czwartek, 18 lutego 2016

50 twarzy Verdasa #4- Nie odważysz się!

Budzik wydal z siebie denerwujący mnie dźwięk. Uchyliłam lekko oczy. Czułam, że mój makijaż spływa mi po policzkach, a raczej spłynął w nocy a teraz zaschnął tworząc skorupę. Głowa bolała mnie jak po ostrej imprezie. Zwlekłam się z łóżka. Wyciągnęłam z szafy pierwsze lepsze ciuchy i tak aby nikt nie zauważył przemknęłam do łazienki. Na swój widok przeszły mnie ciarki. Całą noc płakałam, wiec jakoś szczególnie się nie dziwie, ale w rozmazanym tuszu wyglądam jak na halloween. Zmyłam to szybko by nie budzić niepokoju w domownikach i przebrałam się. Potem tylko lekki makijaż aby zatuszować wory pod oczami i do szkoły. Wzięłam torbę wrzuciłam parę najpotrzebniejszych mi rzeczy i książki, które brałam jak leci z szafki. Na do widzenia rzuciłam tylko oschłe cześć, a nim mama zdążyła coś odpowiedzieć zamknęłam drzwi. Wsadziłam słuchawki w uszy i skierowałam się ku szkole. Czułam dziwna pustkę w sercu. Co znów przede mną ukrywa? Kobieta, szampan. Tylko wyjechałam a on sprowadza sobie jakieś panienki do domu. Starałam się oddalić ta myśl i spokojnie wrócić do szkoły, ale nie był to takie łatwe.


Dziwnie tak wrócić do szkoły po czasie wolnym. Trudność z przyzwyczajeniem się do rutyny jest taka denerwująca. Wszytko cie meczy, a każda lekcja wydaje się być jeszcze nudniejsza niż zazwyczaj. Szczególnie dziś, kiedy to myślami byłam w Nowym Jorku i zastanawiałam się co Leon wyprawia z ta dziunią.
-Violetta- zwróciła mi uwagę nauczycielka, ale ja wciąż patrzyłam w okno. Poczułam jak Fran szturcha mnie w ramię.
-T-tak pani profesor?- kompletnie wyrwana z transu spojrzałam się w stronę cycatej pięćdziesięciolatki.
-Mogłabyś skupić się na lekcji?- zmierzyła mnie swoim srogim wzrokiem z pod okularów. Baba od matmy, chyba nie ma takiej, która by nie wywoływała strachu samym spojrzeniem.
-Oczywiście- westchnęłam w duchu i skierowałam wzrok w stronę tablicy. Nic to nie dało, bo jednak moje myśli wracały przed dom Leona i najchętniej zaglądały by mu do sypialni i poszczególnych części wielkiej willi Pana Bogatego.
Dzwonek. Czyli to na co normalny uczeń wyczekuje najbardziej, Skierowałam się w stronę Fran i Camili.
-Hej Violu- powitała minie swoim uśmiechem czarnowłosa. Ja tylko uśmiechnęłam się blado i nerwowo spoglądałam na telefon.
-Coś się stało?- zapytała rudowłosa. Pokiwałam lekko głową i pociągnęłam je obie w stronę toalet. Sprawdziłam czy nikogo nie ma i opowiedziałam dziewczyna o tym co wczoraj usłyszałam i moich obawach.
-Co za idiota!- krzyczała Camila, Fran ją uspokajała.
-Violu, to nic nie znaczy- próbowała mnie pocieszyć, ale cóż. Leon Verdas. On zawsze coś ukrywa, a ja dowiaduję się o jego tajemnicach tylko gdy jest w sytuacji podbramkowej.
-Wiesz jaki jest Leon, jeszcze to szybkie i oschłe pożegnanie- Fran mocno mnie przytuliła.


W końcu lekcje się skończyły, a ja mogłam wrócić do domu. Słuchawki na uszy i w drogę. Otworzyłam drzwi i udałam się do pokoju. Ledwo odłożyłam telefon, a on wydał z siebie charakterystyczny dźwięk. Podniosłam go i zastanowiłam się chwile czy odebrać. W końcu przesunęłam palcem i odebrałam.
-Halo?
-Cześć Violetta- jego głos był nie wzruszony. Normalny. Jakby nigdy nic się nie stało.
-Twoja dziunia już poszła, że sobie o mnie przypomniałeś?- chciałam brzmieć groźnie, ale głos łamał mi się w połowie zdania.
-O czym ty do cholery mówisz?- był zdziwiony, a nawet bardzo zdziwiony.
-No o tej paniusi, z którą popijałeś wczoraj szampana
-Violetta, to nie tak jak myślisz...
-Daruj sobie, ledwo wyjeżdżam i jest mi z tym źle a ty już się pocieszasz. Ciekawe jak się poczujesz jak dowiesz się, że za piętnaście minut będzie u mnie Diego- prawie łkałam, ale mówiłam sobie, że muszę być twarda przy tej rozmowie. Jak ją zakończę mogę beczeć do woli.
-Nie odważysz się!- krzyczał, a w jego głosie wyczułam strach.
-Ja bym się nie odważyła? Jeśli chcesz wiedzieć, to już się odważyłam. On w przeciwieństwie do ciebie wie kiedy go potrzebuję. Nie pisz, nie dzwoń. Po prostu mnie zostaw- rozłączyłam się a telefon rzuciłam gdzieś w kąt. Jak na amerykańskich filmach, przebrałam się w piżamę, wyciągnęłam pudełko z lodami i zasiadłam przed telewizorem oglądając jakąś telenowelę. Chciałam być sama. W miedzy czasie przyszła mama, ale udawałam, ze wszytko w porządku i zamknęłam się w pokoju.


Noc minęła lepiej niż ubiegła, ale wciąż byłam zestresowana, a chęć udania się do szkoły była zerowa. Szybko się wyszykowałam. Nikogo nie było w domu więc sama zjadłam śniadanie. Zabrałam torbę i klucze, ale w wyjściu przeszkodził mi dzwonek do drzwi.
Tego się nie spodziewałam, Zamarłam

.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz