I druga część Tatsumi x Toshio!
No więc... Nie wiem co powiedzieć... XD
Miłego czytania po prostu~
***
Tasumi Kirishiki...
Osoba, której Toshio po prostu nie mógł zapomnieć. Miał wrażenie, że nawet po amnezji, gdyby zobaczył tę niebieską czuprynę i puste oczy, to doskonale by wiedział z kim ma do czynienia...
Jednakże... Jak jego obecność była w ogóle możliwa?.. Nie była... Nie mogła być!
To najzwyczajniej w świecie niemożliwe, aby Tatsumi znajdował się w tym pokoju, i w dodatku był jakąś ważną osobą dla szpitala... Bo powinien być martwy! Bardziej martwy niż był obecnie, w każdym razie.
Mimo szoku i niejakiej paniki, począł dokładnie mu się przyglądać. Może jakimś cholernym cudem była to pomyłka?
Jednak mimo tego, że wyglądał „inaczej” od kiedy ostatni raz go widział, bo przydział maskę beztroskiego lokaja Kirishiki, to reszta pozostała tym samym Tatsumim z wioski Sotoby.
Tym samym Tatsumim, który pobił go w jego własnym szpitalu, tym samym który porwał Setsuko Yasumiri, którą Toshio OBIECAŁ uratować i tym samym, który pozbawił Kyoko, jak i zresztą wielu ludzi, człowieczeństwa.
A mimo to, ten Tatsumi zachowywał się obrzydliwie niewinnie. Bez żadnych wątpliwości, był doskonałym aktorem.
Ale Toshio nie był wcale gorszy.
Przymrużył więc nieco oczy i udawał zupełnie niezaabsorbowanego obecnością Tatsumiego. Z resztą sam niebieskowłosy teraz zdawał się go zauważyć, bo jego uśmiech zmienił się w bardziej pewny siebie, a oczy zdradzały ten stary, dobrze Toshio znany, blask sadyzmu. Drobne szczegóły, jednak niekiedy tak dobrze zauważalne.
Zdołali nawet utrzymać kilkusekundowy kontakt wzrokowy.
Oczy Tatsumiego były pełne nagle uwolnionego podekscytowania.
Przeznaczone było ono tylko i wyłącznie dla Toshio.
Przez chwilkę, małą chwileczkę zapomniał właściwie o tych wszystkich ludziach, o miejscu w jakim się znajdują... Jakby byli tak tylko oni, nic się nie liczyło.
Tatsumi widocznie też zapomniał, bo trochę zbyt gwałtownie zareagował na próbę przywrócenia do rzeczywistości. Toshio sam otrząsnął się i próbował przysłuchać się głosowi wilkołaka, jednak nie był w wystarczającej odległości, by cokolwiek usłyszeć. A gdy już mógł się ruszyć i spróbować ewakuacji, szybko został „złapany” przez tę samą pielęgniarkę, która próbowała poderwać go wcześniej. I mimo tego, że przeprosił ją na chwilę, nie zdążył już wyłapać w tłumie Tatsumiego. Przez sekundę nawet wydawało mu się, że Tatsumi był ułudą... Kolejną kreaturą stworzoną przez jego zmęczony mózg. Ale jego szczere nadzieje zostały szybko rozwiane przez ten odpychająco przesłodzony głos, usłyszany zdecydowanie z tyłu i już na pewno za blisko niego:
- Dobry wieczór doktorze. - Natychmiast odskoczył na bok, stając twarzą w twarz z samym pijącym krew psychopatą. - Wybacz, przestraszyłem cię? - Tym razem jego głos był chyba aż nad wyraz sztuczny, bo nawet pielęgniarka zauważyła i wyglądała na niezwykle zmieszaną. Toshio odpowiedział, udając zupełnie miłego i kulturalnego dorosłego;
- Wcale... Byłem jedynie troszkę zaskoczony, gdy cię tu zobaczyłem.
- No tak... Nasz nieustraszony doktorek. - Tatsumi objął go ramieniem i mocno przyciągnął do siebie, zaciskając dłoń na jego ramieniu. Bolało, ale Toshio mógł się domyślić, że właśnie takie były zamiary. - Mógłbym go na chwileczkę porwać? Naprawdę długo się nie widzieliśmy... - Zwrócił się do kobiety, a ta tylko niemrawo kiwnęła głową. Tatsumi przewiercał ją wzrokiem, Toshio zdziwiłby się więc, gdyby dostali inną odpowiedź. Nagle poczuł, jak Tatsumi rusza przed siebie, ciągnąc go za sobą. Właściwie dosłownie ciągnąc, bo Toshio nie chciał nigdzie iść... Wiedział z czym mogłoby się to wiązać i wcale mu się to nie podobało. - Współpracuj, albo przestanie być tak miło. - Agresywny szept omiótł jego ucho. Nie mógł powstrzymać drobnego uśmieszku.
- Zabijesz mnie tutaj? Przy tych wszystkich ludziach?
- Jesteś pijany, Ozaki. - Toshio już chciał się odezwać, jednak Tatsumi przerwał mu zanim w ogóle zaczął. - Komu uwierzą, sponsorowi czy nowemu? Nie psuj sobie reputacji doktorze.
- Gdy będę martwy to nie będzie czego psuć. - Tatsumi tak samo odpowiedział mu uśmieszkiem i tylko mocniej zacisnął rękę, gdy Toshio ponowił próbę ucieczki. Im dalej od głównej sali, od ludzi, tym Toshio bardziej panikował i bardziej rozpaczliwie próbował się uwolnić, jednak Tatsumi również nie miał zamiaru dłużej się powstrzymywać. Mocno złapał go za kark i właściwie wrzucił do pobliskiego pomieszczenia, którym prawdopodobnie był schowek. Toshio wiedział tylko, że było tam zdecydowanie za mało miejsca, nie pozwalało mu to na za swobodne poruszanie się, czy też oddalenie się od niebieskowłosego. Przybrał postawę obronną, jednak Tatsumi nie wydawał się być zainteresowany potyczką.
Przynajmniej na razie.
- A więc przeżyłeś. - Odezwał się Tatsumi, przerywając chwilę napiętej ciszy. Oparł się wygodnie o drzwi, kładąc na nich zgiętą nogę. Patrzał na niego z czymś w rodzaju leniwej ciekawości. Jakby zadawał pytania na temat pogody.
- Jak zapewne większość... Ludzi. - Toshio kpił sobie w najlepsze, jednak nie dawało to żadnego efektu, Tatsumi wyraźnie nad czymś myślał, bo nie za bardzo kwapił się do „normalnej” rozmowy. A domyślając się, że może on myśleć nad planem morderstwa, Toshio za wszelką cenę próbował go od tych myśli odwieźć. - A co z tobą? - Otrzymał względne zainteresowanie, przewrót oczami.
- Takich jak ja niełatwo jest wyeliminować, wiesz?
- Oczywiście, że wiem. Właśnie tym się zajmowałem.
- A ja zajmowałem się przeprowadzeniem na drugą stronę takich jak ty. Nieistotnie. - Warknął twardo. Znowu utrzymywali kontakt wzrokowy.
I właśnie te oczy skrywały prawdziwe inferno. Postury mieli chłodną, niemal obojętną, ale oczy... Oczy mówiły o całej niewypowiedzianej nienawiści do siebie. - Co z Sunako? - Toshio zaskoczyło to pytanie. Czyżby Tatsumiemu, temu groźnemu sadyście, jednak na kimś zależało? Prychnął z wyższością.
- Nie żyje. Jak cała wasza reszta i jak ty również powinieneś.
- Rozumiem. - Wstał, nagle uśmiechając się szeroko. - W takim razie myślę, że jej życzenia są już nieważne. - Gwałtownie rzucił się do przodu, przyszpilając doktora do ściany, podnosząc go po niej za szyję. Toshio szarpał się i kopał, ale drugi mężczyzna był za silny i zbyt zdeterminowany. Oczywiście, przecież wcale nie ograniczało go człowieczeństwo. - Nie masz pojęcia jak długo marzyłem o tym, by trzymać to twoje malutkie śliczne życie w moich rękach, patrzeć jak powoli zanika. To byłby jeden z najpiękniejszych widoków jaki w życiu widziałem. - Wszystko było zaplanowane, ale doktorek buntownik i jego wierny szczeniak Natsuno musieli zacząć się rzucać. - Puścił go nagle, ale szybko złapał na nadgarstki, jedną ręką przyszpilając je do ściany, nad głową Toshio. Tatsumi wiedział, że nie mógł tam zabić. Nie w szatni, podczas imprezy zorganizowanej przez dyrektora szpitala. Ale twierdził, że małego ugryzienia czy też poturbowania nikt nie zauważy. - Więc może dowiesz się, dlaczego każdy z tych drobnych wampirów nigdy nie sprzeciwił się moim rozkazom. - Całkowicie wrócił do niego sadysta, a oczy zmieniły swą barwę na bardziej drapieżną, czarno-czerwoną wersję. Drugą ręką złapał brązowe kosmyki Ozakiego i mocno pociągnął je do tyłu, odchylając jego głowę i odsłaniając bladą szyję. Oblizał ją od obojczyku aż po dolną szczękę, napawając się czystą paniką.
Och tak, zdecydowanie kochał być łowcą.
Nagle jednak zaprzestał, puszczając jego włosy i zamiast tego zakrywając mu usta.
- Zawsze w najmniej odpowiednim momencie... - Mruknął do siebie, odwracając głowę do tyłu i patrząc na drzwi.
I dopiero w tej chwili Toshio usłyszał kroki rozchodzące się po korytarzu.
Natychmiast zaczął kopać, jednakże nawet gdy trafiał, to Tatsumi nie wydawał się być specjalnie poruszony. Właściwie, wyglądał, jakby w ogóle tego nie zauważył.
To była największa tortura.
Bo Toshio słyszał te pieprzone kroki i nawet lekko przygłuszoną muzykę, ale nie miał szans się wydostać. Nie jeśli mierzył się z tak silnym przeciwnikiem. Próbował krzyknąć, lecz przez dłoń na jego ustach wydobył się tylko zduszony jęk. Dopiero wtedy Tatsumi obrócił się w jego stronę, uśmiechając się krzywo.
Jakby mówił „Gra skończona, poddaj się”.
I mimo to, że Toshio nie był typem osoby, która kiedykolwiek się poddaje, to teraz czuł niewyobrażalną gorycz. Gra faktycznie mogła się skończyć już teraz, wystarczyłoby, żeby Tatsumi go ugryzł, a on przestałby mieć własną wolę, dobrze to wiedział.
Kroki wreszcie ucichły w oddali, a Toshio czuł już tylko dwie rzeczy.
Niesamowity ból nadgarstków, bo niemal na nich wisiał i palącą złość.
Patrzał się na Tatsumiego spod byka i wcale nie miał zamiaru być jakkolwiek rozgoryczonym.
Jeśli nawet miał skończyć to tutaj, to z godnością, myślał dzielnie. Właściwie nie czuł strachu, był zbyt rozjuszony.
I nagle wszystko się zmieniło.
Poczuł, że nic już go nie trzyma i ciężko opadł na ziemię. Był tak oszołomiony, że przez chwilę zapomniał, że jest już wolny.
Tatsumi puścił go, a teraz stał na środku małego pomieszczenia i zaśmiewał się głośno.
- To przesłodkie. Dzielny mały doktor Ozaki. - Toshio patrzał na niego, dalej siedząc na ziemi.
Nie rozumiał.
Totalnie nie rozumiał co się stało i dlaczego. Odruchowo rozmasowywał obolałe ręce. - Mógłbym powiedzieć, że się tym brzydzę, ale to całkiem imponujące. - Stanął przed nim, opierając się na biodrach. - Nie jestem usatysfakcjonowany tym zakończeniem, doktorze. Daję ci drugą szansę. - Na jego ustach pozostał uśmiech samozadowolenia. Jak to sadysta, nienawidził, gdy ktoś mu się przeciwstawiał.
Ale również, jak to sadysta, nie mógł powstrzymać się od tej małej gierki, skoro i tak właściwie stał na wygranej pozycji. Lubił patrzeć jak inni się męczą. - Wstawaj, doktorze. - Szarpnął go do góry za ubranie, tylko ten mały impuls pozwolił doktorowi na otrząśnięcie się z szoku. Szybko uderzył trzymającą go rękę i odskoczył możliwie jak najdalej od Tatsumiego. Widząc, że tamten nie próbuje już go zatrzymać, wyminął go szybko i nie zwracając uwagi na jego wrogie spojrzenie, wyszedł na korytarz.
Potrzebował powietrza, ludzi, hałasu.
Czegokolwiek, co odciągnęło by jego umysł od myśli związanych z powrotem shiki.
Wszedł do sali, udając, że wszystko jest w porządku, jednak cały czas czuł na sobie zaborczy wzrok.
I doskonale zdawał sobie sprawę, że Tatsumi przez cały wieczór stał o wiele bliżej niż by tego sobie życzył.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz