niedziela, 30 kwietnia 2017

Zakazany Owoc Smakuje Najlepiej - Rozdział 5 "Nie zostawiaj mnie za sobą"

Ej, patrzcie, to opko żyje! O:
... Niespodzianka..? ;_;
Bardzo przepraszamy za tą śmierć... Ale dalej trwa. ;-;
Opracowałyśmy skuteczny sposób pisania tego opowiadania, którego wcześniej nie znałyśmy, akurat prawie gdy miałyśmy je porzucić... Dalej mamy plany na daaaleeeką przyszłość, a nic z teraźniejszości... Ale walczymy dalej!
Z mojego konta, bo gdzieś zgubiłam konto Alex, a jest już prawie północ, także. ;-;
Postaramy się bardziej! 
Zapraszam do odnowienia swojej wiedzy o tym relikcie, oczywiście wszystko można znaleźć w zakładkach. ;-; 
Standardowo, dokończę jutro, bo już śpię i nic dobrego z tego wyjść nie może... Poza tym, wstawanie przed południem nie jest dla mnie. ;-;
Okej, rozdział jest skończony i ma pięć stron, ale pod koniec coś mi nie pasuje... No nic, niech sobie egzystuje. ;-;
Zapraszam do komentowania! 
***

Obito po małym występie przed Kakashim cały dzień był skoczny i nadzwyczaj energiczny. Na wf'ie jeszcze zdążył z cztery razy przywalić Yahiko piłką zanim wypuścili ich do domu. Oczywiście, że mógł poradzić sobie z sytuacją lepiej, dojrzalej, ale przynajmniej dał sobie radę bez kłótni i zbędnego unikania.
A, no i jego skromnym zdaniem twarzy Yahiko i tak już nic by nie pomogło.
Dlatego wracał do domu z niemałym bananem na twarzy i wybujałymi planami na przyszłość w głowie. Może i były z deczka nierealne, a ślub w Vegas z ułożonym Kakashim po 'dokładnym' przemyśleniu nie wydawał się nawet dobrym pomysłem, ale co tam, wyobraźnia służyła do takich rzeczy. Poza tym, co innego mógł robić idąc na przystanek?
- Debilu!
O wilku mowa, pomyślał Obito, mentalnie przewracając oczami i wspaniałomyślnie udając, że wcale nie słyszał i nie widział energicznie machającego w jego stronę rudego przyjaciela. Może i Obito traktował go często jak podnóżek, ale lubił być hipokrytą. Coś mu się od życia należało, a wiecznie głupkowato uśmiechnięta twarz Yahiko, zaraz po tej Naruto, idealnie nadawała się do delikatnego wyśmiania. Tak po przyjacielsku.
- Obito! - Tym razem nie mógł powstrzymać delikatnego, zdradzieckiego skrzywienia na usłyszenie swojego imienia wykrzyczanego z gracją atakującego pterodaktyla. Na prawdę, mimo mutacji Yahiko miał w sobie to coś.
- Wiem, że mnie widzisz. Nie udawaj że się spieszysz, bucu. - Tym razem rudy przybrał głębszy, bardziej poważny ton głosu i Obito wiedział, że nie opłaca się go już dłużej drażnić. To znaczy, opłacało się, ale zazwyczaj Yahiko bez powodu nie zdzierał sobie gardła na dworcu, co oznaczało, że tym razem pewnie czegoś od niego chciał. Co za żywot.
- Nie udaję. Niektórzy mają obowiązki. - Samemu udawał zupełną powagę, podchodząc do przystanku na którym aktualnie stał Ame i Obito zdążył się zastanowić co on też w ogóle robi przy metrze, zanim tamten nie parsknął mu śmiechem prosto w twarz.
- A na przykład ty do nich nie należysz.
Cóż, i dlatego Yahiko był jego przyjacielem.
W odpowiedzi tylko się wyszczerzył, bo to nie do końca była prawda, ale w zasadzie nie było się o co kłócić. W porównaniu do gościa, który był sierotą do jedenastego roku życia, jego dotychczasowe dokonania faktycznie mogły wydawać się znikome.
- To co ja tu robię? - Zapytał w zamian, oburącz wskazując na ziemię na której stał. I podejrzany uśmieszek który otrzymał w odpowiedzi nie podobał mu się na tyle, że na wszelki wypadek odsunął się o krok do tyłu.
- Zgadnij na kogo czekam.
- Nie wiem, wsparcie mentalne?
- Pudło! - Dobra, musiał przyznać że entuzjazm Yahiko był troszeczkę zaraźliwy. Nie był pewien jednak czy miał się z czego cieszyć, bo doskonale wiedział z czyjego przyjazdu jego przyjaciel cieszyłby się najbardziej.
Konan.
Sympatyczna dziewczyna...
… Która nienawidziła go z całego serca.
I miała swoje powody, bo Obito nie zawsze i nie dla wszystkich był tak przyjacielski. A jeśli miał być ze sobą szczery, rok, może niecały, temu był niezłym skurwielem. Po prostu. Nie dało się nazwać tego inaczej. A Konan była inteligentna i pamiętliwa i po pamiętliwej wiosennej burzy nie chciała mieć z nim nic wspólnego. I nic dziwnego, Obito sam nie chciał do tego wracać.
Więc Obito zdecydował się milczeć, krzyżując ramiona na piersi, dobrze wiedząc że podekscytowany Yahiko i tak łatwo da mu odpowiedź. A jeśli faktycznie miała się nią okazać Konan to, cóż... Obito był mistrzem wymówek, nawet jeśli Kakashi za każdym razem mówił mu, że prawda jest zupełnie przeciwna.
- Rin!
- Rin. - Powtórzył praktycznie bezdźwięcznie, prawie nie dowierzając. Bo mimo dosyć burzliwego zakończenia ich związku nieco ponad rok temu, pozostali przyjaciółmi, a Rin była, cóż... Po prostu cudowną przyjaciółką. Cudowną osobą.
Mimo to mieszkała kawał drogi od nich obojga i w większości czasu, po własnej szkole, zajmowała się pomaganiem rodzicom w utrzymywaniu przychodni, nawet jeśli na razie nie mogła wykonywać żadnej pracy. Rin marzyła żeby być lekarzem i Obito nie miał zamiaru stawać jej na drodze, nawet jeśli oznaczało to naprawdę rzadkie spotkania. To przecież nie tak, że przestaną się ze sobą przyjaźnić, mimo tego że znają się od piaskownicy, tylko dlatego, bo wchodzą w dorosłość i mają swoje pragnienia.
- Czemu nie zadzwoniła? - Zapytał sceptycznie, czując że jego wyśmienity humor nieco spada. Czyżby Rin preferowała teraz Yahiko, po tym jak Obito ostatnio niespecjalnie próbował się z nią kontaktować?
- Nie chciała zawracać ci głowy, tylko przejeżdża. Poprosiła mnie o pokazanie jej paru miejsc o których ty nie masz zielonego pojęcia, i mamy na to mniej niż dwie godziny, więc pewnie chciała się pospieszyć.
Pytanie „Niby jakie miejsca znasz lepiej ode mnie?” bo w zasadzie nie spodziewał się, że będzie ich więcej niż jedno – dom dziecka w którym Yahiko się wychował – odrzucił po chwili zastanowienia, bo coś w jego umyśle kliknęło w odpowiedni sposób i mniej więcej mógł się domyślić całego biegu wydarzeń... Zamiast tego więc postanowił potwierdzić swoją teorię;
- To znaczy poprosiła Konan i Nagato, a ty się napatoczyłeś? - Głęboki rumieniec jaki oblał twarz, uszy i szyję Yahiko musiał być wystarczającą odpowiedzią, bo ten od razu się naburmuszył i odmówił współpracy. No cóż, był dość przewidywalny. I to by tłumaczyło dlaczego Rin nie chciała Obito na miejscu.
- I tak nie mogli jej odebrać...
- Jasne. - Uciął Obito, udając że Yahiko w tym wypadku nie wypadł jako piąte koło u wozu. Za dużo wysiłku zadałoby im obu przekonanie się nawzajem że wcale tak nie było. - To kiedy tu będzie? - Zapytał Obito, nerwowo przystając z nogi na nogę. Co prawda chciał przywitać się z wesołą sarniooką istotką, ale Konan dotarcie na miejsce zajęłoby mniej niż godzinę, a on nie miał ochoty na metaforyczny kubeł zimnej wody.
- Właściwie to już. - I jakby na zawołanie na stacji zatrzymało się metro, a którego o dziwo nie wysiadło zbyt dużo ludzi, ale jedną z nich niewątpliwie była sama Rin, z różowo-białą torbą z kokardą przewieszoną przez ramię. Niemal natychmiast ich zauważyła i z ekscytacją ni to podbiegła, ni to podeszła w ich stronę.
Mimo upływu lat, częścią jej uroku było to, że ciągle potrafiła zachowywać się jak dziecko, jednocześnie zachowując odpowiedzialność i myślenie starszej siostry. Na prawdę trudno było jej nie uwielbiać.
Obito, w przeciwieństwie do zawzięcie machającego Yahiko, nie wykonał żadnego ruchu, z wyjątkiem wyciągnięcia rąk z kieszeni spodni. Doskonale wiedział, że następnym co zrobi jego przyjaciółka w zbyt dużej ekscytacji, będzie dosłowne rzucenie mu się na szyję.
I dokładnie to zrobiła, a Obito będąc gotowym na impakt, nawet delikatnie uniósł ją do góry. Z jego budową, podniesienie raptem pięćdziesięciu kilo nie było zbytnim wyzwaniem.
Kiedy jej stopy bezpiecznie wylądowały na ziemi, tylko grzecznościowo kiwnęła głową w stronę Yahiko, który wydawał się być tym faktem jednocześnie dziwnie pogodzony jak i najbardziej urażoną osobą na ziemi.
- Długo się nie widzieliśmy. - Rin uśmiechnęła się promiennie, a Obito został o tym nieco zbyt brutalnie przypomniany gdy spojrzał na jej włosy. Kiedy ostatnio się widzieli rozpuszczała je swobodnie na swoje plecy i sięgały prawie do łopatek, teraz jednak sama luźno związana kitka bez problemu je zakrywała. W dodatku teraz Obito mógł zauważyć delikatnie podkreślone oczy i błyszczyk na ustach dziewczyny, mimo że Rin nigdy się nie malowała, powtarzając i sobie i jemu że musi być bardziej dojrzała, żeby tak dojrzale wyglądać... Widocznie teraz, pod jego nieobecność, osiągnęła jeden z jej wielu ambitnych celów.
Tymczasem Obito, który w tej chwili nawet romantycznie mierzył zdecydowanie wyżej niż powinien nastolatek w jego wieku, czuł że nie zmieni się wcale. To było jak swędzenie tuż pod skórą, którego zwyczajnie nie mógł podrapać. Uczucie, że nawet jeśli krok po kroku udaje się w stronę dorosłości, to robi to zdecydowanie za wolno, że Kakashi dalej traktuje go jak dziecko.
- Co się stało, Obito? - Zapytała Rin, głosem pełnym typowego dla niej zmartwienia, nieco wchodząc w jego przestrzeń osobistą bo spoglądając mu w oczy co prawda z dołu, ale odległości nie większej niż dziesięć centymetrów.
Wyraźna oznaka, że nie powinien tyle myśleć.
- Co, zakochałeś się? - Yahiko wyraźnie zakpił, ale wzrok Obito automatycznie, zdecydowanie zbyt szybko skierował się w jego stronę.
- Tak. - Przyznał z miną zbitego psa, podchodząc do Yahiko, tym razem zakłócając jego przestrzeń osobistą, jednak zamiast odsunąć się przy tym jak ciało rudego wyraźnie przechyliło się do tyłu, próbując podziałać między nimi nieco więcej przestrzeni, mocno złapał go za szczękę, unieruchamiając ją na miejscu. - W tobie. - Mruknął tonem, który dotychczas słyszał jedynie w anime shojo, gdy akurat leciało w telewizji... Szczerze nie podejrzewał siebie nawet o wydobycie z siebie czegoś takiego. A jednak.
Całe ciało Yahiko runęło do tyłu w momencie w którym usta Obito znajdywały się już dobre milimetry od jego, a on upadł prosto na tyłek z mało męskim dźwiękiem, który Obito pasował jedynie właśnie do gatunku shojo, co nagle wydawało mu się wyjątkowo zabawne. Wyszczerzył się szeroko, podczas gdy Yahiko zasłonił twarz ramieniem i najwyraźniej nie miał zamiaru wstać. Obok niego Rin usilnie próbowała powstrzymać chichot.
- Masz jeszcze jakieś inne głupie pyta... Nia? - Zająknął się chwilowo bo nie uwierzył własnym oczom...
Przed nim, jakieś siedem metrów przed nim, właśnie przeszedł sam Kakashi Hatake, wyglądając na jak zwykle pogrążonego w swoich myślach.
I Obito nie mógł powstrzymać rumieńca wkradającego mu się na twarz, bo gdyby, albo zgrozo, o ile, zauważyłby wybryk który odwalił właśnie Obito i wziąłby go na poważnie to... Cóż, Obito mógłby sobie tylko marzyć o dalszych, lepszych niż dobrych, relacjach z nauczycielem.
Nie zważając na zdziwione spojrzenia swoich przyjaciół, szybko ruszył za nim bo miał zamiar dowiedzieć się tego tu i teraz zamiast czekać na kolejną konfrontację.
Wyprzedził Kakashiego, stając wprost na jego drodze, powodując że niemal na niego wpadł. Szczerze, nie żeby Obito miał coś przeciwko.
- Dzień dobry. - Samemu przywiał się wesoło, wzrokiem szybko lustrując sylwetkę Kakashiego. Dwa górne guziki jego białej koszuli były rozpięte, ukazując mu mleczną skórę i dobrze zarysowany obojczyk. - Panie Hatake.
- Och, dzień dobry Obito. Wybacz, że... - Reszta zdania odpłynęła w przyjemnym szumie jego głosu i Obito nie jest pewien czy to wina hałasu, jego braku skupienia czy tej przeklętej koszuli.
Bo mimo że starał się być bardziej dyskretny niż typowy napaleniec, miał wrażenie, że wyglądał jakby oczami chciał wypalić w nim dziury. Palce aż swędziały go żeby rozpiąć mu następny guziczek... I następny... I następny... Aż do samego końca, kiedy mógłby wreszcie poczuć, skóra na skórze, twarde mięśnie, oznaczyć tą kremową skórę...
- … Powrócić do rozmowy.
Obito, po raz kolejny tego dnia poczuł, że się czerwieni. Miał przestać robić z siebie idiotę, nie jeszcze bardziej objawiać się jak nastolatek ze zbyt wysokim libido.
Wsadził ręce w kieszenie żeby przestały go tak świerzbić i zmusił swój wzrok do pozostania na oczach jego nauczyciela. Co prawda zazwyczaj nie było to specjalnie trudne ale tym razem... Cóż, Obito może i był nastolatkiem ze zbyt wysokim libido. Ale przynajmniej się starał.
- Mógłby pan powtórzyć tą ostatnią część?
Nieusłuchane oczy znowu na chwilę ześlizgnęły się niżej... Ale Obito zmusił je do pozostania na miejscu. Kakashi zresztą wyglądał na nieco wybudzonego z letargu, bo zmarszczył brwi, a jego wzrok natychmiast zaostrzył się, stając się coraz bardziej uważnym.
- Jeśli chcesz kontynuować naszą rozmowę, to jutro po waszych ostatnich lekcjach jestem wolny. - Powtórzył, wolniej, nieco ostrożniej, a Obito uśmiechnął się pokrzepiająco. Przy odrobinie szczęścia Kakashi zwali to na karb ostrzejszej lekcji wf'u niżby faktycznej nieumiejętności Obito do pozostania skupionym.
- Tak... Tak Pasuje mi. Bardzo dziękuję. - Stali przez chwilę przed sobą, patrząc się przed siebie, chociaż nie do końca na siebie, zanim Obito załapał, że dalej stoi na drodze Hatake i mówiąc szybkie „do jutra”, odsunął się na bok, w odpowiedzi słysząc bardziej formalne „do widzenia”. Nie ruszył się z miejsca jeszcze przez dobrą minutę, patrząc jak sylwetka Kakashiego powoli się oddala, z dozą rozczarowania zauważając, że i koszula i spodnie były nieco za luźne, nie pozwalając mu przyjrzeć się dokładnie.
Potem jakby nigdy nic wrócił do nieco zaskoczonej Rin i blado-zielono wyglądającego Yahiko.
- Yahiko trafił, prawda? - Zapytała dziewczyna, zaskakująco delikatnie, jej głos wypełniony był zrozumieniem. Oczywiście, że rozumiała. Zawsze wspierała i namawiała Obito do większej otwartości w swoim biseksualiźmie. Tyle, że jej zrozumienie miało swoje granice i pewnie gdyby tylko wiedziała, że...
- To nasz nauczyciel. - Wymamrotał Yahiko przez zaciśnięte gardło, a wzrok Rin natychmiast przeskoczył na niego, szukając jakiegoś znaku, że sobie żartuje. Jednak gdy i nagle bardziej ponury Obito i zszokowany Ame dalej zachowywali zupełną powagę, wykrztusiła słabe „co?”...
Obito nigdy nie był dzieckiem urodzonym w czepku. Wprost przeciwnie, jeśli coś mogło się spieprzyć to mógł mieć niemal stu procentową pewność, że tak się stanie...
I chyba za te wszystkie lata pecha, los się do niego uśmiechnął i w momencie gdy Rin zaczęła wszystko układać sobie w głowie, gdy już miała zadawać pytania...
Przyjechało jego metro.
Obito odwrócił się na pięcie puścił się sprintem w stronę otwieranych drzwi, nie zwracając uwagi na niepewne nawoływania Rin, gestykulując przed siebie, mając nadzieję, że zrozumieją, krzycząc przez ramię „Później!”.
W ostatnim momencie wskoczył do środka, wzbudzając wokół siebie małe zainteresowanie, jakaś staruszka zaczęła głośno komentować „kulturę dzisiejszej młodzieży”, ale on totalnie to zignorował, udając że wcale nie zerka się Rin i Yahiko dalej stojących na platformie, patrzących na niego z takim zainteresowaniem jakby był wymarłym gatunkiem.
Westchnął, sięgając do kieszeni, w której już zawzięcie wibrował jego telefon. Smsy od Rin dochodziły niemal z prędkością światła i przejechał wzrokiem tylko po paru z nich.
To prawda?!”
Obito!!”
Dlaczego nic mi nie powiedziałeś?!!”
Cóż, będzie miał sporo do tłumaczenia. Zwłaszcza że jego pognanie jak poparzonym w drugą stronę na same wspomnienie o poruszeniu tego tematu było bardzo wymowne, a śpieszenie się do domu nie było żadną wymówką. Nie z tymi ludźmi.
Parę razy przymierzał się do odpisania, w końcu decydując się na „Później. Pogadamy jak będziesz miała czas.”, po czym włożył do uszu słuchawki, włączając muzykę, sporadycznie odpisując na kolejne smsy – plany Rin na terminy spotkania.
I mimo tego, że ich konwersacja urwała się po zaledwie kilku minutach, droga minęła mu szybko, bo kołysanie i lekkie dudnienie ślizgającej się szybko między przystankami maszyny zawsze sprawiało że robił się śpiący. Na swoje szczęście albo udało mu się nie zasypiać albo budzić się na swoim przystanku...
… No dobra, może i parę razy go przepał i spóźnił się na lekcję, ale co miał zrobić? Przemycać energetyki w pudełku na lunch?
Tym razem jednak obudził się perfekcyjnie dwie minuty przed swoim przystankiem, zdążył sprawdzić telefon, dowiadując się, że oprócz paru smsów od Yahiko na temat weekendu (być może rudy zamierzał od teraz żyć w zaprzeczeniu, tym lepiej dla Obito), zupełnie nic nie przegapił.
Nie odpisał mu z zamiarem zrobienia tego za parę godzin, kiedy przestanie boleć go głowa, i wymknął się pomiędzy ludźmi na stację.
I wtedy go zauważył.
Jakieś piętnaście metrów przed nim maszerował z wzrokiem wbitym ziemię (albo książkę, Obito stawiałby, że w książkę), Kakashi. Znowu.
Nie mógł narzekać, chociaż zdecydowanie wolałby porozmawiać niżby wpatrywać się w jego plecy. Chociaż z drugiej strony, powstrzymywał go jeden maleńki szczegół...
Mógł dowiedzieć się gdzie mieszka.
Dobra, dzięki tej myśli brzmiał nieco jak stalker, ale naprawdę nie miał złych intencji... Po prostu był
ciekawy. Zwłaszcza, że ostatnio spotkał go podejrzanie bliskiej mu okolicy...
Więc szedł paręnaście metrów za nim, udając że nawet go nie zauważył, na wszelki wypadek gdyby się odwrócił.
I był tylko coraz bardziej zszokowany, bo Kakashi nie zatrzymywał się ani przy blokach mieszkalnych zaraz obok stacji, ani nie skręcił w stronę parku, zamiast tego przeszedł przez ulicę obok marketu i dalej szedł przed siebie...
Dokładnie tą samą drogą którą Obito przemierzał codziennie do szkoły i z powrotem.
Przystanął na chwile przy markecie, bo szedł trochę szybciej niż Kakashi, może dlatego że miał dłuższe nogi, mając nadzieję, że nie wygląda zbyt psychotycznie, czekając aż jego postać zbliży się do bloków parę metrów dalej.
- Hej Obi..! - Z cichym plaśnięciem zatrzasnął dłoń na ustach Naruto, akurat w momencie w którym miał wypowiedzieć jego imię, które tego dnia słyszał już zdecydowanie za dużo razy. W dodatku, czy on naprawdę nie umiał mówić cicho? Czy Obito naprawdę musiał mieć takie „szczęście”, żeby wpaść na wychodzącego z marketu gimbusa?
Chociaż ostatnimi czasy nie widział Sasuke w szkole, co by tłumaczyło ich nagłe wycieczki w te okolicę...
Nie ważne.
Rzucił Naruto mordercze spojrzenie i przystawił sobie palec do ust, bo w zasadzie nie minęła mu migrena i wyminął go z ignorancją, ścigając sylwetkę znikającą mu z pola widzenia zaraz za budynkiem.
Ostatnią prostą przebiegł truchtem z obawą, że zgubi go w tak banalnym momencie, po czym przylgnął do ściany, wychylając się lekko, wyglądając czy czasem się za bardzo nie pospieszył z tym pościgiem, teraz zdecydowanie wyglądając jak stalker.
I zdążył w idealnym momencie, aby zobaczyć powoli zamykające się drzwi od klatki schodowej, za którymi zniknęła mu siwa czupryna.
Obito wyprostował się, teraz otwarcie przyglądając się budynkowi. Był w niemałym szoku...
Bo sam mieszkał zaledwie trzy bloki dalej.
Fala pytań zalała jego myślenie, mieszając się z potężnym uczuciem skonfundowania i niedowierzania.
Jakim cudem nigdy wcześniej się nie spotkali? Jakim cudem o tym nie wiedział?
I przede wszystkim;
Co do cholery?
Z drugiej strony, nie mógł uwierzyć we własne szczęście.

Ciekawy Pacjent cz. 27 - W mojej głowie trwa zamieć.

Nie jestem do końca zadowolona z tego rozdziału, ale co tam... Trwam na majówce. Przynajmniej jest internet. XD
Tak wiem, że długo mnie nie było i przepraszam... Egzaminy i jakoś tak... Brak chęci. Co ma coś wspólnego z tym przeklętym Destiel, który jeszcze nie dokończyłam, bo przy scenach +18 dopada mnie depresja i lagi. XD
Ale dokończę, obiecuję! A właściwie biorę się za to za moment.
No i zmieniłam nick! Ale nieoficjalnie dalej jestem Anon. Ten co mam to też nazwa mojego tumblr i youtube jakby ktoś był zainteresowany...
A teraz lecę odrabiać zaległości bo północ wybija!
Zapraszam do komentowania i dziękuję za trwanie przy moim, ekhem, niestandardowym pisaniu. <3
Tak, żalowy tytuł~~  ( ͡° ͜ʖ ͡°)
***
Szli powoli, krok w krok obok siebie, może nawet troszkę zbyt blisko bo ramiona i dłonie czasami ocierały się o siebie w delikatnej manierze, ale póki co milczeli i żaden z nich nie myślał nawet o tym by się odsunąć. Nie kiedy walczyli ze sobą, żeby nie złapać się za ręce w zupełnym wywaleniu na otaczających ich ludzi, jednak ci sami ludzie powstrzymywali ich od wprowadzenia tej myśli w akcję.
Bo to był głupi pomysł. Wręcz idiotyczny.
Gdyby ktoś z ośrodka ich zauważył to nie byłoby różowo. Toby mógłby stracić pracę, a Damien chłopaka, co wielkim ugrzecznieniu wcale im nie pasowało.
Jednak milczenie było ich własnym głupim dodatkiem. Toby w myślach segregował tematy które mógłby poruszyć, a które lepiej zostawić w spokoju, natomiast Damien myślał o swoim dawnym życiu.
Bo było o czym myśleć.
Nie spodziewał się, że dobre dziesięć lat po porzuceniu swojego starego, normalnego życia znowu stanie na granicy zastanawiając się nad czymś co na dobrą sprawę było już z góry przesądzone. Z drugiej strony jednak, miał zupełnie inną opcję. Opcję która mogłaby rozwiązać wszystkie jego problemy i zażegnać zmartwienia.
Jednak zupełnie mu się nie podobała.
Nie chciał nawet jej rozważać, mimo tego, że jego kalkulujący mózg dalej to robił.
Jeśli nie mógł wyjść z tej głębokiej ciemnej studni, zawsze mógł wciągnąć Toby'ego za sobą...
Patrząc jednak na mężczyznę idącego obok, tak niewinnego w porównaniu do jego samego, nie chciał tego robić. Nie chciał go psuć.
Toby potrzebował wolności, nie chaosu.
- Myślę. - Wymruczał na głos, zwracając na siebie całą uwagę Reusa. Nie dało się ukryć, że Damien całe życie uwielbiał być w centrum uwagi chociaż nie często faktycznie mógł jej dostać, ale te inteligentne zielone oczy w jakiś sposób zawsze były dla niego inne. Większość ludzi patrząca na niego po prostu oglądała odgrywane przez niego show, Toby natomiast odczytywał drobnostki okazujące osobowość aktora. Potrafił je docenić.
- Powinienem wiedzieć? - Uwadze Damiena również nie umknęło drobne uniesienie brwi, nagłe zainteresowanie jakim został obdarzony. Czas na słuchanie.
- Nie wiem. - Odpowiedział szczerze. Mimo tego że zaczął temat nie był pewien czy właściwie chciał go kontynuować. „Chcesz poznać mój świat?” nie brzmiało zbyt dobrze. Może zbyt pozytywnie? Zbyt oklepanie? Nie potrafił do końca tego określić, po prostu nie brzmiało dobrze.
Kącik ust Toby'ego drgnął w pseudo rozbawieniu, jednak opanował swoją mimikę zanim uśmieszek zupełnie rozkwitł na jego twarzy, chociaż Damien nie do końca wiedział dlaczego próbował.
- Co za dziwny czas na nieśmiałość.
Zamiast tego zdecydował się na śmiertelnie poważny ton, który sam w sobie brzmiał dosyć komicznie, sprawiając że Damien natychmiast wybuchł śmiechem.
Parę osób odwróciło za nimi głowy, akurat w momencie w którym Damien przewiesił rękę przez ramiona Toby'ego w pseudo uścisku, który nie wyglądał zbyt podejrzanie. Tym samym paru osobom Cole bezczelnie spojrzał w oczy, obnażając zęby w wilczym uśmiechu.
Toby jęknął, kurcząc się w sobie i przecierając twarz dłoniom, czując że czerwienieją mu policzki.
Mentalna notka; przyprowadzanie Damiena w miejsce publiczne nie było dobrym pomysłem.
- No co? Gapienie się jest niegrzeczne.
- I kto to mówi?
- Prezentowałem im tylko jakie to uczucie. Chociaż jak już wyjdę z tego pieprzonego domu wariatów, mogę zaprezentować im jeszcze parę innych uczuć. - Poruszył sugestywnie brwiami, tylko przyciągając mocniej do siebie Toby'ego, który nagłym impulsem próbował uciec w drugą stronę, w myślach powtarzając jak mantrę jedno wielkie „nie”.
- Gdybym cię nie znał to powiedziałbym, że jesteś strasznym dupkiem.
- Gdybyś mnie nie znał?
- Ta, teraz wiem, że jesteś zwyczajnie popaprany.
Damien zagwizdał nisko, uśmiech tym razem nie schodził mu z twarzy.
- Mocne słowa.
- Nie jestem wredny, jestem szczery... - Uciął, jakby chciał coś dodać, więc Damien po prostu obserwował go z uznaniem, aż, wbrew słowom Toby'ego, na jego ustach pojawił się niewątpliwie wredny uśmieszek. - Psycholu.
- Ała, jestem prawie pewien, że nie możesz tak nazywać swojego pacjenta, doktorku.
- Jestem prawie pewien że mogę, od kiedy ten pacjent jest też moim chłopakiem. - Damien zatrzymał się gwałtownie, ciągnąc za sobą Toby'ego który od jakiegoś czasu patrzał mu ni to w usta ni to w oczy.
Oh.
To była informacja.
Zachęcony kuszącym go spojrzeniem, nachylił się na Toby'm i krótko pocałował go w usta, od razu się odrywając i jakby nic się nie stało pociągnął go do dalszego ruchu w niemal przyjacielskim geście, ignorując przewrócenie zielonymi oczami i zirytowane uszczypnięcie w prawą nogę.
Bo nie ma to jak dyskrecja.
- Racja, chyba możesz obrażać faceta który dobrał ci się do majtek. - Kolejne uszczypnięcie, tym razem o tyle mocniejsze, że mimo tego, iż w swoim życiu Damien bywał i nawet postrzelony, podskoczył delikatnie. - No co? Nie wyzywaj mnie na jeden z tych pojedynków, dobrze wiesz że je przyjmę.
- Po pierwsze, nie noszę majtek...
- Pardon, bokserek. A szkoda. - Na morderczy wzrok Toby'ego posłał mu oczko, mentalnie dodając sobie kolejny punkt na tablicy 'kto u kogo pierwszy wywoła pożądaną reakcję'. Z drugiej strony, gdy teraz o tym myślał, to dochodził do wniosku, że Toby więcej razy niż mu się początkowo wydawało wywoływał w nim reakcję dokładnie taką, jakiej oczekiwał.
Mały spryciarz.
- Po drugie, nikt nic nie mówił o pojedynku.
- Nikt nie musiał.
Tym razem to Toby zatrzymał się gwałtownie, w połowie dlatego, że na ulicy akurat zapaliło się czerwone światło, w połowie z udawanego szoku, który chwile później skierował w stronę rozbawienia Cola.
- Jesteś taki nieznośny.
- Dlatego mnie kochasz.
- Nie, dlatego ty mnie kochasz. Jestem w stanie z tobą wytrzymać.
Zapaliło się zielone światło, sprawiając że ruszyli, Damien wpatrzył się najpierw w bok, później do góry, a na końcu na Toby'ego, mrugając kilkakrotnie w równie udawanym szoku.
- Masz rację.
Toby standardowo przewrócił oczami. Z tą dziwną, nową pewnością siebie było mu do twarzy.
Jednak nie tylko to było nowe...
Szok Damiena nie był nawet zupełnie nieszczerym. Mimo że świetnie udawało mu się zachowywać pozory, że panuje nad sytuacją, że dalej jest zupełnie wyluzowanym facetem, Toby coraz bardziej go zaskakiwał. Właściwie, sam siebie zaskakiwał. Nie żeby kiedykolwiek miał problemy z wyrażaniem uczuć, ale ta rozmowa... Była inna. Nowa.
Rozmawiali jak zakochana para i robili to od dobrych paru dni.
To były te drobinki normalności, które powoli znajdywały swoją drogę do jego umysłu, mimo tego że zazwyczaj za wszelką cenę próbował je wyprzeć.
Teraz było inaczej.
Zamiast bronić się przed nimi rękami i nogami, żeby zostać w swoim wiecznym skoku adrenaliny, naprawdę dobrze się bawił. Dziwne. Damien od dobrych, ponownie, dziesięciu lat nie sądził, że normalność może być dobrą zabawą.
Miało to swoje plusy, oczywiście...
Chociaż Damien nie był w stanie zignorować dzwoniącego mu w uszach przypomnienie „to niebezpieczne”. Gdyby faktycznie teraz wszystko rzucił, to byłoby niebezpieczne. Zwłaszcza dla Toby'ego, a do tego nie mógł dopuścić. Po prostu, nie mógł.
Mimo wszystko, od mieszkania Toby'ego do szpitala nie było zbyt daleko - mniej więcej pół godziny na nogach, i przy ich okazyjnym przekomarzaniu się i początkowej ciszy, czas szybko zleciał.
Jakieś pięć minut przed dotarciem do celu, Damien automatycznie puścił ramię Toby'ego i przystanął, biorąc głęboki oddech.
Toby przystanął obok i zaśmiał się cicho, kręcąc głową, nawet nie czekając na pytanie ze strony Damiena, od razu odpowiedział:
- Mieliśmy zachowywać się 'poprawnie' poza moim domem.
- Zachowywaliśmy się 'poprawnie'. - Zaprzeczył Damien, na co Toby powoli uniósł brew. - Jak dobrzy przyjaciele. - Druga brew podążyła za pierwszą, a Damien nie mógł już powstrzymywać głupkowatego, jak na niego, nieśmiałego uśmieszku. - No co? Jak w takim razie powinniśmy się zachować, hm?
- Pacjent i lekarz? No nie wiem, jakiś metr dystansu, zero, em... - Toby odchrząknął, gestykulując płomiennie między sobą a Damienem. - Generalnie tego.
- To nie jest zabawne.
- Tak Damien, na tym polegają relacje zawodowe.
- Cóż, relacje zawodowe nie są zabawne.- Toby westchnął, kręcąc głową, nawet nie starając się ukryć rozbawienia.
- Nie są... - Powtórzył, jakby zgadzając się z tym stwierdzeniem, zawieszając na Damienie wzrok, nie ruszając się, nagle milcząc.
Wpatrując się w jego sylwetkę z dziwnym wyrazem zmieszania i zadowolenia, jak gdyby nie był pewny co zrobić.
Damien też nie wiedział.
Mimo to stanął przed nim, obejmując go w nienaturalnie delikatnym, udającym przyjacielski uścisku, nie odmawiając sobie przyjemności wdychania zapachu płaszcza Toby'ego, bo nie wiedział kiedy przybędzie następna chwila, gdy będzie mógł to zrobić.
Toby odwzajemnił uścisk, cicho wzdychając z ulgą, jednak samemu wyraźnie wycofał się chwilę później, dając Damienowi subtelny znak, że to co robią w tej chwili powoli przestaje być tylko 'profesjonalne'.
Więc Damien go puścił, zaskakując samego siebie, gdy sfrustrowany jęk opuścił jego gardło w momencie w którym stracił z Toby'm jakikolwiek kontakt fizyczny.
Patrzeli na siebie jeszcze chwilę zanim Toby odchrząknął i położył swoją dłoń na ramieniu Damiena, czując twarde mięśnie pod grubą warstwą bluzy którą miał na sobie, kierując go ku wejściu.
Zdjął ją dopiero w momencie, w którym duże szklane drzwi zamknęły się za nimi, odcinając do placówki dopływ świeżego, zimowego powietrza.

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Nadzieja Umiera Ostatnia #19- Przytulić...

No cześć, po bliżej nie określonym czasie!
Wiecie jak to jest, kiedy presja egzaminowa czyha? No ja też nie wiedziałam, do czasu :')
Może nie uczyłam się jakoś mega przesadnie (Kogo ty oszukujesz...wcale się nie uczyłaś :| ) to jakoś nie miałam siły, aby cokolwiek napisać. Ale teraz już jest :)
Chciałabym oddać w tym tygodniu coś jeszcze, ale nie obiecuje, bo wiecie jak to bywa z moimi obietnicami
(dla zainteresowanych)
W każdym razie...w weekend postaram się dodać Violette  
*~*~*~*


Nie analizując zbytnio tego, co tak naprawdę robi wybiegła z domu. Było to głupie posuniecie, jednak co z tego? Może i jedyną drogą, którą kojarzyła była ścieżka do monopolowego, to jednak liczyła na jakiś cud.
Na zewnątrz było cicho i nie zbyt przyjemnie. Żadnej żywej duszy. Ciemne drogi oświetlone tylko kilkoma lampami w towarzystwie szczekającego psa nie tworzyły idealnej atmosfery na wieczorny spacer. Skrzyżowała ramiona i ruszyła, tym razem w przeciwną stronę, niż robiła to dotychczas. Nie liczyła na to, że po tamtej stronie odnajdzie nico bardziej cywilizowany świat, lecz nie mogła sterczeć bezczynie pod drzwiami i po raz kolejny narazić się na wybuchowy charakter Pana Bleyka.
Szybkim krokiem szła przed siebie z lekka obawą, przez co co jakiś czas obracała się za siebie, a kiedy światło z ganku nie było już widoczne odetchnęła z małą ulgą. Mimo iż coraz bardziej zagłębiała się w ciche okolice, to czuła się bezpieczniej, niż za murami tego idealnego, białego domku.
Można się było spodziewać, że nic oprócz lasu nie pojawi się przed jej oczyma, jednak miała nadzieję.
To głupie, ale odczuła jakby los się do niej chodź raz uśmiechnął, kiedy świetlista luna zaczęła nieco ją oślepiać.
Była uratowana
Uśmiechnęła się krzepko sama do siebie, kiedy zauważyła nadjeżdżający samochód. Bezmyślnie weszła na jezdnie, aby zostać zauważona przez kierowcę. Auto zjechało na pobocze, a ona wręcz podbiegła do drzwi. Mężczyzna opuścił szybę i skierował się w jej stronę. Miał dość oryginalny wygląd, bo tatuaże pokrywające całą jego szyję i włosy, które był wygolone z jednej strony powodując, że ta przydługawa część opadała mu na jedną stronę nadawały chłopakowi skrytą i dość intrygująca aurę. Rudowłosa nie była jakoś szczególnie tym zdziwiona. Przywykła, że przyciągała do siebie złych chłopców (albo kretynów).
-Przepraszam, że cię zatrzymałam, ale wiesz gdzie jest najbliższa apteka?- Chłopak wlepił w nią wzrok i nieco przymrużył oczy. Wyglądał jakby dokładnie się nad czymś zastanawiał, a jednocześnie analizował twarz Alicji. Ta jednak w cierpliwości czekała, a kiedy na jego twarzy pojawił się ten szelmowski uśmiech, odruchowo w duszy jęknęła. Chodź raz liczyła,że spotka na swoje drodze kogoś „normalnego”
-Wydaje mi się, że w centrum- Zakpił. Tak, to było bezsensowne pytanie.
-No tak- Odchrząknęła lekko- Nie ważne, dzięki- Wcisnęła dłonie w kieszeń i chciała ruszyć do domu. Nie miała innego wyjścia. Była zmuszona aby poczekać do ranka, złapać bruneta i wręcz wymusić na nim podwózkę, albo po prostu wybrać się na długi spacer w towarzystwie swoich myśli, co nie zbyt jej się uśmiechało.
Nie był jednak takim bucem, za którego początkowo wzięła go Alicja. Odjechał kawałek i przystanął tuz przy dziewczynie otwierając drzwi pasażera.
-Podwiozę cię- Wychrypiał.
Rudowłosa rozejrzała się szybko na wszystkie możliwe strony, dając sobie chwilę na rozważenie tej propozycji. Może było to lekkomyślne, jednak naprawdę potrzebowała dostać się do miasta tu i teraz, więc uśmiechnęła się delikatnie i wsiadła do auta. Wewnątrz pachniało przyjemną mieszanką cytrusów i męskich perfum, którą Alicja wdychała jeszcze przez kilka sekund napawając się tym przyjemnym zapachem (być może jedyna przyjemną rzeczą tego dnia). Brunet niemal od razu odjechał.
Dziewczyna nie miała odwagi spoglądać w jego stronę, ani tym bardziej zacząć jakąkolwiek rozmowę, więc siedziała cicho i próbowała uspokoić swoje bijące serce. Czuła się, jakby była w drodze na egzamin, który miał mieć wpływ na jej całą przyszłość. Poniekąd tak było, tylko tym razem prosiła, aby go oblać.
-Isaac- Przedstawił się krótko. Wyrwana z myśli spojrzała w jego stronę. Uśmiechał się lekko, jednak wzrok skierowany miał na drogę.
-Alicja- I to było na tyle ich rozmowy podczas drogi. Isaac chcąc zagłuszyć to niezręczność włączył radio, a po chwili samochód wypełnił się dźwiękiem dość mocnych brzmień.
Nie była to jakaś długa przejażdżka, a może tak jej się po prostu wydawało, bo pogrążyła się w myślach i zupełnie straciła poczucie czasu.
-Jesteśmy- Zaparkował pod palącym się szyldem, a swoim głosem wybudził ją tak jakby z transu.
-A, tak. Dziękuje- Odpięła pospiesznie pas i wyszła na zewnątrz- Serio dziękuję. Do zobaczenia- Chciała się pożegnać, jednak chłopak jej przerwał.
-Poczekam, nie będziesz wracać przecież na nogach- Miał rację. Nawet nie miała pojęcia gdzie mogłaby iść. Zawsze mogłaby zadzwonić po Dawida, ale niekoniecznie chciała się przed nim płaszczyć.
Pokiwała lekko głową i weszła do apteki. Chciała mieć to wszystko z głowy, wbrew temu, że to wszystko było nierealne. Podeszła do kobiety, która jak widać była nieco znudzona i odchrząknęła lekko.
-Dwa testy ciążowe- Głos lekko jej się załamał przy ostatnim słowie. Kobieta podała jej dwa opakowania i oczekiwała zapłaty. Alicja ocknęła się i wyciągnęła portfel z kieszeni. Pod banknotami wyczuła dziwne zgrubienie, ale miała przeczucie, że nie powinna sprawdzać tego teraz. Znając Dawida nie było to coś, czym można było się chwalić całemu światu.
Wzięła zakupy ze sobą i przeklinała w duszy, że nie miała w zwyczaju nosić ze sobą torebki. Wcisnęła, nieco na siłę opakowania do kieszeni i zasłoniła je bluzą. Wyglądało to zapewne komicznie, kiedy dwa prostokątne przedmioty odznaczały się na jej pośladkach, jednak uznała, że to mniej upokarzające niż świecenie przed obcym facetem dość intymna sprawą.
Z czystej ciekawości sprawdziła co tak naprawdę znajdowało się w skórzanym portfelu.
Prezerwatywa.
To był tak zwany „cios poniżej pasa”
Przez chwilę nawet zaczęła się zastanawiać, czy jeżeli faktycznie byłaby w ciąży, to urodziła by dziecko w więziennych murach. Nie uniewinnili by jej za morderstwo, tylko dlatego, że chłopak nie użył prezerwatywy, którą miał przy sobie -niestety.
Wróciła do samochodu. Spojrzała na chłopaka, który tylko mrugnął do niej i odpalił auto.

-Nie wiem jak ci się odwdzięczę- Zaczęła, kiedy samochód powoli zwalniał. Issack spojrzał na nią, a kątem oka obserwował okolicę.
-To tylko dobry uczynek, na mojej krótkiej liście- Zapewnił. -To tutaj mieszkasz?-Obdarzył okolicę dziwnym spojrzeniem, a Alicja tylko zmarszczyła brwi.
-Można tak powiedzieć- Odpowiedziała drętwo, bo tak naprawdę nie chciała tam wracać. Tak cholernie żałowała, że po raz kolejny kierowała się sercem, które doprowadziło ja do martwego punktu. Była w tak wielkim gównie do końca nie zdając sobie z tego jeszcze sprawy.
Siedziała jeszcze przez chwile wpatrując się w biały dom. Liczyła się, że po raz kolejny może trafić na Ericka, co poniekąd dodało oliwy do ognia.
Drżąca ręką otworzył drzwi.
-Dziękuje- Wyszeptała w kierunku chłopaka, bo głos odmówił jej współpracy. Skinął głową grzebiąc w kieszeni, po czym wyciągnął małą kartkę i wcisnął jej w rękę.
-Jak jeszcze kiedyś będziesz potrzebowała, aby cię gdzieś podwieźć- Musnął kciukiem wierzch jej dłoni, który Alicja odebrała jako uspokajający gest- Do usług.
Dziewczyna wcisnęła papierek do kieszeni, uśmiechnęła się do niego szepcząc ciche „Pa” i odwróciła się w stronę domu. Ruszyła przed siebie, a kiedy stanęła na ganku i dotknęła klamki, chciała jak najciszej prześlizgnąć się do środka. Powoli naciskała metalowa konstrukcję, ale kiedy usłyszała głośny dźwięk odjeżdżającego auta drgnęła, przez co drzwi zaskrzypiały ,a ona zacisnęła mocno powieki. Weszła do środka ledwo stawiając stopy, ale na całe jej szczęście nikt nie czekał na nią, a w domu było słychać ciche szmery. Domknęła drzwi i odetchnęła z ulgą. Potem tylko wspięła się na gorę, gdzie mogła zachowywać się normalnie i nie zawracając sobie głowy ściąganiem kurtki weszła do łazienki.
Zgodnie z instrukcja wykonała testy, a potem zsunęła się na ziemie przyciągając kolana. Ułożyła dwa plastikowe przedmioty przed sobą, ale do góry nogami, aby nie przyglądać się im zbytnio. Twarz schowała w dłoniach, a stopa wystukiwała niepewnie rytm piosenki.
Śmiało mogła stwierdzić, że było to najdłuższe dziesięć minut jej życia, jednak kiedy minął czas nie sprawdziła wyniku. Gdyby był z nią Aleks zrzuciła by to na niego, a sama usiadła gdzieś w kącie, ale teraz była sama i tego obawiała się najbardziej, że jedynie na kogo będzie mogła liczyć, to na samą siebie.
Przekręciła je w druga stronę i przyjrzała się im. Tym dwóm czerwonym kreską jej końca.
Skuliła się bardziej, a oczy zaszły jej mgłą. Gula w gardle powiększyła się, a ciało zaczęło się niekontrolowanie trząść. Przechwyciła te dwa niepozorne, plastikowe przedmioty i stanęła przed lustrem. Jej twarz była blada, a oczy zaczerwienione i zaszklone. To jak bardzo biło jej serce, a ręce drżały było nie do opisania, a jedyne czego chciała to po prosty się do kogoś przytulić...
Szarpnęła drzwi z impetem, a Nikola, która najwyraźniej tez chciała skorzystać podskoczyła wystraszona.
-Przepraszam- Wymamrotała do szatynki i chciała ją wyminąć. Dziewczyna jednak chwyciła jej ramiona, a następnie uniosła jej podbródek.
-Hej, co jest?-Zapytała przyglądając się jej dokładnie. Jej twarz przepełniona byłą troską. Alicja westchnęła ciężko i jedynie przyciągnęła ją do siebie. Czuła się podle,wiedząc, że nosi dziecko jej faceta, ale naprawę nie chciała niczego więcej niż zwykłego uścisku. Ta jedynie pogłaskała ją po plecach.
Stały tak chwile gdy rudowłosa zaciskała palce na jej żółtym swetrze.
-Musze porozmawiać z Dawidem- Szepnęła, kiedy odsunęła się od niej ciągle mając jej dłonie na barkach.
Nikola spojrzała na nią z widocznym zdziwieniem, bo Dawid nie był najlepsza osobą na rozwiązanie problemu i ona wiedziała o tym najlepiej, jednak przytaknęła i wskazała jej ręką gdzie go znajdzie. Alicja posłała jej przepraszające spojrzenie, którego nie do końca była w stanie zrozumieć i weszła, cicho pukając do pokoju bruneta.
Leżał na łóżku z telefonem w ręku i papierosem w ustach. Nie uraczył ją spojrzeniem przez dłuższy czas, a kiedy w końcu to zrobił gwałtownie wstał i podszedł do niej szybkim krokiem.
-Jezus Maria!- Krzyknął unosząc jej podbródek- Nie sądziłem, że możesz wyglądać gorzej niż zwykle. Zmyłaś makijaż?- Spojrzał na nią przerażony, po czym wybuchł nieopanowanym śmiechem obserwując jej reakcję. Uniósł głowę i spojrzał na nią z góry opanowując śmiech.-Patrząc na to, że zaraz mi się tu rozpłaczesz to jednak coś jest na rzeczy. Gadaj- Nakazał.
Alicja weszła w głąb pokoju i usiadła na łóżku z nerwów wyginając swoje palce. Dawid zrobił to samo, tyle, że naprzeciwko niej zajmując fotel.
-Mam problem- Głos jej drżał. Dawid wlepił w nią swoje przeszywające spojrzenie.
-Bo to pierwszy raz- Mruknął pod nosem, co Alicja postanowiła zignorować.
-Znaczy, my mamy problem- Poprawiła się, dając nacisk na drugie słowo, a brunet poprawił się na fotelu i uniósł jedną brew, oraz wykończył papierosa i wrzucił go do popielniczki.
-Co, w ciąży jesteś? A ja może jestem tatusiem?- Zaśmiał się
-Tak, właściwie to tak- Warknęła i podniosła się.
-Żartujesz
-Czy ja do kurwy wyglądam, jakbym żartowała?- Podeszła do niego bliżej, a on lustrował ja wzrokiem i uśmiechał się.
-No, wyglądasz komicznie.
Alicja wyciągnęła z kieszeni portfel i dwa testy, które wcisnęła mu w rękę.
-To nie moje- Zaprzeczył i oddał jej plastikowe przedmioty, które Alicja odłożyła dość mocno na półkę.
-A czy użyłeś tej swojej przeklętej gumki, którą nosisz w portfelu, wtedy kiedy wcisnąłeś mi kutasa między nogi?!- Chciała go uderzyć, ale hamowała się resztkami sił.
-Chciałaś tego- Uniósł głos i wlepił w testy swój wzrok.
-Oczywiście, że chciałam. Dlatego mówię, że to MY mamy problem- Opuściła z tonu widząc, jak brunet podszedł do półki i zaczął uważnie przyglądać się testowi.
-Kurwa mać- Zaklął pod nosem i chwyciwszy portfel wyszedł z pokoju.
Usiadła na fotelu czując jak robi jej się słabo i zaczęła brać łapczywie oddech. Tego było zdecydowanie za wiele. Ciąża, Dawid, Erick. Jedną rękę wplątała we włosy a drugą zrzuciła szklankę wpadając w płacz z bezsilności.
-Jesteś w ciąży?- Zapytała Nikola, która słysząc ich krzyki pojawiała się w pokoju. Alicja skinęła i spuściła głowę. Nikola odepchnęła stopą potłuczone szkoło i kucnęła naprzeciwko niej przyciągając ją do uścisku. Rudowłosa wtuliła się i rozpłakała zagryzając wargę.
-Shh...Pomogę ci- Zapewniła gładząc ją po plecach. Alicja czuła się tak okropnie z faktem, że Nikola była dla niej taka dobra, a ona okazała się zwykłą suką.
-Nie rozumiem cię- Zaczęła ocierając oczy i wracając na swoje miejsce.- Przespałam się z twoim chłopakiem, w dodatku będę miała z nim dziecko, a ty jesteś dla mnie taka dobra.
-Oh przestań. Doskonale wiesz, ze ja i Dawid...Kocham go i on mnie też, ale bardziej jak siostrę, a nie kogoś z kim mógłby dzielić życie- Zajęła miejsce na łóżku i uśmiechnęła się lekko.
-On nie umie kochać- Sapnęła pod nosem Alicja.
-Mylisz się. Umie kochać i jak pokocha to całym sercem. Kto wie, może to to dziecko będzie tym szczęśliwcem- Zaśmiała się.- Nie mów nic Jasmmine, ani Erickowi. Taka rada- Alicja potrząsnęła energicznie głową.
-Idź się położyć. Musisz odpocząć. Sadzę, że stres na tak wczesnym etapie ciąży nie jest ci wskazany, jeśli chcesz donosić dziecko. Bo chcesz prawda?- Spojrzała na Alicje z lekka wymuszając na niej odpowiedź. Alicja wzruszyła ramionami, co nieco zdenerwowało Nikole.
-Masz szanse podjąć własną decyzje, ale nie usuwaj tego dziecka. Będziesz żałować- Warknęła w drzwiach. Alicja spojrzała pytająco, lecz ta nie odpowiedziała, tylko zmieniła temat.
-Idziesz?- Zapytała w progu,
-Chyba poczekam tutaj na niego- Usiadła z powrotem na fotelu i podkuiła nogi.
-Nie wróci szybko- Podsumowała.
-Nie martwisz się o niego? Bo ja znając go jakiś czas, wiem, że wplącze się pewnie w jakieś kłopoty.
-Cóż, taki jest Dawid, ale on musi to przemyśleć- Pocieszyła ją.- Wybacz, ale zostawię cię tu. Musze się przewietrzyć.- Alicja przytaknęła, a kiedy Nikola wyszła skierowała swój wzrok w okno i patrzyła się w nie przez dłuższy czas.

Proszę, niech ten idiota wróci cały i zdrowy- pomyślała.

sobota, 8 kwietnia 2017

Tydzień, który zmienił moje życie cz.6- Fioletowa Koszula Seksu [+18 ( ͡° ͜ʖ ͡°)]

Co zrobić, kiedy twoje życie i tak nie ma już sensu?
Napisz porno, bo czemu nie ¯\_(ツ)_/¯
Eh...tak
To jest dokładnie to co widzicie i nie będę się wypowiadać na ten temat ile miałam trudności.
Słyszeliście o tym ziomku, co pchał do rytmu? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
 Nie?
 Bardzo proszę, otóż ja was o tym informuje i czujcie mój ból, kiedy piszesz dokładnie  scenę, a w słuchawkach arabskie techno.
Wiem, że prawdopodobnie już nigdy nie posłuchacie normalnie muzyki, ale lubię niszczyć ludzią życie i jestem w tym bardzo dobra, prawda Anon?

Wracając...miłego raka ಠ_ಠ


To dziwne, ale Kakashi z dnia na dzień coraz bardziej oddalał od siebie myśli chęci mordu za to jaka podjął wtedy decyzję. Tak jakby pogodził się z tym, albo po prostu przywykł do jego głosu, który wypełniał ta pustkę w jego kawalerce, która dotychczas mu nie przeszkadzała. Był nauczony żyć samotnie i na własnych monotonnych zasadach, jednak mimo iż brunet nie wywrócił mu tego do góry nogami, to wszystko wydawało się tak jakby ciekawsze. Było to dla niego nowe wyzwanie, które (nie ważne na jakim poziomie było) zmusiło go przystosowania się do nowych warunków, które ostatnimi czasy jedynie mu sprzyjały. Mimo tych ciągłych docinek i ciętych słów wobec niego to poniekąd odczuwał małą iskierkę szczęścia, kiedy ten pojawiał się tuż obok niego w kuchni z wymalowanym na twarzy chytrym uśmieszkiem. Brzmi banalnie, co? Może trochę, ale z pewnością Kakashi nie chciał spierać się z prawdę, dlatego dość szybko pogodził się z faktem, że ich relacja wskoczyła na zupełnie inne tory. Nie miał nic przeciwko, bo kiedy byli razem w domu, można byłoby rzec, że było całkiem zabawnie.
Jednak dnia, kiedy to wszystko jakby się zmieniło. Ten nie subtelny pocałunek i kanapki, spowodowały, że poczuł się nieswojo, ale tylko dlatego, że to wszystko było przyjemne i za nic nie umiał tego zaprzestać.
Był w trakcie zapinania koszuli, kiedy do sypialni wparował mu zdenerwowany brunet. Nie ukrył swego poirytowania jego brakiem pukania. Obito początkowo był tym wszystkim nie wzruszony, dopóki wzrokiem nie zjechał po jego sylwetce.
-Sory- Wypaplał nieco zdenerwowany, co było dziwne w jego przypadku.
-Ta, o co chodzi?- Lekko się uspokoił, kiedy wszystkie guziki zostały zapięte, a on swobodnie mógł z nim rozmawiać nie ukazując swojego ciała.
-Bo wiesz, głupia sprawa, ale- Zaczął dość zdenerwowany, co zmusiło Hatake do uniesienia jednej brwi.- Nie sądzę, abym mógł iść w zwykłej podkoszulce- Kakashi westchnął ociężale i podszedł do szafy. Odchylał wieszak, aby chodź powierzchownie obejrzeć tkaninę. Z perspektywy bruneta musiało wyglądać to co najmniej dziwnie, ale on nie chciał mu dać byle jakiej koszuli. Tłumaczył to tym, że to w końcu urodziny Rin, a on powinien wyglądać jak człowiek, ale czy tak było naprawdę?
Chwycił w dłonie wieszak z fioletową koszulą i wręczył ja brunetowi.
-Ona jest- Zlustrował ją dokładnie wzrokiem, a następnie pomrugał kilkukrotnie- Fioletowa- Szepną
-No- Wepchnął mu materiał w dłonie, a swoje położył na biodrach- Będzie ci pasować. Ubierz ją.- Ponaglił go, jednak Uchiha nie śpieszył się za bardzo- Coś nie tak? Jeśli nie chcesz iść to po prostu pow...
-Nie, jest okej- Uśmiechnął się przebiegle i podszedł bliżej składając mu lekki pocałunek na policzku- Dziękuje, kochanie.
Minęło dobre kilka minut nim Kakashi zorientował się, że pozostał sam w sypialni. Odruchowo przyłożył palce do policzka przymrużając przy tym oczy, a palce nieco dociskając w miejsce, gdzie jeszcze przed chwila znajdywały się usta bruneta. Otrząsnął się jednak z letargu i dopinając ostatni guzik przy nadgarstku wyszedł z pokoju. W salonie nie zastał Uchihy, więc grzecznie klapnął na kanapie i chwycił za telefon. Bez konkretnego celu przeglądał ekran główny, a kiedy usłyszał za sobą głos chłopaka odetchnął z ulga i niedbale wsunął sprzęt w spodnie.
-Możemy wychodzić- Rzucił, obracając klucze w palcach. Jego głos wręcz nakazał Hatake na niego spojrzeć przez co mężczyzna zagryzł lekko czubek języka. Co jak co, ale za ten widok był w stanie oddać wiele, bo to jak atrakcyjnie prezentował się w śliwkowej koszuli w zestawieniu z czarnymi spodniami, było widokiem, którego Kakashi nie będzie mógł się pozbyć przez kilka następnych tygodni.
Z racji, że Kakashi nosił nieco mniejszy rozmiar podwinął rękawy do łokcia, a dolną część wpuścił w spodnie. Przylegający materiał wprowadził Kakashiego w niemały zachwyt, ale odczuł lekkie zawstydzenie tym bezwstydnym gapieniem się na niego, przez co gwałtownie odwrócił wzrok i nerwowo pokiwał głową, aby Obito wyszedł z mieszkania.

Stojąc przed drzwiami mieszkania Rin westchnął ociężale i kątem oka spojrzał na Obito, który podgwizdywał pod nosem. Mógł sobie na razie tylko wyobrażać te zaskoczone miny współpracowników, którzy zobaczą ich razem. Nie działo się to często, a jak już to tylko i wyłącznie w pracy.
Przycisnął dzwonek, który znajdował się tuz obok, dokładnie na wysokości jego wzroku i nieco zaciskając palce na paczce czekał, aż ktoś wpuści ich do środka. Wkrótce potem w drzwiach zawitała uśmiechnięta Rin i zaprosiła ich do mieszkania w międzyczasie spoglądając na Kakashiego pytająco, na co on tylko wzruszył ramionami. W środku nie było jakoś tłoczno. Sami dośc bliscy znajomi, z którymi Rin lubiła spędzać czas. Jednak Hatake był innego zdania, zważywszy na to, że połowa twarzy, które zlokalizował w salonie była mu zupełnie obca, a nawet jeśli to i tak nie był w stanie skojarzyć nie mówiąc już o ich imionach. Obito wręcz przeciwnie. Po tym całym uroczystym wręczeniu prezentu, przeprosił Kakashiego na chwilę szepcząc mu coś do ucha i oddalił się do grupki znajomych, która na jego widok wydała się nieco bardziej uśmiechnąć. Z jednej strony, Kakashiemu było to trochę na rękę. Trzymając się z Uchiha na dystans miał większe szanse, aby ich „zakład” nie ujrzał światła dziennego, lecz z drugiej...Kiedy stał sobie spokojnie popijając piwo poczył jak ktoś ściska go za przedramię.
-Cieszę się, że wpadłeś.- Uśmiechnęła się szeroko kobieta- No i za prezent również.
-Nie ma za co- Uśmiechnął się blado. Jednak znał Rin zbyt dobrze, aby nie być świadomym do czego tak naprawdę zmierza ta rozmowa.
-Nie wiedziałam, że ty i Obito- Urwała na chwilę, jakby układając w głowie jakikolwiek sens jej wypowiedzi- No wiesz, przyjaźnicie się?- Sam nie wiedział co ma jej dokładnie odpowiedzieć, więc upijając dość sporego łyka zaczął grac na zwłokę. Bo co? Miał przyznać się do tego, że jego ego nie potrafiło ustąpić i tak o to wylądował w jakiejś grze, a może po prostu miał jej powiedzieć, że Uchiha cholernie go kreci i szczerze, to tylko czekał na o, aby pojawił się obok i ponowił ten niewinny flirt.
-To dość...Dziwne, ale można powiedzieć, że chwilowo jesteśmy kolegami- Wyplątał się, chodź natarczywy wzrok koleżanki nie dawał mu spokoju.
-Ahaaa- Mruknęla przeciągle, kiedy obracała w ustach słomkę. Jej wzrok jakby automatycznie uciekł nieco wyżej, więc Hatake również zerknął w tamtym kierunku napotykając lubieżny uśmiech swojego kompana.
-Ahh, tak?- Zapytał zaciskając palce na jego ramieniu. Nie był to mocny gest, jednak na tyle wyczuwalny, aby Kakashi się spiął. Nici z jego ukrywania i potajemnego trzymaniu dystans między nimi, bo wystarczyło jedne stracenie go z pola widzenia i wszystko miało się wydać.- Miło wiedzieć, że jesteśmy kolegami Kashi- Skubnął lekko jego małżowinę i złożył bardzo subtelny, wręcz niewyczuwalny pocałunek tuz pod uchem. Kakashi intensywnie obserwował przyjaciółkę, która albo tego nie zauważyła, lub po prostu chciała to zignorować.
-Pójdę sprawdzić przekąski- Poinformowała ich i zniknęła za ścianą kuchni. Siwowłosy pokręcił głową w zrezygnowaniu i spojrzał na Uchihe.
-Musiałeś?- Zapytał z wyrzutem.
-Kochanie, chyba mam prawo okazywać ci trochę uczuć- Przysunął się nieco bliżej, przez co dokładnie widział, jak twarz Kakashiego przybrała na barwie. Bardziej ze złości, niż z zawstydzenia.
-Taa- Sapnął niechętnie i odszedł od stolika wymykając się z niezręcznej rozmowy.


-My się będziemy już zbierać- Założył kurtkę i wzrokiem odszukał bruneta, który w dalszym ciągu żegnał się z kumplami.
-Jeszcze raz dzięki za pamięć- Musnęła lekko policzek Kakashiego na pożegnanie, a Obito obdarowała szczerym uśmiechem.
-Do zobaczenia, Rin- Pomachał jej na odchodne i wraz z siwowłosym udał się w kierunku metra.

Wieczorem pogoda zmieniała się na dniach dość radykalnie. Teraz było mroźno, przez co palce Hatak odmówiły współpracy, kiedy próbował trafić w dziurkę od klucza. Nie mógł wycelować, lecz czyjaś, ręka (dokładnie wiadomo kogo ) musnęła jego dłoń i za sprawą kilku sekund drzwi do jego kawalerki były otwarte. Wszedł pierwszy zapalając światło.
-Hamowałem się cały wieczór- Zaczął kiedy rzucał wierzchnie nakrycie na ziemię- Nie chciałem zbytnio robić ci problemów, ale teraz...- Podszedł bliżej, zdecydowanie zbyt blisko, jak uznał Kakashi. Siwowłosy złapał go za barki, kiedy ten przywarł do jego klatki piersiowej.- Gra toczy się dalej- Warknął gardłowo i lekko pchnął go na ścianę, która stała tuż za nim. Hatake westchnął ciężko nie odrywając wzroku od oczu bruneta, którego źrenice wyraźnie się powiększyły. Przyciągnął go, łapiąc za tył głowy, jednak nie pocałował go od razu. Napawał się widokiem jego ust, które wydawały się takie miękkie i delikatne. Słyszał jego przyspieszony oddech i czuł go na swoich policzkach. Tylko wyobrażał sobie jak szybko musiało bić jego serce, kiedy zahaczył kciukiem o dolną wargę.
Pocałował go wlewając w to wszelakie uczucia, które krążyły w nim od kilu dni. Dokładnie od momentu, kiedy jego wzrok został obdarzony dawka pięknie wyeksponowanych górnych partii ciała, kiedy to niestosownie wparował mu do łazienki. Nie mógł odpędzić od siebie wyobrażenia, jak bardzo chciałby naznaczyć ten przeklęty tors, który tak często skrywał pod materiałami koszuli (w przeciwieństwie do niego).
Był to gorący pocałunek, bez żadnych pohamowań, na, które on po prostu nie chciał tracić czasu. Brunet szarpnął za kurtkę kierując ją w dół po ramionach Kakashiego pozwalając jej swobodnie upaść na ziemię. Odsunął się nieco zostawiając dolną wargę w zacisku swoich zębów na co usłyszał tylko stłumione syknięcie.
-Przyznam się- Wyswobodził jego usta. Odruchowo Kakashi zassał ugryzione miejsce, które nieco pulsowało przez chwile, jednak nie przerwał intensywnego wpatrywania się w mężczyznę- Myślałem o tym już od jakiegoś czasu- Szybki, intensywny pocałunek w zagłębieniu szyi zmusił Hatake, aby odchylił głowę w bok. Czuł gorący język, który otaczał kawałek jego skóry. Był tak ciepły, tak przeraźliwie podniecający, że po ciele przeszedł go dreszcz, a dłonie, które wciąż spoczywały na barkach Obito zacisnęły się. Uchiha ujął jego nadgarstki i mało delikatnie jedną ręka skrepował je tuz nad głową Kakashiego. Wyciągnął je do góry na tyle mocno, aby Hatake w zupełności był zdany na jego ruchy.
-Wybacz mi- Wymruczał tuz przy jego ustach, które zajął po chwili mocnym pocałunkiem. Wolną ręką przebiegł po policzku, do szyi, aż w końcu zatrzymał się przy guzikach koszuli i zahaczając palcami o linie guzików zjechał w dół. Po mieszkaniu rozległ się odgłos upadającego, drobnego plastiku i ich mieszających się oddechów.
-Nie masz zamiaru robić tego tutaj, prawda?-Wydusił w końcu Kakashi, kiedy Obito zajął się okupywaniem jego obojczyków. Wyczuł jak Obito uśmiechnął się.
-A czemu nie?-Zapytał kpiąco. Hatake jednak miał inne zamiary. Obito poluzował uścisk, prawdopodobnie niekoniecznie to kontrolując, na co Kakashi wyswobodził swoje dłonie i uniósł głowę bruneta. Pocałował go powoli i gorąco wplątując w to swój język. Obito zamruczał,kiedy Kakshi skierował ich w kierunku sypialni. W drodze jego ciało dotknęło kanapy oraz stolik prawdopodobnie zrzucając coś, jednak oboje nie zaprzątali sobie tym głowy.
Brunet wiedział do czego zmierzali. Miał on jednak nieco inne plany, niż romantyczny seks na miękkim materacu.
-Jeśli wolisz tę ścianę, to proszę- Zaśmiał się i obrócił mężczyznę tak, że ponownie został przytwierdzony do zimnej powierzchni. Kakashi tylko przytaknął i odruchowo odchylił głowę, kiedy zgrabny język przesunął się po jego sutku. Sam pozbył się tego zbędnego materiału, który tylko ogrzewał niepotrzebnie jego ciało. Samo wystarczająco wręcz wrzało od tej sytuacji.
Mało przemyślanie zaczął odpinać guzik za guzikiem śliwkowej koszuli, co w tym momencie zajmowało cholernie dużo czasu. Poszedł w ślady bruneta. Co prawda zrobił to nieco ślamazarnie, ale pozbawił Obito górnej części ubrania.
Nie chciał przerywać. Chciał więcej i więcej. To uczucie. Ten dotyk był na tyle uzależniający, że jak najszybciej pozbył się spodni wraz z bielizną i kopnął je w w głąb pokoju. Katem oka widział szelmowski uśmiech Obito, który również stal już nagi. Przywarł do niego badając dłońmi każdy skrawek jego ciała. Dotykał palcami sutki i zjeżdżał niżej. Kakashi tylko sapał i zaciskał dłonie, to na plecach, to na karku Obito.
Kolana zaczęły mu drżeć, kiedy brunet musnął wrażliwe partie jego ciała. Nieco osunął się po ścianie, która wydała się lodowata w porównaniu do jego rozgrzanych pleców. Brunet przerwał na chwile i chwytając go za biodra nakazał usiąść na panelach. Szarpnął za poduszkę, które Kakashi przed snem zawsze układał pod ścianą, aby następnego ranka ułożyć je na łóżku i wsunął mu pod plecy. Dłonie ułożył pod jego udami, aby przesunąć go nieco niżej i znów się nad nim pochylił. Tym razem dłonią wędrował do góry odnajdując jego usta i przybliżając mu palce do ust.
-Śmiało- Zachęcił go. Hatake niepewnie rozchylił warki i językiem zaczął zataczać koła. W międzyczasie Obito usadowił się wygodnie, a kiedy mógł już zatopić palce w jego wnętrzu zrobił to. Powoli wykonywał ruchy dłonią i bacznie obserwował reakcję mężczyzn. Podziwiał jego napinającą się klatkę i szkarłatne policzki.
Czuł zaciskające się mięśnie na swoich palcach od zbyt mocnego ruchu.
-Przepraszam...-Wychrypiał, kiedy Kakashi zaklął cicho. Pokiwał głową i spojrzał na niego błagalnym wzrokiem. Uchiha jednym zgrabnym ruchem wsunął rękę pod jego plecy i obracając się tak, aby to on teraz był podparty zimną powierzchnia usadził sobie mężczyznę na udach.
-Rozluźnij się, spokojnie- Nakierował jego biodra i powoli zanurzał się w jego wnętrzu. Kakashi podpierał się na jego barkach i jęknął dość głośno, kiedy wsunął się głębiej.
Czuł to. Nie ukrywał, że odczuwał ból. Ale podniecenie pokrywał się z tym odczuciem i wywołało fale dziwnych i nigdy nie spotykanych przez Hatake wrażeń.
Kurczowo trzymał jego biodra i powoli opuszczał go w dół. Nie przestawał jednak odwracać jego uwagi od dyskomfortu mokrymi pocałunkami, które składał na jego szyi.
Hatake nieco znieruchomiał, kiedy dotknął pośladkami ud mężczyzny i odczuwał go po całej długości w środku.
Obito zaprzestał na chwile czemukolwiek i z przymrużonym wzrokiem lustrował Hatake, a dłonią jeździł po plecach, zaś drugą zacisnął jego pośladkach.
Hatake skinął głową. Brunet chwycił go za podbródek i pocałował, a jego biodra powoli zaczął unosić do góry i znów opuszczać. Dotykał jego rozgrzanego ciała i w każdy możliwy sposób chciał aby jego dyskomfort był odczuwalny w najmniejszym stopniu. Jednak Kakashi nie zwracał już uwagi na to piekące uczucie. Był zbyt pochłonięty podnieceniem, które opanowało jego ciało. Nie powstrzymywał jęków, które wydobywał się z jego ust niekontrolowanie.
Obito czuł narastająca rozkosz kiedy wykonywał każde kolejne pchnięcie. Chciał więcej i szybciej to osiągnąć, ale z tyłu głowy wciąż miał Kakashiego. Nie był na tyle egoistą, aby szczytować kosztem jego bólu.
Wolną ręką zaczął go stymulować. Z ust Hatake wydobył się dosyć głośmy przeciągły jęk. Wystarczyło kilka ruchów, aby zakończyć ta całą erotyczna rozgrywkę. Odruchowo podparł się ręką o ścianę, kiedy dochodził, a Obito dopuścił się ostrzejszych ruchów, aby nie przedłużać i nie przemęczać siwowłosego.
Delikatnie podniósł go, aby opuścić jego wnętrze i ponownie posadził go na swoich udach. Hatake oddychał szybko i przymknął oczy.
-Musze wziąć prysznic-Zakomunikował. Kakashi wydusił ciche „Myhm” i jedyne co zrobił to wręcz spadł z jego nóg i oparł się o ścianę.
Brunet sprawnie podniósł się z ziemi i zniknął za drzwiami pozostawiając Kakashiego, aby spokojnie mógł dojść do siebie.
Chłopak oparł łokcie o swoje kolana i dłonie wplótł we włosy.
Dopiero teraz dotarło do niego co przed chwilą miało miejsce. Był zbyt zmęczony, aby ukazać to, że po raz pierwszy nie żałował czegoś, na co zgodził się zupełnie spontanicznie. Była to jedna z lepszych decyzji.
Zebrał się do kupy i podniósł. Odszukał swój szlafrok i owinął się nim. Nie palił światła po prostu usiadł na krawędzi łóżka i wpatrywał się wyczekująco na drzwi. Odczuwał mały niedosyt. Mimo, że w pewien sposób był zaspokojony, to chciał uraczyć się jeszcze chodź chwile jego widokiem. Myślał o tym rozluźnionym ciele i zapewne czerwonej twarzy, na której widnieje prawdopodobnie chytry uśmiech.
Jak na zawołanie drzwi otworzyły się a do zaciemnionego pokoju wszedł Uchiha ubrany jedynie w bokserki. Zmierzwione włosy, które wciąż były mokre niedbale opadały mu na czoło.
Podszedł do Kakashiego, który jakby wyczekując siedział grzecznie i nie odrywał wzroku od boskiej postaci. Obito stanął między jego nogami i dłonią nakierował jego twarz do góry. Tak jak wyobrażał sobie Hatake, na jego ustach tkwił ten szelmowski uśmiech, na którego widok jego ciało jakby lekko drgnęło. Schylił się znacznie i pocałował go, tyle że tym razem szybko i brutalnie. Potem skierował się do łóżka.
-Czuję się zobowiązany, aby towarzyszyć ci również podczas snu- Wychrypiał dość uwodzicielsko. Hatake jedynie kiwnął głową.
-Teraz moje kolei.-Mruknął i skierował się do łazienki.


niedziela, 2 kwietnia 2017

A wszystko zaczęło się od swetra... - Część Druga [Destiel]

Standardowo dodaje coś/nic przed północą tylko po to żeby mi się zaliczyło jako tydzień. Tak sobie myślę, że to trochę nie fair, ale co mi tam i tak nikt nie sprawdza. XD
Ten wieczór jest inny.
Dean jest zazwyczaj zmęczony po dniach polowań lub szlajania się po barach w poszukiwaniu jakiegoś zarobku i zamiast, jak Castiel uważał, ostrego seksu, Dean cieszył się zwykłym leniwym leżeniem na łóżku czy kanapie i możliwością trzymania Castiela w swoich ramionach, pokazując środkowy palec Samowi, kiedy wspominał mu jak bardzo jest tandetny.
Sam z kolei uśmiechał się szeroko za każdym razem, gdy Dean akurat nie patrzył, ciesząc się szczęściem swojego starszego brata. Kiedy Castiel zapytał dlaczego mu tego po prostu nie powie, Sam odpowiadał „reguła rodzeństwa”, więc Castiel nie pytał więcej, bo mimo iż miał i braci i siostry, ludzie wydawali mu się o wiele bliższą rodziną niż jego kiedykolwiek by była.
Ale tym razem oczy Dean'a podążają za nim cały wieczór i są ciemne od pożądania, i czegoś co wygląda na skrywaną drapieżność.
Tym razem Dean nie usiadł na kanapie z Sam'em, ani nie kręci się w kuchni w poszukiwaniu nowych porcji alkoholu.
Nie.
Tego wieczora, gdy tylko promienie zachodzącego Słońca wkradają się przez okna i robi się coraz ciemniej, Dean odnajduje go w pustym korytarzu na drugim piętrze, gdy Castiel akurat zamierza zejść do małego saloniku i całuje go z taką pasją, że kręci mu się w głowie, przyciskając jego ciało do ściany z cichym, pustym huknięciem, które wydaje się rozchodzić po ciszy domu. 
Dean oderwał się od Castiela, chociaż jego ręce dalej mocno wpinały się po obu stronach jego głowy, z lekko zaczerwienionymi policzkami i nieznośnie zielonymi oczami, w których Castiel zdążył zakochać się lata temu, teraz wydającymi się błyszczeć w ciemności, ostatnie pomarańczowe promienie światła oświetlały mocniej jedną część jego twarzy, nadając jej dziki, zwierzęcy wyraz.

Castiel oblizał spierzchnięte wargi, nie mogąc się zdecydować czy powinien patrzeć na lekko rozwarte usta Dean'a, czy na jego oczy, zamiast tego starszy Winchester wydawał się podjąć decyzję za niego, stalowym uściskiem łapiąc jego ramię i jednym sprawnym ruchem oderwał go od ściany, ciągnąc w stronę ich sypialni, ani na chwilę nie oglądając się za siebie.