Nie chce tego publikować... Mogę nie?
Tytuł nieoficjalny: ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Jestem okropnym człowiekiem. Zasługuję na śmierć w męczarniach. Jak ktoś nie wie o co chodzi, to zapraszam do czytania... O nigga. ;-;
Bardzo za siebie przepraszam, to już się chyba nie powtórzy... Chociaż pewnie kłamię...
ALE TO MA SIEDEM STRON W WORDZIE BICZYS.
I tak przepraszam... Zapraszam do komentowania... Możecie mnie zabić, pozwalam. XD
Przepraszam. Serio. *macha chusteczką*
Właśnie to przeczytałam fragmentowo. Przepraszam jeszcze bardziej. Idę umrzeć rly. ;-;
Edit: Zacznę przycinać te posty bo się robią za długie. ;-;
PO DŁUGICH KUFA NAMOPWACHADFJIa{QOPio2wei
Edit: Zacznę przycinać te posty bo się robią za długie. ;-;
PO DŁUGICH KUFA NAMOPWACHADFJIa{QOPio2wei
***
Dzwonek do drzwi już drugi raz
przerwał ten dziwnie melancholijny spokój panujący w mieszkaniu.
Tym razem dla Tobyego brzmiał on jednak jak skrzek przypominający
drapanie tablicy.
Czy cieszył się na przyjazd rodziców?
Nie, absolutnie nie.
Ich wizyty zawsze przypominały
bardziej inspekcje sanitarną i za każdym razem miał niesamowitą
ochotę ironicznie ubrać się w garnitur. Oczywiście rozumiał troskę i był
wdzięczny za wszystko co dla niego zrobili, ale czasami marzył, jak
prawdziwy człowiek, a nie robot na którego próbowali go wychować.
Chciał by Bella zaczęła się z nimi dogadywać, chciałby znowu
mogli być normalną rodziną...
I chciał wreszcie pójść własną
drogą, mimo że ciągle nie miał na to odwagi. Wiedział jak źle
mogłoby się to skończyć.
Na sam dźwięk dzwonka wyprostował
się jak struna, przypominając sobie nagle wszystkie wpajane mu
przez rodziców zasady, ignorując wlepiony w niego wzrok. Kiwnął
na Damiena głową by wstał, a samemu postanowił otworzyć drzwi,
dalej nie reagując na mężczyznę, który teraz chodził za nim
dosłownie krok w krok, będąc wyraźnie nieco zagubionym co do tego
co powinien zrobić. Toby zatrzymał się gwałtownie tuż przed
samymi drzwiami, pozwalając mu wpaść na siebie, i wziął głęboki,
jednak drżący oddech.
- Będziesz bardzo grzeczny.
- Będę? - Damien wyszczerzył się w
złośliwym uśmiechu, mimo że Toby wcale nie mógł go zobaczyć,
kładąc obydwie dłonie na jego biodrach, wsuwając kciuki pod gumkę
bokserek. Przywarł do jego pleców całym ciałem, opierając brodę
na jego ramieniu, mrucząc mu do ucha głębokim zachrypniętym
głosem. - Będę?
Toby zamarł, zaciskając dłoń na
klamce, przywracającą mu chłodne myślenie. Odepchnął Damiena
łokciem, puszczając klamkę, odwracając się do niego przodem.
Pochwycił dekolt koszulki Damiena i pociągnął go mocno, naprawdę
mocno, zmuszając go do zniżenia swojej postawy i zrezygnowania z
tych paru dzielących ich centymetrów.
I w tej chwili nie obchodziło go
uczucie nagiej skóry Damiena na wierzchu jego dłoni, ani
przychodzące z niej niesamowite ciepło.
- Tak. - Warknął powoli i wyraźnie,
nakładając szczególny nacisk na ostatnią literę, po czym puścił
go bez ostrzeżenia i natychmiast otworzył drzwi, z tak samo zimnym
wyrazem twarzy jak podczas ich pierwszego spotkania.
Damien nie mógł się jednak
powstrzymać przed chociaż tym drobnym uśmieszkiem, który nie
chciał zejść mu z twarzy. Bardzo mu się to podobało.
- Cześć. - Odezwał się Toby,
pozwalając by niska kobieta pocałowała go w policzek. - To mój
współlokator, Damien Cole. - Damien posłusznie skinął głową,
grając normalnego, miłego gościa. To zawsze wychodziło mu
najlepiej. - Wybaczcie, że wcześniej was nie uprzedziłem. Damien,
to moi rodzice, Barney i Sophia Reus. - Cole podał rękę obydwóm z
rodziców Toby'ego, wykrzesując z siebie maksymalną ilość
pozytywnej energii. Nie to że nie umiał udawać, ale od jakiegoś
czasu jakoś wyjątkowo niesprawnie szło mu udawanie.
Przyglądając się jego rodzicom,
Damienowi wyraźnie świtało podobieństwo. Cała trójka miała
wyprostowaną, dumną postawę, wstrzemięźliwe gesty i ograniczoną
mimikę, pomijając podobieństwo genetyczne, ale do tego akurat
niespecjalnie miał oko. Mimo wszystko, jeżeli uważał Tobyego za
faceta średniego wzrostu, to jego ojciec był zwyczajnie niski,
mając co najwyżej metr siedemdziesiąt pięć z wielkim naciskiem
na „co najwyżej”. Matka zresztą też nie była wysoka, a już
na pewno niższa niż Bella. Obydwoje mieli brązowe włosy, jednak w
innych odcieniach – Sophia jaśniejsze, prawie blond, a Barney z
odcieniami rudawego. W dodatku kobieta miała błękitne oczy,
niepodobne ani do Belli ani do Tobyego.
Toby zaprowadził ich do pokoju,
rozmawiając o bardzo praktycznych, a dla Damiena, również bardzo
nudnych, rzeczach typu ich tygodnia, pracy czy nawet podróży,
brzmiąc przy tym zupełnie pusto, dostając w zamian takie same
puste odpowiedzi. Cole miał chwilową szansę, tylko jeden dzień,
by przyjrzeć się całym tym relacją rodzinnym. Było to... Trudne.
Przede wszystkim, zupełnie nie podobało mu się patrzenie.
Przypominało stare, zabliźnione już dawno rany, ale również
zwyczajnie nie chciał patrzeć na Tobyego wyglądającego w ten
sposób... Jak zwykły robot.
Myśląc pozytywnie, na szczęście
jeszcze nie zaczęli zadawać pytań na jego temat, co znaczyło po
prostu że nie musiał uruchomić swojego „patologicznego kłamcy”.
I zaczynał lubić to określenie.
- Wygląda na to, że będę musiał
dzisiaj spać w twoim pokoju Damien. - Odezwał się w jego stronę,
wchodząc do salonu, stojąc opartym o otwarte drzwi i nagle w jego
głosie zatliła się nutka zduszonych emocji. Z resztą, jego ton w
ogóle brzmiał w pół zduszenie.
Damien spojrzał na niego, spotykając
jego zimne oczy, niewzruszoną minę in defensywną postawę ze
skrzyżowanymi ramionami, co dawało całkiem zabawny kontrast z
czerwonymi policzkami i lekko rozchylonymi wargami.
Dla niego wyglądało to jak wyzwanie,
którego nie mógł podjąć. Albo przynajmniej nie całkiem.
- Nie ma problemu. - Wzruszył
ramionami i korzystając z faktu, że obydwoje z rodziców Tobyego
odwróceni byli do niego tyłem, puścił mu oczko, uśmiechając się
zuchwale. Toby przez chwilę wyglądał na totalnie niewzruszonego,
po czym oderwał się od drzwi, wskazując swoim rodzicom rozkładaną
kanapę. I kiedy Damien tracił już nadzieję na dalsza reakcję,
nieznacznie odwrócił się w jego stronę i wystawił koniuszek
języka, zmysłowo oblizując górną wargę.
Dziwne, wydawało mu się, że w
pomieszczeniu właśnie skoczyła temperatura.
- Jesteście może głodni? - Zapytał
Toby, powróciwszy do swojego płaskiego tonu. Będąc szczerym,
czasami mu to pasowała. Ta naturalne trzymanie się na wodzy
sprawiało tylko że Damien jeszcze bardziej i bardziej chciał mieć
go na własność i pozwolić mu odciąć się od tych bezsensownych
przyzwyczajeń. Chciał zobaczyć jakim człowiekiem byłby wtedy, bo
już teraz mógł zobaczyć przebłyski jego prawdziwiej osobowości.
Ani razu nie stracił uwagi na tyle by
nie zauważyć, że Toby i od niego chciałby odpowiedzi. Znaczy,
zapewne chciałby żeby Damien zamknął się w jego pokoju i
najlepiej nie wychodził aż do późnej nocy, ale on nie pierwszy
raz nie miał zamiaru współpracować.
Dlatego pokiwał mu tylko głową,
siadając przy blacie, wesoło podpierając się na ręce. Cóż, i
tak nie był na tyle dobry aby robić wszystko czego by sobie
zapragnął ktoś inny. Gdzie byłaby w tym zabawa?
Zanim jednak zdążył się odprężyć
i porządnie poobserwować jak państwo Reusowie rozpakowują
niewielką torbę przy kanapie, Toby przywołał go do siebie gestem
dłoni. Nie był z tym zbyt szczęśliwy, ale co zrobisz? Wyciągnął
się porządnie zanim wstał, podchodząc będąc pewnym by
przejechać ręką po każdej powierzchni, nawet jeśli Toby i tym
razem na niego nie patrzał. Miał wewnętrzną potrzebę.
- Hm? - Zapytał cicho, stojąc tuż
przy Tobym, który z kolei praktycznie wszedł do otwartej lodówki w
samym rogu pokoju, zanim odpowiedział mu, również szeptem, który
w salonie został na szczęście zagłuszony wcześniej włączonym
telewizorem:
- Myślisz, że dasz radę zachowywać
się w miarę przyzwoicie do wieczora?
- Ja i nieprzyzwoitość? - Zaśmiał
się i bezwstydnie złapał go za tyłek, wkładając dłoń w tylną
kieszeń jego spodni. - Nie żartuj.
- Serio, jesteś najgorszy.
- Wiem... Dlatego zamierzam w pełni to
wykorzystać. - Włożył druga rękę zanim Toby wyjął je obydwie
w stoickim spokoju i potrzymał je tak chwilę zanim nie westchnął
ciężko i nie puścił go, wyciągając z lodówki jakąś dziwną
zieleninę, którą oczywiście wepchnął mu w ręce.
- Skoro tak to się do czegoś przydaj
i połóż to na stole. Myślisz że dasz radę? - Damien prychnął
pod nosem „pewnie” i znowu wykonał „prośbę”. Miał
wrażenie, że robi się za miękki...
Rozłożył i zieleninę i talerze, i
nawet szklanki. I dał radę, niczego nie psując, co dla niego było
jednocześnie niczym wielkim bo przecież robił nie takie rzeczy,
ale i sporym osiągnięciem, bo wcale nie miał ochoty, a z
wykonywaniem rzeczy na które nie miał ochoty było już gorzej.
Znowu usiadł przy blacie, z Tobym obok
i Sophią naprzeciwko, nie mogąc do końca uwierzyć w to co się
właśnie działo. Jakoś totalnie nie pasowała mu rola kogoś
rodzinnego... Z resztą, Tobyemu też nie za bardzo.
Ciekawym było to jak mało teraz Toby
na niego patrzał, ignorował, unikał. Mimo to, a może właśnie
przez to, jedno spojrzenie tych zimnych zielonych oczu wystarczyło
by Damien czuł się zahipnotyzowany. Gotowy by zrobić wszystko, nie
ważne że mu się to nie podobało. Jakby Toby nałożył na niego
niewidzialna pseudo obrożę posłuszeństwa. Nie żeby kiedykolwiek
miał coś przeciwko nakładaniu na siebie obroży. Z drugiej strony,
nie od dzisiaj wiedział, że był bardziej sadystą niż masochistą,
dlatego tak bardzo chciał przywłaszczyć sobie Tobyego. W całości.
Cóż, nie od dzisiaj również wiedział, że był okropnie, może
nawet za, zaborczy.
Nie żeby mógł coś z tym zrobić.
- Więc Damien, wybacz, nie mieliśmy
jakoś czasu porozmawiać. Czym się zajmujesz? - Oprócz tego, że
Damien prawie zakrztusił się wcześniej wspomnianym zielskiem
słysząc swoje imię wypowiedziane w tak poważny sposób (co nie
stało się albo nigdy albo od co najmniej piętnastu lat), to...
Oczywiście. Nie można było uniknąć zwłaszcza tego pytania. Nie
do końca mógł winić tak poważnego człowieka za zadawanie
poważnych i bardzo oklepanych pytań, ale naprawdę nie widział nic
ciekawego w cudzych zarobkach. No, może oprócz faktu, że gdy zanim
trafił do psychiatryka i mówił im faktyczna ilość, to zazwyczaj
opadała im szczena i robili bardzo zabawną minę.
- Można powiedzieć, że pracuję w
służbie. - Usłyszał krótkie kaszlnięcie po swojej lewej i
naprawdę cudem powstrzymał nadchodzący wybuch śmiechu. Grunt że
się udało, bo Toby nie odniósł nic wielkiego w ukrywaniu swojego
szoku. Z resztą Barney też nie, bo wgapiał się go przez chwilę z
szeroko otwartymi oczami. Cóż, element zaskoczenia zadziałał aż
za dobrze.
- Wyobrażam sobie, że to ciężka
praca?
- Nie dla mnie, mam całkiem sporo
energii. - Mógł właściwie poczuć ponurą aurę wydobywającą
się od Tobyego, co nagle wydało mu się bardzo zabawne. Nie
spodziewał się, że będzie się tak dobrze bawił przy czymś
takim.
- Przepraszam, ale... - Tym razem
odezwała się Sophia, zastanawiając się przez chwile jak dobrać
słowa. - Toby jest skryty i... Wiesz może czy ma już dziewczynę?
- Wyglądała na jednocześnie zupełnie poważna i zupełnie
zmartwioną, sprawiając, że Damien musiał mocno ugryźć się w
język aby od razu nie wypowiedzieć czegoś idiotycznie zabawnego.
Domyślił się, że to dla nich byłoby bardzo niezręczne.
Potajemnie zerknął na Tobyego, który wyglądał jakby cierpiał
pod maską fałszywego spokoju, a jego twarz była czerwona jak
burak. Nie chciał żeby rodzice dalej nieświadomie dawali mu w
kość, ale z drugiej strony...
- Akurat ma.
Nie mógł się powstrzymać.
Z drugiej strony nie miał pojęcia co
innego mógłby powiedzieć, a zwykłe „nie wiem” nie było w
jego stylu. Później prawdopodobnie zapłaci za swoje błędy.
- Oh? Jaka jest? - Sophia natychmiast
wyraziła zainteresowanie, aż zaświeciły jej się oczy.
Załapała haczyk.
- Wysoka... I przede wszystkim bardzo
zazdrosna o każdego znajomego. Przysięgam, że chciałaby go mieć
tylko dla siebie. - Toby wydawał się nadążać, bo mocno złapał
go za udo, z daleka od wzroku jego rodziców. Z drugiej strony, mimo
znaku ostrzegawczego, wydawał się pośrednio zainteresowany jego
słowami. To dobrze, bo Damien starał się bardzo uważnie je
dobierać. - I, cóż, będąc szczerym, bardzo bardzo ładna. - I
Barney i Sophia przyglądali mu się z zainteresowaniem, prawie
dosłownie spijając jego słowa. Toby natomiast poddał się,
chowając twarz w dłoni i powoli kręcił głowa. Damien swobodnie
splątał swoje palce z jego, a do dwójki naprzeciwko niego
uśmiechnął się czarująco. Był świetnym aktorem i doceniał
publikę.
Państwo Reusowie wymienili zaskoczone
spojrzenia, ale zanim zdążyli zapytać o coś jeszcze, Toby zerwał
się z miejsca uprzednio puszczając jego rękę i począł zbierać
talerze, w ten sposób komunikując, że dla niego temat jest już
skończony.
Włożył je do zlewu, nie zmywając,
po czym podszedł do Damiena właściwie wciskając mu banknot, na
który Damien nawet nie zdążył spojrzeć.
- Miło by było, gdybyś chociaż
zrobił zakupy.
- Do usług. - Odpowiedział wesoło,
jednak gdy tylko zniknął za drzwiami, jego optymizm znikł,
zostawiając za sobą tylko szeroki szelmowski uśmiech...
***
Po jego wyjściu Toby wreszcie mógł w
pewny stopniu. Bardzo w pewnym, bo mimo tego, że ufał Damienowi na
tyle, by wypuścić go ze swojego domu, to wiedział, że nie
powinien go spuszczać z oczu ani na sekundę. Zdawał sobie z
konsekwencji jakie mogą z tego wynikać, mimo to pozwolił sobie od
tak go wypuścić. Właściwie, czuł że powoli zaczynał panikować,
ale starał się grać na spokojnie. Jeszcze nie było czasu na
martwienie, zwłaszcza, że był tu jego rodzice. Jeszcze nie musiał
się martwić, chociaż przyłapał się na nagłych utratach
koncentracji i sporadycznym patrzeniu na drzwi. Złapał parę
głębszych oddechów, starając się uspokoić, po czym zdecydował
się skupić swoją uwagę na czymś innym. Czymś co męczyło go
już od jakiegoś czasu...
- Ma... Mamo. - Nigdy nie był
specjalnie przyzwyczajony aby mówić do swoich rodziców jak... Cóż,
do swoich rodziców. Zawsze byli tacy odlegli, chłodni... - Nie
życzę sobie żebyś zadawała takie pytania moim znajomym. Z
resztą, pytania o pracę również nie są zbyt odpowiednie... -
Obydwoje spojrzeli się na niego z pseudo oburzeniem. Nie był
zaskoczony, w końcu nigdy tak do nich nie mówił. Tylko że nigdy
mu nie zależało, a teraz był dziwnie urażony i nie zamierzał tak
łatwo się wycofać.
- Nie powinieneś tak mówić do swojej
matki...
- Wiem. - Teraz wydawali się być
zszokowani. Z resztą, Toby sam już nie wiedział co mówi. Wiedział
tylko że niezwykle wali mu serce, że ma sucho w gardle i że ma
ochotę wyjść i szukać Damiena. I mogli to traktować jako
ucieczkę, szczerze to nie byliby w błędzie. Tyle lat dusił się
przez założone mu kajdany chorej „poprawności”, a teraz miał
jej już serdecznie dosyć. Chciał podjąć chociaż jedną decyzje,
nawet jeśli miała być tylko decyzja na to na co mogą sobie
pozwolić w jego domu.
Barney w końcu odpuścił, nie
zamierzając się kłócić, nie mogąc jednak powstrzymać się od
wypowiedzenia jednej ostatniej rzeczy:
- Zmieniłeś się.
- Nie bardzo. - Toby wzruszył
ramionami, wcale nie kłamiąc. - Po prostu nigdy wcześniej nie
miałem nikogo przy kim moglibyście narobić mi tyle wstydu...
Przepraszam, nie chce być nieprzyjemny, ale to mi się nie podoba. -
Zreflektował się szybko, zdając sobie sprawę, że zaczyna
zachowywać się jak rozpuszczony szczeniak. Niektóre rzeczy trzeba
było przełknąć, wiedział to. Zwłaszcza jeśli pochodzą od
rodziców.
- Przepraszam synu. Martwię się. -
Sophia zawsze lubiła wywoływać w nim niejakie wyrzuty sumienia,
natomiast Barney nie odezwał się już wcale. Cóż, trudno. - A
teraz mógłbyś rozłożyć tą kanapę? - Toby bez słowa wykonał
polecenie, przy okazji rozkładając na niej pierzynę, czując się
nie jak ich syn, ale jak kamerdyner. Dalej jednak łapał się na
nerwowym spoglądaniu w stronę drzwi. Damien przecież jednak nie
wróci w pięć minut, zdawał sobie z tego sprawę i taką miał
nawet nadzieję. Ale jako iż jego rodzice przyjechali dość późno,
to robiło się już zupełnie ciemno, co wywołało w nim jeszcze
większy niepokój. Nie żeby bał się o Damiena, co to to nie...
Bał się o ludzi którzy go spotkają.
- To ja się już usunę. - Mruknął
do rodziców, zgarniając z blatu wcześniej zostawionego tam tablet.
Miał zamiar martwić się w samotności. Z resztą, oni i tak zawsze
zasypiali wcześnie, nie chciał być specjalnym problemem. -
Dobranoc.
Zamykając drzwi usłyszał jak mu
odpowiadają, po czym udał się do sypialni leżącej po drugiej
stronie mieszkania, obok łazienki. W zasadzie to zawsze spał w
salonie, zazwyczaj przed telewizorem, ale mimo to ją miał. Na co
dzień przydawała mu się bardziej jako swego rodzaju schowek na
dodatkowe rzeczy, chociaż i tak nie miał tam bałaganu. Kupił to
mieszkanie z myślą bardziej o gościach, co dla osoby trzeciej nie
miało specjalnego sensu, bo takowych miewał rzadko. Ale on po
prostu, niewytłumaczalnie, lubił mieszkania z dużą ilością
pokoi w których jakby co mógł się zakwaterować. Nigdy za bardzo
o tym nie myślał, było go stać i tyle. Z resztą, teraz cieszył
się z dodatkowego pokoju, bo mógł tam na weekendy zakwaterować
Damiena, oczywiście pod warunkiem że zrezygnuje z nawyków
usypiania przy nim.
W sypialni znajdowało się naprawdę
małe biurko krzesłem i łóżko, które było za duże na nazwanie
go pojedynczym, a za małe na nazwanie go podwójnym, w dodatku wejść
do niego można było tylko od jednej strony, bo stało tuż przy
ścianie.
Zabawne, ale dopiero zaczął się
stresować myślą o spaniu w nim z Damienem. Pewnie że nie
powinien, bo w teorii to nie byłby pierwszy raz, ale... To wydawało
mu się inne. Albo przynajmniej na tyle inne, że nie mógł się
zmusić do bezpośredniego patrzenia na nie. Więc tego nie zrobił i
zamiast tego zabrał z szafki swoją pidżamę (tak, spał w pidżamie
jako prawowity zimnokrwisty obywatel, dokładniej w luźniej koszulce
i przydługawych gaciach) i wziął szybki prysznic, starając się
nie zastanawiać się nad niczym specjalnym, ale nie mógł nic
poradzić na to, że jego myśli same uciekały w bardzo złym
kierunku.
No cóż, w końcu i on był facetem...
Dlatego odkręcił lodowatą jak na
jego standardy wodę i przynajmniej choć trochę ocucił się z
dziwnego stanu jego mózgu.
Wywalił ciuchy do kosza na pranie i
ubrał się w pidżamę po czym wszedł do pokoju... Omal nie
dostając zawału przez Damiena, którego zastał leżącego na łóżku
w pokoju. Po ciemku. Wolał nie pytać. Z resztą, zanim zdążył,
Cole rzucił w niego bliżej niezidentyfikowanym obiektem, który
naprawdę cudem zdołał złapać. Zerknął na pudełeczko trzymane
w rękach...
Prezerwatywy...
Jego mógł przeżył nagłe
zatrzymanie, wpatrywał się nie pusto przez pewnie i ponad minutę,
mając wrażenie, że zesztywniało mu ciało, zanim zwyczajnie nie
upuścił ich na ziemię, dalej nie do końca przetwarzając właśnie
przeżytego zdarzenia.
- Wow, jak na dorosłego faceta to masz
całkiem niezwykłe reakcje. - Wymruczał Damien, który przez cały
czas wydawał się czysto zainteresowany sytuacją.
Toby schował twarz w dłoniach wydając
z siebie dziwny umęczony jęk. Brakowało mu słów.
- Chciałem jakoś poprawić ci humor.
- Cóż, gratulację.
- Wiem, jestem genialny. - Przesunął
się na skraj łóżka, przytulając nogi Tobyego, który powoli
odważył się wychylić oczy zza swojej bezpiecznej ręcznej osłony.
Ujrzał tylko Damiena, który uśmiechał się zawadiacko, wyraźnie
zadowolony z siebie, na co natychmiast uniósł wzrok na sufit,
delikatnie postukując go po głowie pięścią. - Nie złość się.
- Nie złoszczę, tylko zastanawiam nad
swoimi wyborami życiowymi. - Damien zaśmiał się i puścił,
wstając. Tobyego zaczynało drażnić to jak takim prostym ruchem
mógł zapewnić sobie na niego łatwy wgląd.
- Jesteś uroczy. Na serio.
- Tak jasne. A teraz do mycia i spać.
I przestań się do mnie kleić, bo dalej wieje od ciebie chłodem. -
Odepchnął od siebie przyczepne ręce i rzucił mu jakieś swoje
większe ubranie, starając się nie myśleć. W ogóle. Bał się,
że jeśli zacznie to zapadnie się pod ziemię. Dopiero kiedy Damien
faktycznie wyszedł z pokoju, mógł się względnie odprężyć, a
po dźwięku wody nalewanej do wanny domyślił się że ma sporą
chwilę dla siebie.
I dopiero wtedy zaczął myśleć.
Przede wszystkim o konwersacji jaką odbyli przed niefortunnym
przyjazdem jego rodziców... I siadając na małym krześle, sięgnął
po tablet. Jedyną rzeczą jaką pamiętał z akt Damiena była data
jego urodzin, chociaż wiedział że za tak małe zwracanie uwagę na
jego faktycznie leczenie mógłby wylecieć w kilka sekund. Jednak
tym miał zamiar zająć się później, teraz zainteresowany był
czymś zupełnie innym...
Nie musiał długo szukać, aby znaleźć
incydent, który zaprzątał jego umysł. I to powoli wprawiało go w
szok. Przeglądał stronę za stroną, wiedząc coraz więcej,
wiedząc coraz więcej. Idąc tym tropem, sprawdzał coraz więcej
wydarzeń, sprzedając sobie mentalnego kopniaka za nie sprawdzenie
tego wcześniej, czuł że traci oddech...
- Co robisz? - Usłyszał centralnie
nad sobą ciekawski głos, praktycznie podskakując na miejscu, zanim
Damien oplótł jego ramiona własnymi, a podbródek oparł na jego
głowie.
Toby znieruchomiał.
Czuł świeżo ściekające z Damiena
krople wody i zapach jego własnego szamponu. Czuł nagą wilgotną
skórę napierającą na tył jego ubrania. Przeszedł go dreszcz.
- Kłamałeś. - Odezwał się
ostrożnie i zupełnie bez przekonania. Uleciała z niego cała
pewność siebie, czuł że jedyne co może w tym momencie zrobić to
zaciskać w dłoni tablet. Mimo to, postanowił mówić dalej, nie
dbając o pojawiającą się w jego głosie chrypkę. - Sprawdzałem
kilka spraw sprzed paru... Dobrych paru lat... Wcale nie zabiłeś
swojej matki... Nie tak jak mówiłeś... - Damien milczał przez
chwilę, żeby zaraz potem, zamiast się odzywać, wyprostował się.
Tym razem tylko dłonie zostały na ramionach Tobyego, ale to wcale
nie pomogło, gdy Damien zdawał się rozmyślić i schylił się,
szepcząc wprost za jego ucha, owiewając go chłodnym powietrzem,
szepcząc cicho, brzmiąc groźnie, ostrzegawczo...
- Co znalazłeś?
- Wykryto u niej zaburzenia
psychiczne... I... Ty nie udawałeś, ty naprawdę zabiłeś ją w
samoobronie... Twój ojciec... Albo raczej ojczym poparł twoją
wersję... Wcale nie został karany... - Doskonale zdawał sobie
sprawę, że mówi wolno i cicho, i że jego oddech zaczyna się
spłycać. Jednak najgorsze było to, że czuł tylko drobny
dreszczyk strachu, który zdawał się tylko wzmacniać powoli
rodzące się podniecenie.
- To wszystko?
- Nie. - Palce Damiena zręcznie
przesunęły się po jego szczęce i szyi w dół, powoli drażniąc
nieznośnie delikatnym dotykiem obojczyki. Jego skóra wydawała się
palić, czuł się jak w gorączce. - Złapali cię niedawno... Za
przechowywanie narkotyków, z licznymi podejrzeniami bójek...
- Nigdy nie byłem grzeczny, Toby. -
Druga ręka zjechała na pas, przesuwając się po brzuchu,
podwijając koszulkę i wsuwając się pod nią, krążąc po jego
rozpalonej skórze. - I dalej nie zamierzam być grzecznym.
Toby wpatrywał się cały czas przed
siebie jak zahipnotyzowany. Powoli odłożył tablet, dłonie
trzymając dalej na stole. Jego ciało wydawało się być
sparaliżowane.
Odchylił głowę do tyłu, eksponując
swoją szyję, pozwalając by Damien przesunął po niej językiem,
ssąc miejsce tuż przy barku. Z jego gardła wydobył się głuchy
jęk.
I w tym momencie Damien odsunął się,
przesuwając dłonie od jego brzucha po ramiona, puszczając go
wolno, pozwalając mu się obrócić.
Toby się nie mylił, Damien miał na
sobie jedynie ręcznik przewieszony przez biodra, drobne blizny
pokrywały jego umięśniony tors i ręce. Uśmiechał się
łobuzersko, krzyżując ramiona. Toby patrzał na niego spod byka,
próbując uspokoić przyspieszony oddech.
- Wstań. - Zakomenderował krótko
Damien, odsuwając się o krok. Toby uniósł brew, ale wstał, mimo
tego że czuł się jakby jego nogi były z waty. - Zdejmij koszulkę.
- Zacisnął dłoń na ubraniu, patrząc Damienowi prosto w oczy,
powoli zaczął podwijać ją do góry, wreszcie w całości
ściągając i odrzucając ją gdzieś na bok. Damien przekrzywił
głowę, wyciągając do niego dłoń, którą po chwili
zastanowienia chciał pochwycić, jednak Cole tylko przesunął po
niej palcami, chwytając jego przedramię i pociągnął go w swoją
stronę, drugą ręką łapiąc go za policzek i pocałował go,
powoli, zmysłowo, głęboko. Był w tym naprawdę dobry.
Toby pozwolił mu się poprowadzić,
czując za sobą łóżko, usiadł na nim, jednak Damien pokręcił
głową, delikatnie popychając go do tyłu, zmuszając do położenia
się.
- Za to ty jesteś bardzo bardzo
grzeczny... - Zaśmiał się cicho, wsuwając kolano pomiędzy jego
zgięte nogi. - Ręce na moje ramiona. I ich nie puszczaj. - Toby był
poniekąd wdzięczny za tę komendę, bo już od jakiegoś czasu nie
wiedział co zrobić z rękami, zacisnął palce mocno na
zaskakująco silnych ramionach Damiena, starając się uspokoić
niekontrolowane drżenie ciała. Było mu okropnie gorąco. Odwrócił
głowę na bok, nagle nie mogąc wytrzymać szarpiącego nim
napięcia.
- Chyba spadł ci ręcznik.
- A jest to problem? - Pokręcił
głową, nie mogąc wyrzucić z siebie już nic innego, czując jak
Damien wsuwa dłonie pod jego spodnie, zaciskając je na jego
pośladkach. Niekontrolowanie wygiął się w łuk, gorące usta
Damiena prześlizgnęły się po jego szyi. Powoli ściągnął z
Tobyego spodnie razem z bokserkami i odrzucił je gdzieś za siebie,
specjalnie nie dbając w tej chwili o porządek. Kontrola jaką czuł
porządnie go ekscytowała, jakby sam akt nie był wystarczający. -
Nie będę kłamał, na początku nie będzie zbyt przyjemnie, ale
potem... Pamiętaj żeby nie być za głośno. - Z nienaturalną
wręcz delikatnością przejechał dłońmi po udach Tobyego, łapiąc
pod kolanami i unosząc je do góry, zasysając własne palce,
sprawnie je w niego wkładając, drugą ręką dalej podtrzymując
jego nogę.
Miał rację, nie było to specjalnie
przyjemne, ale nie bolało...
Damien zassał się na jego obojczyku,
wykonując sprawne ruchy w środku... Trafiając w punkt.
Toby jęknął głośno zanim zdążył
się powstrzymać, wbijając paznokcie mocno w jego skórę,
natychmiast zatykając sobie usta drugą ręką. Damien zatrzymał
się w połowie ruchu, podnosząc się, oblizując usta. Podniósł
prezerwatywę z rozwalonego pudełeczka ciągle leżącego na ziemi.
- Powiedziałem ręce na barki. - Jego
ton był rozkazujący, niecierpliwy, Tobyego uderzały niesamowite
fale gorąca już od słuchania tego zachrypniętego głębokiego
głosu. Nie mógł go nie posłuchać. Odchylił głowę,
przygryzając wargi, starając się nie krzyczeć z szalejącego w
nim podniecenia. Nigdy w życiu nie czuł czegoś takiego. - Dobrze.
- Damien rozerwał paczuszkę w zębach, nakładając ją na swojego
członka, wreszcie wyjmując z Tobyego palce, wchodząc w niego
powoli. - Boli? - Toby nie odpowiedział. Nie był w stanie wydobyć
z siebie głosu, tylko płytkie sapanie. Jego ciało było w czystym
szoku, ekstazie pomieszanej z bólem. Damien sam musiał mocno się
ugryźć, bo nieważne jak bardzo nie chciał się do tego
przyznawać, powoli tracił nad sobą panowanie. Ale nie chciał go
skrzywdzić.
Dlatego na początku poruszał się
wolno i delikatnie, umieszczając niechlujne pocałunki na jego
skórze, łapiąc się na przyspieszeniu, coraz mniej dokładnym
dotykaniu ciała Tobyego, aż wreszcie przestał być delikatny,
czując jakby stracił rozum, ssąc i liżąc rozgrzaną nagą skórę
jego szyi, słysząc przy uchu urwane, usilnie tłumione jęki.
Nakręcało go to jeszcze bardziej.
Wiedząc jak bardzo Toby musi się powstrzymywać, jak to on
powodował u niego taki stan.
Nie mógł się kontrolować, zaczął
na przemian stymulować go ręką aż wreszcie zwyczajnie ugryzł go
w ramię.
Dla Tobyego było to wystarczające.
Doszedł z urywanym krzykiem, dalej
kurczowo wbijając paznokcie w skórę Damiena, który wylizywał
drobne kropelki krwi spływające z ranek.
Sam też nie zamierzał już długo
tego ciągnąć.
Wykonał jeszcze parę głębokich,
ostrych ruchów i również skończył, znowu gryząc jego szyję.
Leżeli na sobie tylko przez chwilę
zanim Damien wstał i nie wywalił brudnej gumki przez okno.
- Wybacz, to jedyne na co mnie w tej
chwili stać. Jutro się to ogarnie. - Wzruszył ramionami, trochę
martwiąc się brakiem jakiejkolwiek odpowiedzi. Sam ledwo łapał
oddech, ale Toby wyglądał jak ryb a wyrzucona na brzeg, leżał
dalej w tej samej pozycji, patrząc się w sufit. Damien przysiadł
na łóżku, z troską odgarniając mu włosy z czoła. - Żyjesz?
- Bardziej niż zwykle. - Wydusił z
siebie Toby, dalej kręciło mu się w głowie i było niemiłosiernie
gorąco, ale powoli wracał do zmysłów. Powoli.
Damien zgasił światło, w pokoju
zapanował zupełny mrok, a mimo to odnalazł swoją drogę do łóżka,
przykrywając Tobyego i wtulając go w siebie, samemu obejmując go w
pasie. Toby jak raz nie miał nic przeciwko. Był wykończony i
bardzo bardzo śpiący... Mimo to rozpierało go prawie irracjonalne
szczęście.
- Już nigdy nie chce cię puszczać...
- Usłyszał ostatnie wymruczane mu do ucha zdanie zanim zupełnie
odpłynął, delektując się nieskończonym ciepłem Damiena,
mężczyzny którego kochał.
ŁO JEŻU EUROPEJSKI, STRAŻNIKU NASZYCH POLSKICH SADÓW!!! <33333333333333333333333333333333
OdpowiedzUsuńNORMALNIE CIĘ ZA TO KOCHAM I AŻ GWAŁCĘ CAPSLOCKA <33333333333333333 XD
TEN ROZDZIAŁ WYGRAŁ ŻYCIE *____________________________* *wysyła jej pocztą serce, duszę i ogólnie parę fajnych narządów wewnętrznych* XD
Zwłaszcza ostatnia część ( ͡° ͜ʖ ͡°) XD Błagam, kcem tego WINCEJ! XD *^* *już zaczyna pisać petycję o nowy rozdział*
Wchodzę sobie na blogusia po tygodniu ciągłego zakuwania (ale się opłacało xD) i co tu widzę? Nowy Ciekawy Pacjent! *~* *banan na ustach jak nie wiem co* Czytam, czytam i z każdą chwilą tęczowa ślina wypływa mi z kącika ust coraz bardziej, a aktualnie to wyglądam tak: *leży zwinięta na łóżku w pozycji ambrionalnej i przewraca się z boku na bok, piszcząc dosłownie z radości i fandomu, nie zwracając uwagi na śpiących domowników* (Ona mówi serio, weźcie, to przerażające O.o *Marcello wskazuje Alek palcem i odsuwa się od niej o krok dalej*) ^^"
Naprawdę, Wy i Wasz blog macie prawdziwego fangirla XDD :D Jesteście oficjalnie na mojej liście najlepszych fandomów xD ^^
Ale do rozdziału wracając! XD
Żywię już szczerą niechęć do rodziców Tobiego i miałam cichą nadzieję, że im się ujawni, choć to było pewne, że tak się nie stanie xD Ale i tak jestem dumna z Tobiego, że choć trochę im się postawił! XD ^^ Mogę go adoptować? Naprawdę, będę świetną matką! XD *^* Będę go kochać i bardzo wspieram i dopinguję jego związek z Damienem! *^* xD *rzuca się na biurko i wyciąga z szuflady papiery adopcyjne* Jestem gotowa *^* XD
À propos Damiena xD Punktujesz u mnie za rzucenie w Tobiego gumkami i jego reakcję xD <3
Może to dziwne, ale mam nadzieję, że rodzice ich usłyszeli XDD
I błagaaam, więceeej xD *najbardziej szczenięce ocka w życiu* Wieem, jestem zboczona XD
( ͡° ͜ʖ ͡°)
W ogóle - opisiki pierwsza klasa i mówię to całkowicie szczerze, a naprawdę w tym jestem bardzo wybredna xD ^^ Więc serio *bije pokłony* C:
Nie mogę Cię zabić, bo kto mi napisze kolejny rozdział, hę? XD *popycha ją w stronę laptopa* XD
Czekam na duużo więcej, weny i życzę, żeby Was nie męczyli w szkole tak bardzo jak mnie xD,
~ Alexandra \(*^*)/
Ps. Ja dzisiaj nie zasnę XDD Będę się tym jarać cały jutrzejszy dzień, a nawet kilka następnych xD *-* <3
Powiem co ze...Anon zdychala poszac to ale w efekcie jestem z niej dumna ❤
OdpowiedzUsuńTeż jestem z niej dumna! XD C: Czytam to w kółko i w kółko i nie mam dosyć XD To złe? XDD
UsuńNie XD Mialam lennego caly rozdzial...😏😏😏
UsuńJa mamteż podobno lennego zawsze, ale w czasie czytania tego, miałam jeszcze większego XDDD
UsuńO nigga... Potrzebuje wakacji... XD
UsuńEkhem, naczytałam się przez lata dobrych +18 yaoiców i jeszcze sporo mi brakuje... ALE TO MOŻE PRZEZ TO ŻE DOSTAJE NERWICY JAK TO PISZE. XD
Zbierałam się do tego... Jakiś czas. Doszłam do wniosku, że to już pora. Mam nadzieję, że nie dostanę traumy. *Anon nie jest dobra w pisaniu romansów*
Cieszę się, że ktoś wreszcie docenia Tobyego i jego odwagę, bo Honestowa tylko się z niego śmieje, że dziewica, a on przecież biedak mimo to nadąża. ;-;
Chcesz... Zostać jego drugą mamą? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Ekhem, z rodzicami będą jeszcze dalsze motywy, nie wiem czy to dobrze czy źle... W ogóle mam już plany na najbliższe tak zwane fhuj czasu do przodu i powiadam, będą się niezłe fiksy działy. XD
Scena z rzucaniem gumkami jak i wiele innych podobnych mu faz powstała podczas mojego wegetowania z Alex... Powstał wtedy również pięciokąt D, ale chyba nie chce o tym mówić... X'DD
Buahah, a ja drugi tydzień chora, taki myk. Ale przesyłam najszczersze współczucia... I w tym roku nie jest źle z ocenami, także mogę luzować. B)
Takie tam uprzedzenie, dam się chłopakom póki co trochę wyszaleć... Ale i tak nie za bardzo, bo nie zapominajmy, że Damien dalej jest pacjentem.~
Dziękuję za komentarz i... ZBOCZUCHY ALEXOWE, DAJCIE MI ODDYCHAĆ, BO TO DLA MNIE TRAUMA ZA KAŻDYM RAZEM. X'DD
JA I TAK JESTEM Z CIEBIE BARDZO DUMNA I JEST ŚWIETNIE, NIE GADAJ, BO Z MIOTŁĄ POGONIĘ ZA GŁOSZENIE HEREZJI! XDD *grozi, bo pfeciesz ona iest taka grośśna XD*
UsuńChcę zostać jego mamą, zdania nie zmieniłam! XD *rzuca na stół papiery adopcyjne*
"Pięciokąt D" brzmi ciekawie XDD
Przepraszam, ale MUSZĘ CZYMŚ MOJE ZBOCZENIE KARMIĆ, więc nadal będę nalegać XDDDD (Anon, plz, ona potem shipuje mnie ze wszystkim, co się rusza *Marcello robi zrozpaczoną minę* Coo? Pierwsze słyszę! *Alexandra się oburza i popycha go na przechodzącego obok Magsa* WIEDZIAŁAM, ŻE NA NIEGO LECISZ! *szczerzy się jak walnięta* WIDZISZ, O CZYM MÓWIĘ, ANON? T^T) xD *ten uczuć, gdy twoi znajomi nie mieszkają blisko ciebie, więc tworzysz sobie w swojej głowie kilku innych [*]* XDDD
*powoli unosi ręce w geście poddania* Ja już nic nie wiem! XD
UsuńW porządku... W takim razie możesz ze mną zostać jego mamą... Znaczy, w sumie mogę grać tatę... Ma ktoś sztucznego wąsa może? XD
OJ NIE, BRZMI JAK ZA DUŻO WEGETACJI.
Znowu mówią do mnie Anon *wspomnienia*
Ekhem, czymajta się tam panowie i panie, a ja to zrobię gdy nadejdzie czas *wizja jak z króla lwa*. Ale poważnie, ja mam już obcykane gdzie co i kiedy, także o to się nie martwcie.~~
Pytanie tylko, kiedy ten rozdział nadejdzie~~