Wow, nie było tego przez dwa miechy... Się zagapiłam. ;-;
Ale jestę i od następnego rozdziału jedziemy z kopyta... I podejrzewam, że na poważnie. Przy okazji, staram się nadrobić trzy tygodniową nieobecność. [*]
Miłego czytania~~
***
Wchodząc do pomieszczenia, Kakashi
uważnie je obejrzał i wyglądało na prawie rozczarowująco zwykłe.
Ciemne ściany, bordowe fotele umiejscowione pośrodku, ciemne półki
stojące pod ścianami, trzymające na nich książki i równie
ciemne biurko stojące przy ogromnych oknach, usytuowanych z kolei
zaraz naprzeciwko drzwi. Nie żeby spodziewał się nie wiadomo
czego, ale do niekonwencjonalnych w każdym calu Akatsuki jakoś nie
pasowały takie zwyczajne pomieszczenia. No ale nie przyszedł tu
przecież, aby podziwiać boazerię i narzekać na dziwny gust
właściciela owego „biura”.
- Proszę usiąść, panie Hatake. -
Zagadnął do niego Pain (bo tak wcześniej przedstawił się rudy
mężczyzna) i wskazał mu dłonią jeden z tych bordowych foteli.
Kakashi zauważył, że od incydentu z nagłymi zmianami głosu
„Tobiego” nie spuszczał z niego wzroku, pewnie nawet nie zdając
sobie sprawy że to robi i że zdradza w ten sposób więcej niż
zdradził czarnowłosy mężczyzna. Bo gdyby zwyczajnie przeszli z
tym do normalności, udawali że właściwie nic się nie stało i
zrzucili to na karb szaleństwa, wtedy Kakashi nie miałby żadnych
podejrzeń, bo reszta „popularniejszych” członków też nie była
do końca zdrowa psychicznie, ale robiąc to wyglądał jakby badał,
czy Kakashi coś wykrył. Równie dobrze mógłby powiedzieć „Ta,
ten koleś jest naszą wielką tajemnicą”. Hatake nie wiedział
jednak jeszcze w jaki sposób mógł on być tajną bronią... Ale
miał zamiar się dowiedzieć i grać w otwarte karty. Postanowił
więc dodać oliwy do ognia, póki sprawa była jeszcze świeża:
- Pan wybaczy, ale... Mężczyzna z wcześniejszego incydentu nie daje mi spokoju. Kim on jest? - Mógł zobaczyć jak Naruto lekko się krzywi, ale Sakura i Sasuke wpatrują się w Peina z zainteresowaniem – ich też pewnie zaciekawiła cała sprawa – Natomiast rudowłosy spiął się lekko.
- Pan wybaczy, ale... Mężczyzna z wcześniejszego incydentu nie daje mi spokoju. Kim on jest? - Mógł zobaczyć jak Naruto lekko się krzywi, ale Sakura i Sasuke wpatrują się w Peina z zainteresowaniem – ich też pewnie zaciekawiła cała sprawa – Natomiast rudowłosy spiął się lekko.
Pierwszy błąd.
- Nikim ważnym. - Drugi błąd. -
Zwykłym, bardzo problemowym dzieciakiem, który jest zupełnie
szalony. Jednak zbyt dobrze sobie radzi, żeby po prostu
zakwalifikować go jako „śmiecia”, dlatego go trzymamy –
Kakashi zanotował nagłą zmianę zdania i miał ochotę uśmiechnąć
się z triumfem. Mógł w takim razie założyć, że 'Tobi' był
tuta ważną personą. Również, gdy miał okazję zobaczyć go na
własne oczy, wyrobił sobie o nim zdanie – oszust.
Według Kakashiego, Tobi oszukiwał,
aby wyjść na bardziej dziecinnego i równocześnie, bardziej
bezbronnego. A gdyby usunąć tą marną powłokę z jego osoby, to
zostałaby...
Kakashi przypomniał sobie zimne czarne
oczy wyglądające na niego spod pomarańczowej maski i przeszedł go
delikatny dreszcz. Czyżby mężczyzna w masce był aż tak
niebezpieczny?
W dodatku, mimo że Painowi wyraźnie
nie spodobało się zachowanie Tobiego, nie śmiał zwrócić mu
chociażby i najmniejszej uwagi, co mogło oznaczać tylko jedno.
Oczy Kakashiego zabłysły drapieżnym
blaskiem. Dzięki temu blaskowi swego czasu został przy władzy, ale
mimo tego, że serdecznie jej nie znosił, to uwielbiał być tym
bystrym.
I gdy już taki był, to bardzo rzadko
się mylił.
Jedna łamigłówka została w prosty
sposób rozwiązana, a druga nie była wcale trudna. Co do Peina,
spodziewał się, że po prostu dwie osoby przedstawiają się jednym
imieniem, starając się wywołać jeszcze większy mętlik i
odstraszyć innych od Akatsuki. Cóż, Kakashi musiał im
pogratulować, bo dzięki tak wielu sekretom, wielu raczej od nich
stroniło.
Ale Kakashi nie należał do tych
„wielu”.
Usiadł, wygodnie zakładając nogę na
nogę i wpatrywał się w rudowłosego mężczyznę, starając się
nie wyglądać ani na znudzonego ani na osobę, która kilka chwil
temu rozwiała wszelkie wątpliwości na temat tych ich małych
sekrecików. Bo przecież w teorii przyszedł przecież, aby połączyć
siły. Co prawda w praktyce mógł zadowolić się samym rozwiązaniem
tajemnic, ale zdecydowanie wolał, aby posłużyły mu one za kartę
przetargową. Akatsuki nie wyglądało na takich, którzy zignorowali
by wyciek informacji i zdecydowanie potrzebowali sekretów, bo
posługiwali się głównie strachem. Dzięki strachowi, więcej
organizacji puszczało im wolno niektóre akcje, a większość jakoś
nie chciała wdawać się z nimi w wojny.
Ale i tym razem Kakashi nie miał
zamiaru należeć do większości.
- Panie Hatake, z przykrością muszę
poinformować, że w obecnej chwili nie bardzo interesuje połączenie
działalności, ale sojusze zawsze są mile widziane. - Uśmiechnął
się delikatnie, jakby przyjaźnie, ale nie było mowy, aby Kakashi
tak łatwo dał się złapać. Bo do obecnej chwili, Akatsuki nie
zawarło żadnych sojuszy, co sugerowało, że nimi również nie
byli zainteresowani. Z drugiej strony, możliwe, że nie dostali po
prostu odpowiedniej oferty. Kakashi musiał przyznać, że
zdecydowanie bardziej bezpiecznym dla nich było zatrzymanie wiedzy o
sekretach, bo nie był pewien jak na ich wyjawienie zareagowała by
druga strona. Co prawda trochę bezmyślnym byłoby ich „usunięcie”,
ale z drugiej strony, mógł zauważyć, że czasami działali bardzo
agresywnie i nieprzemyślanie, co i tak zazwyczaj kończyło się dla
niech dobrze. Byli niejakim powiewem świeżości od tych ciągłych
przemyśleń i zawieszeń broni. Z drugiej strony, bardzo
niebezpiecznym powiewem.
- Oczywiście. Nie muszę chyba
tłumaczyć jakie korzyści płyną z sojusze z Konohą. Jesteśmy na
tym terenie od ponad dziewięćdziesięciu lat i od tamtej pory
świetnie sobie radzimy. - Kakashi przechylił się nieco do przodu,
wyglądając jego reakcji, jednak tym razem jego twarz ani drgnęła
i Kakashi nie mógł się dziwić. Zapewne słyszał już dziesiątki
podobnych propozycji.
I odmówił każdej z nich.
- Chyba rozumie pan, że w tej chwili
Akatsuki ma ogromne możliwości. Nie powiem, aby wasze osiągnięcia
nie były imponujące, ale do tej pory nic nie stanowiło dla nas
zagrożenia. Nie chciałbym oczywiście popadać w egoizm lub być
nieuprzejmy, ale jeśli ma pan coś ciekawego do zaoferowania, to
proszę zrobić to teraz. - Kakashi uśmiechnął się sztucznie,
prawie złośliwie, wygonie rozciągając się na krześle. Widocznie
Pain dalej nie zdawał sobie sprawy z sytuacji w jakiej się znalazł.
Wyraźnie brakowało mu doświadczenia, ale to nie było już
problemem Hatake.
- W porządku. - Nie zamierzał już
dłużej przebierać w słowach, teraz albo nigdy. - Ale chciałbym o
tym rozmawiać z prawdziwym liderem.
Borze najzieleńszy! Dlaczego ja dopiero teraz odkryłam tego bloga?
OdpowiedzUsuńJest cudowny (*˘︶˘*) no i moje kochane ObiKaka *^* moje serce nie wyrabia asdfghjkl potrzebuję więcej, dajcie mi więcej, błagam ;__;
A tak poza tym, że nie umiem pisać komentarzy, to weny życzę czy czego tam potrzeba
Jesteśmy nieodkrytym jeszcze lądem... Ale zapraszam do czytania. XD
UsuńTkwi mi taka biedna 1/4 rozdzialiku zapisana i czeka na swoją kolej... Postaram się dodać najszybciej jak się da.
Komentarzyk motywujący, bardzo dziękuję i życzę miłej zabawy na naszym blogu. ^^