piątek, 18 sierpnia 2017

Nadzieja Umiera Ostatnia #21- Córka Gangstera

Ile to mnie tu nie było? Tydzień...? Dwa...? Miesiąc...?
Whatever :x
But, może wróciłam...przynajmniej planuje, ale wakacje to lenistwo...szkoła, szkołą, ale przynajmniej opka były regularnie...no cóż...;-;
Life is a bitch




Tydzień po obwieszczeniu jakże wspaniałych wieści Alicja stała w kolejce do lekarza. Zdenerwowana siedziała na fotelu w poczekalni co jakiś czas lustrując kobiety w zaawansowanym stanie. Dopiero teraz, kiedy spoglądała na nie wszystkie dotarła do niej cała powaga sytuacji. Nie potrafiła się z tego cieszyć. Ba! Była wręcz przerażona. Te urocze scenki, które odgrywał się tuż przed nią były w jej przypadku zupełną abstrakcją. Nigdy nie myślała o tym, że któregoś dnia przyjdzie jej być odpowiedzialnym za kogoś innego. Posiadanie dziecka wiązało się z ogromem zmian, a dokładniej wymagało od niej stania się dorosłą kobietą, najlepiej ze stałą praca i dachem nad głową. W jej przypadku nie chodziło głównie o nastoletnie foszki. Chciała je kochać, chciała spróbować. Problem polegał jednak na tym, że jeszcze nikt nikogo samą miłością nie wykarmił...
-Pani Hilton?-Zawołała pielęgniarka stojąc w progu drzwi od gabinetu. Kiedy kobieta powtórzyła to nazwisko po raz kolejny Alicja dopiero wtedy ocknęła się, że to ją proszą.
-Ah, tak to ja. Przepraszam, zamyśliłam się- Podniosła się na równe nogi i wycierając dłonie o spodnie weszła do środka. Miejsce było niezbyt przyjemne. Zaraz przy wejściu Alicji rzucił się w oczy ten przeklęty fotel, którego tak strasznie nie lubiły kobiety ,oraz zwykły materiałowy parawan. Białe ściany obklejone były plakatami krzyczącymi wręcz o tym, że macierzyństwo to najpiękniejszym momentem w życiu. Widząc to Alicja musiała powstrzymywać śmiech. Bądź co bądź, ale najpiękniejsze momenty życia wyobrażała sobie nieco inaczej. Na pewno nie w towarzystwie pieluszek, kaszek, smoczków i buteleczek.
-Kate, usiądź proszę- Zajęło jej chwilę, aby zrozumieć, że to do niej mówiła.
Kiedy Dawid załatwiał wszystkie sprawy związane z wizytą podał jej szczegółowe wytyczne. Miała przedstawić się jako Kate Hilton, a do kliniki miał ją odwieźć Issack. Twierdził, że tak będzie lepiej tłumacząc, że wiąże się to z dyskrecja o jej ciąży i pierdyliard razy podkreślał, że nie mogła się wygadać ani matce, a tym bardziej Erickowi. Jedynie w grę wchodził Aleks, chłopak, który zapewne po usłyszeniu tej cudownej informacji mruknie swoje słynne „a nie mówiłem?”. Nakrzyczałby na nią, że postąpiła lekkomyślnie, ona po raz pierwszy w życiu nie miałaby do niego o to pretensji..- Co się do mnie sprowadza?- Pani Grande była osobą po trzydziestce, nie więcej. Miała luźno spięte włosy i uśmiech na twarzy. Zdecydowanie musiała lubić swoją pracę, albo przynajmniej udawać taką, aby dodać swoim pacjentkom otuch. Nie ukrywajmy, ale wizyty u ginekologa nie były czymś na co kobiety czekały z ekscytacją, jak na wizytę u kosmetyczki.
-Przypuszczam, że jestem w ciąży- mruknęła cicho unikając wzroku lekarki.
-Przypuszczasz?- Jej podejrzliwy ton zmusił rudowłosą, aby obdarować ją spojrzeniem. Miała uniesioną brew i przyglądała jej się badawczo.
-Znaczy, zrobiłam test i wyszedł pozytywnie- Kobieta wypowiedziała ciche „myhym” pod nosem i zawzięcie coś notowała. Potem odchyliła się na krześle i zagryzła czubek długopisu, jakby obmyślając plan działania.
-Zrobimy tak, teraz cię przebadam, ale dostaniesz ode mnie również skierowania na badania krwi. Nie wiem czy to ze stresu, czy z powodu twojego stanu, ale jesteś strasznie blada. Warto to sprawdzić- Mruknęła i odsunęła się na krześle „podjeżdżając” do maszyny z usg i innymi przyrządami do badania.
Niechętnie podniosła się z krzesła i udała się za pielęgniarka, która zaprowadziła ją na fotel.
Lekarka przyłożyła do jej nagiego brzucha urządzenie z zimnym żelem i uciskała brzuch, co nie należało do przyjemnych. Siedziała w ciszy mrużąc oczy, a następnie powiększyła obraz wskazując, na małą białą kropkę na ekranie.
-Tutaj się schował- Powiedziała bardziej do siebie samej- A więc jesteś w trzecim tygodniu ciąży, a to twoje maleństwo- Spoglądała na monitor z przerażonym wzrokiem wpatrując się w plamkę. A raczej jej dziecko. Jej i Dawida, Już nie wiedziała co brzmiało bardziej niedorzecznie. Ona jako wiecznie nieogarnięta matka, czy on jako zadufany w sobie i nieodpowiedzialny ojciec. Z takiego połączenia nie mogło wyjść coś, co miałoby zbawić świat. Ot co!
Skinęła lekko głową i zaczęła wycierać resztki żelu z podbrzusza.
-Założę ci kartę ciąży, a potem udasz się na badania. Jeśli podasz mi swój adres wyniki przyjdą poczta w przeciągu kilku dni.
-Westwick Streat 358- Wyrecytowała starając się nie pomylić. Miała za zadanie jedynie zapamiętać adres Issacka, ale w tym stresie nie była pewna, czy podyktowała go dobrze. Lekarka wypełniała jakieś papiery, więc w pomieszczeniu panowała cisza mieszająca się z dźwiękiem przejeżdżającego długopisu po kartce.
-O to twoje pierwsze usg- Wysunęła na burko trzy zdjęcia, gdzie biały ślad były widoczny bardzo wyraźnie. Uśmiechnęła się lekko do lekarki i udała się za pielęgniarką, aby pobrać krew.
Chwile minęło zanim mogła opuścić gabinet. Kiedy jednak w końcu to zrobiła uświadomiła sobie, że przez cały czas trwania badania ściskała w ręku zdjęcie, nieco je gniotąc. Kiedy spojrzała na nie po raz kolejny, jakby odruchowo dotknęła swojego brzucha. Mimo, że nie nadawała się w jej przekonaniu kompletnie na matkę, wtedy była już pewna że dołoży wszelkich starań, aby jej dziecko miało lepsze dzieciństwo.
Wychodząc z kliniki wysłała sms do Dawida, aby ktokolwiek mógł ją odebrać.
Usiadła na ławce spoglądając przed siebie i machinalnie chwyciła za paczkę papierosów. Wsadziła go do ust, chcąc zapalić. Uświadomiła sobie jednak, że nie powinna tego robić z uwagi na dziecko, przez co wyrzuciła całą paczę do kosza na śmieci. W przeciwnym razie mogła się już nie powstrzymać.
Chwile potem podjechało charakterystyczne czarne auto, a za kierownica o dziwo siedział Dawid.
-Cześć- Mruknęła zamykając za sobą drzwi. Unikając rozmowy włączyła radio i odwróciła wzrok w kierunku szyby. Dawid jak zwykle miał inne plany i tak szybko jak muzyka rozbrzmiała, tak ucichła zwracając przy tym uwagę Alicji.
-Jak było?-Zapytał z czymś co u normalnych ludzi można było by nazwać troska. Nie ukrywajmy, że Dawid jednak nie był do końca normalny.
-Co jak było? Wizyta jak wizyta- Odwróciła wzrok. Domy, które mijali był nadzwyczaj interesujące.
-Może coś więcej?- Jak na złość, zatrzymali się w korku, co Alicja uznała jako znak od losu, że cały świat jest przeciwko niej.
-Test nie okazał się błędny, to chciałeś usłyszeć?- Uniosła głos i obserwowała reakcję chłopaka, którego dłonie zacisnęły się na kierownicy, a korek przestał być przeszkodą. Wbrew wszelakim przepisom, zjechał na pas, który rzekomo przeznaczony był dla kierowców nadjeżdżających z przeciwnej strony i ominął ten wlekący się ogon spowodowany zbyt wolną jazda jakiegoś staruszka, który ledwo widział znaki dwa metry dalej.
Pod domem znaleźli się niecałe piętnaście minut później, gdzie oboje bez zastanowienia wysiedli i udali się do środka, prosto na górę. Alicja zignorowała Jasmine, która stała w progu i wycierała szklankę, zapewne chcąc o coś zapytać. Podążała za chłopakiem, aby złapać go na piętrze.
-Stój- Rozkazała, a ten zatrzymał się w półkroku i obrócił w jej stronę, gdy ta odrywała jedno z trzech zdjęć, aby móc wręczyć je brunetowi zostawiając sobie jedno.- Proszę, o to twoje dziecko- Chłopak niepewnie chwycił kawałek papieru i przyjrzał się na pozór nic nie przedstawiającemu zdjęciu. Nigdy w życiu nie pomyślałby, że to dziecko. Prędzej jakiś niewyraźny rozmaz czy coś w tym stylu, jednak specjalista wiedział lepiej, prawda?. Spojrzał na dziewczynę unosząc brwi , na co ta jedynie wzruszyła ramionami i zamknęła się w swoim pokoju. Zrobiła to co zawsze, kiedy w głowie miała mętlik. Zrzuciła z siebie ciuchy, pozostając tylko w przydużej bluzie, zakopała się w pościeli i założyła słuchawki, aby zagłuszyć myśli.
Zawsze uważała się za silną. Radziła sobie w wielu sytuacjach, i to już od dziecka. Przebrnęła przez śmierć ojca, przez odebranie od matki, samotność, uczucie odrzucenia. Zrobiła to praktycznie sama z pomocą Aleksa, który rozwiązał z nią dwa ostatnie problemy. Dała radę wtedy, kiedy coś jej nie wychodziło, starała się nie poddawać i zawsze tak robiła. Mimo wszystko podnosiła się. Życie wyrobiło jej twardy tyłek od ilości upadków, ale tym razem odnosiła wrażenie, że nie da rady, że tym razem się nie podniesie, nie sama.
Wybrała numer Aleksa, czując, ze to najwyższy czas, aby mu powiedzieć. Wszytko było już pewne. Było pewne, że wpakowała się niezłe gówno.
Chłopak odebrał po kilku sygnałach zdyszany.
-Mam pytać co przed chwilą robiłeś?- Zapytała dwuznacznie, na co usłyszała parskniecie w słuchawce.
-Cały dzień w biegu, miałem telefon na zapleczu- Wytłumaczył- Coś się stało?
-Czy musiało się coś stać, abym zadzwoniła?
Poczuła lekki ból w brzuchu. Obawę, przed tym jak odbierze to blondyn. To było dla niej jak rozmowa z rodzicami. W stresie bardziej okryła się kołdrą, a wolną dłonią naciągnęła rękaw bluzy.
-Nie, ale masz zgaszony głos- Mruknął. Uśmiech mimowolnie pojawił się na jej ustach. To niedorzeczne, jak bardzo ją znał.
-Masz racje. Miałbyś czas wpaść do mnie w niedługim czasie?- Zapytała z nadzieją w głosie.
-Przykro mi- Westchnął- Nie dostane wolnego w pracy, a poza tym, rano uczelnia, później praca. Sama rozumiesz. Przepraszam.
-Nie, nie masz za co przepraszać, po prostu...-Urwała na moment zastanawiając się, jak sensownie to wytłumaczyć. Prawda była jednak taka, że to nie miało sensownego wytłumaczenia. Głupoty nie da się wytłumaczyć.
-Po prostu, co?-
-Jestem z nim w ciąży- Przełknęła gule w gardle i czekała na odpowiedź. Cisza. Nikt się nie odezwał.
Liczyła na ochrzan, na cokolwiek innego, ale z pewnością, nie na to co otrzymała. Nie spodziewała się przerywanego połączenia uprzedzonego głośnym przekleństwem.
To był ten moment, w którym siedziała na łóżku i dotarło do niej, że został z tym kompletnie sama. Nie ufała Dawidowi. Znała go na tyle, aby wiedzieć, że w każdej chwili jest w stanie coś wykręcić, dlatego nie mogła być uzależniona tylko i wyłącznie od niego.
Mimo, że jej serce pękło, nie miała za złe Aleksowi. To ona jak zwykle go nie posłuchała, i to ona powinna ponieść tego konsekwencje. Przyszedł czas na to, aby dać sobie radę samemu. Puścić dłoń przyjaciela i przestać opierać się na nim, w momencie kiedy się zachwieje licząc na to, że pomoże złapać jej równowagę.
Dokonała bardzo szybkiej analizy wnioskując, że musi znaleźć jakąś pracę, która nie będzie wymagała dźwigania ukrywając ciąże, aby potem udawać, że podejmując stanowisko o niej nie wiedziała. Musiała trochę ponaciągać historyjkę licząc na to, że uda jej się załatwić kasę, aby w przyszłości móc wynająć własny kąt. Z dala od Jasmine, Ericka i całego tego syfu.



Przyszedł wieczór, a wraz z nim pierwsze objawy głodu tego dnia. Mdłości ją opuściły, przez co mogła zwlec się z łóżka i napełnić czymś swój żołądek i maleństwo.
Tak wyglądały tutaj dni. Ona całymi dniami siedziała w swoim pokoju, ewentualnie przemieszczała się do łazienki czasem zamieniając kilka słów z Dawidem. Od czasu do czasu wpadała Nikola. Szczerze? Alicja musiała przyznać, że jako laska, która przespała się z jej chłopakiem całkiem nieźle zaczęła się z nią dogadywać, mimo,że obie były z zupełnie innych światów.
Wygramoliła się z pokoju i nieświadoma tego co dzieję się na dole zeszła na dół z zamiarem odwiedzenia kuchni.
-Alicja Luton, we własnej osobie- Zakpił mężczyzna, który jak się okazało stał w salonie w towarzystwie Ericka, Jasmine i o dziwo Nikoli.
Dziewczyna rozejrzała się powoli po pomieszczeniu, w którym znajdowali się jeszcze dwaj mężczyźni stojący przy drzwiach. Zawiesiła na nich wzrok, ale dźwięk podobny do ładowania broni ocknął ją i i zmusił, aby spojrzeć uważnie na faceta z przydługawą brodą. Powoli zjechała wzrokiem na jego wysunięta rękę i to co trzymał w palcach.
Moment, w którym broń była celowana w przerażoną Nikole uciszył wszystkie dźwięki dookoła. Została tylko ona, zachrypnięty głos właściciela pistoletu i jej łomoczące serce.
-Córki największych gangsterów w mieście, w jednym domu. Nie sądziłem, że dożyje kiedyś takiej chwili.