Cześć Wam!
Tak to się prezentuje po poprawkach.
Postaram się na bieżąco poprawiać dalsze rozdziały.
Najlepiej codziennie...jednak wiecie
jak to jest ;-;
*~*~*~*
Światło wschodzącego słońca
zmusiło ją,by otworzyć oczy. Była w pustym pomieszczeniu, którego
jedynym źródłem światła było lekko uchylone okno. Na dworze
wiał ciepły wiatr, który unosił firankę do góry wdmuchując
świeże liście z drzew do pokoju. Rozglądnęła się wkoło. Puste
łóżko, ale przed chwila miała wrażenia, że ktoś tam leżał.
Wiedziała, że nie była sama. Słysząc szum na dole wyszła z
pokoju i powoli zeszła ze schodów. Wydały one ciche skrzypnięcie,
ale domownicy nie zwrócili na to uwagi. Wszystko było bardzo
znajome. Ten wystrój wnętrza, który w prawdzie był bardzo
skromny, ale utkwił jej w pamięci. Zdjęcia na ścianie na pewno
widziała niejednokrotnie. Dom był taki jaki zapamiętała. Przez
osiem lat nie zmienił się ani odrobinę.
-Zaraz- Spojrzała na etażerkę, pod
której nogami walały się resztki stłuczonego szkła.-Nawet to się
nie zmieniło?-Pytała sama siebie.
Krzyki dochodzące z salonu przywołały
u niej wspomnienia z tego nieszczęsnego dnia. Pobiegła w stronę
frontowych drzwi.
-Mamo nie...-Szepnęła w jej stronę.
Wszystko co zapamiętała, jako ta mała dziewczynka, którą matka
przyciskała do spódnicy z perspektywy osoby trzeciej jeszcze
bardziej ją to dotknęło. Była świadkiem, jak matka z grobową
miną wpatrywała się w wolontariuszkę, zdając sobie sprawę co
musi zrobić. A ona? Jako małe dziecko nie wiedziała dlaczego. Czy
mama jej już nie kochała? A może tak byłoby lepiej, skoro ona tak
chce. Gówno prawda. Gdyby wtedy wiedziała, że następne dziesięć
lat spędzą osobno zrobiłaby coś.
Chwyciła kobietę za ramię i szeptała
jej do ucha:
-Nie rób tego, proszę- Błagała.
Wszystko jednak było na nic. Jej matka
nie słyszała. Zrobiła to co zdarzyło się tamtego dnia. Wcisnęła
w ręce misia i książkę. Ucałowała ja w czoło, a kiedy wyszła
wraz z kobietą zatrzasnęła drzwi jak gdyby nigdy nic wróciła na
swoją kanapę i skupiła swój wzrok przed sobą.
Alicja podniosła się z łóżka.
Lekko oszołomiona tym realistycznym snem przeczesała włosy dłonią.
Chwilę trwało nim uspokoiła swoje serce, które zdawało się
wyskoczyć zaraz z jej piersi. Rozejrzała się po pomieszczeni, w
którym nie było zbyt wiele rzeczy. Łóżko, jakiś stary telewizor
i komoda. Luksusem nie można było tego nazwać, jednak nie mogła
zbytnio narzekać. Przez chwilę poczuła się zagubiona i
przechodziła od ściany do ściany bez celu. Możliwe, że
wstrząsnęło nią tak bardzo wydarzenie, które miało miejsce i z
jego istnieniem żyła wiele lat? Nigdy zbytni nie mogła
odpowiedzieć na to pytanie. Mimo, że wychowała się w tym miejscu
to dniami łudziła się, że jeszcze wróci do swej matki i
rodzinnego domu, jednak wszyscy wkoło nie podzielali jej nadziei.
Sama nie wiedziała co ja tknęło, aby
wyciągnąć to zakurzone pudełko spod łóżka. Od przyjazdu tutaj
zrobiła to raz. Było to zbyt emocjonujące i przywoływało za dużo
wspomnień, ale jednak tej nocy, kiedy i tak wszystko do niej wróciło
zdmuchnęła nadmiar szarego pyłu z pokrywy i lekko odsunęła ją.
Nieco zmaltretowana przytulanka, oraz książka z potarganą okładką.
Dwie jedyne rzeczy, które (prócz wspomnień) przypominały jej o
tym, że kiedyś miała normalny , pełen miłości dom stworzony
przez jej rodziców.
Nie dotknęła żadnej z rzeczy. Przez
krótki czas przyglądała się zawartości pudełka, jednak w
nerwach z powrotem wsunęła je pod łóżko. To wszystko było na
nic. Jasminne o niej zapomniała, lub po prostu lepiej żyło jej się
bez kuli u nogi. Nie rozpaczała już tak jak kiedyś. Pogodziła się
ze swoim marnym losem i tym, że nie ma dla niej przyszłości.
Jednak to naturalne, że tęskniła. Wychowanie i dorośnięcie bez
matki, to był dla niej trudny okres, a teraz kiedy była już prawie
pełnoletnia, czego mogła od niej oczekiwać? Wszystko czego doznała
jak dojrzewająca nastolatka, było tu, w bidulu, i nawet jeśli,
któregoś pięknego dnia ktoś zapukał by do jej drzwi i powiedział
„Twoja matka po ciebie wróciła” nie była by to informacja,
która zmieniła by jej życie, a przynajmniej tak jej się tej nocy
wydawało.
Ranek okazał się ciężki, tak jak
zwykle. Zwlekła się z łózka i wykonała wszystko to co robiła
każdego dnia. Myła twarz, szorowała zęby, czesała swoje długie
rude włosy i nakładała lekki makijaż. W międzyczasie ubierała
się i automatycznie w niezawiązanych trampkach wychodziła z
pokoju, bo przecież nigdy nie mogła być punktualna. Każdego ranka
widywała się z Aleksem, który towarzyszył jej i w drodze do
szkoły, jak i w szkole i prawie każdej innej dziedzinie jej życia
(prócz korzystania z kibla, oczywiście). Miała tylko jego, ale nie
narzekała. W tłoku tych wszystkich patologicznych nastolatków, z
którymi użerała się co obiad na stołówce, bądź na korytarzu
podczas przerwy, to on był jej ostatnia deską ratunku.
-Hej- Zaatakował ja już w progu,
kiedy to skutecznie rozczochrał jej włosy. Alicja nie oszczędziła
go, bo doskonale wiedział, że porankiem to nie jest ona najlepszym
kompanem do żartów. Zdzieliła go ręką po głowie i ruszyła
przed siebie warcząc pod nosem.- Dobra, dobra. Nie dąsaj się-
Dogonił ja blondyn.- Mam informacje- Wiedział jak skutecznie
zwrócić jej uwagę. Gwałtownie zatrzymała się i spojrzała na
chłopaka z lekka przeszywając go na wylot.
-Kontynuuj - Sapnęła profesjonalnie.
-Dyrektorka chce z nami rozmawiać-
Wyszczerzył się, jednak reakcja jego przyjaciółki była zupełnie
inna. Rudowłosa prychnęła pod nosem i pokręciła głowa w
niedowierzaniu.
-Oh, wybij sobie z głowy to, że ktoś
chce nas adoptować. Jesteśmy prawie dorośli, to bez sensu-
Prowadząc swój monolog usiadła na stołówce i zaczęła zajadać
się śniadaniem.
-Dlaczego tracisz nadzieję? Czy to nie
jest coś co wzbrania cie od sfiksowania?
-Wytłumacz mi, dlaczego teraz? Czemu
nie te dziesięć lat temu kiedy tu trafiłam i naprawdę
potrzebowałam rodziców. Teraz, kiedy za dwa miesiące będę
dorosła, po co mi to- Jęknęła.
-Po to, aby mieć jakiekolwiek
perspektywy na przyszłość?-To było pytanie retoryczne. Los dzieci
z bidula od zawsze był z góry przesądzony. Ci, którym się
poszczęściło dostają dobry dom i kochająca rodzinę, lecz tym ,
którzy wynoszą się stąd po ukończeniu swoich osiemnastych
urodzin (uwierzcie było ich znacznie więcej) mogli liczyć na marne
stypendium, za które kupić byli w stanie tylko bilet w jedną
stronę.
-To irracjonalne. Oboje dobrze wiemy,
że nikt od tak nie wyłoży na nas swoich pieniędzy. Wyniosę się
stąd, znajdę jakąś pracę, może zatrzymam się gdzieś na jakiś
czas. Pożyjemy zobaczymy- Skwitowała i wraz z tostem w buzi
skierowała się ku wyjściu.
-Bardziej irracjonalne jest twoje
podejście do życia!-Krzyknął za nią, za co został obdarzony
tylko srogim spojrzeniem, bo potem postać dziewczyny rozpłynęła
się w grupie nastolatków.
Zapukała ostrożnie w drzwi od
gabinetu. Mimo, że bywała tu regularnie, to ciągle nie przywykła
do tej służbowej postawy dyrektorki i zasad panujących wewnątrz.
Zawsze przed taką wizyta zjadał ją stres, wiedząc, że nie
zrobiła nic złego.
-Dzień dobry- Przywitała się z
kobietą, która siedziała przed komputerem. Oderwała wzrok słysząc
Aleksa, który zrobił to samo i ściągnęła okulary, a ręką
wskazała miejsca, które mieli zająć.
-Tak dziwnie mi o tym mówić, a
szczególnie po czasie jaki tutaj z nami jesteście- Zaczęła
odchrząkując nieco.- Lecz, los chyba w końcu się do was
uśmiechnął,- Posłała im blady uśmiech, który Alicja z
niechęcią odwzajemniła. Wiedziała, że Aleks miał racje. Ktoś w
tym wieku, chciał zostać jej rodzicami. Dać jej dom, na który tak
długo czekała, a ona nie była w stanie się cieszyć. Wręcz
przeciwnie- nie chciała tego.- Wydaje mi się, że bardziej do
ciebie- Spojrzała na rudowłosą- Kobieta, w podeszłym wieku
potrzebuje kogoś, kto doskonale nadałby się do dotrzymywania jej
towarzystwa, oraz wyręczeniu ją w kilku pracach domowych. To bardzo
dziwna propozycja, ja doskonale zdaję sobie z tego sprawę-
Wyciągnęła teczkę spod biurka- Ale wydaje mi się, że to może
cię uratować.- Wręczyła dziewczynie kartę adopcyjną i zwróciła
się do Aleksa- Co do ciebie. Dzięki twoim dość wysokim wynikom
udało nam się wywalczyć dla ciebie większe stypendium- Blondynowi
również wręczyła kartkę, a Alicja spoglądając na niego
widziała pojawiający się na jego twarzy uśmiech- Gratuluje-
Podała mu dłoń.
-Nie chce- Burknęła pod nosem. Wywoła
tym dość duży szok, a natarczywe spojrzenia wypalały się na
niej.
-Słucham?-Kobieta udała, że się
przesłyszała, co tylko wkurzyło ją jeszcze bardziej,.
-Ale ty jesteś głupia- Usłyszała od
przyjaciela i tylko zacisnęła powieki. Brunetka westchnęła z
niedowierzaniem i zaczęła od początku.
-Alicja, przemyśl to. Porozmawiaj
jutro z tą kobietą- Prosiła.
-Ta...-Co mogła zrobić? Musiała się
zgodzić, ale to nie zmieniło faktu, ze nie chciała tego i nie
miała zamiaru do tego dopuszczać. Odsunęła krzesło i rzucając
ciche „Do wiedzenia” wyszła z gabinetu. Udała się do pokoju,
gdzie wcisnęła słuchawki w uszy i kładąc się na łóżku
zaczęła myśleć, ale nie o tym, że to dobra propozycja, tylko o
tym co zrobić, aby zniechęcić tę kobietę do siebie.
