Ej, patrzcie, to opko żyje! O:
... Niespodzianka..? ;_;
Bardzo przepraszamy za tą śmierć... Ale dalej trwa. ;-;
Opracowałyśmy skuteczny sposób pisania tego opowiadania, którego wcześniej nie znałyśmy, akurat prawie gdy miałyśmy je porzucić... Dalej mamy plany na daaaleeeką przyszłość, a nic z teraźniejszości... Ale walczymy dalej!
Z mojego konta, bo gdzieś zgubiłam konto Alex, a jest już prawie północ, także. ;-;
Postaramy się bardziej!
Zapraszam do odnowienia swojej wiedzy o tym relikcie, oczywiście wszystko można znaleźć w zakładkach. ;-;
Standardowo, dokończę jutro, bo już śpię i nic dobrego z tego wyjść nie może... Poza tym, wstawanie przed południem nie jest dla mnie. ;-;
Okej, rozdział jest skończony i ma pięć stron, ale pod koniec coś mi nie pasuje... No nic, niech sobie egzystuje. ;-;
Zapraszam do komentowania!
Standardowo, dokończę jutro, bo już śpię i nic dobrego z tego wyjść nie może... Poza tym, wstawanie przed południem nie jest dla mnie. ;-;
Okej, rozdział jest skończony i ma pięć stron, ale pod koniec coś mi nie pasuje... No nic, niech sobie egzystuje. ;-;
Zapraszam do komentowania!
***
Obito po małym występie przed
Kakashim cały dzień był skoczny i nadzwyczaj energiczny. Na wf'ie
jeszcze zdążył z cztery razy przywalić Yahiko piłką zanim
wypuścili ich do domu. Oczywiście, że mógł poradzić sobie z
sytuacją lepiej, dojrzalej, ale przynajmniej dał sobie radę bez
kłótni i zbędnego unikania.
A, no i jego skromnym zdaniem twarzy
Yahiko i tak już nic by nie pomogło.
Dlatego wracał do domu z niemałym
bananem na twarzy i wybujałymi planami na przyszłość w głowie.
Może i były z deczka nierealne, a ślub w Vegas z ułożonym
Kakashim po 'dokładnym' przemyśleniu nie wydawał się nawet dobrym
pomysłem, ale co tam, wyobraźnia służyła do takich rzeczy. Poza
tym, co innego mógł robić idąc na przystanek?
- Debilu!
O wilku mowa, pomyślał Obito,
mentalnie przewracając oczami i wspaniałomyślnie udając, że
wcale nie słyszał i nie widział energicznie machającego w jego
stronę rudego przyjaciela. Może i Obito traktował go często jak
podnóżek, ale lubił być hipokrytą. Coś mu się od życia
należało, a wiecznie głupkowato uśmiechnięta twarz Yahiko, zaraz
po tej Naruto, idealnie nadawała się do delikatnego wyśmiania. Tak
po przyjacielsku.
- Obito! - Tym razem nie mógł
powstrzymać delikatnego, zdradzieckiego skrzywienia na usłyszenie
swojego imienia wykrzyczanego z gracją atakującego pterodaktyla. Na
prawdę, mimo mutacji Yahiko miał w sobie to coś.
- Wiem, że mnie widzisz. Nie udawaj że
się spieszysz, bucu. - Tym razem rudy przybrał głębszy, bardziej
poważny ton głosu i Obito wiedział, że nie opłaca się go już
dłużej drażnić. To znaczy, opłacało się, ale zazwyczaj Yahiko
bez powodu nie zdzierał sobie gardła na dworcu, co oznaczało, że
tym razem pewnie czegoś od niego chciał. Co za żywot.
- Nie udaję. Niektórzy mają
obowiązki. - Samemu udawał zupełną powagę, podchodząc do
przystanku na którym aktualnie stał Ame i Obito zdążył się
zastanowić co on też w ogóle robi przy metrze, zanim tamten nie
parsknął mu śmiechem prosto w twarz.
- A na przykład ty do nich nie
należysz.
Cóż, i dlatego Yahiko był jego
przyjacielem.
W odpowiedzi tylko się wyszczerzył,
bo to nie do końca była prawda, ale w zasadzie nie było się o co
kłócić. W porównaniu do gościa, który był sierotą do
jedenastego roku życia, jego dotychczasowe dokonania faktycznie
mogły wydawać się znikome.
- To co ja tu robię? - Zapytał w
zamian, oburącz wskazując na ziemię na której stał. I podejrzany
uśmieszek który otrzymał w odpowiedzi nie podobał mu się na
tyle, że na wszelki wypadek odsunął się o krok do tyłu.
- Zgadnij na kogo czekam.
- Nie wiem, wsparcie mentalne?
- Pudło! - Dobra, musiał przyznać że
entuzjazm Yahiko był troszeczkę zaraźliwy. Nie był pewien
jednak czy miał się z czego cieszyć, bo doskonale wiedział z
czyjego przyjazdu jego przyjaciel cieszyłby się najbardziej.
Konan.
Sympatyczna dziewczyna...
… Która nienawidziła go z całego
serca.
I miała swoje powody, bo Obito nie
zawsze i nie dla wszystkich był tak przyjacielski. A jeśli miał
być ze sobą szczery, rok, może niecały, temu był niezłym
skurwielem. Po prostu. Nie dało się nazwać tego inaczej. A
Konan była inteligentna i pamiętliwa i po pamiętliwej wiosennej
burzy nie chciała mieć z nim nic wspólnego. I nic dziwnego, Obito
sam nie chciał do tego wracać.
Więc Obito zdecydował się milczeć,
krzyżując ramiona na piersi, dobrze wiedząc że podekscytowany
Yahiko i tak łatwo da mu odpowiedź. A jeśli faktycznie miała się
nią okazać Konan to, cóż... Obito był mistrzem wymówek, nawet
jeśli Kakashi za każdym razem mówił mu, że prawda jest zupełnie
przeciwna.
- Rin!
- Rin. - Powtórzył praktycznie
bezdźwięcznie, prawie nie dowierzając. Bo mimo dosyć burzliwego
zakończenia ich związku nieco ponad rok temu, pozostali
przyjaciółmi, a Rin była, cóż... Po prostu cudowną
przyjaciółką. Cudowną osobą.
Mimo to mieszkała kawał drogi od nich
obojga i w większości czasu, po własnej szkole, zajmowała się
pomaganiem rodzicom w utrzymywaniu przychodni, nawet jeśli na razie
nie mogła wykonywać żadnej pracy. Rin marzyła żeby być lekarzem
i Obito nie miał zamiaru stawać jej na drodze, nawet jeśli
oznaczało to naprawdę rzadkie spotkania. To przecież nie tak, że
przestaną się ze sobą przyjaźnić, mimo tego że znają się od
piaskownicy, tylko dlatego, bo wchodzą w dorosłość i mają swoje
pragnienia.
- Czemu nie zadzwoniła? - Zapytał
sceptycznie, czując że jego wyśmienity humor nieco spada. Czyżby
Rin preferowała teraz Yahiko, po tym jak Obito ostatnio
niespecjalnie próbował się z nią kontaktować?
- Nie chciała zawracać ci głowy,
tylko przejeżdża. Poprosiła mnie o pokazanie jej paru miejsc o
których ty nie masz zielonego pojęcia, i mamy na to mniej niż dwie
godziny, więc pewnie chciała się pospieszyć.
Pytanie „Niby jakie miejsca znasz
lepiej ode mnie?” bo w zasadzie nie spodziewał się, że będzie
ich więcej niż jedno – dom dziecka w którym Yahiko się wychował
– odrzucił po chwili zastanowienia, bo coś w jego umyśle
kliknęło w odpowiedni sposób i mniej więcej mógł się domyślić
całego biegu wydarzeń... Zamiast tego więc postanowił potwierdzić
swoją teorię;
- To znaczy poprosiła Konan i Nagato,
a ty się napatoczyłeś? - Głęboki rumieniec jaki oblał twarz,
uszy i szyję Yahiko musiał być wystarczającą odpowiedzią, bo
ten od razu się naburmuszył i odmówił współpracy. No cóż, był
dość przewidywalny. I to by tłumaczyło dlaczego Rin nie chciała
Obito na miejscu.
- I tak nie mogli jej odebrać...
- Jasne. - Uciął Obito, udając że
Yahiko w tym wypadku nie wypadł jako piąte koło u wozu. Za dużo
wysiłku zadałoby im obu przekonanie się nawzajem że wcale tak nie
było. - To kiedy tu będzie? - Zapytał Obito, nerwowo przystając z
nogi na nogę. Co prawda chciał przywitać się z wesołą sarniooką
istotką, ale Konan dotarcie na miejsce zajęłoby mniej niż
godzinę, a on nie miał ochoty na metaforyczny kubeł zimnej wody.
- Właściwie to już. - I jakby na
zawołanie na stacji zatrzymało się metro, a którego o dziwo nie
wysiadło zbyt dużo ludzi, ale jedną z nich niewątpliwie była
sama Rin, z różowo-białą torbą z kokardą przewieszoną przez
ramię. Niemal natychmiast ich zauważyła i z ekscytacją ni to
podbiegła, ni to podeszła w ich stronę.
Mimo upływu lat, częścią jej uroku
było to, że ciągle potrafiła zachowywać się jak dziecko,
jednocześnie zachowując odpowiedzialność i myślenie starszej
siostry. Na prawdę trudno było jej nie uwielbiać.
Obito, w przeciwieństwie do zawzięcie
machającego Yahiko, nie wykonał żadnego ruchu, z wyjątkiem
wyciągnięcia rąk z kieszeni spodni. Doskonale wiedział, że
następnym co zrobi jego przyjaciółka w zbyt dużej ekscytacji,
będzie dosłowne rzucenie mu się na szyję.
I dokładnie to zrobiła, a Obito będąc
gotowym na impakt, nawet delikatnie uniósł ją do góry. Z jego
budową, podniesienie raptem pięćdziesięciu kilo nie było zbytnim
wyzwaniem.
Kiedy jej stopy bezpiecznie wylądowały
na ziemi, tylko grzecznościowo kiwnęła głową w stronę Yahiko,
który wydawał się być tym faktem jednocześnie dziwnie pogodzony
jak i najbardziej urażoną osobą na ziemi.
- Długo się nie widzieliśmy. - Rin
uśmiechnęła się promiennie, a Obito został o tym nieco zbyt
brutalnie przypomniany gdy spojrzał na jej włosy. Kiedy ostatnio
się widzieli rozpuszczała je swobodnie na swoje plecy i sięgały
prawie do łopatek, teraz jednak sama luźno związana kitka
bez problemu je zakrywała. W dodatku teraz Obito mógł zauważyć
delikatnie podkreślone oczy i błyszczyk na ustach dziewczyny, mimo
że Rin nigdy się nie malowała, powtarzając i sobie i jemu że
musi być bardziej dojrzała, żeby tak dojrzale wyglądać...
Widocznie teraz, pod jego nieobecność, osiągnęła jeden z jej
wielu ambitnych celów.
Tymczasem Obito, który w tej chwili
nawet romantycznie mierzył zdecydowanie wyżej niż powinien
nastolatek w jego wieku, czuł że nie zmieni się wcale. To było
jak swędzenie tuż pod skórą, którego zwyczajnie nie mógł
podrapać. Uczucie, że nawet jeśli krok po kroku udaje się w
stronę dorosłości, to robi to zdecydowanie za wolno, że Kakashi
dalej traktuje go jak dziecko.
- Co się stało, Obito? - Zapytała
Rin, głosem pełnym typowego dla niej zmartwienia, nieco wchodząc w
jego przestrzeń osobistą bo spoglądając mu w oczy co prawda z
dołu, ale odległości nie większej niż dziesięć centymetrów.
Wyraźna oznaka, że nie powinien tyle
myśleć.
- Co, zakochałeś się? - Yahiko
wyraźnie zakpił, ale wzrok Obito automatycznie, zdecydowanie zbyt
szybko skierował się w jego stronę.
- Tak. - Przyznał z miną zbitego psa,
podchodząc do Yahiko, tym razem zakłócając jego przestrzeń
osobistą, jednak zamiast odsunąć się przy tym jak ciało rudego
wyraźnie przechyliło się do tyłu, próbując podziałać między
nimi nieco więcej przestrzeni, mocno złapał go za szczękę,
unieruchamiając ją na miejscu. - W tobie. - Mruknął tonem, który
dotychczas słyszał jedynie w anime shojo, gdy akurat leciało w
telewizji... Szczerze nie podejrzewał siebie nawet o wydobycie z
siebie czegoś takiego. A jednak.
Całe ciało Yahiko runęło do tyłu w
momencie w którym usta Obito znajdywały się już dobre milimetry
od jego, a on upadł prosto na tyłek z mało męskim dźwiękiem,
który Obito pasował jedynie właśnie do gatunku shojo, co nagle
wydawało mu się wyjątkowo zabawne. Wyszczerzył się szeroko,
podczas gdy Yahiko zasłonił twarz ramieniem i najwyraźniej nie
miał zamiaru wstać. Obok niego Rin usilnie próbowała powstrzymać
chichot.
- Masz jeszcze jakieś inne głupie
pyta... Nia? - Zająknął się chwilowo bo nie uwierzył własnym
oczom...
Przed nim, jakieś siedem metrów przed
nim, właśnie przeszedł sam Kakashi Hatake, wyglądając na jak
zwykle pogrążonego w swoich myślach.
I Obito nie mógł powstrzymać
rumieńca wkradającego mu się na twarz, bo gdyby, albo zgrozo, o
ile, zauważyłby wybryk który odwalił właśnie Obito i wziąłby
go na poważnie to... Cóż, Obito mógłby sobie tylko marzyć o
dalszych, lepszych niż dobrych, relacjach z nauczycielem.
Nie zważając na zdziwione spojrzenia
swoich przyjaciół, szybko ruszył za nim bo miał zamiar dowiedzieć
się tego tu i teraz zamiast czekać na kolejną konfrontację.
Wyprzedził Kakashiego, stając wprost
na jego drodze, powodując że niemal na niego wpadł. Szczerze, nie
żeby Obito miał coś przeciwko.
- Dzień dobry. - Samemu przywiał się
wesoło, wzrokiem szybko lustrując sylwetkę Kakashiego. Dwa górne
guziki jego białej koszuli były rozpięte, ukazując mu mleczną
skórę i dobrze zarysowany obojczyk. - Panie Hatake.
- Och, dzień dobry Obito. Wybacz,
że... - Reszta zdania odpłynęła w przyjemnym szumie jego głosu i
Obito nie jest pewien czy to wina hałasu, jego braku skupienia czy
tej przeklętej koszuli.
Bo mimo że starał się być bardziej
dyskretny niż typowy napaleniec, miał wrażenie, że wyglądał
jakby oczami chciał wypalić w nim dziury. Palce aż swędziały go
żeby rozpiąć mu następny guziczek... I następny... I następny...
Aż do samego końca, kiedy mógłby wreszcie poczuć, skóra na
skórze, twarde mięśnie, oznaczyć tą kremową skórę...
- … Powrócić do rozmowy.
Obito, po raz kolejny tego dnia poczuł,
że się czerwieni. Miał przestać robić z siebie idiotę, nie
jeszcze bardziej objawiać się jak nastolatek ze zbyt wysokim
libido.
Wsadził ręce w kieszenie żeby
przestały go tak świerzbić i zmusił swój wzrok do pozostania na
oczach jego nauczyciela. Co
prawda zazwyczaj nie było to specjalnie trudne ale tym razem... Cóż,
Obito może i był nastolatkiem ze zbyt wysokim libido. Ale
przynajmniej się starał.
- Mógłby pan powtórzyć tą ostatnią
część?
Nieusłuchane oczy znowu na chwilę
ześlizgnęły się niżej... Ale Obito zmusił je do pozostania na
miejscu. Kakashi zresztą wyglądał na nieco wybudzonego z letargu,
bo zmarszczył brwi, a jego wzrok natychmiast zaostrzył się, stając
się coraz bardziej uważnym.
- Jeśli chcesz kontynuować naszą
rozmowę, to jutro po waszych ostatnich lekcjach jestem wolny. -
Powtórzył, wolniej, nieco ostrożniej, a Obito uśmiechnął się
pokrzepiająco. Przy odrobinie szczęścia Kakashi zwali to na karb
ostrzejszej lekcji wf'u niżby faktycznej nieumiejętności Obito do
pozostania skupionym.
- Tak... Tak Pasuje mi. Bardzo
dziękuję. - Stali przez chwilę przed sobą, patrząc się przed
siebie, chociaż nie do końca na siebie, zanim Obito załapał, że
dalej stoi na drodze Hatake i mówiąc szybkie „do jutra”,
odsunął się na bok, w odpowiedzi słysząc bardziej formalne „do
widzenia”. Nie ruszył się z miejsca jeszcze przez dobrą minutę,
patrząc jak sylwetka Kakashiego powoli się oddala, z dozą
rozczarowania zauważając, że i koszula i spodnie były nieco za
luźne, nie pozwalając mu przyjrzeć się dokładnie.
Potem jakby nigdy
nic wrócił do nieco zaskoczonej Rin i blado-zielono wyglądającego
Yahiko.
- Yahiko trafił,
prawda? - Zapytała dziewczyna, zaskakująco delikatnie, jej głos
wypełniony był zrozumieniem. Oczywiście, że rozumiała. Zawsze
wspierała i namawiała Obito do większej otwartości w swoim
biseksualiźmie. Tyle, że jej zrozumienie miało swoje granice i
pewnie gdyby tylko wiedziała, że...
- To nasz
nauczyciel. - Wymamrotał Yahiko przez zaciśnięte gardło, a wzrok
Rin natychmiast przeskoczył na niego, szukając jakiegoś znaku, że
sobie żartuje. Jednak gdy i nagle bardziej ponury Obito i zszokowany
Ame dalej zachowywali zupełną powagę, wykrztusiła słabe „co?”...
Obito nigdy nie był
dzieckiem urodzonym w czepku. Wprost przeciwnie, jeśli coś mogło
się spieprzyć to mógł mieć niemal stu procentową pewność, że
tak się stanie...
I chyba za te
wszystkie lata pecha, los się do niego uśmiechnął i w momencie
gdy Rin zaczęła wszystko układać sobie w głowie, gdy już miała
zadawać pytania...
Przyjechało jego
metro.
Obito odwrócił
się na pięcie puścił się sprintem w stronę otwieranych drzwi,
nie zwracając uwagi na niepewne nawoływania Rin, gestykulując
przed siebie, mając nadzieję, że zrozumieją, krzycząc przez
ramię „Później!”.
W ostatnim momencie
wskoczył do środka, wzbudzając wokół siebie małe
zainteresowanie, jakaś staruszka zaczęła głośno komentować
„kulturę dzisiejszej młodzieży”, ale on totalnie to
zignorował, udając że wcale nie zerka się Rin i Yahiko dalej
stojących na platformie, patrzących na niego z takim
zainteresowaniem jakby był wymarłym gatunkiem.
Westchnął,
sięgając do kieszeni, w której już zawzięcie wibrował jego
telefon. Smsy od Rin dochodziły niemal z prędkością światła i
przejechał wzrokiem tylko po paru z nich.
„To prawda?!”
„Obito!!”
„Dlaczego nic mi nie
powiedziałeś?!!”
Cóż, będzie miał
sporo do tłumaczenia. Zwłaszcza że jego pognanie jak poparzonym w
drugą stronę na same wspomnienie o poruszeniu tego tematu było
bardzo wymowne, a śpieszenie się do domu nie było żadną wymówką.
Nie z tymi ludźmi.
Parę razy
przymierzał się do odpisania, w końcu decydując się na „Później.
Pogadamy jak będziesz miała czas.”, po czym włożył do uszu
słuchawki, włączając muzykę, sporadycznie odpisując na kolejne
smsy – plany Rin na terminy spotkania.
I mimo tego, że
ich konwersacja urwała się po zaledwie kilku minutach, droga minęła
mu szybko, bo kołysanie i lekkie dudnienie ślizgającej się szybko
między przystankami maszyny zawsze sprawiało że robił się
śpiący. Na swoje szczęście albo udało mu się nie zasypiać albo
budzić się na swoim przystanku...
… No dobra, może
i parę razy go przepał i spóźnił się na lekcję, ale co miał
zrobić? Przemycać energetyki w pudełku na lunch?
Tym razem jednak
obudził się perfekcyjnie dwie minuty przed swoim przystankiem,
zdążył sprawdzić telefon, dowiadując się, że oprócz paru
smsów od Yahiko na temat weekendu (być może rudy zamierzał od
teraz żyć w zaprzeczeniu, tym lepiej dla Obito), zupełnie nic nie
przegapił.
Nie odpisał mu z
zamiarem zrobienia tego za parę godzin, kiedy przestanie boleć go
głowa, i wymknął się pomiędzy ludźmi na stację.
I wtedy go
zauważył.
Jakieś piętnaście
metrów przed nim maszerował z wzrokiem wbitym ziemię (albo
książkę, Obito stawiałby, że w książkę), Kakashi. Znowu.
Nie mógł
narzekać, chociaż zdecydowanie wolałby porozmawiać niżby
wpatrywać się w jego plecy. Chociaż z drugiej strony,
powstrzymywał go jeden maleńki szczegół...
Mógł dowiedzieć
się gdzie mieszka.
Dobra, dzięki tej
myśli brzmiał nieco jak stalker, ale naprawdę nie miał
złych intencji... Po prostu był
ciekawy. Zwłaszcza, że ostatnio spotkał go podejrzanie bliskiej mu okolicy...
ciekawy. Zwłaszcza, że ostatnio spotkał go podejrzanie bliskiej mu okolicy...
Więc szedł
paręnaście metrów za nim, udając że nawet go nie zauważył, na
wszelki wypadek gdyby się odwrócił.
I był tylko coraz
bardziej zszokowany, bo Kakashi nie zatrzymywał się ani przy
blokach mieszkalnych zaraz obok stacji, ani nie skręcił w stronę
parku, zamiast tego przeszedł przez ulicę obok marketu i dalej
szedł przed siebie...
Dokładnie tą samą
drogą którą Obito przemierzał codziennie do szkoły i z powrotem.
Przystanął na
chwile przy markecie, bo szedł trochę szybciej niż Kakashi, może
dlatego że miał dłuższe nogi, mając nadzieję, że nie wygląda
zbyt psychotycznie, czekając aż jego postać zbliży się do bloków
parę metrów dalej.
- Hej Obi..! - Z
cichym plaśnięciem zatrzasnął dłoń na ustach Naruto, akurat w
momencie w którym miał wypowiedzieć jego imię, które tego dnia
słyszał już zdecydowanie za dużo razy. W dodatku, czy on naprawdę
nie umiał mówić cicho? Czy Obito naprawdę musiał mieć takie
„szczęście”, żeby wpaść na wychodzącego z marketu gimbusa?
Chociaż ostatnimi
czasy nie widział Sasuke w szkole, co by tłumaczyło ich nagłe
wycieczki w te okolicę...
Nie ważne.
Rzucił Naruto
mordercze spojrzenie i przystawił sobie palec do ust, bo w zasadzie
nie minęła mu migrena i wyminął go z ignorancją, ścigając
sylwetkę znikającą mu z pola widzenia zaraz za budynkiem.
Ostatnią prostą
przebiegł truchtem z obawą, że zgubi go w tak banalnym momencie,
po czym przylgnął do ściany, wychylając się lekko, wyglądając
czy czasem się za bardzo nie pospieszył z tym pościgiem, teraz
zdecydowanie wyglądając jak stalker.
I zdążył w
idealnym momencie, aby zobaczyć powoli zamykające się drzwi od
klatki schodowej, za którymi zniknęła mu siwa czupryna.
Obito wyprostował
się, teraz otwarcie przyglądając się budynkowi. Był w niemałym
szoku...
Bo sam mieszkał
zaledwie trzy bloki dalej.
Fala pytań zalała
jego myślenie, mieszając się z potężnym uczuciem skonfundowania
i niedowierzania.
Jakim cudem nigdy
wcześniej się nie spotkali? Jakim cudem o tym nie wiedział?
I przede wszystkim;
Co do cholery?Z drugiej strony, nie mógł uwierzyć we własne szczęście.
