A tu coś co mi się podoba w sumie. 😏
Wiem, że to wszystko to same opisy, ale takie notatki... Co zrobić. ;-;
Siedział na tym pieprzonym mrozie już dobre trzy godziny i szczerze mówiąc, miał już serdecznie dosyć. Dosyć mokrego tyłka, odmrożonych członków, śniegu bezlitośnie tnącego mu w twarz i bezczynnego wgapiania sie w przestrzeń, jakby spodziewał się, że wśród ciemnicy i wirujących płatków odnajdzie cud.
Chociaż, według niektórych definicji właśnie w tej chwili to robił.
Ale miał dosyć, nieważne na jak dobrego strażnika wychowali go rodzice, nie był niezniszczalny, a nie spodziewał się, że martwym na prawde zależało będzie w który dzień odejdą.
Dlatego już miał się poddać, bez wahania ruszając (nareszcie!) na przód, ledwo opuszczając przecznicę, którą miał tego dnia patrolować, kiedy widok dosłownie pięć metrów przed nim, zmusił go do natychmiastowego zatrzymania się w miejscu. Z przejścia do którego właśnie miał zamiar wkroczyć, z mroku nieoświetlanej światłem latarni ulicy, chwiejnym krokiem wyszedł mężczyzna, ciężko opierając się o ścianę.
Jego aura była czarna jak smoła
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz