Ludzi tłum...
~~
***
Damien świrował.Nie, właściwie to teraz już zupełnie świrował.
Bo jak inaczej wytłumaczyć mógł to dziwne uczucie, gdy widział Toby'ego? I jeszcze dziwniejsze, gdy go nie widział... Nigdy przenigdy nie czuł się w ten sposób...
Rzadko kiedy w ogóle coś czuł.
A teraz bez przerwy był zdezorientowany i w dodatku ciągle myślał.
O Tobym myślał.
Chwila moment, czyżby się zakochał?
Nie no, stop, przecież to nie on tutaj miał być zabujany.
To on miał udowodnić kto tu rządzi.
A tymczasem... Cholera.
- Totalna masakra. - Stwierdził, dosłownie skacząc po swym "pokoju". Nie było tu zbyt dużo rzeczy do roboty.
A przynajmniej ciekawych rzeczy.
Więc wykonywał wszystko, co miało związek z rozróbą i myślał.
Znowu o Tobym.
Co jeszcze bardziej go denerwowało i zmuszało do większego zasobu ruchu.
No i dlatego stwierdził, że zupełnie już tracił zmysły.
Z resztą, zapewne nie tylko on tak teraz myślał. Mimo wszystko nie bardzo go to obchodziło.
W sumie, dziwnie tak mu było nad tym rozważać, ale chyba serio powinien umówić się z Tobym. Już sama myśl o tym sprawiała, że uśmiechał się głupkowato. Byłoby z nim dużo zabawy. I z reakcjami ludzi.
- Ucisz się kretynie! - A propos reakcji ludzi, pomyślał Damien, śmiejąc się na głos.
Zdecydowanie to lubił.
Więc zamiast się uspokoić, zaczął wysilać się, żeby każdy jego krok brzmiał głośniej i bardziej donośnie. Cały czas się śmiał lub tylko pokrzykiwał, czekając na bardziej dosadną reakcję.
Miał wspaniałomyślnie gdzieś spokojne próby uspokojenia go.
- Chłopie, uspokój się, bo zaraz zaczną cię truć! - Damien zatrzymał się w pół kroku, patrząc na drzwi. Przez szybę mógł zobaczyć jakiegoś wysokiego blondyna, który wydawał mu się być dziwnie znajomy.
Tylko czegoś mu brakowało...
- Weź się uśmiechnij. - Wskazał na swoje usta, mówiąc w pełnym skupieniu, natychmiast zaprzestając wszelkich działań. Na pewno coś mu świtało...
Blondyn patrzał na niego z czystym zdziwieniem. Wyglądało to co najmniej komicznie, aczkolwiek Damien nie zwrócił na to specjalnej uwagi.
- Nie gap się tak, tylko szeroki uśmiech. - Nakazał znowu. Kiwnął głową widząc, jak blondyn niepewnie wykonuje polecenie. - No szerzej szerzej. Jak typowy kretyn. - Mężczyzna poczuł się nieco urażony, ale mimo wszytko zrobił to. Kto wie przecież, co takim pokręconym chodzi po głowie.
Natomiast Damien nagle pstryknął palcami, doznając olśnienia.
- Jayden... Jayden Stoner? Cholera, nie mam pamięci do nazwisk... - Mówił do siebie. Jayden osłupiał.
Jakim prawem on w ogóle mógł to wiedzieć?
Przecież nigdy wcześniej się nie widzieli, o rozmowie nie wspominając. Jakim więc cudem znał jego imię i nazwisko?
Damien zauważył widocznie jego stupor, bo natychmiast sprostował:
- Słyszałem jak jakaś babka coś do ciebie gadała. Kiedyś tam. No i Toby'emu zdarza się gadać do siebie, zwłaszcza jak myśli, że nikt nie widzi. Idzie skojarzyć. - Wzruszył ramionami, jakby była to najprostsza rzecz na świecie.
I dzięki temu, Jayden zaczynał powoli rozumieć to dziwne zainteresowanie Toby'ego.
Damien doprawdy był równie charyzmatyczną jak i dziwną osobą.
Uśmiechnął się szeroko, z rozbawieniem.
- Faktycznie, niezwykły z ciebie koleś.
- Dzięki? - Odpowiedział Damien, unosząc brew.
W sumie, nie żeby się nie zgadzał.
- Ale nie myśl, że dam ci jakąkolwiek ulgę za bycie psiapsiółką mojego słodziaka. Właściwie, mam ochotę na coś zupełnie przeciwnego.
- Chyba nie do końca rozumiem... - Przekrzywił głowę w zdziwieniu. Zupełnie nie załapał.
- Słodziaka, księcia, żony, doktorka. Ewentualnie Toby'ego. Jak zwał tak zwał. Mi lepiej idzie po zdrobnieniach, tym lepiej, że jego to denerwuje. - Wyszczerzył się, widząc, że Stoner nie wie co powiedzieć.
Więc wykonał jeszcze jeden skok. I następny.
Blondyn dopiero wtedy zdobył się na otworzenie ust i wydobycia z nich dźwięku, podobnego do zwykłego "och". Na prawdę nie łapał tych ludzi. Może dlatego wolał pracować z tymi dzieciakami?
- Rozumiem. - Wydukał wreszcie, drapiąc się po głowie.
Pacnął się lekko w głowę, przypominając sobie, po co właściwie tu przyszedł.
- Nie masz zamiaru się uspokoić, co?
- No... Nie. - Damien zatrzymał się, ponownie zwracając na niego uwagę. Nie do końca szło im to całe "dogadywanie się". Nawet jako pacjent i lekarz z korytarza.
- I nie chcesz być truty lekami?
- Szczerze ich nie lubię.
- Rozumiem. - Powiedział w zamyśleniu, patrząc się gdzieś w przestrzeń.
A gdy Damien już tracił tę swoją nikłą nadzieję na normalną rozmowę, blondyn podskoczył gwałtownie i zaczął iść korytarzem w tylko sobie znajomą drogę.
- E? Jayden?
- Momencik! - Zawołał na odchodne, odwracając się nieco. Jakby zapomniał, że był w trakcie rozmowy.
I zostawił Damiena w przekonaniu, że w tym ośrodku to nie tylko z pacjentami jest coś nie tak.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz