( ͡° ͜ʖ ͡°)
Okej, zdołałam odkryć to i fakt, że
Boku no Pico dalej mnie nie jara... Nieważne, dziwne rzeczy mnie odciągają od pisania, więc wszystko w normie. X'D
Nie wiem co dodać, bo serio chce mi się spać i umieram. Oczywiście wspominki o randomowych filmach, bo czemu nie.~~
A teraz, ja korektuje jutro, o ile będę przytomna...
I miłego czytania! Zapraszam do komentowania~~
***
Mimo tego, że rzeczy Tony'ego z reguły
nie należały do małych, to teraz, z dwoma superżołnierzami przy
każdym podramienniku i jednym ego Starka wydawała się wyjątkowo
ciasna – ramię przy ramieniu, udo przy udzie, zwłaszcza że Tony
usiadł po turecku, a Bucky miał specyficzny odruch siedzenia z
rozszerzonymi nogami i ramieniem komfortowo przerzuconym przez
oparcie kanapy. Oczywiście komfortowo tylko dla niego.
Ale żaden z nich nie narzekał,
zamiast tego wpatrując się z większym lub mniejszym
zainteresowaniem na ekran telewizora. Steve co chwile głośno
komentował wydarzenia na ekranie, które nie miały dla niego sensu,
pobudzając do tego samego działania Bucky'ego, natomiast Tony
czasami mimochodem rzucał im wyjaśnienia, jeśli tylko takowe
istniały. Wydawało się, że pomimo nienawiści do magi i braku
logiki, Tony naprawdę cieszył się telewizją, chociaż miał ikrę
na obronę tylko niektórych z nich.
A potem Tony z podejrzanym uśmieszkiem
na twarzy włączył film o nazwie „Transformers”, mrucząc
tylko, że „to będzie prawdziwe arcydzieło”.
I w pewien pokręcony sposób było.
Bo podczas ledwie dwudziestu minutach
od zaczęcia drugiej części filmu Steve zaczął niekontrolowanie
wrzeszczeć, starając przekrzyczeć się z Bucky'm, który za
wszelką cenę starał się obronić logikę filmu, tylko po to żeby
się z nim podroczyć, a Tony dosłownie popłakał się ze śmiechu
i spadłby z kanapy, gdyby nie obustronna asekuracja jego dwóch
„sąsiadów”. Po tym „incydencie” Steve bezceremonialnie
wyłączył telewizor, automatycznie włączając światło w pokoju,
wzdychając z ulgą, ale uśmiechając się na rozbawienie swoich
przyjaciół.
- Chyba potrzebuję przerwy. - Mruknął,
pocierając pulsującą od trwającego godzinami hałasu skroń. -
Dalej uważam, że nie powinniśmy omijać treningów. - Dopowiedział
ostrożnie, oglądając ubrania, których od rana nie zmienili, Tony
swoją (chociaż swoją było wygodnym przejęzyczeniem)
koszulkę podwinął pomiędzy swoje nogi, jak przykrótkawą
sukienkę i Steve naprawdę wolałby, żeby wreszcie założył
jakieś spodnie.
- A co, dbasz o linię? - Prychnął
Tony, zarabiając ładny przewrót oczami Steve'a i delikatne
łaskotanie po szyi od Bucky'ego, przez które dostał dreszczy na
całym ciele, jeszcze nie do końca mógł stwierdził czy
przyjemnych. - No dalej, Kap. Jeden dzień bez twojej rutyny ci nie
zaszkodzi. Poza tym, nie jestem terminatorem. Ty nie jesteś i, mimo
lekko kłócącej się wizji estetycznej, James też
nie jest. - Bucky nawet nie starał się ukryć lekkiego rozbawienia,
mimo tego że nawet na nich nie patrzał, próbując rozpracować
pilota trzymanego w dłoni.
-
Tony, ten film nie ma żadnego sensu!
- Nie
miał go mieć!
Przez
chwilę patrzeli na siebie wyzywająco, ale po latach współpracy
Steve mógł bez problemu rozpoznać ten psotny błysk w oczach i
kąciki ust drgające ku górze, gdy Tony starał się zachować
kamienną twarz i poddał się z westchnięciem, krzyżując ramiona
na piersi.
-
Przynajmniej włącz coś innego.
- Cóż,
tu się zgadzam. Wolałbym obejrzeć rzecz, która pomoże mi
zrozumieć przynajmniej część z waszych nawiązań.
Tony
podąsał się chwilę na jednorazowe nie otrzymanie wsparcia ze
strony Bucky'ego (jego ego zajmowało większość przestrzeni na
kanapie), ale po chwili zeskoczył z zajmowanego przez siebie
miejsca, bardziej dla popisu niż z potrzeby, z typową dla siebie
energią podczas nagłego oświecenia, co wcale się Steve'owi nie
podobało, i kilkoma ruchami rozkazał Friday puszczenie kolejnego
filmu, podając jej tylko rząd cyferek, które ani Steve ani Bucky
nie mogli do końca rozszyfrować, ale dla robota, oczywiście, było
to jak najbardziej logiczne i w momencie telewizor, bez pomocy
pilota, włączył się i przestawił z powrotem na początek
jakiegoś filmu, nie
ujawniając jego tytułu czy chociażby jednej wskazówki co do tego
co właśnie będą oglądali. Tony uśmiechnął się czarująco do
obu „gości” na kanapie po czym ostentacyjnie klasnął w dłonie,
co sprawiło że światło znowu się przyciemniło, po czym wziął
szklankę, o dziwo, zwykłej coli i z powrotem usadowił się na
swoim miejscu, tym razem spuszczając nogi na ziemię, ale ciągle
podwijając pod siebie koszulkę.
-
Światło, kamera, akcja. - Wykrzyczał, chociaż dwa pierwsze słowa
były zupełnie zbędne, bo dopiero „akcja” uruchomiła
odtwarzacz.- Niech rozpocznie się show.
Tony,
przynajmniej w tej chwili, nie był mistrzem subtelności i gdy tylko
z głośników zaczęła wydobywać się dziwna, baśniowa muzyczna
połączona z zawijanymi literami pojawiającymi się na ekranie,
Bucky i Steve dosłownie w tym samym momencie spojrzeli na siebie i
na Tony'ego między nimi z uniesionymi brwiami, ale ten ich
zignorował, chowając swój ogromny wyszczerz za szklanką,
przynajmniej udając, że sytuacja wcale go nie bawi.
Na
ekranie wreszcie pojawił się tytuł.
Śpiąca Królewna.
Steve mruknął coś
do siebie pod nosem,chowając swoją nieprzychylną minę za otwartą
dłonią, a Bucky zsunął się z kanapy na podłogę z cichym
jękiem.
Tony wydawał się
być zadowolonym z siebie.
- Czy naprawdę
nawiązujecie do baśni w codziennych konwersacjach?
- Nie, ale to może
być zabawne. - Wzruszył ramionami, uderzając otwartą dłonią w
bark Steve'a, skutecznie zwracając jego uwagę. - Założę się, że
i tak was wciągnie.
I wtedy spojrzeli
na niego pesymistycznie. Wtedy przewrócili oczami i stwierdzili, że
po poprzednich filmach ten będzie tylko małym odpoczynkiem dla
umysłu.
Rzeczą, której
się nie spodziewali był fakt, że dość szybko zaczęła
interesować ich prosta fabuła i nie mogli oderwać wzroku od
ekranu, Bucky podczas finału wciągnął całą miskę popcornu,
potem nieprzytomnie przesuwając w palcach niedorobione ziarenka
kukurydzy, równie nieświadomie opierając się o nogę Tony'ego.
Ale sól i szybki
metabolizm sprawiły, że niesamowicie go suszyło i gdy na ślepo
strącił butelkę coli ze stołu, dowiadując się, że jest pusta,
odwrócił się w stronę Tony'ego i jego niedawno nalanej do pełna
szklanki, próbując dyskretnie zwrócić na siebie uwagę.
Zadziałało, ale
dopiero po minucie lub dwóch i delikatnym pukaniu w opaloną łydkę,
bo dopiero wtedy Tony przekonał się, że tym razem nie chodzi o
jego majestat, tylko o to co było w jego posiadaniu.
- Nie ma mowy! -
Warknął, zdecydowanie za głośno, bo Steve przyłożył sobie
palec do ust i zmarszczył brwi, jakby był na granicy. - Rusz tyłek
i weź sobie sam tą cholerną wodę. Lodówka, druga półka. -
Bucky domyślał się już, że smutne spojrzenie na Tony'ego nie
zadziała, ale i tak spróbował.
No i nie
zadziałało, zamiast tego Tony pomachał na niego ręką jak na
natrętną muchę, mrucząc „sio”. Więc Bucky postanowił wziąć
sprawę w swoje ręce, poganiany pragnieniem, podparł się łokciami
o uda Tony'ego, mimowolnie wpełzając między jego nogi, chwytając
jego ramie, będąc gotowym na wojnę jeśli musiałby ją wywołać.
Tony uniósł szklankę nad swoją głowę, drugą blokując
wyciągane ręce Bucky'ego, starając się odepchnąć go nogami, ale
nawet walka z osłabionym żołnierzem nie była łatwa.
Gdy już myślał,
że wychodził na prowadzenie, szklanka została mu brutalnie
odebrana, a zanim zdążył odezwać się choćby jednym, niezbyt
przyjemnym słowem, do Steve'a, który teraz był winny nie tylko
kradzieży, ale i oddaniu zakładnika temu podłogowemu terroryście,
ten przyciszonym głosem wyznał, że „Jak tylko film się skończy
to on osobiście pójdzie po zapasy”. Oczywiście, to nie
powstrzymało Tony'ego od bycia naburmuszonym i zjechania niżej na
kanapie, podczas gdy Bucky dalej używał jego jako podramiennika,
tym razem jednak oglądając film z drobnym uśmiechem triumfu.
Rzeczą, która
jednak go powstrzymała był fakt, że ruch ten sprawił, że
koszulką podwinęła się nieco wyżej... I wyżej...
I gdy jego tyłek
prawie zetknął się z kanapą przypomniało mu się, że dalej nie
ma na sobie bielizny.
Prawie
pożałował, że kiedykolwiek w ogóle wpadł na ten pomysł, ale
zamiast tego ostrożnie i starając się nie wzbudzać podejrzeń,
starał się z powrotem obciągnąć ją na jej prawowite miejsce. Co
prawda nie zadziałało to na tyle dobrze jakby mu się podobało,
ale przynajmniej nie siedział już kompletnie gołym tyłkiem na
kanapie.
I wydawało się,
że w tym momencie Bucky doszedł do tych samych wniosków,
przynajmniej jeśli Tony mógł sugerować się jego zszokowaną miną
i nerwowym, nagłym złożeniu dłoni na swoich kolanach. Tony pięć
minut później dziabnął go stopą w udo, tak dla zabawy i było
warto, bo wydawało się, że mimo chęci Bucky nie specjalnie teraz
zwracał uwagę na film, a dekoncentrowanie go jeszcze bardziej było
samą przyjemnością.
To no i fakt, że
podskoczył na prawie dwadzieścia centymetrów w górę, to też
było zabawne.
Wkrótce potem film
się skończył i gdy tylko Steve wyszedł z pokoju w poszukiwaniu
picia i nowych przekąsek (chociaż znając jego, to zrobi sałatkę
tylko po to, żeby w pewnym stopniu postawić na swoim), Bucky
podniósł się jak strzała i opadł na siedzeniu obok niego,
wyglądając sztywno i niezręcznie. Wielkie halo, jakby on nigdy nie
siedział bez bielizny w pokoju pełnym nieświadomych tego typów.
Gdyby Tony miał być ze sobą szczery, to przyznałby, że to nie
był jego pierwszy raz.
Ale z drugiej
strony, to zazwyczaj miał na sobie coś poza luźną koszulką.
Bucky bez słowa
wyciągnął pochowany w kanapie koc, leżący częściowo pod nimi
częściowo w kanapie a częściowo wolno egzystował i podał mu go,
z czego Tony chętnie skorzystał, niemal owijając dolne części
swojego ciała.
Nie narzekał, koc
był miękki.
- Cóż,
definicja niezręczności. - Mruknął machając ręką między nimi
i gdzieś na materiał położony na jego nogach a Bucky pokiwał
głową, ciągle lekko w innym świecie, jednak delikatny,
rozbawiony, uśmiech powrócił na jego twarz.
I mimo tego, że
sam się przed sobą do tego nigdy nie przyznał, to odetchnął z
ulgą, mimo tego że teoretycznie nic to nie znaczyło, a on nie
szczycił się umiejętnościami odczytywania emocji.
Sam nie mógł
powstrzymać śmiechu.
Steve wrócił do
pokoju, o dziwo trzymając tylko popcorn i colę, i tylko na chwilę
uraczył ich wpół zaskoczonym spojrzeniem, zanim położył to
wszystko na stoliczku po stronie Bucky'ego, a sam usiadł na swojej.
Nie musiał jednak
nic mówić czy chociażby patrzeć, żeby i Tony i Bucky rozpoznali
jego... Podejrzliwość.
- Jest zimno? -
Wzruszył ramionami Tony, a jego głos brzmiał niezbyt pewnie i
pytająco, jakby nie do końca znał odpowiedź na nigdy nie zadane
pytanie, na co Steve zmarszczył brwi, jeszcze bardziej niż
zazwyczaj, i tym razem na poważnie spojrzał na niego wzrokiem,
jakby Tony właśnie wyznał mu, że jego nowy kochanek nazywa się
Phil i jest jednym z drzew w parku.
- Jest zimno. -
Powtórzył za nim Bucky, tak jakby stwierdzał zupełnie prosty
fakt, chociaż jemu zimno nie było. Wątpił nawet, czy Tony'emu
faktycznie nie jest choćby i troszkę zimno, ale z jego
zmutowanym organizmem i tak by nie zauważył. Ich szczęście,
Steve również.
Po krótkim
upomnieniu od Steve'a, żeby Tony wreszcie coś na siebie włożył,
na co Tony oczywiście tylko przewrócił oczami, mówiąc „Moja
wieża moje zasady”
Bucky milczał. Nie
miał ochoty na kłótnie, za to począł przemyśleć wszystkie
wydarzenia tegoż dnia.
Tak, zdecydowanie
dziwne.
Gdy już cała
trójką ułożyła się wygodnie na kanapie – Bucky wrócił do
swojego stylowego rozkroczu, którego zapewne tylko parę stopni
dzieliło od szpagatu, Steve uwłaszczył sobie swój kącik kanapy,
wpatrując się w czarność telewizora, a Tony myślał. Przede
wszystkim, jaki film może być następny, ale dalej wchodziły inne
drobne szczegóły, na przykład jego dokładny związek z Bucky'm.
Ale tak jak
wspominał, mało istotne.
Wtedy poczuł
zaskakująco ostrożne i delikatne palce wibraniowych palców na
wierzchu swojej dłoni, po prostu rysujące nikomu nie znajome
szlaczki na jego skórze. Nie wiedział nawet, czy Barnes robi to
świadomie, bo wyglądał na równie zapuszczonego w myślach.
Palce wsunęły się
pod jego dłoń a kciuk Bucky'ego powoli, jakby uspokajająco głaskał
jego własnego kciuka.
Nad tym wolał się
nie zastanawiać.
Zamiast tego z
cwaniackim uśmiechem pstryknął na Friday, wydając jej kolejne
polecenia co do filmu, pomysłu który nigdy nie nadszedłby gdyby
nie chwila nieuwagi ze strony Bucky'ego – będzie musiał
podziękować mu później.
Ze śmiertelną
powagą tym razem wypowiedział na głos tytuł, doskonale zdając
sobie sprawę, że dwójka superżołnierzy i tak nie będzie
wiedziała o czym mówi.
- „Marley i ja”.
- Zakomendował pewnie, rzucając krótkie spojrzenie mężczyzną po
obu jego stronach. - Spodoba wam się, mówię wam. - Skrył swoje
prawdziwe zamiary za maską miłego uśmiechu i wygodniejszego
ułożenia się na kanapie.
Cóż, jemu na
pewno spodobają się pewne sceny.
Ścisnął dłoń
Bucky'ego tylko na krótkie sekundy, mając cichą nadzieję, że nie
zauważy (i wydaje się, że nie zauważył, bo w ogóle nie
zareagował) i z powrotem skupił się na ekranie, w myślach
wymieniając kąty w jakich poustawiane są kamery monitoringu, w
razie gdyby któryś z jego „sąsiadów” uległ emocjom.
Tak, to miał być
długi seans.