poniedziałek, 4 lipca 2016

Tydzień, który zmienił moje życie cz.1- Korporacja

Kurdę...nawet nie pamiętam kiedy tu pisałam hehe :')
Trochę was zaniedbałam, ale nie z własnej woli...Mój komputer po prostu ma okres...niestety...
Ale teraz wracam do regularnego pisania XD
Co do rozdziału...Coś nowego...One Shot XD Planuję gdzieś tak maks 5 rozdziałów? To jeszcze zobaczę, ale na pewno, krótka historia. Coś nowego XD
No więc miłego czytania bayo!



~*~*~*

Kakashi leniwie przekraczał próg swojej pracy. Spędzanie większości swojego życia w korporacji nie było jego marzeniem, ale cóż jeśli chodzi o pieniądze to trzeba brać to co jest możliwe. Byłby w stanie polubić nawet tę robotę, ale ciągłe zamieszanie, nie urywające się telefony i ogólny nie zorganizowany personel. Oczywiście istnieje punkt kulminacyjny całej tej sytuacji. Nazywa się Obito Uchicha. Nie od dziś wiadome jest, że w takich instytucjach trwają wieczne wyścigi szczurów, ale oni obaj to już kompletna przesada. Hatake był mniej zawzięty i już dawno by odpuścił, ale Uchicha za każdym razem dolewał oliwy do ognia i stawiał sobie kolejne wyzwania, w których jednak Kakashi był lepszy. Trudno powiedzieć dlaczego. Nigdy nie ciągnęło go do marketingu, może większe doświadczenie w tej branży wzięło górę? Z pewnością to była przyczyna , dla której Obito nie był w stanie sobie odpuścić. Wszelkie zlecenia, które dostawał siwowłosy, on sam wykonywał po raz drugi i ukazywał prezesowi. Jego własna kariera na tym cierpiała, ale kogo obchodzi posada dyrektora w korporacji. Z pewnością nie tych dwóch panów. Hatake tradycyjnie udał się do swojego gabinetu i zasiadł przed komputerem. Poukładał papiery przyniesione z domu i przygotował się mentalnie do kolejnego długiego dnia w pracy. Zerknął na zegarek. Wybiła ósma. W myślach odliczał do pięciu i w drzwiach pojawił się wysoki brunet. Codziennie o równej ósmej rano pojawiał się w jego pokoju i rzucał jakimiś tekstami w stronę Kakashiego, który miał to kompletnie gdzieś, ale nie chciał psuć mu zabawy. Traktował Uchihe jak małe dziecko. Dzieliło ich może tylko trzy lata, ale Obito mentalnie wciąż miał siedem lat. Cóż się dziwić Kakashiemu, Miał doświadczenie z dziećmi więc doskonale wiedział jak postępować z mężczyzną tak aby wyprowadzić go z równowagi. Oboje mieli przybrane taktyki. Obito miał ta bardziej oczywistą i „głośną”, że całe biuro o niej plotkowało lecz Hatake udawał, że jest jedynym, który o niej nie wie. Oczywiście było inaczej, jednak o taktyce Kakashiego nie słyszał nikt więc działa z zaskoczenia. I jak tu traktować poważnie mężczyznę, który papla na prawo i lewo? Zdaniem Kakashiego już dawno powinien być zwolniony, kto wie czy przypadkiem wraz z potokiem słów nie wyplecie czegoś dotyczącego nowych spotów reklamowych konkurencji. Ale co mu było do tego? On był tylko grafikiem. Tak to jedyny powód dlaczego tu pracuje. To nie jego bajka. -Witaj, Kakashi. Wyspałeś się? Jesteś gotowy na codzienny wyścig szczurów?- zapytał od progu głośnym tonem, aby wszyscy na w miarę daleką odległość byli w stanie usłyszeć co mówi. Siwowłosy spojrzał na niego znudzonym wzrokiem i nic nie powiedział. Obito wykrzywił usta w chytry uśmiech i rzucił mu teczkę na biurko. Wychodząc tylko warknął do siebie coś pod nosem i wyszedł. Codzienna szopka, która odstawiał już od dwóch lat. Kashi dziwił się, że jeszcze mu się nie znudziło, ale cenił go również, za wytrwałość i zawzięcie. Z jego strony każde jego staranie było od razu skazane na porażkę. Otworzył teczkę i obejrzał zawartość. Codzienne zlecenie i mała karteczka z dedykacją od „ulubionego” współpracownika. Dedykację wziął w dłoń i nie patrząc gdzie wyrzucił ją pod biurko i skupił się na zleceniu. Nie było ono jakoś wyjątkowe. Codziennie otrzymuje prawie to samo, ale nie mógł narzekać. Ważne, ze w ogóle miał coś do roboty. Mężczyzna starał się jak najwięcej czasu spędzać na wykonywaniu zadania, aby nie kłopotać się z tym w domu. Nie cierpiał mieszać pracy ze sprawami prywatnymi. Całe zlecenie wykonywał w pracy, aby w domu nie zawracać sobie głowy i móc czytać swoje ukochane książki. Jednak nawet największy pracoholik potrzebuje przerwy. Nie miał za bardzo wyboru, chciał zaczerpnąć świeżego powietrza. Jedynym możliwym miejscem, aby odetchnąć od szybkiego miejsca pracy była palarnia. Nie znosił ludzi palących, uważał ich poniekąd za samobójców. Włożył ręce do kieszeni i ze zmęczonym wyrazem twarzy przeszedł przez główny korytarz. Nikt nie zwracał na niego uwagi, co bardzo go cieszyło. Im mniej wścibskich i lustrujących go spojrzeń tym lepiej. Znając organizm Kakashiego zareagował by rumieńcami, które zawsze pojawiały się niekontrolowanie. Chodziły nawet plotki, ze to dlatego ukrywa swoją twarz pod maską, lecz z tym wiązała się dłuższa i o wiele ciekawsza historia. Przez szklane drzwi mógł zaobserwować swojego ulubionego współpracownika. Miał już odruchowo się odwrócić, ale mężczyzna zobaczył go i uśmiechnął się. Nie chciał wyjść na jakąś ciotę, że przed nim ucieka więc z w miarę podniesioną głowa wszedł do sirotka
 -Przyszedłeś na papieroska?- Wstał z krzesła i podszedł bliżej Hatake. Wypuścił dym z ust, który w całości skupił się na twarzy Kakashiego. Ledwo wytrzymał, aby się nie zakrztusić. Spojrzał na niego spod byka.
 -Całe szczęście, ze muszę widywać cię tylko w pracy- Odwrócił się na piecie i oparł o balustradę. Ich biuro znajdowało się na siódmym piętrze, więc mógł całkowicie skupić się na panoramie widniejącej przed nim, co pozwalało mu wyrzucić Uchihę z głowy. Obito jednak, lubił go denerwować i nie potrafił zostawić go w spokoju. Podszedł do niego tuż obok i szturchnął łokciem.
 -Założę się, że nie wytrzymasz ze mną nawet tygodnia- Uśmiechnął się ironicznie. Kakashi wydawał się być nie wzruszony, lecz tak naprawdę wiedział, że brunet miał rację, ale poddanie się nie byłoby w jego stylu.
 -Wprowadź się na tydzień- Wypowiedział przez zęby, a jego twarz zbladła. Dopiero gdy zdał sobie sprawę co powiedział w myślach zganił się kilkukrotnie. Obito zaczął się śmiać, a Kakashi przewrócił tylko oczyma.
 -Jesteś pewien tego co powiedziałeś?-Oparł się o balustradę- Wiesz, że to będzie najdłuższy i prawdopodobnie najgorszy tydzień w twoim życiu?- Zapytał i poklepał szarowłosego po ramieniu, niczym najlepszy przyjaciel.
 -Myhym...mówię poważanie- Zacisnął mięśnie żuchwy. Cóż, nie było już odwrotu. Kakashi za bardzo cenił sobie swoje ego, by teraz się wycofać, chodź bardzo tego chciał.- Tylko na tydzień- Wypowiedział ledwo słyszalnie. Obito uśmiechnął się przebiegle. Dostał właśnie idealną okazję, aby wyciągnąć kilka informacji, na temat jego taktyki pracy. Mógłby to wykorzystać, przez co praca rywala nie byłą by już tak efektywna. Czego chcieć więcej? Przecież od zawsze marzył tylko o tym, aby być lepszym od słynnego Kakashiego Hatake. -Mieszkam przy...- Nie dokończył, iż Uchiha przeszkodził mu gasząc przy tym papierosa.
-Nie wysilaj się. Sam znajdę w twojej teczce, dość często ją przeglądam. Do wieczora kochanie- Poklepał go po ramieniu i wyszedł. Hatake potarł nerwowo skronie. W co on się wpakował? Na jaki układ on poszedł? Nie było już odwrotu, więc szarowłosy wrócił do swojego gabinetu. Rzadko mu się zdarzała aby opuszczał dzień w pracy, ale nie mógł uporządkować swoich myśli.
 -Wychodzę, powiedz szefowi, że resztę dokończę w domu- Rzucił bez uczuć do sekretarki i udał się przed budynek. Padał deszcz. Pogoda adekwatnie utożsamiła się z jego nastrojem. Był skazany, na towarzystwo Uchihy na tydzień. W głowie już przelatywały mu najczarniejsze scenariusze. Dwa kompletnie różniące się charaktery pod jednym dachem nie brzmiały zbyt dobrze. Wsiadł do metra, który zmierzał ku domowi. Cichy dźwięk telefonu przerwał mu rozmyślania, na temat ilości ludzi w tym jakże wygodnym środku transportu. Wyją urządzenie z kieszeni i odczytał dostarczoną wiadomość
„Będę za godzinę, wraz z moimi tobołami. Wiem, że uciekłeś''
Hatake zignorował fakt, że powinien mu odpisać i spokojnie wrócił do mieszkania. Panował tam wieczny ład i porządek. Wyjście z pracy tak wcześnie miało jednak swoje minusy. Musiał nadrobić wszystko w domu, czego nigdy nie lubił. Nie cierpiał łączyć spraw zawodowych, ale był na to teraz skazany. Tak myślał, iż przez własną głupotę sprowadził sobie Uchihę do domu. Wyścig szczurów zapewniony, ale Kakashi nie miał zamiaru naruszać swojego harmonogramu. Obito miał być tylko małą przeszkodą. Chcąc skończyć swoje zadanie nie marnował czasu i od razu zabrał się do działania, ale nie było mu to dane iż niechciany gość pojawił się przed czasem. Szarowłosy wstał i poszedł otworzyć drzwi.
-Miałeś być później- Powiedział zaraz po tym jak otworzył drzwi. Naprawdę liczył jeszcze na chwilę ciszy zanim Uchiha pojawi się w jego domu.- W ogóle początkowo miałeś być wieczorem, więc co tu robisz?
 - Hej Kakashi, też cieszę się, ze cie widzę. Jak mi minęło w pracy? A bardzo dobrze. Nie mogłeś milej?- Spojrzał na niego krzywo i wszedł trochę na siłę do mieszkania, ciągnąc za sobą torbę.
 -Uf..wybacz, że nie ma tu czerwonego dywanu i paparazzi – Westchnął i uśmiechnął się ironicznie.
 -To gdzie śpię?- Zapytał rozglądając się po mieszkaniu. Skierował się w stronę sypialni z myślą, że tam ugościł go rywal.
-Ekhem...-Zakaszlał i palcem wskazującym pokazał na kanapę, która oddzielała kuchnię od miejsca pracy.
-Serio? Mam spać w kuchni?- Zapytał z niedowierzaniem
.- Musze zrobić wszystko abyś to ty zrezygnował- Powiedział i usiadł przed laptopem. Nie zwracał już uwagi na Uchihę, był mu kompletnie obojętny. Brunet miłą gdzieś czym zajmuje się Hatakę i zaczął przystosowywać mieszkanie do własnych potrzeb. Szarowłosego powoli wyprowadzało to z równowagi więc zabrał dokumenty i laptopa i wyniósł je do sypialni. Rzucił jeszcze Obito pościel na sofę i zamkną się w sypialni izolując się od tego całego chaosu, który powoli powstawał z powodu bruneta. W tym momencie Kakashi upewnił się w twierdzeniu, że to będzie najdłuższy i najgorszy tydzień jaki miał okazje przeżyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz