Więęęc... Przepraszam przepraszam (ciekawe kto załapie nawiązanie... Oprócz mnie. C}:) za nie dodanie niczego przez dwa tygodnie... I na walentynki... Oh, uzbierało się. Skłamię mówiąc, że nie miałam nic przygotowanego na walentynki, ale skłamię również mówiąc, że to dokończyłam... Spróbuję to w ogóle kiedyś dokończyć. No nic, postaram się w tym tygodniu dodać zaległe trzy opowiadania, zobaczymy czy mi pyknie, również dlatego, że mój internet to pojęcie względne... Nie zawracając już wam dużej rzuci, miłego czytania, mam nadzieję, że wytrzymacie do końca. ^^”***- Co tu robisz? - Dlaczego cię to obchodzi? Obito zamrugał zaskoczony i niespodziewanie zachwiał, chwytając się za głowę. Co to było? Uderzyło go to, nagłe wspomnienie. Tylko dlaczego teraz, w właściwie najmniej odpowiednim momencie? Miał tylko nadzieję, że Konoha nie zwróciła na niego uwagi, bo to właśnie z nimi spotykali się w tej chwili, i właśnie przed nimi tak się popisał. Jeszcze pomyślą, że nie wytrzymał presji i się urżnął czy coś. Obito przeklinał siebie za chwilę słabości, choć w głębi duszy cieszył się z tego drobnego wspomnienia, które dawało mu nadzieję, że kiedyś jednak dosięgnie swojej przeszłości. Zdawał sobie sprawę z własnej beznadziejności, dążenia do celu, który teoretycznie porzucił blisko dziesięć lat temu. Głupie, ludzkie słabości. Obito czasem chciałby w ogóle nie być człowiekiem. Wtedy nie musiałby martwić się swoimi uczuciami, relacjami, niczym. Być idealny. Ale Obito był tylko człowiekiem z zupełnie ludzkimi słabościami. - Masz jakiś problem dattebayo?! - Krzyknął chłopak, zwykły podrostek, na którego Obito najwyraźniej wpadł podczas tego... Napadu. Normalnie zignorowałby go, pokazując mu jego miejsce przez zaledwie pełne zimnej wrogości spojrzenie, ale teraz... - Tobi przeprasza! Tobiemu zakręciło się w głowie od tylu wrażeń! Teraz jednak musiał udawać zupełnie niegroźnego i niewinnego idiotę. Tego wymagało jego stanowisko, zwłaszcza, że „oficjalnie” mózgiem grupy był Pain, a nie on, choć było to czasem co najmniej irytujące. Zwłaszcza w właśnie takich sytuacjach – gdy czepiali się jego jakieś narwane dziwadła. Nie żeby nie przywykł, w Akatsuki niezwykle uczulony wydawał się być na niego Deidara, ale jego przynajmniej drażnienie było zabawne, a w tym wypadku Obito nie mógł sobie pozwolić na nic innego niż pokorę względem kogoś nawet młodszego i zapewne o niższym stanowisku. Upokarzające. Mimo przeprosin, blondyn wyglądał na niezbyt skorego do odpuszczenia i zwyczajnie zabijał go wzrokiem. Przynajmniej dopóki na jego ramieniu nie spoczęła blada, stanowcza dłoń. Wtedy natychmiast przybrał minę, która była mieszaniną skruszenia i zupełnego naburmuszenia. Obito, jak tego wymagała rola, choć w tym wypadku pewnie i bez niej by to zrobił, przekrzywił głowę w wręcz dziecięcym zaciekawieniu - Przepraszam za Naruto. Jest zbyt... Energiczny. Widzę, pomyślał Obito, lecz dalej nie wypowiedział ani słowa. Za swą drewnianą, pomarańczową maską sam ukrywał wyraz czystej zadumy, odpowiadający na przyjazny uśmiech mężczyzny, również ukrytego za maską, jednak w przeciwieństwie do tej Obito, ukrywała tylko dolną połowę twarzy i przypominała (lub też zapewne była) tą lekarską. Już samo to mogło budzić ciekawość u normalnego człowieka. No właśnie, normalnego. A Obito w swoim życiu widział wiele masek czy też nakryć, więc dobrze wiedział co zazwyczaj skrywały. Blizny, drobne rany. Coś, czego się wstydzili, bo było to oznaką urazu, błędu z przeszłości. Obito nie wstydził się swoich blizn. Lubił je. Dla niego były pamiątką po przeszłości i dowodem, że takowa istniała. Że nie jest nikim. Mężczyzna przymrużył oczy, jakby próbując zwiększyć efekt przyjaznego gestu, jednak Obito był pewien, że tak naprawdę jest w pełni czujny i dokładnie obserwuje każdy jego ruch, próbując go wybadać. Było to w pewnym stopniu niesamowite. Jednak Obito nie dumał z powodu jego uśmiechu czy też umiejętności. Stali w kompletnej ciszy, „Naruto” zaczął powoli zerkać na niego z zaciekawieniem, a mężczyzna najwyraźniej błędnie zinterpretował jego milczenie jako chęć większego zadośćuczynienia. (A Obito tak naprawdę wcale nie był zły, bo przecież sam zawinił, sam się zachwiał i sam wpadł na tego chłopaka). Mężczyzna więc zacisnął mocniej palce na barku „Naruto”, zmuszając go do cichego jęku i zupełnego skrzywienia. - T-ta, jasne... Wybacz. - Wydukał blondyn, wydymając policzki w obrażeniu, jednak Obito dalej milczał, nie ruszając się z miejsca. Jedyny ruch jaki wykonał, to delikatne przechylenie do przodu, w stronę gości, aby przyjrzeć się im z tak bliska, na jaki dopuszczała przestrzeń osobista. Blond chłopak, któremu już można było przypiąć łatkę ósmego nieszczęścia, zmienił wyraz twarzy na rozpacz, a oczy zaszkliły, gdy stanęła obok niego różowowłosa dziewczyna, a kawałek dalej krzyżował ramiona zupełnie niewzruszony czarnowłosy chłopak, który wydawał się Obito podejrzanie znajomy. Prawie było mu szkoda blondyna, gdyby nie fakt, że wcześniej to on był wobec niego agresywny i jego losów dotąd w ogóle nie znał. - Naruto! - Tak szorstko warknęła dziewczyna, że nawet Obito lekko się spiął. - Przeproś jak należy! - Ale to on zaczął... - Mruknął, bardzo cichutko, ale jednak, blondyn, a jedyną odpowiedzią była złowieszcza aura unosząca się od różowowłosej. Jakby zaraz miała urwać mu głowę. „Naruto”, którego imię przez ostatnie minuty było tak wrogo wypowiadane, spojrzał na Obito totalnie spanikowany, a jego wygląd mówił, nie, krzyczał tylko jedno słowo; „Pomocy” Nawet Obito to wiedział, choć na tą chwilę był jego wrogiem i wcale a wcale go nie znał. I mimo tych faktów, postanowił jednak pójść chłopakowi na rękę – w końcu zawsze lepiej było wrogów nie mieć, a stosunki jawiące się jako „przyjacielskie” mogły być bardzo przydatne w ich okrutnym świecie. - Nie, nie. Nic się nie stało. - Powiedział Obito, troszkę za nisko, za poważnie, jak na wykreowaną przez niego postać wiecznego nieporadnego dziecka. Ciągle był w tym obcym mu zupełnie transie i nie miał pojęcia jak się z niego otrząsnąć. - Tobi tylko troszeczkę się zamyślił! - Dopowiedział szybko, choć tego błędu nie dało się już naprawić. Wiedział, że najstarszy mężczyzna przejrzał już jego przykrywkę. Mógł to wyczuć tylko po tym drobnym błysku zainteresowania w jego oczach. Doprawdy, fatalny dzień. Z resztą, „dzieciaki” też wydawały się być co najmniej zdziwione nagłą zmianą głosu. Nie musiał nawet zerkać na Paina by wiedzieć, że on również jest nieco zdziwiony i, jeśli można było to ująć tym słowem, zdegustowany nagłym potknięciem lub nawet upadkiem Obito. Konoha po prostu wyprowadziła go z równowagi, choć to samo w sobie było zagadką, bo przecież słynął ze zdystansowania i genialnego aktorstwa. Wszystko to runęło w kilka sekund, za sprawą przeszywającego spojrzenia tajemniczego mężczyzny. Jednak Obito nie zdarzało się niszczenie swej roli, nie jemu. Może i nawet każdemu z organizacji, ale nie jemu. Czemu więc teraz? Czemu mężczyzna był tak wyjątkowy? Och, nie było trudno się domyśleć, choć sama myśl o tym wydawała się Obito tak przesycona słabością, że z góry próbował ją odrzucić. Rzeczowe chrząknięcie Paina przerwało ciszę i wszyscy natychmiast odwrócili się, zapominając jakby o Obito. Normalnie zniósł by to bez mrugnięcia, wracając do bycia tym wymyślonym sobą, ale teraz... - Przepraszam! - Ni to powiedział, ni to wykrzyknął, gwałtownie machając ręką w powietrzu, naśladując kilkulatka zgłaszającego się do odpowiedzi, zarówno z powrotem zwracając na siebie uwagę większości osób w pomieszczeniu. - Jak panu na imię? - Przekrzywił głowę w drugą stronę, gdy mężczyzna zwrócił się do niego z przepraszającym uśmiechem. - Och, pan wybaczy, zapomniałem się. - Podrapał się po karku, wyciągając otwartą dłoń. - Kakashi Hatake. - Tobi. - Powiedział tylko, dalej utrzymując fałszywy entuzjazm, by po chwili porzucić go w zapomnienie, ściskając wyciągniętą rękę z przesadną wręcz subtelnością, nie potrząsając ją. Tylko trzymając. - Ma pan przepiękne włosy, panie Hatake. - Znowu ujawnił swój naturalny ton, tym razem jednak zupełnie specjalnie. Uważnie przyglądał się tylko i wyłącznie ciemnym oczom rozmówcy, otrzymując w zamian jedynie marny cień czegoś w rodzaju zawstydzenia, chociaż będąc ze sobą szczerym, nawet tego nie spodziewał się doczekać. Po usłyszeniu skromnego „Dziękuję”, puścił i ukłonił się lekko. Po czym mężczyzna opuścił pomieszczenie, razem z chłopakami, kolejno o czarnych i blond włosach, różowowłosej dziewczynie i Painie. Obito podążał za nimi swoim zimnym, niewzruszonym wzrokiem, tak niepasującym do pomarańczowej maski, którą miał na sobie, przypominającej dziecięcego lizaka. Dokładnie obserwował wyjątkowego mężczyznę, ponownie czując tą zakazaną samemu sobie radość i jednocześnie gorycz człowieka przegranego z uczuciami. Mężczyznę o jasnych, bardzo jasnych, srebrnych włosach.***Trzeci rozdział i dalej nic się nie dzieje, oł jea, tylko u mnie... Z drugiej strony, Willowi i Hanniemu to zajęło trzy sezony..~
czwartek, 18 lutego 2016
Wartość Wspomnień. - Rozdział Trzeci. "I wtedy się spotkaliśmy. Nie jesteśmy już sami."
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz