Strony

poniedziałek, 7 listopada 2016

Nadzieja Umiera Ostatnia #15- Wchodzę do jego gabinetu.Do tak dobrze znanego mi miejsca.

Tak ciężko jest pisać regularnie, kiedy po całym męczącym dniu w tej szkole jedyne co masz ochotę to spać ;-;
Musicie nam wybaczyć tą mniejszą aktywność niż, w wakacje, ale siły i jakiekolwiek chęci na pisanie gasną wraz z kolejną kartkówka zanotowaną w dzienniku na kolejne tygodnie :x

Btw...czas na trochę historii z życia Dawida bo on tylko taki ujek postrzegany :)
Reszty dowiecie się czytając ;D



*~*~*


Kiedy tylko Nikola przekroczyła próg mieszkania on zrozumiał, że już nigdy nie powróci do dawnego życia. To nie był przypadek, że dziewczyna znalazła się w tym samym domu i w tym samym momencie co Alicja. Nie było trudno się domyśleć, że to wszystko był spiskiem Erica, który jednak trochę przeliczył się ze swoimi założeniami. Mimo iż brunet nie dawał tego po sobie poznać łatwo doszukiwał się szczegółów, które w tym wypadku wyjątkowo dawały o sobie znać. Cały plan polegał na tym, aby to Dawid stanął w niewiadomym punkcie. Mimo iż nie dał się złapać w pułapkę starego Bleyk'a, to i tak nie był w stanie porzucić myśli, że niedługo stanie się coś, czego nigdy nie będzie chciał być światkiem. Może to głupie, ale nie mógł wierzyć w czyste intencje ze strony Erica. Żył z nim wystarczająco długo, by zrozumieć, że każdy chodź dający cień nadziei na zmianę mężczyzny gest niósł za sobą albo szkody, albo zyski dla jego osoby.
Wykorzystał moment w którym to jego ojciec był bez swojej „ochrony” i zawitał u niego w gabinecie. Nie pukając, bo przecież nigdy tego nie robił wszedł do doskonale znanego mu miejsca. Wiele razy tu siedział. Nic przyjemnego. Lądował tu za każdym razem kiedy sprzeciwiał się Ericowi. Robił to dość często. Dawid nie należy do osób, którym dyktuje się warunki, tym bardziej nie mógł znieść faktu, że robiła to osoba do, której nie miał ani grama szacunku.
Rozsiadł się wygodnie w fotelu i zarzucił nogi na biurko. Uwielbiał chodź takimi małymi gestami podnosić napięcie między nimi. Brunet od śmierci matki za każdym razem, kiedy tylko zdarzała się okazja pokazywał, że kompletnie stracił do niego respekt. Mężczyzna znaczył dla niego tyle co przypadkowy menel z ulicy, a przecież nie tak powinny wyglądać relacje syna z ojcem.
-Rozgość się- Wymamrotał sarkastycznie i odpinając jeden guzik marynarki usiadł po drugiej stronie masywnego mebla.
-Gdzie jest haczyk?-Wypalił od razu rozsiadając się w bardziej dogodnej pozycji. Analizował Ericka lodowatym spojrzeniem. Szansa na to, że mężczyzna powie mu prawdę była nikła, więc próbował chodź trochę wyczytać z jego postawy, ale był wyjątkowo profesjonalny. Nie wyrażał nic, zupełnie nic. Nawet nie wydawał się być zaskoczony tym pytaniem, jakby był już na to przygotowany od samego początku.
-O czym ty mówisz?- Jego głos był niski, ale dziwnie spojony co trochę zbiło go z tropu, jednak nie zmienił swojej postawy.
-Ha! Nie rozśmieszaj mnie- Wyprostował się a nogi niedbale opadły mu na ziemię tworząc hałas, który nieprzyjemnie rozniósł się po pokoju.-Oboje wiemy, że nigdy się nie zmienisz. Najpierw Alicja, potem Nikola, o co ci chodzi?- Warknął uderzając otwartymi dłońmi w blat tym samym podnosząc się z miejsca.
-Jesteś bardzo spokojny- Wycedził przez zęby starszy mężczyzna lekko uchylając szufladę w biurku.
-No i co? Znów zaczniesz mi wymachiwać pistoletem przed twarzą?- Zapytał prześmiewczo przyglądając się otwartej półce. Leżała tam broń, którą stary Blake muskał palcami, aby w każdym momencie módz ją wyciągnąć i przystawić do czoła swojego syna. Dawid odpuścił i zajął swoje miejsce.-Nie baw się ze mną w podchody. Powiedz czego ode mnie chcesz- Wysyczał a mężczyzna się zaśmiał.
-To, aż nie możliwe, że niczego się jeszcze nie nauczyłeś. Oczekuję od ciebie tego samego co od Xaviera-Uśmiechnął się podle. Brunet pokręcił głową w niedowierzaniu. Uśmiechnął się pod nosem.
-A ty nie nauczyłeś się, że nigdy nie będę twoim chłopcem na zlecenie? To co robi mój brat mało mnie obchodzi, to jego życie, ale ja nie zamierzam dla ciebie pracować i wydaje mi się, że wystarczając ci już to pokazałem- Mówiąc to przewrócił ramkę ze zdjęciem, które stało na biurku jego ojca. Nie mógł patrzeć, że wciąż miał obraz tak złudnie szczęśliwej rodziny Nie wiedział, czy to dlatego, aby ludzie, którzy przychodzą tutaj mieli go za normalnego wdowca? Cóż z pewnością taki nie był.
-Nie raz ci to mówiłem, twoje decyzję będą mieć wpływ na twoją przyszłość- Brzmiał dość pretensjonalnie. Gdyby nie fakt, że mężczyzna już zdążył chwycić pistolet w dłoń ,bez namysłu zamachnąłby się tak, aby dość boleśnie pozostawić ślad na twarzy swojego ojca, ale czuł, że jego stu procentowa sprawność może się niedługo przydać.
-Zastrzelisz mnie? Proszę bardzo, nie będę musiał na ciebie patrzeć- Gwałtownie odsunął krzesło i wstał. Patrzał na mężczyznę z góry, który uśmiechał się złośliwie.
-Jesteś jeszcze taki młody i głupi. Gdyby zależało mi na twojej śmierci już dawno leżałbyś dwadzieścia metrów pod ziemią obok swojej mamusi. Cudowna z niej była kobieta, nie prawda? Zawsze obroniła cie przed złym tatusiem- Zaśmiał się podle, a Dawid nie wytrzymując podszedł do Ericka i chwytając go za kołnierz koszuli popchnął go na ścianę ściskając mu gardło. Stary Blake był czerwony, od braku powietrza, a broń, którą trzymał w dłoni swobodnie upadła na panele.
-Nigdy więcej nie waż się o niej tak mówić, kutasie- Ścisnął dłoń jeszcze mocniej, po czym gwałtownie ją opuścił. Mężczyzna upadł na ziemię kaszląc i łapczywie oddychając.
-Zdychaj, zaoszczędzisz mi roboty- Rzucił na koniec, nim drzwi zatrzasnęły się z hukiem. Był zły. Był wkurwiony. Ten śmieć nie miał prawa mówić nic na temat jego matki. Kobiety, która pierwsza pokazała Dawidowi, że życie nie jest tylko jedną wielką rutyną przepełnioną kłótniami z ojcem. Pokazała mu, że jest coś więcej. Aż ciężko w to uwierzyć, że tak chłopak jak on tak bardzo przejmował się słowami Ericka. Może normalnie puściłby to płazem, ale nigdy nie mógł znieść, tego jak traktował jego matkę i za życia, jak i po śmierci. Kobietę, która dla niego była chodzącym ideałem i autorytetem.
Czuł gdzieś w środku, że ja zawiódł. Zawiódł ja swoją przeszłością. Miał poczucie winy, które w tym momencie jedynie takim zachowaniem mógł złagodzić. Zabrał kluczę od samochodu jego ojca, które leżały na półce. Wsiadł do auta i skierował się do miejsca, gdzie niegdyś często je odwiedzał. Jako młody chłopak, któremu los zbyt wcześnie odebrał matkę przychodził do niej na grób, aby poużalać się nad swoim życiem. Niby brzmi żałośnie, ale pomagało mu. Dawało mu siłę na nowy dzień nim kompletnie pogubił się w swoich czynach. Miejsce to był zwykle opustoszałe. Rzadko kiedy widział tu innych ludzi. Ze smętną miną zapalił znicz, który kupił po drodze i usiadł na ławce. Schował twarz w dłonie i westchnął ociężale. Kiedyś przychodził tu codziennie. Mówił do niej, bo wiedział, że to jedyna osoba, która zawsze go wysłuchała.
Przez głowę przemknęło mu wspomnienie, kiedy tak trudno był mu się pogodzić z jej stratą i tak naprawdę nigdy się nie pogodził. Chciał jej coś powiedzieć, ale nie wiedział nawet jak. Tak dawno z nią nie rozmawiał, że zapomniał jak to jest. Jak jest z powrotem zdać sobie sprawę, że jej już nigdy nie zobaczy. Doszedł do takiego punktu w swoim życiu, ze po raz kolejny bał się następnego dnia, bo wiedział, ze ojciec tym razem nie odpuści i znów zrobi tak ohydne świństwo, jak zrobił tamtego dnia. Odebrał mu jedyną osobę, w którą kochał jak nikogo innego.
Zacisnął mocno powieki. Po raz kolejny od bardzo dawna bał się, że to co jest dla niego ważne zostanie mu odebrane.
-Clara Blake- Usłyszał głos, który dochodził zza jego pleców. Odwrócił się gwałtownie. Nie mógł ukryć, że trochę się przestraszył, bo nie spodziewał się, że kogoś tu spotka.
-Co ty tu robisz?- Warknął na rudowłosą dziewczynę.
-Mogłabym ci powiedzieć, ze jestem wariatką, która czasem lubi posiedzieć sobie na cmentarzu, ale byś mi nie uwierzył- Sapnęła spychając go lekko z ławki, aby zrobić sobie miejsce.
-Ej, zaraz to byłoby do ciebie całkiem podobne. Jesteś trochę walnięta- Zaśmiał się na co poczuł gwałtowne dźgnięcie w brzuch- No dobra dobra- Uniósł ręce w geście obronnym- Po coś tu przylazła?
-Śledziłam cię- Powiedziała smętnie patrząc się w dal jak gdyby nigdy nic.
-Często to robisz?- Zapytał ironicznie. Nieco się wkurzył. Nie wiedział ile dziewczyna za nim łazi.
-Tylko jak mi się nudzi- Zaśmiała się, ale Dawidowi do śmiechu nie było. Spojrzał na nią lodowatym spojrzeniem, a ta przestała.-Oj, daj spokój. Widziałam jak idziesz w tę stronę nie mogłam się oprzeć. Przysięgam to był mój pierwszy i ostatni raz- Poklepała go po plecach.
-Mam nadzieje-Wypowiedział jakby od niechcenia. Nie miał ochoty na niczyje towarzystwo.
-Kto to był?-Zapytała cicho.
-Moja matka
-Przykro mi- Alicja znacznie posmutniałą. Nie za bardzo wiedziała co powiedzieć więc po prostu siedziała już cicho. Nie chciała wypytywać, bo wiedziała, że Dawid i tak jej nic nie powie. Po prostu siedziała i kątem oka obserwowała postawę bruneta.
-Pogodziłem się już z tym- Nie było to prawdą. Nie mógł zaakceptować jej braku. Dlatego całe liceum spędził w internacie. Nie mógł mieszkać z ojcem, a co gorsza przebywać w domu, w którym wszystko przypominało mu jego matkę. Liceum to był burzliwy etap w jego życiu. Mnóstwo problemów i gówien w które się wpakował. Wtedy poznał Nikole, która pomogła mu wyjść z większości problemów, ale nigdy nie mogła zastąpić mu pustki w sercu, którą wywołał śmierć Clary. -Chodź już, odwiozę cię- Powiedział dość smutno i wstał udając się do auta. Alicja w ciszy szła za nim. Całą drogę milczeli. Niezręczna cisza była denerwująca, ale żadne z nich nie było w stanie lub nie chciało jej przerwać.
Już w progu z Dawidem przywitała się drobna szatynka. Rudowłosa tylko parsknęła i skierowała się w stronę schodów.
-Nie zjesz z nami?-Zapytała Nikola zatrzymują tym samym Alicję w półkroku.
-Nie-Warknęła i weszła na górę. Dawid podszedł do Nikoli i przytulił ją.
-Ja naprawdę, chciałam być miła- Wymruczała, a on potarł jej ramiona i pocałował w policzek.
-Porozmawiam z nią- Posłał jej blady uśmiech i udał się do pokoju Luton. Nie było jej tam. Dziewczyna wszyła z łazienki ocierając usta.
-Znów wymiotowałaś?-Zapytał z jakby troską?
-Nie twój interes- Warknęła. Chciała wyminąć go w przejściu ale Blake ją zatrzymał.
-Ej, czemu taka jesteś?- Zapytał. Dziewczyna spojrzała na niego krzywo.
-Jaka?- Splotła ręce na piersi i przekręciła głowę. Nie rozumiała o co brunet mógł się czepiać. Starała zachowywać się najnormalniej jak tylko mogła.
-Taka chłodna i wredna- Skwitował robiąc dość znaczny krok w jej stronę. Dawid musiał przyznać, że dziewczyna urodą nie grzeszyła, więc uwodzenie jej przychodziło mu z łatwością, ale zauważył to. Tą inność, od kiedy w domu pojawiła się Nikola. Rudowłosa wycofała się kompletnie. Unikała chłopaka i było to można zauważyć, nie zbyt się wysilając. Zastanawiał się czy to z nim jest coś nie tak, że nie był w stanie zrozumieć dlaczego sprawa przybrała taki obrót? W sumie jedyne czego mógł się obawiać, to nieczystego zagrania ze strony Erica. Nie brał pod uwagę sercowych rozterek, choćby dlatego, że nigdy nie był w takiej sytuacji. Nigdy nie musiał o kogoś zabiegać. Zawsze uczucia dziewczyn miał podane na tacy i mógł wybierać. Kompletnie tego nie rozumiał i czuł się nieco zagubiony.
-Ha! Kto mi to mówi? Chłopak, który jest największym dupkiem, jaki chodzi po tej planecie- Parsknęła i kręciła głową w niedowierzaniu. Blake zmarszczył brwi.
-Nie mówimy teraz o mnie- Stał już na tyle blisko aby spokojnie móc dotknąć jej policzka. Delikatnie musnął go palcami nim Alicja gwałtownie odwróciła głowę.
-Nie rób tego nigdy więcej- Warknęła, a w oczach zbierały jej się łzy. Nie płakała z rozpaczy. Płakała z piekielnej złości, którą w sobie dusiła.- Idź do swojej laski, a mnie zostaw.
-Dlaczego jesteś dla niej taka?-Był spokojny, co rzadko mu się zdarzało. Nienawidził, kiedy ktoś próbował udowodnić mu, że to on jest najgorszy. Normalnie użyłby jakiejś cholernie długiej plątaniny słów, które miałby czule dotknąć jego przeciwnika, ale nie w takiej sytuacji kiedy patrząc na Alicje czuł coś dziwnego. Czuł to od pierwszego dnia kiedy pojawiła się w tej norze, w której zmuszony był się schować. Nie była to miłość. To było coś na wzór obowiązku czuwania nad nią, ale jak miał to zrobić, kiedy ledwo sam panował nad swoim życiem?
-Wiesz dlaczego?-Zapytała, a głos wręcz drżał jej ze złości. Otworzyła drzwi do swojego pokoju i odwróciła się w stronę bruneta, który stał naprzeciwko niej.-Bo cię kocham, kretynie- Zatrzasnęła mu drzwi przed oczami, a on jakby analizował każde słowo z osobna. Nie sądził, że będąc takim chujem mógł ją w sobie rozkochać. Miał nadzieję, że odkręcił to w dobrym momencie, że przerwał to wszystko ujawniając swą prawdziwą stronę jednak jak widać za późno.
-Kochasz ją?-Dobiegł go głos zza pleców.
-Co?-Zapytał odwracając się w stronę drobnej szatynki.
-Kochasz ją, czy nie?-Była już bardziej stanowcza, a swoimi wyraźnymi tęczówkami wywiercała go na wylot.
-Popieprzyło cię? Przecież, wiesz że cię kocham-Westchnął zirytowany. Ostatnimi resztkami spokoju opanowywał swoje emocje. Miał już tego dnia dość. Pragnął aby się już skończył.
-Nie kłam. Doskonale wiem jak wygląda nasza relacja. Tylko mi zależało. Jestem dla ciebie przyjaciółką i nigdy nie byłam i nie będę nikim więcej- Powiedziała z wyrzutem. Dawid przetarł skronie i spojrzał na nią chłodnym i pozbawionym jakimkolwiek uczuciem wzrokiem.

-Odczep się. Skoro lepiej wiesz co czuje, to sama odpowiedz sobie na to pytanie- Odwrócił się i pospiesznie otworzył drzwi swojego pokoju by po chwili je zatrzasnąć i uwalić się na łóżku. Sięgnął na półkę przy łóżku i z paczki wyciągnął papierosa, którego włożył do ust i zapalił końcówkę zapalniczką. Zaciągnął się dość mocno, aby smak opanował całe jego ciało dając lekkie poczucie rozluźnienia. Na coś musiał umrzeć, nie widział problemu aby nie mógł być to rak płuc. Nigdy nie zwracał uwagi na swoje zdrowie, bo zawsze miało większe problemy, a w tym momencie o dziwo nie martwił się ani nieszczęśliwie zakochaną Alicją, ani rozzłoszczoną Nikolom. Martwił się Erickiem i tym co ten skurwiel może kąbinować.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz