niedziela, 29 maja 2016

Dear You - Część Pierwsza "Dear Tony"

Okej, wiem że jakoś długo nas nie było i zapewniam, że to wina lata. XD
Osobiście przesypiam każdą wolną chwilę, ale staram się powrócić... Staram się. Bardzo marnie, ale się staram.
Co do opowiadania... Ee... No więc, jest to Stony (Steve x Tony) dziejące się po akcji z filmu Civil War/Wojna Bohaterów, więc ostrzegam, że treść będzie prawdopodobnie niezrozumiałą dla osób, które nie są na bieżąco. A dlaczego Stony? Cóż... Chyba napiszę na ten temat osobną notkę, ale w skrócie - bo komiksy. No i czuję tam chemię. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Części będą dwie, druga będzie dłuższa i coś będzie się działo. No albo cztery, ale w takim razie trzy byłyby zupełnie bez akcji. Takie jak ta. Nie przedłużając, miłego czytania~~
Ps. Tytuł po angielsku, bo list w Civil War był po angielsku i szczerze, to nie mam pojęcia jak go przetłumaczyli, znam tylko angielską wersję więęęc... XD
Dla nieznających angielskiego -  Drogi Ty - Część Pierwsza "Drogi Tony"

Podkład: Dear You.
***
Dear Tony
Tony wpatruje się w te słowa pustymi oczami. Chciałby żeby pozostały takie, oddalone od całej sprawy, pełne dystansu, wolne. Zamiast tego jednak powoli zapełniają się po kolei smutkiem, złością
i żalem, a jego ciało przejmuje ognista furia.
- Pieprz się Steve. - Warczy, gniotąc kartkę w kulkę papieru i ciska ją o podłogę. Teraz słowa są zwykłą mieszaniną liter, niczym co mogłoby go zranić, niczym co miało znaczenie. - Pieprz się i tę swoją jebaną elokwencję.
Gwałtownym ruchem odchyla się na krześle, przejeżdżając ręką po twarzy i włosach. Jest zwyczajnie wściekły i gdyby ktokolwiek teraz spytał się go co czuje do Steva Rogersa, to zanim zdążył by mrugnąć, najpierw prawdopodobnie oberwałby szklanką niedokończonego jeszcze whisky, aby potem wysłuchać nieskończonej listy przekleństw zakończonej wyznaniem czystej nienawiści.
Ale czy naprawdę go nienawidził?

Oczywiście, że tak, przecież zdradził go, chciał go zabić i nie raczył nawet mu zaufać, mimo że byli w jednej drużynie, a Tony osobiście zapłacił za każdą jego zabawkę. A to, że za każdym razem trochę szybciej biło mu serce, gdy Rogers tylko pojawił się na horyzoncie w tym wypadku nie miało nic do gadania. Tony nie był na tyle naiwny, żeby dać temu malutkiemu głosikowi się rozgadać, bo marnie by skończył.
Mimo to, przez niego, prawie wybaczył Stevowi. Prawie.
Na szczęście został mu jeszcze zdrowy rozsądek, który dotkliwie przypominał jak bardzo został zraniony, sprawiając, że od ich ostatniego spotkania czuł dotkliwy ból.
I nie miało to nic wspólnego z połamanymi żebrami.
Nie ma szansy, żeby tak zwyczajnie mu wybaczył. Żadnej.
Zerka na telefon spod byka i natychmiast prostuje nogi, pozwalając żeby krzesło łupnęło w podłogę. Ma przy tym ochotę podstawić ten złom pod jedną z nóżek i roztrzaskać go na dziesiątki kawałków, ale pewna część, ta naiwna część niego, zabrania mu. Ma ochotę roześmiać się w twarz tej części. Usunąć ją.
„Będę tam, kiedy będziesz mnie potrzebował.”

Skoro do tej pory go nie było, to dlaczego miałby złamać ten „cykl” teraz? Tony nie mia zamiaru polegać na innych. Ma zamiar poradzić sobie samemu w każdej, nawet najgorszej sprawie, choćby i miał przy tym zginąć albo i gorzej... Steve został teraz tylko wspomnieniem zapisanym na kartce papieru, maleńkim skrawkiem historii.
Mimo to, ból nie przechodził.
Chciał zobaczyć minę Steva, gdyby powiedział mu, że z zwykłego kaprysu zepsuł telefon. Chciał usłyszeć głos pouczający go, aby nie był tak samolubny.
Kogo oszukiwał, chciał po prostu, żeby było jak dawniej, być jego przyjacielem i zwyczajnie cieszyć się jego towarzystwem, nawet jeśli nie miał szans zbliżyć się do niego bardziej niż na wyciągnięcie ręki. Steve, pomimo swojej niedoskonałości był niewzruszonym filarem drużyny i aż przyjemnie było patrzeć na niego w boju. Podczas gdy Tony zajmował się destrukcją, również siebie samego, Steve naprawiał, lub starał się naprawić, każdy jego błąd, prawie bez żadnych pytań, bez kwestionowania jego wyborów. Z tą swoją dziwacznie-niewinną wiarą w ludzi, która nieraz wprawiała Tonego w zmieszanie, bo dla niego nie była naturalną rzeczą.
A teraz go nie było.
Jak do cholery mieli sobie dać radę? Ich drużyna rozpadła się wpół, zostawiając ziejącą pustką wyrwę.
Czy było warto?
Gdyby tylko znał odpowiedź na to pytanie.
Ale przecież żaden z nich nie zginął. No i nie on był tym samolubnym, to Steve tak po prostu sprzeciwił się wszystkiemu i ruszył za Buckym, jakby kilka lat spędzonych w Avengersach były zupełnie niczym. A przecież były czymś...
Prawda?
Z resztą, co go obchodziły wybory Kapitana Ameryki, bohatera minionego dzieciństwa? Przecież już dawno przekroczył próg dorosłości i nauczył się żyć samemu, przełykać porażki i mimo kopniaków wymierzonych przez los, wstawać i iść dalej. Tylko że teraz... Teraz zupełnie stracił na to ochotę.
Sięgnął po szklankę i porządnie z niej łyknął, próbując jakby zagłuszyć niemilknące sumienie.
Czuł się jakby powoli, ale skutecznie tracił rozum. Kto by pomyślał, że żołnierzyk z probówki wywoła u niego taką burzę?
Gdy powoli odchodziła furia, przychodziło obrzydzenie. Bo Steve nie miał odwagi nawet powiedzieć mu tego wszystkiego w twarz. Nie miał odwagi powiedzieć mu o jego matce i nie miał odwagi porozmawiać o ich wspólnych problemach w cztery oczy, tylko napisał to na kartce papieru.
Nie żeby obiecywał, że nie wykręci się jakimś żartobliwym tekstem albo że jak zwykle opowie coś nie na miejscu, sprawiając, że Steve będzie zły (chociaż prędzej czy później i tak mu to wybaczał), ale to przecież Rogers uchodził za tego bardziej dojrzałego.
To bolało i przez to czuł się jak idiota.
Wziął telefon do ręki i przejechał po starych klawiszach, nie mogąc powstrzymać głupkowatego chichotu. Tak bardzo wpasował się w obraz Steva. Tak boleśnie bardzo.
W tej chwili chce tylko by Steve wszedł przez drzwi jego laboratorium i popatrzał na niego dziwnie, mówiąc, żeby położył się spać, czego Tony by nie zrobił, a następnego dnia i tak obudziłby się we własnym łóżku. Chciał, żeby Steve znowu tu był, przy nim. Wspierał go, nieważne jak bardzo egoistyczne to jest, bo przecież Tony znany jest z bycia egoistą.
Nie mógł już się dłużej oszukiwać, jest pozostawiony samemu sobie. Zwyczajnie samotny.
Potrzebuje Steva. Potrzebuje go zawsze, nieważne czy na zewnątrz szalała wojna czy też było zupełnie spokojnie. Potrzebował go, tak jak Steve napisał w liście.
Ale mimo to, Tony siedział spokojnie, nieruchomo, na tyle nieruchomo, że niewprawny obserwator mógłby pomylić go z lalką lub kolejnym projektem firmy Starka.
Co z tego, że go potrzebował, skoro nie umiał przyznać się do potrzeby pomocy?
Bo Tony Stark nauczył się już, żeby nie polegać na innych i żyć samemu, iść dalej, mimo porażek.
I dlatego Tony Stark nie ma odwagi sięgnąć po telefon.

2 komentarze:

  1. Ja już myślałam, że Was co zeżarło! XD Zaglądałam tu codziennie (Alexandra-stalker XD) i nic. Już zaczynałam się martwić, że porzuciłyście bloga. ;-; Nawet o tym nie myślcie!
    Co do tekstu:
    <3 <3 <3 <3
    Tony x Steve to mój drugi ulubiony paring z Universum Marvela :3 A pierwszy... Może zastanowicie się nad Steve x Bucky? XD Tak dla mnie! Plose! XD ^^"
    Akurat wczoraj byłam na tym w kinie, więc takie "Jeeej! Wiem, o co chodzi!" XD
    Wszystko ślicznie i liczę, że SZYBKO coś dodacie. XD :D
    Niestety nie mogę się rozpisywać, bo czas (i miotła xD ta niewdzięcznica obróciła się przeciwko mnie! XD czyt. muszę sprzątać ;-;) mnie goni, więc nie ma zbytnich szans na rozbudowany, długi komentarz. XD ;-;
    Więc jeszcze raz:
    TO JEST CUDOWNE! *°* <3
    Lecę (na miotłe jestem zła :") ), duuuuużo weny, czasu i przede wszystkim CHĘCI życzę, :)
    Alexandra \(^°^)/
    Ps. Ja tu cały czas czekam też na inne opka xD Wy wiecie które :')

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okej, wybacz za późną odpowiedź, ale dosłownie w tej chwili wbiłam na kompa. ;-;
      Jako iż napiszę ogłoszenie w związku z 1 częścią twojego komenta, to napiszę tylko odpowiedź do 2;
      No więc, mam ze Stucki pewien problem - mianowicie zupełnie nie umiem go sobie wyobrazić poza czymś totalnie platonicznym... Bo na takie opka to pomysły mam, ale zakładam, że nie o to chodzi. XD
      Ale mam pomysł na bardzo nie platoniczne WinterIron i jakoś źle się z tym czuje... XD
      Dziękuję i do zobaczenia~~

      Usuń