odpinając jeden guzik marynarki usiadł po drugiej
stronie masywnego mebla.
-Gdzie jest haczyk?-Wypalił od razu
rozsiadając się w bardziej dogodnej pozycji. Analizował Ericka
lodowatym spojrzeniem. Szansa na to, że mężczyzna powie mu prawdę
była nikła, więc próbował chodź trochę wyczytać z jego
postawy, ale był wyjątkowo profesjonalny. Nie wyrażał nic,
zupełnie nic. Nawet nie wydawał się być zaskoczony tym pytaniem,
jakby był już na to przygotowany od samego początku.
-O czym ty mówisz?- Jego głos był
niski, ale dziwnie spojony co trochę zbiło go z tropu, jednak nie
zmienił swojej postawy.
-Ha! Nie rozśmieszaj mnie- Wyprostował
się a nogi niedbale opadły mu na ziemię tworząc hałas, który
nieprzyjemnie rozniósł się po pokoju.-Oboje wiemy, że nigdy się
nie zmienisz. Najpierw Alicja, potem Nikola, o co ci chodzi?- Warknął
uderzając otwartymi dłońmi w blat tym samym podnosząc się z
miejsca.
-Jesteś bardzo spokojny- Wycedził
przez zęby starszy mężczyzna lekko uchylając szufladę w biurku.
-No i co? Znów zaczniesz mi wymachiwać
pistoletem przed twarzą?- Zapytał prześmiewczo przyglądając się
otwartej półce. Leżała tam broń, którą stary Blake muskał
palcami, aby w każdym momencie módz ją wyciągnąć i przystawić
do czoła swojego syna. Dawid odpuścił i zajął swoje miejsce.-Nie
baw się ze mną w podchody. Powiedz czego ode mnie chcesz- Wysyczał
a mężczyzna się zaśmiał.
-To, aż nie możliwe, że niczego się
jeszcze nie nauczyłeś. Oczekuję od ciebie tego samego co od
Xaviera-Uśmiechnął się podle. Brunet pokręcił głową w
niedowierzaniu. Uśmiechnął się pod nosem.
-A ty nie nauczyłeś się, że nigdy
nie będę twoim chłopcem na zlecenie? To co robi mój brat mało
mnie obchodzi, to jego życie, ale ja nie zamierzam dla ciebie
pracować i wydaje mi się, że wystarczając ci już to pokazałem-
Mówiąc to przewrócił ramkę ze zdjęciem, które stało na biurku
jego ojca. Nie mógł patrzeć, że wciąż miał obraz tak złudnie
szczęśliwej rodziny Nie wiedział, czy to dlatego, aby ludzie,
którzy przychodzą tutaj mieli go za normalnego wdowca? Cóż z
pewnością taki nie był.
-Nie raz ci to mówiłem, twoje decyzję
będą mieć wpływ na twoją przyszłość- Brzmiał dość
pretensjonalnie. Gdyby nie fakt, że mężczyzna już zdążył
chwycić pistolet w dłoń ,bez namysłu zamachnąłby się tak, aby
dość boleśnie pozostawić ślad na twarzy swojego ojca, ale czuł,
że jego stu procentowa sprawność może się niedługo przydać.
-Zastrzelisz mnie? Proszę bardzo, nie
będę musiał na ciebie patrzeć- Gwałtownie odsunął krzesło i
wstał. Patrzał na mężczyznę z góry, który uśmiechał się
złośliwie.
-Jesteś jeszcze taki młody i głupi.
Gdyby zależało mi na twojej śmierci już dawno leżałbyś
dwadzieścia metrów pod ziemią obok swojej mamusi. Cudowna z niej
była kobieta, nie prawda? Zawsze obroniła cie przed złym tatusiem-
Zaśmiał się podle, a Dawid nie wytrzymując podszedł do Ericka i
chwytając go za kołnierz koszuli popchnął go na ścianę
ściskając mu gardło. Stary Blake był czerwony, od braku
powietrza, a broń, którą trzymał w dłoni swobodnie upadła na
panele.
-Nigdy więcej nie waż się o niej tak
mówić, kutasie- Ścisnął dłoń jeszcze mocniej, po czym
gwałtownie ją opuścił. Mężczyzna upadł na ziemię kaszląc i
łapczywie oddychając.
-Zdychaj, zaoszczędzisz mi roboty-
Rzucił na koniec, nim drzwi zatrzasnęły się z hukiem. Był zły.
Był wkurwiony. Ten śmieć nie miał prawa mówić nic na temat jego
matki. Kobiety, która pierwsza pokazała Dawidowi, że życie nie
jest tylko jedną wielką rutyną przepełnioną kłótniami z ojcem.
Pokazała mu, że jest coś więcej. Aż ciężko w to uwierzyć, że
tak chłopak jak on tak bardzo przejmował się słowami Ericka. Może
normalnie puściłby to płazem, ale nigdy nie mógł znieść, tego
jak traktował jego matkę i za życia, jak i po śmierci. Kobietę,
która dla niego była chodzącym ideałem i autorytetem.
Czuł gdzieś w środku, że ja
zawiódł. Zawiódł ja swoją przeszłością. Miał poczucie winy,
które w tym momencie jedynie takim zachowaniem mógł złagodzić.
Zabrał kluczę od samochodu jego ojca, które leżały na półce.
Wsiadł do auta i skierował się do miejsca, gdzie niegdyś często
je odwiedzał. Jako młody chłopak, któremu los zbyt wcześnie
odebrał matkę przychodził do niej na grób, aby poużalać się
nad swoim życiem. Niby brzmi żałośnie, ale pomagało mu. Dawało
mu siłę na nowy dzień nim kompletnie pogubił się w swoich
czynach. Miejsce to był zwykle opustoszałe. Rzadko kiedy widział
tu innych ludzi. Ze smętną miną zapalił znicz, który kupił po
drodze i usiadł na ławce. Schował twarz w dłonie i westchnął
ociężale. Kiedyś przychodził tu codziennie. Mówił do niej, bo
wiedział, że to jedyna osoba, która zawsze go wysłuchała.
Przez głowę przemknęło mu
wspomnienie, kiedy tak trudno był mu się pogodzić z jej stratą i
tak naprawdę nigdy się nie pogodził. Chciał jej coś powiedzieć,
ale nie wiedział nawet jak. Tak dawno z nią nie rozmawiał, że
zapomniał jak to jest. Jak jest z powrotem zdać sobie sprawę, że
jej już nigdy nie zobaczy. Doszedł do takiego punktu w swoim życiu,
ze po raz kolejny bał się następnego dnia, bo wiedział, ze ojciec
tym razem nie odpuści i znów zrobi tak ohydne świństwo, jak
zrobił tamtego dnia. Odebrał mu jedyną osobę, w którą kochał
jak nikogo innego.
Zacisnął mocno powieki. Po raz
kolejny od bardzo dawna bał się, że to co jest dla niego ważne
zostanie mu odebrane.
-Clara Blake- Usłyszał głos, który
dochodził zza jego pleców. Odwrócił się gwałtownie. Nie mógł
ukryć, że trochę się przestraszył, bo nie spodziewał się, że
kogoś tu spotka.
-Co ty tu robisz?- Warknął na
rudowłosą dziewczynę.
-Mogłabym ci powiedzieć, ze jestem
wariatką, która czasem lubi posiedzieć sobie na cmentarzu, ale byś
mi nie uwierzył- Sapnęła spychając go lekko z ławki, aby zrobić
sobie miejsce.
-Ej, zaraz to byłoby do ciebie całkiem
podobne. Jesteś trochę walnięta- Zaśmiał się na co poczuł
gwałtowne dźgnięcie w brzuch- No dobra dobra- Uniósł ręce w
geście obronnym- Po coś tu przylazła?
-Śledziłam cię- Powiedziała smętnie
patrząc się w dal jak gdyby nigdy nic.
-Często to robisz?- Zapytał
ironicznie. Nieco się wkurzył. Nie wiedział ile dziewczyna za nim
łazi.
-Tylko jak mi się nudzi- Zaśmiała
się, ale Dawidowi do śmiechu nie było. Spojrzał na nią lodowatym
spojrzeniem, a ta przestała.-Oj, daj spokój. Widziałam jak idziesz
w tę stronę nie mogłam się oprzeć. Przysięgam to był mój
pierwszy i ostatni raz- Poklepała go po plecach.
-Mam nadzieje-Wypowiedział jakby od
niechcenia. Nie miał ochoty na niczyje towarzystwo.
-Kto to był?-Zapytała cicho.
-Moja matka
-Przykro mi- Alicja znacznie
posmutniałą. Nie za bardzo wiedziała co powiedzieć więc po
prostu siedziała już cicho. Nie chciała wypytywać, bo wiedziała,
że Dawid i tak jej nic nie powie. Po prostu siedziała i kątem oka
obserwowała postawę bruneta.
-Pogodziłem się już z tym- Nie było
to prawdą. Nie mógł zaakceptować jej braku. Dlatego całe liceum
spędził w internacie. Nie mógł mieszkać z ojcem, a co gorsza
przebywać w domu, w którym wszystko przypominało mu jego matkę.
Liceum to był burzliwy etap w jego życiu. Mnóstwo problemów i
gówien w które się wpakował. Wtedy poznał Nikole, która pomogła
mu wyjść z większości problemów, ale nigdy nie mogła zastąpić
mu pustki w sercu, którą wywołał śmierć Clary. -Chodź już,
odwiozę cię- Powiedział dość smutno i wstał udając się do
auta. Alicja w ciszy szła za nim. Całą drogę milczeli. Niezręczna
cisza była denerwująca, ale żadne z nich nie było w stanie lub
nie chciało jej przerwać.
Już w progu z Dawidem przywitała się
drobna szatynka. Rudowłosa tylko parsknęła i skierowała się w
stronę schodów.
-Nie zjesz z nami?-Zapytała Nikola
zatrzymują tym samym Alicję w półkroku.
-Nie-Warknęła i weszła na górę.
Dawid podszedł do Nikoli i przytulił ją.
-Ja naprawdę, chciałam być miła-
Wymruczała, a on potarł jej ramiona i pocałował w policzek.
-Porozmawiam z nią- Posłał jej blady
uśmiech i udał się do pokoju Luton. Nie było jej tam. Dziewczyna
wszyła z łazienki ocierając usta.
-Znów wymiotowałaś?-Zapytał z jakby
troską?
-Nie twój interes- Warknęła. Chciała
wyminąć go w przejściu ale Blake ją zatrzymał.
-Ej, czemu taka jesteś?- Zapytał.
Dziewczyna spojrzała na niego krzywo.
-Jaka?- Splotła ręce na piersi i
przekręciła głowę. Nie rozumiała o co brunet mógł się
czepiać. Starała zachowywać się najnormalniej jak tylko mogła.
-Taka chłodna i wredna- Skwitował
robiąc dość znaczny krok w jej stronę. Dawid musiał przyznać,
że dziewczyna urodą nie grzeszyła, więc uwodzenie jej
przychodziło mu z łatwością, ale zauważył to. Tą inność, od
kiedy w domu pojawiła się Nikola. Rudowłosa wycofała się
kompletnie. Unikała chłopaka i było to można zauważyć, nie zbyt
się wysilając. Zastanawiał się czy to z nim jest coś nie tak, że
nie był w stanie zrozumieć dlaczego sprawa przybrała taki obrót?
W sumie jedyne czego mógł się obawiać, to nieczystego zagrania ze
strony Erica. Nie brał pod uwagę sercowych rozterek, choćby
dlatego, że nigdy nie był w takiej sytuacji. Nigdy nie musiał o
kogoś zabiegać. Zawsze uczucia dziewczyn miał podane na tacy i
mógł wybierać. Kompletnie tego nie rozumiał i czuł się nieco
zagubiony.
-Ha! Kto mi to mówi? Chłopak, który
jest największym dupkiem, jaki chodzi po tej planecie- Parsknęła i
kręciła głową w niedowierzaniu. Blake zmarszczył brwi.
-Nie mówimy teraz o mnie- Stał już
na tyle blisko aby spokojnie móc dotknąć jej policzka. Delikatnie
musnął go palcami nim Alicja gwałtownie odwróciła głowę.
-Nie rób tego nigdy więcej- Warknęła,
a w oczach zbierały jej się łzy. Nie płakała z rozpaczy. Płakała
z piekielnej złości, którą w sobie dusiła.- Idź do swojej
laski, a mnie zostaw.
-Dlaczego jesteś dla niej taka?-Był
spokojny, co rzadko mu się zdarzało. Nienawidził, kiedy ktoś
próbował udowodnić mu, że to on jest najgorszy. Normalnie użyłby
jakiejś cholernie długiej plątaniny słów, które miałby czule
dotknąć jego przeciwnika, ale nie w takiej sytuacji kiedy patrząc
na Alicje czuł coś dziwnego. Czuł to od pierwszego dnia kiedy
pojawiła się w tej norze, w której zmuszony był się schować.
Nie była to miłość. To było coś na wzór obowiązku czuwania
nad nią, ale jak miał to zrobić, kiedy ledwo sam panował nad
swoim życiem?
-Wiesz dlaczego?-Zapytała, a głos
wręcz drżał jej ze złości. Otworzyła drzwi do swojego pokoju i
odwróciła się w stronę bruneta, który stał naprzeciwko niej.-Bo
cię kocham, kretynie- Zatrzasnęła mu drzwi przed oczami, a on
jakby analizował każde słowo z osobna. Nie sądził, że będąc
takim chujem mógł ją w sobie rozkochać. Miał nadzieję, że
odkręcił to w dobrym momencie, że przerwał to wszystko ujawniając
swą prawdziwą stronę jednak jak widać za późno.
-Kochasz ją?-Dobiegł go głos zza
pleców.
-Co?-Zapytał odwracając się w stronę
drobnej szatynki.
-Kochasz ją, czy nie?-Była już
bardziej stanowcza, a swoimi wyraźnymi tęczówkami wywiercała go
na wylot.
-Popieprzyło cię? Przecież, wiesz że
cię kocham-Westchnął zirytowany. Ostatnimi resztkami spokoju
opanowywał swoje emocje. Miał już tego dnia dość. Pragnął aby
się już skończył.
-Nie kłam. Doskonale wiem jak wygląda
nasza relacja. Tylko mi zależało. Jestem dla ciebie przyjaciółką
i nigdy nie byłam i nie będę nikim więcej- Powiedziała z
wyrzutem. Dawid przetarł skronie i spojrzał na nią chłodnym i
pozbawionym jakimkolwiek uczuciem wzrokiem.
-Odczep się. Skoro lepiej wiesz co
czuje, to sama odpowiedz sobie na to pytanie- Odwrócił się i
pospiesznie otworzył drzwi swojego pokoju by po chwili je zatrzasnąć
i uwalić się na łóżku. Sięgnął na półkę przy łóżku i z
paczki wyciągnął papierosa, którego włożył do ust i zapalił
końcówkę zapalniczką. Zaciągnął się dość mocno, aby smak
opanował całe jego ciało dając lekkie poczucie rozluźnienia. Na
coś musiał umrzeć, nie widział problemu aby nie mógł być to
rak płuc. Nigdy nie zwracał uwagi na swoje zdrowie, bo zawsze miało
większe problemy, a w tym momencie o dziwo nie martwił się ani
nieszczęśliwie zakochaną Alicją, ani rozzłoszczoną Nikolom.
Martwił się Erickiem i tym co ten skurwiel może kąbinować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz