No i mamy, nową
część 50 twarzy Verdasa!
Trochę się
podziało, ale pamiętajcie, że tu się może wydarzyć dosłownie
wszystko.
Fanów Leonetty
przepraszam, ale wszystko w swoim czasie, muszę się nacieszyć
innym charakterem!
A więc, miłego
czytania!
Bayoo ;)
Sześć miesięcy, sześc cholernych
miesięcy, od kiedy próbuję ułożyć swoje życie na nowo. W tym
czasie skończyłam szkołę i podjęłam ważne dla mnie decyzje
dotyczące mojej przyszłości. Odpowiedź na to kim będę za kilka
lat znajdowała się właśnie w kopercie, którą trzymałam
przesuwając w palcach. Strasznie bałam się tego co tam przeczytam.
-No otwórz wreszcie- Poganiała mnie
mama, która była równie ciekawa tego co tam się znajduje.
Chwilami zastanawiałam się, czy dobrze zrobiłam, ze wybrałam
szkołę, która jest oddalona od domu. Będę musiała zacząć nowe
dorosłe życie w Seattle. No właśnie. W mieście, gdzie
prawdopodobnie znajduje się osoba,która zamieniła moje pół roku
życia w istny smutek. Moje myśli ciągle wracały do jego osoby.
Nadal cierpiałam, nadal cholernie go kochałam. Chciałam zapomnieć,
chodź twierdziłam że to już nie możliwe. Wyprowadzka, akurat
tam, wcale mi tego nie ułatwi. Myśl, że mogę spotkać go na
mieście w ramionach innej wywoływała u mnie ciarki. Lecz nie
mogłam zrezygnować z marzeń, tylko po to, aby ciągle uciekać.
Aby ciągle bać się, że go spotkam, co było wręcz oczywiste.
Gdziekolwiek się nie podzieję, ryzykuję. Nie mogłam tak żyć.
Trzeba iść na przód, dlatego szkoła w Seattle ma być pierwszym
krokiem w moim nowym życiu, bez Leona.
Niepewnie przejechałam palcem po
kopercie, a potem ją otworzyłam. Nie byłam pewna co dokładnie
chciałabym tam przeczytać, ale raz kozie śmierć. Odchyliłam
kartkę.
-Mamy przyjemność poinformować
panią, że wniosek o dostanie się na naszą uczelnie został
pozytywnie rozpatrzony...-Przeczytałam po cichu. Nie wierzyłam, ze
to dzieje się naprawdę. Patrzałam w papier, kiedy to moja mama
piszczała ze szczęścia. Nie spodziewałam się tego.
Nowe życie, nowi znajomi. Nie mogę
się doczekać.
-Mamo, nie płacz- Mówiłam, kiedy
kobieta łkała w zagłębienie mojej szyi. Rozumiałam ją. To miała
być dla nas duża rozłąka, a po tym w jakim stanie byłam
ostatnio, no cóż. Martwiła się o mnie bardziej niż zazwyczaj.
Kobieta oderwała się ode mnie i po raz ostatni pocałowała mnie w
policzek, kiedy to po chwili zniknęłam za bramkami lotniska. Nie
mogę powiedzieć, ze nie było mi przykro, ale tego potrzebowałam.
Takiego odcięcia się. Musiałam wydorośleć i pogodzić się z
pewnymi faktami, które przez sześć miesięcy nieustannie krążyły
mi po głowie. Chciałam nowy rok studencki potraktować jako nowy
start.
Chwyciłam telefon do ręki i
wykręciłam numer. Przyłożyłam komórkę do ucha, a w niej po
chwili usłyszałam znany mi głos.
-Violu?- Zapytał, a w głosie można
było wychwycić radość.
-Francis, jak dobrze cię słyszeć-
Uśmiechnęłam się do telefonu, jakby z nadzieją, że to zobaczy.
-Mogłabym mieć do ciebie prośbę? Przepraszam, że tak naglę, ale
wyjątkowa sytuacja- Zmierzyłam w kierunku samolotu, który gotowy
był już, aby pasażerowie mogli do niego wejść.
-Jasne, słucham- Nie chciałam mu
mówić, że przylatuje. Nigdy nie mówiłam mu, ze mam zamiar
wrócić, ani nigdy nie wspominałam o odwiedzinach, ponieważ
unikałam tego miejsca jak ognia. Utrzymywałam z nim internetowy
kontakt, przez co się do siebie zbliżyliśmy. Chciałam mu zrobić
niespodziankę.
-Potrzebuję podwózki z
lotniska-Przerwałam na chwilę- Koleżanka przyjeżdża w sprawie
szkoły a jej chłopak ją wystawił. Wiesz, nie odnalazła by się
za bardzo w tym mieście- Poprosiłam. Przez chwilę nic nie
słyszałam, jakby właśnie analizował co powiedziałam.
-No, tak nie ma sprawy- Brzmiał na
lekko zawiedzionego. No cóż miejmy nadzieję, że do czasu- O
której?
-Za dwie godziny będzie lądować.
Dziękuje,naprawdę bardzo dziękuje- Powiedziałam, kiedy to
wchodziłam na pokład samolotu.- Będę musiała już kończyć, ale
zadzwonię wieczorem, pa- Rozłączyłam się. Zdążyłam usłyszeć
ciche pożegnanie z jego strony i wyłączyłam komórkę.
Dokładnie po dwóch godzinach czekałam
na swój bagaż. Odebrałam telefon.
-No co tam?- Zapytałam sięgając po
walizkę.
-Violu,głupia sprawa. Jestem na tym
lotnisku, a ty nawet nie powiedziałaś na kogo mam czekać-
Powiedział wyraźnie zakłopotany. No tak. Nic nie wspomniałam o
wyglądzie,ani chodź by o jej imieniu,aby mógł czekać na nią w
dłoniach trzymając kartkę. Do głowy wpadł mi pewien plan.
-Oj, zapomniałam. Sms'em wyślę ci
jej zdjęcie, do wieczora- Pożegnałam się i odszukując go w
tłumie czekających osób wysłałam mu swoje zdjęcie, a kiedy
widziałam, że wiadomość odczytał, ponieważ stałam tuż za nim,
lekko dotknęłam go w ramię na co on się odwrócił i z
niedowierzaniem mi się przyglądał.
-To ty jesteś znajomym mojej
koleżanki? Francis?- Zapytałam ze sztuczna niepewnością, a
chłopak zaśmiał się po czym wziął mnie w ramiona i zaczął
przytulać.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś?-
Chwycił moją walizkę i oboje skierowaliśmy się w stronę
samochodu.
-Miała być to taka mała
niespodzianka- Uśmiechnęłam się do niego, a kiedy dotarliśmy do
auta ja usiadłam na miejscu pasażera. Blondy odpalił samochód po
czym dołączył się do ruchu.
-Na jak długo przyjechałaś?- Pytając
mnie nie odwracał wzroku od drogi, był bardzo skupiony. I tak nagle
w mojej głowie pojawił się Leon. Nie wiem czemu, ale patrząc na
Francisa przypomniałam sobie moje wszystkie podróże z Verdasem.
Próbowałam wyrzucić go z głowy, a szczególnie w takim momencie.
-Nie wiem, na jakieś trzy lata?-
Podczas jazdy podziwiałam krajobraz, który ciągle mnie zadziwiał.
Kiedy chłopak zamilkł zerknęłam w jego stronę. Marszczył brwi,
jakby to co właśnie powiedziałam było niedorzeczne.
-Trzy lata?- Zapytał z
niedowierzaniem. Przez ostatnie pół roku nie wyraziłam żadnej
chęci,aby przyjechać go odwiedzić, a ty nagle wyskoczyłam mu, ze
zamierzam tu mieszkać, ale co poradzić. Kobieta zmienną jest.
-Tak, dostałam się na uczelnie-
Posłałam mu dumny uśmiech, który odwzajemnił.
-W takim razie, gdzie będziesz
mieszkać? Akademiki są wolne dopiero za tydzień- Powiedział lekko
spoglądając w moja stronę. No tak, przez najbliższy tydzień
miałam w planach przekoczować w hotelu.
-W hotelu, a potem akademik, chociaż
będę rozglądała się nad wynajmem jakiegoś pokoju, bądź
mieszkania, ponieważ mieszkanie w akademiku nie bardzo mi się
uśmiecha- Chłopak westchnął.
-Nie widzę potrzeby,abyś miała
mieszkać w hotelu. Mam wolny pokój, możesz ze mną mieszkać ile
tylko chcesz, a jak będę bardzo nie do zniesienia, to masz przecież
akademik- Uśmiechnął się. Nie bardzo chciałam mu się zwalać,na
głowę. Jak na chłopaka,który poznał mnie sześć miesięcy temu,
bardzo mi pomagał i dodawał otuchy w trudnych dla mnie chwilach.
-Francis, ty i tak już za dużo mi
pomogłeś. Nie chce nadużywać twojej gościnności- Powiedziałam
nieco zażenowana.
-Przestań, dodatkowa osoba do
podziałów obowiązków i czynszu zawsze się przyda- Zaśmiał się.
Nie rozmawialiśmy już później. Francis zasugerował, aby najpierw
odłożyć tę walizkę, a później wyskoczymy na jakiś lunch.
Zgodziłam się. Nieco się skrzywiłam, kiedy przejechaliśmy obok
apartamentu Leona, a serce zabiło mi szybciej, kiedy to skręciliśmy
w podwórko tuz obok.
-Ty tu mieszkasz?- Zapytałam lekko
przerażona. Uciekałam od niego sześć miesięcy, nie odbierałam
telefonów, a kiedy zaryzykowałam, że mogę uczyć się w jego
mieście zostałam jego sąsiadką. Miał być to tylko tydzień.
Potem wyniosę się do akademiku, pomyślałam. Z odrobiną
szczęścia, nie zobaczę go. Przełknęłam głośno ślinę i
niepewnie wysiadłam z samochodu, kiedy to Francis stał już obok
mnie z walizką. Nie chciałam odwracać się w stronę budynku,
który był oddalony ode mnie jedną wąską dróżką. Ciarki
przeszły mnie po plecach, kiedy to zdałam sobie sprawę, że jego
okna z gabinetu wychodziły na stronę podwórka. Po drodze do
mieszkania, Francis opowiadał mi o tym właśnie budynku, że
mieszkają tam sami wielcy biznesmeni, i kiedy założy swój własny
hotel to właśnie się tam przeniesie, a ja w myślach rozmyślałam
nad tym, że przez najbliższy tydzień prawdopodobieństwo spotkania
Leona wzrosło dwukrotnie.
Mieszkanie Francisa, było bardzo
przytulne. Urządzone nowocześnie. Czułam jednak, ze brakowało tam
kobiecej ręki. Jakiejś zieleni w kuchni i kilka dekoracji, aby
ściany nie wydawały się takie puste. Mieszkanie miało trzy
pokoje, dwie sypialnie i salon. Chłopak wskazał mi pokój z dużym
oknem, które wychodziło na apartament. Z lekkim grymasem spojrzałam
na pomieszczenie, ale szybko się go wyzbyłam, kiedy obok pojawił
się blondyn, Odetchnęłam z ulga kiedy w oknach zobaczyłam
zasłony. Przez najbliższy tydzień miałam zamiar ograniczyć
dostęp słońca do tego pokoju, aby pod żadnym pozorem nie
przyglądać się budynkowi, w którym mieszkał Verdas.
-Dziękuje, że mogę się u ciebie
zatrzymać- Zwróciłam się do chłopaka, który wychodził już z
pomieszczenia. Skinął głowa w moja stronę i udał się chyba do
salonu. Usiadłam na łóżku i wyciągnęłam komórkę, aby wysłać
mamie wiadomość, że wszystko w porządku. Kiedy na ekranie
wyświetliło się powiadomienie, ze sms dostarczono, odruchowo
spojrzałam w stronę budynku i wzrok przeniosłam na najwyższe
piętro. Chwile minęło zanim całkowicie się ocknęłam i
gwałtownie zmierzyłam ku okna aby je zasłonić. To, że byłam tak
blisko niego nie mogło wpłynąć na moje życie. Miałam zacząć
nowy star, nowe cele, a on miał nigdy nie pojawić się w moje
głowie, ale było odwrotnie. Chodź cierpiałam już trochę
mniej,to nadal miałam go gdzieś z tyłu i wspominałam o nim w
najmniej odpowiednich momentach. Bywały takie noce, kiedy to jeszcze
zwijałam się w kłębek na łóżku i łkałam, ponieważ cholernie
mi go brakowało. Potrzebowałam czasu, więcej czasu. Niestety byłam
przekonana, ze wyprowadzka do Seattle nie ułatwi mi tego, ale nie
mogłam ograniczać się z powodu jakiegoś dupka z perwersyjnymi
upodobaniami. Chwile jeszcze spoglądałam na zasłonięte okno.
Przerwało mi to lekkie pukanie.
-Idziemy na ten lunch?- Blondyn wszedł
do mojego pokoju. Widać, że kiedy ja rozmyślałam nad Verdasem on
wziął prysznic i przebrał się. Miał na sobie czarne spodnie,
biały t-shirt i koszulę w granatowo-czarną kratę. Cóż, wyglądał
nieziemsko. Francis zdecydowanie należał do tej grupy facetów, na
których trudno było nie zawiesić oka.
-Tak, ale daj mi chwilę, bo w tym
stroju przyniosę ci wstydu- Zaśmiałam się pokazując mój strój.
Był odpowiednio przystosowany do podróży, czyli wygodny. Zwykłe
czarne legginsy i luźna bluzka. Chłopak wyszedł z pokoju kręcąc
głową, ale uśmiechał się przy tym. Otworzyłam walizkę i
wyciągnęłam czarne rurki z przetarciami na udach, biały top i
zarzuciłam na to skórzana kurtkę, do tego buty na koturnie i byłam
gotowa. Włosy, które wcześniej związane były w kucyk lekko
roztrzepałam i chwyciłam torebkę.
-Coś ty się tak odstrzeliła?-
Zapytał żartobliwie. Kiedy lepiej się poznaliśmy, polubiliśmy
wzajemne dogryzanie sobie i stało się to naszą rutyną- Wychodzisz
z kimś na randkę?- Zapytał podchodząc bliżej zabawnie poruszając
brwiami.
-No wiesz co? Miałam nadzieję, że
lunch to nasza randka- Udałam obrażoną- A ty musiałeś wszystko
zepsuć- Przewróciłam oczami i lekko uderzyłam go w tył głowy.
Pocałował mnie lekko w policzek i kazał wyjść z mieszkania.
Kiedy byłam przy aucie starałam się nie patrzeć w stronę
budynku, ale moją uwagę przykuło czarne maserati- auto Leona. Było
południe, to dość dziwne, aby Verdas o tej porze był w
mieszkaniu. Jednak wypędziłam tę myśl. Miałam teraz jechać na
lunch, który chciałam spędzić w przyjaznej atmosferze z udziałem
Francisa.
Musze przyznać, że Seattle to bardzo
ładne i żywe miasto. Blondyn zatrzymał się przed ładna
restauracją.
-Podają tutaj najlepszy makaron z
pesto w całych Stanach- Powiedział triumfalnie.
-Mam nadzieję, że mnie nie
zawiedziesz- Powiedziałam wysiadając z auta.
Było to bardzo przytulne miejsce,
przepełnione ludźmi, którzy szerzyli pozytywna energię.
Usiedliśmy przy wolnym stoliku i złożyliśmy zamówienie. Mimo, że
byłam trochę zmęczona to cieszyłam się, że Francis wyciągnął
mnie na miasto. Opowiedziałam mu co mniej więcej działo się u
mnie przez ten czas, trochę o uczelni, ale nie chciałam wchodzić
na temat Leona.
-A ten koleś, który złamał ci
serce?- Zapytał nadziewając kolejną porcje makaronu na widelec.
Trochę zaniemówiłam. Przed oczami znów pojawił mi się szatyn.
Miałam ochotę go przytulić i pocałować, ale po chwili widziałam
go jak znajduje się w pokoju bólu z tą rudą dziwką. Jedzenie aż
mi się cofnęło. Nie mogłam, nie mogłam wyobrazić go sobie z
inną, nie mogłam myśleć o tym wszystkim, co tam wyprawiał.-
Vils, wszystko okej?
-Tak, tak- Ocknęłam się po chwili i
odłożyłam sztućce.- To długa historia, może kiedyś ci opowiem,
ale potrzebuję czasu, więcej czasu- Wymruczałam wręcz pod nosem.
-Okej, rozumiem- Uśmiechnął się.-
Może, pójdziemy pozwiedzać trochę?- Cóż, nigdy nie miałam
okazji zwiedzać Seattle, może dlatego, że mój ostatni pobyt
tutaj ograniczył się do ucieczki z apartamentu mojego byłego
chłopaka. Bo w zasadzie, oficjalnie z nim nie zerwałam, ale chyba
dałam wystarczające sygnały.
-Jasne-
Uśmiechnęłam się szeroko i wręczyłam banknot Francisowi. Ten
spojrzał na niego z grymasem.
-Ja
zapłacę-Powiedział i oddał mi pieniądze. Zgromiłam go wzrokiem.
Zrobił już dla mnie wystarczając dużo, a zapłata za lunch to już
zbyt wiele.
-Nie, zapłacę za
siebie- Warknęłam w jego stronę, a ten pokręcił głową z
dezaprobatą i schował pieniądze. Uśmiechnęłam się zwycięsko i
zaczęłam zbierać swoje rzeczy kiedy to Francis rozmawiał z
kelnerem.
Francis pokazał mi
wiele ciekawych miejsc. Począwszy od mojego uniwersytetu, gdzie za
tydzień miałam rozpocząć swoją naukę, po miejsca, w których
uwielbiał przebywać jako nastolatek, gdzie jeździł na desce i pił
piwo z kolegami, aby jego mama się nie dowiedziała. Opowiedział mi
sporo o swoim dzieciństwie, i tym,ze za nastolatka był nieco
nieznośny. Lubił pakować się w kłopoty i flirtować z
dziewczynami. To drugie jak mówił poniekąd mu zostało, tylko, ze
teraz zwraca uwagę na bardziej wartościowsze dziewczyny, a nie lale
z wypychanym biustem. Zaśmiałam się na samą myśl, jaka jakaś
blondi pręży się przed Francisem. Musiało ty wyglądać
interesująco.
-A jak to było z
tobą Vils?- Zapytał, kiedy usiedliśmy na ławce.
-Cóż, jako
smarkula miałam swój świat, gdzie sobie śpiewałam i marzyłam o
zostaniu aktorką. Moje marzenia zmieniły się, kiedy to w wieku
szesnastu lat zapragnęłam zostać dziennikarką, ale nadal byłam
grzeczną dziewczynką. Sprawy się pokomplikowały, kiedy do mojego
życia wkroczył Verdas.
-Zaraz, co? Verdas?
Ten Leon Verdas- Zapytał z niedowierzaniem. Cóż, Leon był dość
sławnym biznesmenem, ale nie wiedziałam, że Francis będzie
wiedział o kogo chodzi.
-Ta- Wymruczałam
pod nosem.
-Czekaj, czyli to
on był powodem, kiedy to weszłaś taka zapłakana do hotelu? To on
cie skrzywdził?- Zapytał z troską. Przymknęłam oczy, aby się
nie rozpłakać. Ten związek wywołał u mnie wiele uczuć. Dzień
kiedy to go zostawiłam wspominałam najgorzej, ponieważ kiedy
przymykałam oczy widziałam jego twarz przepełniona smutkiem, żalem
i poczuciem winy, ale nie mogłam tam zostać. Nie mogłam zostać i
tak po prostu go wysłuchać. Blondyn przytulił mnie do siebie.
Czułam, że mogę mu zaufać.
-Chodź, pokaże ci
najlepszy bar w tej okolicy. Musimy się rozgrzać- Zaśmiał się.
Faktycznie, spacer zajął nam trochę czasu. Na dworze panował
półmrok a temperatura nieco spadła. Po tych wszystkich
przyswojonych dzisiaj informacjach musiałam się napić mocnego
drinka.
Weszliśmy
do klubu, w którym muzyka grała bardzo głośno, przez co moje uszy
potrzebowały chwili aby się przyzwyczaić. Rzadko bywałam w takich
miejscach, ponieważ Leon wolał spędzać wolny czas w nieco inny
sposób. Francis chwycił mnie za rękę, abym mu się chyba nie
zgubiła i skierowaliśmy się do baru.
-Co chcesz?-
Krzyknął, abym mogła usłyszeć go przez te dudniące głośniki.
-Coś mocnego-
Powiedziałam i rozejrzałam się trochę po klubie. Pełno było tam
pijanych lasek, które kleiły się do pierwszego lepszego, który
wydawał się być nieco nadziany. Widok oblechów miziających się
z małolatami wywołał u mnie odruch wymiotny, więc odwróciłam
się w stronę baru. Blondyn podał mi drinka, którego od razu się
napiłam pociągając sporego łyka. Alkohol przyjemnie rozszedł się
po moim ciele. Nagle poczułam dłoń Francisa na moim pośladku,
który lekko klepną po chwili majstrowania w mojej kieszeni.
Spojrzałam na niego pytając. Dał mi znak, aby nieco się
przybliżyła, więc zrobiłam to.
-Zapamiętaj jedno
Violu, kiedy ja zapraszam to i ja płace- Wyszeptał mi do ucha
uśmiechając się przy tym złośliwie. Odruchowo złapałam się za
kieszeń, w której wyczuła lekka wypukłość, co oznaczało, że
miałam tam zwinięty banknot. Zgromiłam go wzrokiem, a chłopak nic
sobie z tego nie zrobił tylko napił się alkoholu i wodził
wzrokiem po klubie, jakby szukał jakiejś foczki.
-No, pokaz mi czy
zostało coś z tego flirciarza, o którym mi mówiłeś-
Zachichotałam ciągle popijając drinka.
-Cóż, nie ma tu
zbyt kręcących lasek- Przerwał i zaczął uważnie analizować
większość z nich- Prócz ciebie oczywiście- Uśmiechnął się
przebiegle kiedy to ja popijałam już kolejnego drinka. Tego dnia
bardzo szybko je wypijałam, więc zatraciłam się w liczbie- Ale ta
ruda, niezła dupa- Wskazał palcem, na kobietę, która opierała
się o ścianę uwydatniając swój wielki, sztuczny biust.
Przypatrzyłam się jej trochę. Kiedy skojarzyłam skąd ją znam
zachłysnęłam się napojem i zaczęłam kaszleć. Ludzie przy barze
zwrócili na mnie uwagę łącznie z Francisem.
-Coś nie
tak?-Zapytał lekko poklepując mnie po plecach.
-Nie
wszystko okej, tylko nie uważam, aby była dla ciebie odpowiednia-
Powiedziałam kiedy to napiłam się po raz kolejny. Byłam już
pijana, dlatego nie przeszkadzała mi obecność lafiryndy, z którą
mógł pieprzyć się mój były.
-Czemu
tak uważasz?- Oparł się o blat i lustrował ją wzrokiem.
-Bo to dziwka
Verdasa- Syknęłam i spojrzałam w jej stronę. Kiedy nasze
spojrzenia się spotkały nagle cały alkohol wyparował z mojej
krwi, ale za późno. Ona doskonale wiedziała kim jestem. Byłam
pewna, ze zaraz wypapla Verdasowi, ze mnie widziała, a spokój na,
który zapracowałam przez ostatnie pół roku pęknie jak bańka
mydlana, ale nie za bardzo miałam co zrobić, kiedy to faktycznie
mnie już widziała. Posłałam jej najbardziej sukowate spojrzenie
na jakie tylko było mnie stać i podeszłam do Francisa. Złożyłam
na jego policzku pocałunek, ale stojąc w takiej pozycji, wyglądało
jakby właśnie się z nim całowała. I dokładnie o to mi chodziło.
Aby ta ruda szmata przekazała Verdasowi, ze Violetta wróciła.
Wróciła i to w wielkim stylu.