Uwaga, mogę przez "chwilę" mieć zastój. Pozdrawiam szkołę. <3
PS: Walentynkowo, ale mi się nie chce do lutego czekać. XD
***
Haruka obracał w palcach czerwoną kopertę, zupełnie normalnej wielkości.
Nie miał pojęcia co to mogło oznaczać. Zero podpisu od kogo to mogło być, ani zero danych nadawcy. Jedynie co na niej było, to ładnie, technicznie napisane imię, jego imię.I dopiero w ten sposób mógł stwierdzić, że list był do niego, nie było innego sposobu. Sam rzadko dostawał cokolwiek pocztą, dlatego zdziwiło go to okropnie.
Położył kopertę na poduszce, przyglądając jej się podejrzliwie. Wreszcie, po kilku minutach bezczynnego siedzenia, Haru doszedł do wniosku, że nie ma to zamiaru wybuchnąć czy też pożreć mu kończyn, więc ponownie, bardzo delikatnie, ją podniósł i rozpakował.
Wyciągnął... Zwykły list.
Zmarszczył brwi, zafrasowany. List był koloru białego i wyglądał nadzwyczaj typowo. Natchnęło go coś, głupia myśl, ale...
Przecież dzisiaj były walentynki.
Potrząsnął głową, nawet nie zdając sobie sprawy, że jego policzki pokrywają się bladym rumieńcem. Przecież to niemożliwe, nigdy nie dostał walentynki... I co z tego, że miał piętnaście lat? Niektórzy dostawali już takową w wieku, na przykład, dwunastu.
Postanowił rozwiać swoje wątpliwości, czytając pierwszy akapit tekstu i...
Głęboko się zdziwił.
Bo to była walentynka.
Niemal upuścił ją z szoku. Czy to był jakiś żart?
Właśnie, żart!
Jednakże z każdym akapitem coraz bardziej w to wątpił, a jego twarz coraz bardziej oblewała się czerwienią.
Cóż, osoba w liście... Właściwie bardzo dobrze go znała. Wiedziała jakie jest jego ulubione jedzenie, uczucie do wody, możliwości, sytuacja w rodzinie...
"Oczy piękne i czyste niczym woda", tak pisała, zapewne wiedząc jak bardzo mu to pochlebia.
Rozejrzał się nieufnie i powąchał papier...
Pachniał dziwnie znajomo, ale Haru nie potrafił powiedzieć nic więcej.
Po prostu znajomo.
Od tej chili zapach listu kojarzył mu się z wodą, z domem, przyjaciółmi i dziwnym uczuciem w brzuchu.
Uczuciem jakiego właściwie jeszcze nie znał.
Tego wieczora jeszcze parę razy przeczytał list, rozkoszując się jego słowami i bawiąc wonią, zapominając nawet o codziennej, długiej kąpieli i usypiając z policzkiem do nań przyklejonym.
I pomimo tego, że rano czuł się tragicznie wręcz zawstydzony, to nie mógł opanować tego dziwnego uczucia.
Uczucia, przez dorosłych nazywanego miłością.
Młody Haruka już w wieku lat piętnastu poznał smak miłości prawdziwej, nie zauroczenia.
Nie było dnia, w którym by nie myślał o tajemniczym liście i jego właścicielu.
Jednak mimo mijających dni i miesięcy, nadawca nie ujawnił się.
Haruka poczuł się odrzucony. Pomyślał, że jednak ktoś z niego zażartował, a on jak głupi na to poszedł.
I już uwierzył w swoją wersję wydarzeń...
Gdy roku następnego pojawił się następny list.
Ten był bardziej... Dojrzały. Osoba ta, jakby odrzuciła nieco swój stres i uwolniła siebie. Pisała jak bardzo chciałaby "ujawnić rąbka tajemnicy", opisywać swój dzień, ale...
"Nie była jeszcze gotowa"
Haruka nie wiedział co to oznacza, ale był cierpliwy. W tym liście osoba wyjaśniła, że nie może pisać codziennie i nawet od święta nie powinna, ale mimo to, nie mogła się powstrzymać.
Upominała Harukę, żeby nie kąpał się za długo, na zimę zakładał ciepłe rzeczy i ogólnie dbał o siebie jak może, dopóki nie przyjedzie. Bo wtedy będzie mogła sama się nim zająć.
A Haru czytał wszystko z drobnym uśmiechem i wypiekami na twarzy.
Tym razem wiedział już, że na pewno lubił tę osobę... Bardzo lubił tę osobę. I chciał jej odpisać, by również o siebie dbała, ale i tym razem nie było żadnego adresu, więc musiał tylko pożyczyć to w myślach.
List pachniał prawie tak samo jak rok temu. Tylko drobne zmiany.
Ale mu nie przeszkadzały. Wyglądało to, jakby list i jego zapach zmieniały się razem z Haruką.
I razem z piszącym.
Tym razem Haru nie zapomniał o kąpieli, bo nie chciał zawieść tajemniczej osoby. Szybko się umył i przebrał w piżamę, a wchodząc pod kołdrę i gasząc lampkę nocną, wdychał zapach jego białego liściku w czerwonej kopercie.
Haru raczej nie był typem romantyka, a już na pewno nie takiego, który zakochałby się w zwykłej kartce papieru. Nie, Haruka Nanase był realistą.
Realistą bez marzeń.
Więc nie był typem osoby, która zwyczajnie dla takiej "kartki papieru" okłamałaby przyjaciela.
A jednak, zrobił to.
Ponieważ gdy widział list, czuł jego zapach, wyobrażał sobie jego strukturę...
Czuł się... Szczęśliwy.
Niemalże uśmiechał się delikatnie, czym wprawiał Makoto, jak i siebie zresztą, w niesamowite zdziwienie. Tachibana próbował jakoś zacząć temat, ale Haru tym razem nie był skory do zwierzeń.
Istnienie listów miało zostać jego sekretem, tajemnicą.
Dlatego kłamał, że nic się nie zmieniło.
Pomimo tego, że Makoto mógłby pomóc mu z paroma (o ile nie z wszystkimi) odpowiedziami, dalej milczał i brnął w zaparte.
Może i było to głupie, ale bał się.
Bał się, że po zdradzeniu sekretu, listy przestaną przychodzić.
Były jego malutką magią, chwilową wolnością, nawet mocniejszą niż pływanie.
Nie chciał tego zepsuć.
Przepraszał więc w myślach swego przyjaciela za te wszystkie niedomówienia... Pierwszy raz coś tak prozaicznego podzieliło w pewien sposób ich i ich przyjaźń.
Haruka miał wyrzuty sumienia.
Nienawidził kłamać.
Trzeci list był czymś odmiennym. Tym razem osoba napisała coś o sobie - jak to jest zmęczona swoim życiem. Że jest całkiem samotna i zapracowana, zestresowana. Haruka zmartwił się, co się teraz stanie? Chciał porozmawiać z osobą, dać jej się w spokoju wyżalić, zapewnić spokój.
Ale nie mógł nic zrobić.
Adresat napisał też coś zupełnie innego.
Że w chwilach totalnego załamania przypomina sobie Harukę. Jak bardzo kochała jego i jak bardzo kochała jego obecność.
I jak bardzo za nim tęskni.
Haruka przesiąknięty był beznadziejną bezsilnością.
Nienawidził bezsilności.
Ze zdenerwowania nie doczytał kolejnej połowy listu i zaczął chodzić po pokoju. Dopiero po chwili był w stanie kontynuować.
"Wiem, że już niedługo nadejdzie ta chwila, Haru.", pisało wyraźnie. Nanase zdziwił się okropnie. Czuł, że znowu przepełniają go różnego rodzaju emocje.
Już niedługo? Ta chwila?
Co to miało znaczyć?
Haru nie wiedział.
Ale jak bardzo chciał się dowiedzieć!
List zakończył się krótkim "Do zobaczenia".
Do zobaczenia, pomyślał Haru z ekscytacją.
Więc będą mieli szansę się zobaczyć.
Przez najbliższy czas od listu, Haru czuwał. Oczekiwał na spotkanie z osobą.
Jednak ono nie nadeszło.
Każdy dzień wprawiał go w uczucie nadziei nad ranem i desperacji pod wieczór.
Czemu nic się nie działo?!
Nawet nie widział nikogo "niezwykłego". Było po prostu tak samo jak zawsze.
Tak samo nijako.
Gdy minął grudzień, Haru postanowił być bardziej cierpliwy.
Kiedy czas nadejdzie, spotkają się.
Drugi rok szkolny przyniósł wiele nowych "atrakcji".
Spotkanie Nagisy, kółko pływackie, poznanie Reia, przyjazd Rina, zawody i ponownie pojednanie przyjaciół.
No właśnie... Wstyd się przyznać, ale przez to wszystko Haruka trochę zapomniał o liście. Po prostu nie miał czasu o nim myśleć. Po treningach był wykończony i od razu zasypiał, a w czasie wolnym zazwyczaj martwił się o Rina.
Właśnie... Rin.
Rin stał się przyjacielem Haruki... Przyjacielem...
I powodem dla którego Nanase nieco zapomniał o listach.
Oczywiście, były one dla niego ważne, ale... Stały się taką... Straconą nadzieją, wspomnieniem z dzieciństwa.
Rin był tutaj, a Haru... Był nim zainteresowany. A gdzie osoba? Gdzie ona była? Przecież obiecała się z nim spotkać, a tymczasem... Dalej nie było odzewu. Już raz właściwie złamała mu serce, obiecując spotkanie i naglę znikając.
Haruka zdążył odkryć, że za bardzo zainteresowany jest swoim przyjacielem, a osoba na to nic. Pomimo, że go znała.
Czyżby straciła zainteresowanie? Po kilku latach, tak po prostu?
Mimo to, Haru obiecał być cierpliwy.
Ale tym razem obiecał również nie czekać zbyt długo.
Pomarańczowe liście zdążyły zamienić się w biały śnieg, a przelotne opady deszczu w te śniegowe.
Odzewu nie było. Nic nie było.
Do czasu.
Przychodząc do domu, Haruka odkrył coś... A właściwie kogoś, u drzwi jego domu.
Rin.
Rin z czerwoną kopertą w dłoni.
Krew Nanase zawrzała w jego żyłach, poczuł ogromny przepływ emocji.
Bez słowa podszedł do Rina, nie zmieniając wcale wyrazu twarzy.
- H-Haru... Ja mogę wytłumaczyć... - Zaczął Rin, ale Nanase natychmiast mu przerwał.
- Czy to wszystko to był jakiś wielki żart? - Haru naprawdę nie chciał zdradzić żadnych emocji. Mógł opanować twarz, nie było w tym problemu.
Ale w głosie zabrzmiał żal.
Musiał jednak zdradzić za dużo. Rin zamarł, patrząc na niego z zaskoczeniem.
Haru nie mógł patrzeć.
Zwyczajnie uciekł, ignorując nawoływania. Nie chciał wracać do domu.
Przynajmniej nie do swojego.
Dysząc wściekle, zapukał do domu Makoto. Tamten otworzył drzwi z uśmiechem, który zmienił się w zmartwienie zaraz po tym, gdy zobaczył Harukę. Nie pytając o nic, prawie wepchnął go do domu. Wpuścił go i odgonił swoje rodzeństwo, po drodze dając Harucę koc i chusteczki. Haruka przez chwilę nie wiedział dlaczego.
Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że z jego oczu leciały łzy.
Nawet nie wiedział kiedy to się zaczęło. Zamiast wytrzeć oczy, skrył jednak twarz w dłoniach.
Teraz nie mógł przestać.
Usłyszał tylko zatrzaskiwanie drzwi i poczuł delikatny dotyk na włosach.
- Haru, co się stało? - Spytał Makoto, zupełnie niepewny co zrobić. Nie pamiętał, by widział Harukę w tym stanie. Właściwie, w ogóle nie widział go płaczącego.
Przez dłuższą chwilę nie usłyszał żadnej odpowiedzi. Żadnego dźwięku.
I gdy już miał zamiar zapytać ponownie, Haru odpowiedział.
Miał dosyć kłamstw.
Opowiedział Makoto o wszystkim. Od pierwszego listu, przez zakochanie w Rinie do przyłapania go z kopertą.
Makoto wysłuchał wszystkiego dokładnie i jego emocje nie zmieniły się właściwie wcale, mimo tego całego wywodu, dalej był zwyczajnie zmartwiony. Na końcu dał Haruce znów się po prostu poryczeć, a sam zmarszczył brwi.
- Musisz porozmawiać z Rinem. - Powiedział i kontynuował, nie dając Nanase dojść do słowa. - Zrobisz to kiedy tylko chcesz, musisz to przemyśleć. Haru, jestem pewien, że Rin nie chciał i nie chce cię skrzywdzić. - Chwilę potem wyszedł, mówiąc Haruce, że idzie zrobić coś do picia i wziąć prysznic. A Haru, pomimo starań, usnął.
Był wykończony.
Obudził się rano i nie znalazł wcale Makoto w pokoju. Wstał i już chciał go zawołać, gdy to zauważył.
W pokoju była czerwona koperta.
Na początku Haru był zły. Co Makoto wyobrażał sobie przynosząc to tu od tak, jakby nic się nie stało?!
Ale mimo wszystko... Nie mógł opanować ciekawości.
Złapał kopertę w palce. Co to miało być? Żart czy...
Był tylko jeden sposób, żeby się dowiedzieć.
Otworzył kopertę, niepewnie czytając pierwszy akapit tekstu.
I mimo wszystko, dalej była to walentynka. Znów... Inna...
Osoba już tu była. Była blisko. Dotrzymała obietnicy, spotkali się. Sama tak stwierdziła!
Przepraszała za swą nieśmiałość. Twierdziła, że to Haru ją uratował.
Zakończona była najprawdziwszym wyznaniem, powodując u Haruki te dziwne uczucie w brzuchu i rumieniec na twarzy.
A na samym dole, koślawym i jakby mniej starannym pismem dopisane było;
"Myślę, że już teraz wiesz kim jestem..."
Haruka zdziwił się. Porządnie się zdziwił, automatycznie spojrzał na kopertę.
Na niej, równie koślawym pismem, tuż pod jego imieniem i nazwiskiem napisane były tylko dwa słowa.
"Rin Matsuoka"
Czerwona koperta, kilka lat historii, cały smutek, cała miłość...
Więc Rin go kochał? Przez ten cały czas... Przez ten cały czas to Rin?
Haru poczuł się szczęśliwy. Na prawdę szczęśliwy. Bardziej szczęśliwy niż podczas pływania, bardziej niż podczas zakopywania kapsuły.
I bardziej niż podczas wygranej zawodów.
Czuł jak uśmiech automatycznie formuję się na jego twarzy.
Cóż, bezsprzecznie musi podziękować Makoto...
Rin obudził się, dzień po walentynkach. Mimo wszechobecnego "szczęścia" i pozytywnej energii, on czuł się jakby zaraz miał się rozpłakać.
Mimo to, nie mógł za bardzo martwić Nitoriego, przecież już wczoraj nieźle go przestraszył...
Wstał, przeciągając się leniwie. Na prawdę nie miał ochoty na codzienne bieganie.
Zauważył coś dziwnego. Na początku myślał, że porządnie zaspał, ale pora dalej była względnie poranna.
Problem leżał w tym, że samego Nitoriego w pokoju nie było, a przecież zazwyczaj albo sam musiał go budzić, albo szarowłosy już z rana go "oblepiał" swoją obecnością.
Teraz gdy wstał, zauważył jednak coś jeszcze dziwniejszego.
Na jego łóżku leżała koperta.
Myślał przez chwilę, że to nie do niego, ale... Leżała przecież na jego łóżku.
Postanowił ją otworzyć. Był pewien, że jeśli to Nitoriego, to tamten i tak na niego nie nakrzyczy, a w dodatku nie powinien robić bałaganu w nieswoich rzeczach. W sumie, w swoich też nie, ale z tym Rin nie był w stanie nic zrobić.
Obrócił kopertę, szukając nadawcy, jednak nic na niej nie było.
Była ona pięknego lazurowego koloru, przypominająca... Kogoś, kogo Rin nie chciał w tej chwili pamiętać.
Otworzył ją ostrożnie, by za bardzo nie potargać brzegów. W środku była, złożona na pół biała kartka, którą Rin bezzwłocznie otworzył.
Wiadomość była krótka, ale sprawiła, że łzy zawirowały mu w oczach, a on wyskoczył z łóżka jak poparzony, ubierając się i prawie zapominając, że na zewnątrz szaleje zima.
Wybiegł z pokoju, nawet nie do końca zakładając kurtkę, zostawiając otwarty list na łóżku.
List z jedynie czterema słowami.
"Też cię kocham, Rin."
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz