Leżał na łóżku i gapił się w sufit. Wódka się skończyła, więc nie było już tak zabawnie. Nagle opętały go wątpliwości. Czy robi dobrze, czy powinien? Coś jakby blokowało go by iść na przód. Nie kontaktował się z Alicją od tygodnia, a ona ciągle tkwiła w jego głowie. Ale on nie może mieć wątpliwości! Dawid nie ma uczuć. Nie umie pokochać, nie wie co to miłość, współczucie i zrozumienie. Nigdy tego nie zaznał, ale jakoś nie narzekał na to. Mimo, że na zewnątrz może wydaje się mieć skruchę, to tak naprawdę gra, w której tylko on zna zasady. Jest jak kamień, dlatego co go może obchodzić los jakiejś sieroty, która uwiódł ale swojej korzyści? Może i obchodzi, w bardziej lub mniej delikatny sposób, ale obchodzi.
Wstał z łóżka. Narzucił na siebie tylko bluzę i celowo jej nie zapiął. Wymknął się po cichu z pokoju. Był w tym dobry. Od dziecka przychodziło mu to z łatwością. Zapukał do drzwi. Otworzyła je zaspana Alicja.
-Co chcesz?-przetarła oczy i dopiero po chwili dotarło do niej, że Dawid stoi przed nią bez koszuli w samej bluzie.
-Wiesz, moja propozycja nadal aktualna, ale lepiej byś zdecydowała się szybciej- warknął
-Ale ja się nie zdecydowałam- chłopak zrobił krok w przód i chwycił ja za podbródek.
-Oboje wiem, że tego chcesz i się zgodzisz, Tylko udajesz taką niedostępną- uśmiechnął się złośliwie. Alicja milczała i patrzyła mu głęboko w oczy.
-A więc, skoro się zgadzasz to spakuj najpotrzebniejsze, powtarzam najpotrzebniejsze rzeczy i widzimy się za trzydzieści minut pod moim "pokojem"- odszedł w ciemności korytarza. Alicja zamknęła drzwi i zsunęła się na podłogę. Bala się tak ryzykować, ale intrygował ją ten chłopak. Była zagubiona i potrzebowała Aleksa, ale doskonale wiedziała, że uzna to za chory pomysł. Kilka łez spłynęło jej po policzkach. Podniosła się i zaczęła wrzucać do plecaka potrzebne rzeczy i jakieś wygodne ciuchy. Wyrwała jeszcze kartkę z notesu i napisała wiadomość do Aleksa
Jestem bezpieczna. Idę odnaleźć matkę. Kryj mnie przez kilka dni, abym zdążyła wyjechać poza miasto. Skontaktuje się z tobą. Pa.
Zabrała plecak i wyszła z pokoju. Po drodze wsunęła kartkę pod drzwi pokoju przyjaciela i udała się w umówione miejsce. Chłopak już czekał. Cały ubrany na czarno z plecakiem na prawym ramieniu. Alicja zbliżyła się do niego i poczuła woń alkoholu. Skrzywiła się.
-Ej, to, że się trochę napiłem nie znaczy, że jestem alkoholikiem- zacisnął szczękę ze złości. Otworzył drzwi i wraz z szatynką udał się pod ścianę gdzie było okno. Pokój znajdował się w piwnicy, więc nie było problemu z przejściem. Chłopak uchylił okno i przeszedł na drugą stronę wspinając się po starym biurku. Alicja zawahała się, a jej oczy znów się zaszkliły. Serce zaczęło bić. Miała ostatnią szanse by się wycofać.
-Idziesz?- wyszeptał z pretensjami. Alicja westchnęła i zaczęła się wspinać. Brunet podał jej rękę ale ona ja zignorowała, dopóki jej noga nie poślizgła sie i złapała ja odruchowo. Przedostała się na zwenątrz, a Dawid pokręcił głową.
-To będzie długa wędrówka...- ruszył jako pierwszy zostawiając Alicję w tyle. Była noc, a więc miasto było kompletnie opustoszałe. Kompletna cisza. Usłyszała warczącego psa gdzieś z tyłu i podbiegła bliżej Dawida.
-No nie mów, że się boisz?- zakpił z niej.
-N-nie, ale lepiej przyspieszmy- powiedziała i ruszyła na przód. Chłopaak celowo zpowolnił swoje tępo, a Alicja przystanęła zirytowana.
-Idziesz, czy będziesz odstawiał przedstawienie?
-Hm...pomyślę, podobno w podstawówce byłem wspaniałmy aktorem- usmiechnął sie złośliwie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz