To wina Alex, tralala~~
I muszą ją dogonić z ilością opek, tralala~~ BD
***
Nie mogę w żaden sposób udowodnić jego istnienia, czy też obecności w moim życiu, ale jednego jestem pewien – nie jestem szalony. Doskonale pamiętam jego wygląd, okrągłą twarz bez żadnych znaków szczególnych.
Pamiętam każdy najmniejszy szczegół jego wyglądu i jestem pewien, że gdybym był chociaż trochę lepszym rysownikiem, to bez problemu odtworzyłbym go na kartce papieru, ale jako iż moje umiejętności są raczej niskie, to przynajmniej opiszę go tutaj, moje najciekawsze chwile spędzone z tą niezwykłą osobą.
Na początku muszę jeszcze zaznaczyć – nie pasuje on do końca do wszystkich postaci tak starannie tu opisywanych, dla mnie był bardziej realny. I właśnie przez to mnie przerażał.
Nie potrafię sobie przypomnieć naszego pierwszego spotkania, ale podejrzewam, że było to pierwszego września roku 2010, bo właśnie przestąpiłem próg gimnazjum i wplątałem się w tamtejsze problemy. I tu pojawia się mój kolejny, osobisty dowód na istnienie Olivera Cartera. Otóż jego nazwisko widniało na liście osób wyczytanych, a i ludzie zwracali się do niego normalnie.
Ale nie tak jak on do nich.
W tym miejscu przerwę na chwilę, ale muszę to wyjaśnić, by kontynuować. Moja rodzina należy do tych... Nieciekawych. Może nie jest to jakaś ogromna patologia, ale byłem na tyle samotny, że w szkole próbowałem w jakikolwiek sposób zwracać uwagę moich, niezbyt przyjemnych, kolegów.
I tu kolejny powód, dla którego w ogóle nie kojarzyłem Olivera – nigdy ani mi nie dokuczał, ani nie bronił, był cieniem, który stał z boku i obserwował.
Cóż, może gdyby któryś z nas wtedy coś zrobił, to nie musiałbym tego pisać... Ale nikt nie zrobił nic...
Nasza pierwsza rozmowa odbyła się, bodajże, pod koniec marca, roku 2011.
Dziwne nie? Przez ten czas nie zamieniłem ani jednego zdania z kolegą z klasy. Wtedy to stanąłem obok niego i patrząc na „szkolną parę”, nieświadomie wypowiedziałem słowa „Też bym chciał mieć taką dziewczynę”. Tego co odpowiedział, nie zapomnę.
„Daje im trzy dni”
Spojrzałem na niego w kompletnym szoku. Nie widzieli za sobą świata, czemu mieliby się rozstać?
Ale był taki pewny siebie. Patrzał tylko zimnym wzrokiem prosto w tamte dwie osoby, po czym wzruszył ramionami i ruszył korytarzem.
Nie wiedziałem czy się śmiać, czy żałować człowieka. Doprawdy, dziwna osoba. Ostatecznie machnąłem na to ręką i wróciłem do swoich zajęć.
Dlatego nigdy nie zapomnę co stało się dokładnie trzy dni później. Informacja o ich rozstaniu rozbiegła się po szkole z taką prędkością, że nie dało się nie usłyszeć zdziwionych szeptów. Wtedy też postanowiłem znaleźć Olivera i zapytać, jakże banalne pytanie „Skąd wiedziałeś?”. Lecz zanim zdążyłem to zrobić, on zbył mnie słowami „Po prostu znam się na ludziach”.
Próbowałem go zagadać raz za razem, a on odpowiadał, pomimo że wyraźnie zaczynałem go irytować. Nie mogłem przestać, po prostu musiałem wiedzieć, co jest grane.
Nie dowiedziałem się.
A przynajmniej do połowy kwietnia.
W połowie kwietnia pewna dwójka przesadziła z „zaczepkami” i w efekcie leżałem półprzytomny na ziemi, modląc się o pomoc. Ale moich wołań nie usłyszał anioł, ale raczej sam szatan.
„Może zostawicie go już w spokoju, hmm?” Usłyszałem głos, którego mimo wszystko nie mogłem pomylić z żadnym innym.
„Tylko co na to może zdziałać taki kurdupel?” Tak, wyjęli mi to wprost z myśli. Tak, Oliver był niski. Nawet bardzo niski. Mógł mieć najwyżej metr sześćdziesiąt i ważyć z pięćdziesiąt kilo. Dlatego zawsze się dziwiłem, że nie jest wyśmiewany.
Może to przez tę niesamowitą aurę mówiącą „lepiej zostaw mnie w spokoju”? W każdym razie, stało się coś dziwnego. Oliver totalnie ich pobił. Tak, on sam również ostro oberwał, ale wyglądał, jakby nawet się tym nie przejmował, jakby to była codzienność.
„Rusz się. Może ich załatwiłem, ale znam swoje możliwości.” Warknął, chociaż łatwo dało się poznać, że wcale nie jest zły. Z niemałym trudem wstałem i razem udaliśmy się do miejsca, które według niego było bezpieczne. No cóż, mi opuszczony domek, który wyglądał, jakby zaraz miał się rozpaść wcale nie wyglądał bezpiecznie, ale to wszystko chyba zależy od punktu widzenia. Pamiętam, że wtedy się śmiał z tego co powiedziałem... Może było to coś w stylu „Czy ty jesteś demonem?”, nie wiem.
Pamiętam tylko do dziwne uczucie, kiedy się śmiał. To nie był normalny śmiech, to był śmiech człowieka zmęczonego i bynajmniej chodzi mi tu o walkę.
Wyglądał, jak człowiek w poważnej depresji, chory. Podkrążone zielone oczy, na które opadała za długa grzywka, rozkopane brązowe włosy do łopatek, pogniecione i średniej jakości, nieco za długie ubrania i chorobliwie blada, niemal szara skóra. Może to było powodem tego, że ludzie raczej się do niego nie odzywali?
Cóż, myślę, że to raczej nieistotne.
Istotne jest to, że przez moją wpadkę pozwolił mi w pewien sposób wejść do swojego świata.
Świata chłodnych kalkulacji i wrogich uczuć.
Uwierzcie mi, jego przemyślenia nie mogły być w jakikolwiek sposób normalne, ale nie potrafiłem też konkretnie wskazać, co z nimi jest nie tak. To tak, jakbyś zobaczył na drodze zdechłego kota, z flakami na wierzchu i zastanawiał się, czy to robota psa, czy też samochodu.
Wiem tylko, że każde jego spostrzeżenie było trafne.
Jak się wkrótce potem dowiedziałem, była to zasługa jego niebywałej inteligencji i pamięci. To były jego zalety i asy w rękawie, bo minusy były widoczne na pierwszy rzut oka. Pomimo tego, że wtedy pobił tych gości, jak sam stwierdził, był to „szczęśliwy traf”, bo fizycznie faktycznie był dosyć słaby. Sam nigdy nie byłem dobry ze sportów, ale z łatwością pokonywałem go w, na przykład, siłowaniu na rękę.
Jakby geniusz został zamknięty w ciele małego dziecka.
Cóż, gdy wspominam Olivera, to jedno wspomnienie wręcz świeci na tle innych. Mniej więcej w czerwcu, roku 2011 nie mogłem znaleźć go na terenie szkoły. Myślałem już, że znowu uciekł, gdy nagle przypomniałem sobie o istnieniu pewnego miejsca, w którym mógłby być.
„Zamknięta” łazienka na trzecim piętrze. Czemu „zamknięta”? Otóż wtedy jeszcze odbywał się tam remont, ale tylko i wyłącznie w weekendy, by nie zaburzać pracy uczniów i całe piętro zostało tymczasowo zamknięte, ale i tak łatwo można było się tam dostać, z czego też Oliver często korzystał.
Więc tam się udałem i możliwe, że to był błąd mojego życia.
Ktoś popełnił samobójstwo, powiesił się w toalecie.
Do tej pory nie lubię o tym myśleć. To był jeden z moich dręczycieli, w dodatku z mojej i Olivera klasy. Nie mam pojęcia dlaczego to zrobił... Jak teraz o tym myślę, to nawet mogła być sprawa Olivera, on był to tego zdolny...
Upadłem na kolana, a szalona plątanina emocji zalała mi umysł. Nie mogłem nic z siebie wydusić, ani nic zrobić.
I wtedy usłyszałem:
„Stawiam, że wisi tu już z godzinę... Kiedy przyszedłem był w miarę świeży”
Oliver siedział, opierając się o ścianę, jakby nic się nie stało.
Znajdował się idealnie naprzeciwko trupa i studiował go wzrokiem. Znowu widziałem to zimne spojrzenie.
Zdziwiony wydukałem tylko „Dlaczego nie wezwałeś pomocy?”, zerknął na mnie przelotnie i podparł się na dłoni, mrucząc „To nie moja sprawa”.
Spanikowałem i wezwałem dyrektora. Nawet wtedy Oliver nie ruszył się nawet o milimetr i tak też go zastaliśmy. My dostaliśmy terapeutę, a żaden nauczyciel już nic nie wspomniał o „ciekawym” zachowaniu jednego z uczniów.
Ale już tego samego dnia coś do mnie dotarło, czego nie omieszkałem zresztą wykrzyczeć mu w twarz.
„Wiedziałeś o tym!”. Prawie płakałem, rzadko kiedy czułem coś takiego. Tak bardzo się we mnie kotłowało, że pomimo że zazwyczaj nie okazuję zbyt dużo emocji, to żal prawie się ze mnie wylewał.
„Wiedziałeś o tym, że on to zrobi, prawda?” Zawyłem żałośnie. On uniósł brew i z ironicznym uśmiechem odpowiedział „To twoja teoria”, po czym zostawił mnie samego. To dobrze, jestem pewien, że w innym przypadku bym go pobił. Zwłaszcza, że znowu czułem od niego alkohol.
Nie mam pojęcia, czy Oliver pił naprawdę, czy po prostu przebywał z pijakami, zawsze wyglądał tak samo. Niczego nie dawał po sobie poznać.
Po tym wydarzeniu nie rozmawiałem z nim przez naprawdę długi czas.
A potem wszystko posypało się niesamowicie szybko.
Raz zauważyłem go podczas wakacji... Nie miał się „zbyt dobrze”. Szczerze, to pierwszy raz widziałem go w takim stanie. Był pobity, palił, widziałem, że trzęsą mu się ręce, a gdy podszedłem bliżej, zauważyłem tylko jego, jak zawsze, podkrążone, ale tym razem i przestraszone oczy. Do tej pory nie wiem co mogło się stać, mam dużo pomysłów, ale żadnych potwierdzeń. Próbowałem przywrócić go do porządku, ale zbył mnie zupełnie. Był zbyt roztrzęsiony. Zastanawia mnie co mogło wprowadzić w taki stan człowieka, którego nie ruszyło nawet czyjeś samobójstwo... W każdym razie, nie widziałem go już do końca lata.
A kiedy wreszcie zjawił się w szkole, wydawało się, że nic się nie zmieniło.
Do czasu.
Przyłapałem go na cięciu się w szkolnej toalecie.
„Testuję”, powiedział. Faktycznie, nie wyglądało to jak zwykłe cięcie się nastolatka, tylko jak pewne testy. Najpierw ciął głęboko, po czym zaciskał i rozluźniał pięść, pusto patrząc na zrobioną ranę i nie pozwalał sobie pomóc, dopóki nie był na skraju utraty świadomości.
Przerażały mnie te „stany”, ale nie był to koniec. Czasami na lekcji zaczynał uśmiechać się dziwnie pod nosem, a na niektóre „odzywki” nauczycieli wybuchał ironicznym śmiechem. Nie wiem co stało się w wakacje, ale czułem się winny. Czułem, że zostawiłem go i tak skończył, że zatracił siebie.
Jednak nie umiałem mu pomóc... A może nie chciałem? Cóż, nie skłamię mówiąc, że się bałem. Bałem się, że przesadzi z... Tym wszystkim.
Gdybym tylko wtedy coś zrobił.
Coraz rzadziej pojawiał się w szkole, a pod koniec listopada w ogóle przestał przychodzić.
„Znalazłem” go dopiero szóstego grudnia... A właściwie, to on znalazł mnie...
Nie macie pojęcia jak zdziwiony byłem widząc go w moim pokoju.
„Prezent Mikołajkowy”, mruknął patrząc w podłogę. Chyba wtedy odsłonił część swoich „tajemnic”. Wyglądał tak jak dawniej. Nie był pijany, pobity, czy inne rzeczy tego typu. Za to dostrzegłem coś dziwnego, odległe wspomnienie wróciło. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że było to tym dawnym zmęczeniem, tylko że mocniejszym, dużo mocniejszym.
„Chciałem się... No wiesz... Po prostu... Trzymaj się stary, to ciężkie czasy.” Uśmiechnął się, zupełnie normalnie, bez dozy złośliwości czy sarkazmu. Było w tym coś niesamowicie dziwnego, ale potem już o niczym takim nie wspomniał. Wypiliśmy herbatę, po czym wyszedł, przeciągając nieco moment pożegnania i co chwile dziwnie zerkając na boki.
I to był ostatni raz, kiedy widziałem Olivera Cartera.
Przemyślałem to wszystko i to nie było normalne.
Jednak pomimo tego, że porządne poszukiwania zacząłem o dwunastej, siódmego grudnia, już go nie znalazłem. Ludzie mówili, że to głupota, że się znajdzie jak zwykle, ale ja wiedziałem, że coś jest nie tak.
Nie znalazłem go aż do piętnastego grudnia, wtedy zaczęło szukać go miasto, a i może, cały świat. Dokładnie piętnastego grudnia około ósmej nadali wiadomość, że cała rodzina Carterów została zamordowana... Wyjątkiem był Oliver.
Oliver był głównym podejrzanym w sprawie o podwójne morderstwo.
Nie mam pojęcia co działo się w tym domu, kolejna rzecz, której mogę się tylko domyśleć, ale wiem jedno.
Oliver potrzebował pomocy, ja tego nie wiedziałem, nikt tego nie wiedział.
Nie znaleziono już ani jego, ani jego ciała, ale jestem pewien, że żyje i jestem pewien, że to faktycznie on jest sprawcą. Oczywiście, szukałem go jak inni, ale nie jestem pewien, czy znalezienie go jest w ogóle możliwe. Już wtedy był geniuszem, jestem pewien, że w żaden sposób się nie „cofnął”
Cóż, wszyscy chcieli o tym zapomnieć.
Zapomnieć o rodzinie Carter.
Powiedzieli, że szkoda i odpuścili. Jednak ja nie byłem już męczony, bano się, że Oliver wróci i ich wykończy. Cóż, stał się on naszą miejską legendą.
Wkrótce później ja również odpuściłem.
Zrozumiałem, że on nie chce być znaleziony.
Z biegiem czasu mogę stwierdzić, że pomimo tego, że Oliver doskonale rozumiał psychikę innych ludzi, niesamowicie dobrze rozwiązywał działania i świetnie się uczył, to za nic nie mógł zrozumieć jednej rzeczy.
Samego siebie.
Myślę, że, gdy pokłóciłem się z nim przed wakacjami, to został zupełnie sam ze sobą i to go zgubiło.
Przerażał go on sam...
Na koniec mogę tylko oddać wam w ręce notatkę, którą znalazłem w moim pokoju dwudziestego grudnia, Oliver pewnie zostawił ją tu, podczas swojej ostatniej wizyty w świecie „normalnym”:
Drogi Emilu!
Doskonale wiem, że listów nie piszę się w taki sposób, w jaki ja napiszę ten, lecz to chyba nie ma znaczenia, prawda?
Chciałbym omówić tu... Coś...
Zapewne zastanawiasz się, czemu nic nie powiedziałem?
Cóż, jeśli mam być szczery, to po prostu cholernie się boję. To chyba mój lęk.
Strach przed bliskością.
A Ty stałeś się moim przyjacielem...
Chyba rozumiesz, prawda?
Ale muszę ci wyznać, że miałem jeszcze jeden powód.
Prawdopodobnie chciałbyś iść za mną, a nie mogę na to pozwolić, nie zmarnujesz sobie życia ze mną.
Krzywdzę wszystkich, wbrew pozorom potrafię to zauważyć.
O siebie raczej nie musisz się martwić, po tym co zrobiłem już nikt nie powinien Ci dokuczać.
Jeśli chcesz, przekaż ten list policji. Wiem, że w pewnym sensie jest dowodem. Ale nie powiem, czy ja to zrobiłem, to tylko wasza teoria.
Może i jestem tchórzem, ale... Nie mogę żyć tak dłużej. Jestem potworem. Nie możesz powiedzieć, że tego nie widziałeś...
Że nie widziałeś mnie...
Jestem jak wilk żyjący w świecie owiec, nie pasuję tu, wiem to.
Znajdziesz to w święta, prawda?
Będziesz przejęty moim zniknięciem...
Ale niepotrzebnie.
Nie spotkamy się już, nigdy.
Oh, a przynajmniej nie osobiście, może kiedyś zobaczysz "mnie" jeszcze w telewizji, hm?
Cóż, myślę jednak, że kiedy się zjawiłem to pożegnałem się ostatecznie.
No cóż, ten list jest moją... Spowiedzią, ostatnią rozmową na wypadek, gdybym stchórzył.
Przepraszam za wszelkie kłopoty.
Twój „kumpel”
Oliver Carter
No w końcu sie doczekałam <3
OdpowiedzUsuńNo przydało by sie byś mnie dogoniła XDDDD
Panie, robię, szybkie obroty mam, nie widzisz? XD
UsuńNapiszę coś takiego, że się kurna jeszcze z 80 razy poryczysz!
przyszłam tutaj bo zobaczyłam hashimada, jeju <3 <3 kc mocno
OdpowiedzUsuńprzeczytam resztę i dam mądrzejszy komentarz XD
Staram się pisać coś... Coś... Koleżanka mnie męczy o kolejne HashiMada, bo szuka czegoś "uroczego" i "mam jej napisać". [*]
UsuńCiekawostka, rysunek to tego opka jest przeze mnie robiony... Moje dziecię. *łzy wzruszenia*
Ekhem... Oh dżizes, lepiej nie... XD
Dopóki nie poprawię starych rozdziałów "Ciekawego pacjenta" to nie warto tam zaglądać, ostrzegam. XD