poniedziałek, 23 listopada 2015

Nadzieja umiera ostatnia #5- Jesteś bezczelny!

Obudził ją ból kręgosłupa. Alicja leniwie przetarła oczy, a światło słońca utrudniło jej ich otworzenie.
Leżała na czymś twardym.
Nie mogła być to jednak podłoga.
Coś uwierało ją w bok.
Kiedy otworzyła oczy, spostrzegła nogi. Nie mogły być to jej, ponieważ swoje miała skulone prawie pod brodą.
Więc kogo to nogi?- pomyślała. Dopiero po chwili przypomniała sobie, o nie proszonym gościu.
Dawid! Cholera!- Gwałtownie zerwała się z jego klatki piersiowej i zaczęła go budzić. Chłopak nie reagował. Szatynka potrząsała nim mocniej.
On nadal nic.
Była dość wystraszona. "Może mu się coś stało? Jak jest nie przytomny?". Po raz kolejny chciała go szarpać, ale na jego twarzy pojawił się łobuzerski uśmiech. Zdenerwowało ja to.
-Jesteś normalny? Wiesz jak się wystraszyłam?- zaczęła się dąsać siadając pod ścianą.
-Kto by pomyślał, że tak się mną przejmiesz- zakpił.
-Jesteś bezczelny! Wynoś się!- skierowała się w jego stronę. Dawid uśmiechnął się szelmowsko.
-Co cie znowu bawi?
-Szczerze, to ty. Masz taka śmieszną minę jak się złościsz, a raczej próbujesz- zaczął ja udawać. Alicja uderzyła go poduszką.
-Skoro ci tak do śmiechu, to mnie zostaw. Wynoś się- spojrzała się na niego z pod byka. Przynajmniej próbowała, ale na Dawida to nie działało.
-Powinienem ci robić zdjęcia i patrzeć na nie. Na pewno bolał by mnie brzuch od śmiania się- położył się na łóżku i wybuchnął śmiechem małego chłopca. Alicja wróciła myślami do dnia, kiedy poznała Aleksa, Był taki wesoły i pełen energii.
-No już wynoś się.-warknęła
-Uuu...Czyżby nasza Ala pokazała pazurki?- mówił przez śmiech
-Bardzo zabawne, nara- pchnęła go w stronę drzwi. Szatynce już ulżyło, gdy myślała, że brunet już wyjdzie, jednak nie. Oparł się o framugę drzwi, Rękę miał trochę nad głową, przez co Alicja mogła bez problemu podziwiać jego wystające biodra i nisko noszone spodnie."Chudy, za chudy- pomyślała.
-Na co czekasz? Na zaproszenie? Nie doczekasz się, więc spadaj- przewróciła oczyma.
-Wiesz, mamy około jedenastej rano- spojrzał na zegarek wiszący na ścianie.- Nie sądzisz, że gdy tak od ciebie wyjdę, to mogą sobie pomyśleć, że oddałaś mi swoje dziewictwo?- uśmiechnął się triumfalnie.
-Ja? Dzie...Eugh..Spadaj stąd!- wypchnęła go za drzwi i zamknęła mu je przed nosem. Zsunęła się po nich i westchnęła. Ogarnęła się szybko i zeszła na śniadanie . Na jej nieszczęście, Aleks również w tym samym czasie postanowił coś zjeść. Minęła go obojętnie. Nakładając sobie coś do zjedzenia, podszedł do niej.
-Hej- powiedział cicho. Alicja nic nie odpowiedziała. Udawała, że skupia się na rysowaniu minki ketchupem na kanapce.
-Tak będą wyglądać nasze relacje?- zapytał obracając się w jej stronę. Dziewczyna wzruszyła ramionami.
-Może? Dlaczego ty zawsze jesteś taki uśmiechnięty? Jak ty to robisz?- odwróciła się w jego stronę.
-To chyba dobrze? Nie wiem, nie przejmuję się drobiazgami jak ty- burknął Alicja zmarszczyła brwi.
-Przejmuję się drobnostkami? Rzeczywiście, rodzina zastępcza to wielka drobnostka- wyminęła go i udała się do stolika, w kącie. Aleks poszedł w jej ślady.
-Daj spokój, wiesz, że nie o to mi chodziło- usiadł na przeciwko szatynki. Alicja dłubała coś w talerzu, ale nie miała zamiaru jeść.
-Przepraszam, ale nie jestem głodna- zostawiając tackę udała się do swojego pokoju. W drzwiach wsadzoną miała mała karteczkę. Wzięła ją w dłonie, ale zanim zobaczyła co na niej jest napisane, rozejrzała się w koło. Korytarz był pusty. Z zaciekawieniem zajrzała do środka.
Mogłam się domyślić- pomyślała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz