poniedziałek, 30 listopada 2015

Ezio x Altaïr - Dzieło Sztuki.

Wiem, że są podobne, ale przynajmniej tu jest fabuła...
Znooowu to samo... FUCK U BRAIN.
No nieważne... Miłego czytania? XD
***
Krągłe piersi, wąska talia, oliwkowa cera, długie włosy upięte w luźny kok...
Istne dzieło sztuki, anioł na ziemi.
- Cholera Ezio, skupisz się wreszcie? - Anioł ten pociągnął go za włosy, kierując jego wzrok gdzieś wyżej niż linia dekoltu. Prosto na piękną twarz, teraz wykrzywioną w wyrazie niezadowolenia, i duże bursztynowe oczy, rzucające gromami złości.
Ezio uśmiechnął się się przepraszająco, podziwiając stanowczość i władczość tak drobnej kobiety.
- Perdonare bello. - Przewróciła oczami, wprawiając go w jeszcze bardziej błogi nastrój.
I jak tu się skupić przy takim cudzie?
Altair nie była włoszką. Z resztą, widać to było na pierwszy rzut oka.
Nie była kobietą skorą do flirtów, za to miała prawdziwie porywczy charakterek. Mimo wszystko, była niesamowicie sumienna i ponad wszystko ceniła własny honor.
Gdyby się głębiej zastanowić, przeciwieństwo frywolnego i zupełnie beztroskiego Ezio.
Jednak Ezio raczej nie lubił zastanawiać się w ten sposób.
Cóż, kobieta ta była nowością i wyzwaniem dla Włocha.
Nie mógł i nawet nie próbował ukrywać faktu, że był nią zauroczony.
A może nawet więcej?
I właśnie dlatego, zamiast jak porządny uczeń jego pokroju szlajać się po mieście z kumplami i jakimiś dziewczynami, siedział w domu i się uczył.
A to, że nie do końca wiedział nawet czego, to już inna sprawa.
Dotknął włosów kobiety, próbując rozluźnić wiązanie, lecz ta natychmiast trzepnęła go w rękę, fucząc wściekle.
- Miałam cię tego nauczyć, więc cię tego nauczę. Choćbym miała przesiedzieć tutaj cały weekend.
- Si si. - Ezio przeciągnął się leniwie na krześle, wyciągając nogi. - A co powiesz na małą przerwę podczas tej naszej pięknej dwudniowej randki? - Przez chwilę skierowała na niego swój sceptyczny wzrok, po czym uśmiechnęła się cwanie.
Aniołek pokazał pazurki.
Może już diabełek?
- Chętnie. Jak tylko BEZBŁĘDNIE napiszesz mi odpowiedzi. - Nabazgrała coś na kartce i podsunęła mu pod nos.
Ezio spojrzał na kartkę niepewnie i wziął ją do ręki, czytając.
- Cóż to za czarna magia? - Zapytał żartobliwie, choć tym razem wcale nie było mu do śmiechu.
Klął na siebie w duchu, bo wiedział, że Altair miała rację, powinien to umieć, potrzebował korepetycji.
Tylko że w tym wypadku korepetytorka była zbyt dużym (ale przyjemnym) utrudnieniem.
Altair westchnęła ze zrezygnowaniem, z powrotem zabierając kartkę.
Ich dłonie zetknęły się na chwilę, na co spąsowiała nieco, sprawiając, że skupienie Ezio znowu odeszło w zapomnienie.

- No więc... - Odchrząknęła twardo. - Tym razem masz naprawdę uważać. Chcesz się nauczyć czy nie?
- Chcę, ale... - Zaczął Ezio, nie za bardzo wiedząc co ma w sumie powiedzieć. Na jego szczęście, Altair nie miała zamiaru czekać na jego wysłowienie się;
- To mnie słuchaj. Będzie się taki cały rok do bab przymilał, a potem przychodzi co do czego i nic nie umie... A ja ci jeszcze pomagam...
- Merci. - Tym razem to Ezio jej przerwał, uśmiechnął się delikatnie, z wdzięcznością.
Był to szczery wyraz.
Altair nie musiała mu pomagać.
A mimo to siedziała z nim tutaj, w ten piękny weekend.
Postanowiła poświęcić swój czas, urodę i nerwy na jego nauczanie...
Nawet mając cierpliwość dla jego skupienia, głupiego gadania i pożerania wzrokiem.
- Grazie mille bella. - Ukłonił się lekko, na co Altair tylko machnęła ręką. Ezio wiedział, że nie rozumie ona zbyt dobrze Włoskiego, jednak nie mógł powstrzymać się od wtrąceń zdań w jego ojczystym języku.
Kobieta pacnęła go w ramię, z powrotem sprowadzając na ziemię. Uruchomił swą całą silną wolę i inteligencję, aby zrozumieć zadania i tłumaczenie Altairy.
Warto było, pomyślał widząc dumny uśmieszek kobiety. Kąciki jej ust ledwo się unosiły, ale Ezio mógł zobaczyć jej spokojną minę i zadowolone spojrzenie.
To wystarczyło.
Poza tym, zrozumiał coś, co jeszcze niecałą godzinę temu uważał za niemożliwe chińskie znaki.
Był nieukrywanie szczęśliwy i dumny z siebie, że udało mu się spełnić wygórowane oczekiwania Altairy.
Cóż, jak to on, nie mógł się powstrzymać od nieco narcystycznych pochwałek;
- Mówiłem, że potrafię. Ezio Auditore la Frienzo nie jest kretynem i Altair musi to... - Natychmiast zapomniał języka w gębie, zapomniał nawet co miał powiedzieć, gdy poczuł delikatny, słodki pocałunek na swoim policzku.
- La tadhkarha. - Mruknęła nie patrząc na niego, spokojnie zbierając swoje zeszyty.
Ezio nie mógł powstrzymać uśmieszku.
Zaprawdę, cudowna kobieta.

poniedziałek, 23 listopada 2015

Nadzieja umiera ostatnia #5- Jesteś bezczelny!

Obudził ją ból kręgosłupa. Alicja leniwie przetarła oczy, a światło słońca utrudniło jej ich otworzenie.
Leżała na czymś twardym.
Nie mogła być to jednak podłoga.
Coś uwierało ją w bok.
Kiedy otworzyła oczy, spostrzegła nogi. Nie mogły być to jej, ponieważ swoje miała skulone prawie pod brodą.
Więc kogo to nogi?- pomyślała. Dopiero po chwili przypomniała sobie, o nie proszonym gościu.
Dawid! Cholera!- Gwałtownie zerwała się z jego klatki piersiowej i zaczęła go budzić. Chłopak nie reagował. Szatynka potrząsała nim mocniej.
On nadal nic.
Była dość wystraszona. "Może mu się coś stało? Jak jest nie przytomny?". Po raz kolejny chciała go szarpać, ale na jego twarzy pojawił się łobuzerski uśmiech. Zdenerwowało ja to.
-Jesteś normalny? Wiesz jak się wystraszyłam?- zaczęła się dąsać siadając pod ścianą.
-Kto by pomyślał, że tak się mną przejmiesz- zakpił.
-Jesteś bezczelny! Wynoś się!- skierowała się w jego stronę. Dawid uśmiechnął się szelmowsko.
-Co cie znowu bawi?
-Szczerze, to ty. Masz taka śmieszną minę jak się złościsz, a raczej próbujesz- zaczął ja udawać. Alicja uderzyła go poduszką.
-Skoro ci tak do śmiechu, to mnie zostaw. Wynoś się- spojrzała się na niego z pod byka. Przynajmniej próbowała, ale na Dawida to nie działało.
-Powinienem ci robić zdjęcia i patrzeć na nie. Na pewno bolał by mnie brzuch od śmiania się- położył się na łóżku i wybuchnął śmiechem małego chłopca. Alicja wróciła myślami do dnia, kiedy poznała Aleksa, Był taki wesoły i pełen energii.
-No już wynoś się.-warknęła
-Uuu...Czyżby nasza Ala pokazała pazurki?- mówił przez śmiech
-Bardzo zabawne, nara- pchnęła go w stronę drzwi. Szatynce już ulżyło, gdy myślała, że brunet już wyjdzie, jednak nie. Oparł się o framugę drzwi, Rękę miał trochę nad głową, przez co Alicja mogła bez problemu podziwiać jego wystające biodra i nisko noszone spodnie."Chudy, za chudy- pomyślała.
-Na co czekasz? Na zaproszenie? Nie doczekasz się, więc spadaj- przewróciła oczyma.
-Wiesz, mamy około jedenastej rano- spojrzał na zegarek wiszący na ścianie.- Nie sądzisz, że gdy tak od ciebie wyjdę, to mogą sobie pomyśleć, że oddałaś mi swoje dziewictwo?- uśmiechnął się triumfalnie.
-Ja? Dzie...Eugh..Spadaj stąd!- wypchnęła go za drzwi i zamknęła mu je przed nosem. Zsunęła się po nich i westchnęła. Ogarnęła się szybko i zeszła na śniadanie . Na jej nieszczęście, Aleks również w tym samym czasie postanowił coś zjeść. Minęła go obojętnie. Nakładając sobie coś do zjedzenia, podszedł do niej.
-Hej- powiedział cicho. Alicja nic nie odpowiedziała. Udawała, że skupia się na rysowaniu minki ketchupem na kanapce.
-Tak będą wyglądać nasze relacje?- zapytał obracając się w jej stronę. Dziewczyna wzruszyła ramionami.
-Może? Dlaczego ty zawsze jesteś taki uśmiechnięty? Jak ty to robisz?- odwróciła się w jego stronę.
-To chyba dobrze? Nie wiem, nie przejmuję się drobiazgami jak ty- burknął Alicja zmarszczyła brwi.
-Przejmuję się drobnostkami? Rzeczywiście, rodzina zastępcza to wielka drobnostka- wyminęła go i udała się do stolika, w kącie. Aleks poszedł w jej ślady.
-Daj spokój, wiesz, że nie o to mi chodziło- usiadł na przeciwko szatynki. Alicja dłubała coś w talerzu, ale nie miała zamiaru jeść.
-Przepraszam, ale nie jestem głodna- zostawiając tackę udała się do swojego pokoju. W drzwiach wsadzoną miała mała karteczkę. Wzięła ją w dłonie, ale zanim zobaczyła co na niej jest napisane, rozejrzała się w koło. Korytarz był pusty. Z zaciekawieniem zajrzała do środka.
Mogłam się domyślić- pomyślała.

poniedziałek, 9 listopada 2015

Nadzieja umiera ostatnia #4- Nieproszony gość

Aleks trzasnął drzwiami, a dziewczyna obserwowała jak zamykają się z hukiem. Miała ochotę wybuchnąć płaczem i śmiechem jednocześnie, ale uznała, że to była by zbyt psychiczne zachowanie. W dodatku obiecała sobie, że nie będzie więcej wylewała łez z błahego powodu, co ostatnio zdarzało jej się  często. Miała dość tego miejsca, tego pomieszczenia, tych szarych ścian, na których widok miała ochotę zwrócić swój obiad. Położyła się na łóżku z chęcią zaśnięcia i przespania tych wszystkich chorych sytuacji. Niestety jej myśli, które w tamtym momencie  zalały ja jak lawina, nie dały jej w spokoju zapomnieć. Zastanawiała się nad sytuacją z rodziną zastępczą, Aleksem, a przede wszystkim Dawidem. Chłopakiem, który mieszkał w piwnicy jej "domu". Wydawał jej on się bezuczuciowy. Miała wrażenie, że nie przepada za ludźmi i woli przebywać sam, tylko dlaczego nie mieszkał jak inni? We własnym pokoju, we własnych czterech szarych ścianach, które tylko przyjęły nazwę "pokoje" w rzeczywistości, było to pomieszczenie z jednym łóżkiem i telewizją, nic więcej. Chyba, że przywiozłeś coś ze sobą, tak jak Alicja. Zabrała DVD, które dostała od mamy. Szatynka w końcu usnęła. I niby wszystko wydawało się okej, że prześpi tę kolejna noc i znów zacznie nowy może lepszy dzień. Jednak wypoczynek nie był jej dany. Usłyszała jak ktoś dobija się
do drzwi. Zaspanym wzrokiem, spojrzała na zegarek.
-Druga trzydzieści- wspaniale westchnęła. Udała się pod drzwi i otworzyła je po cichu.
-No, hej- brunet uśmiechnął się łobuzersko
-Dawid? Co ty tu robisz?- zapytała zaskoczona.
-No, nie mów, że czujesz się zdziwiona- zakpił. Chłopak oparł się o framugę drzwi, a bluzę zarzucił do tyłu trzymając ją na barku.
-Będziemy tak stali, czy wpuścisz mnie do środka?- przerwał ciszę. Dziewczyna chwilę się zastanawiała, lecz w ostateczności wpuściła go do środka. Dawid zgrabnie wyminął Alicję w przejściu i wygodnie usadowił się na jej łóżku.
-To co będziemy robić?- zapytał niczym trzyletni chłopczyk, który został z nianią.
-A co ty chcesz robić o tej godzinie?- zapytała wskazując na zegarek.,
-Hm...gdybym znał cię lepiej zaproponowałbym ci bardziej pikantniejsze zajęcie, ale sądzę, że w tym przypadku pozostaje nam obejrzenie filmu,- pokazał opakowanie z horrorem. Alicja skarciła go wzrokiem za ''pikantniejsze zajęcie' a po chwili jeszcze dorzuciła
-Nie lubię horrorów
-Wiem- uśmiechnął się szeroko. Ruda stała jak osłupiała i przyglądała się jak chłopak włącza film. Po chwili wrócił na swoje poprzednie miejsce z pilotem w ręku.
-No siadaj- nakazał jej.
- Wiesz co?
-Hm?
-Jesteś idiotą!
-Wow, czy to nie za szybko na ocenianie mnie?- hamował śmiech
-Nie, zdecydowanie nie. Znam cie ledwie niecałe dwa dni, a już wiem, ze jesteś idiotą- zirytowana odsunęła się od chłopaka.
-Dlaczego tak uważasz?
-A kto o zdrowych zmysłach odwiedza obcą dziewczynę o drugiej w nocy i pragnie oglądać z nią horrory, w dodatku wie że ich nie cierpi?!- zaczęła krzyczeć co jeszcze bardziej rozbawiło Dawida.
-Tak, masz rację miałem zamiar ci się dobrać do majtek, ale skoro mnie ubiegłaś to może nie będę musiał długo cię przekonywać- śmiał się jak małe dziecko. Bawiło go zachowanie szatynki.
-Naprawdę jesteś chory, chory psychicznie.
-Ja ci nigdy nie powiedziałem , że mam zdrowe zmysły.- uśmiechnął się uwodzicielsko.