Strony

niedziela, 29 maja 2016

Wartość Wspomnień. - Rozdział Czwarty. "Przebiję się przez twoje kłamstwa."

Wow, nie było tego przez dwa miechy... Się zagapiłam. ;-;
Ale jestę i od następnego rozdziału jedziemy z kopyta... I podejrzewam, że na poważnie. Przy okazji, staram się nadrobić trzy tygodniową nieobecność. [*]
Miłego czytania~~

***

Wchodząc do pomieszczenia, Kakashi uważnie je obejrzał i wyglądało na prawie rozczarowująco zwykłe. Ciemne ściany, bordowe fotele umiejscowione pośrodku, ciemne półki stojące pod ścianami, trzymające na nich książki i równie ciemne biurko stojące przy ogromnych oknach, usytuowanych z kolei zaraz naprzeciwko drzwi. Nie żeby spodziewał się nie wiadomo czego, ale do niekonwencjonalnych w każdym calu Akatsuki jakoś nie pasowały takie zwyczajne pomieszczenia. No ale nie przyszedł tu przecież, aby podziwiać boazerię i narzekać na dziwny gust właściciela owego „biura”.
- Proszę usiąść, panie Hatake. - Zagadnął do niego Pain (bo tak wcześniej przedstawił się rudy mężczyzna) i wskazał mu dłonią jeden z tych bordowych foteli. Kakashi zauważył, że od incydentu z nagłymi zmianami głosu „Tobiego” nie spuszczał z niego wzroku, pewnie nawet nie zdając sobie sprawy że to robi i że zdradza w ten sposób więcej niż zdradził czarnowłosy mężczyzna. Bo gdyby zwyczajnie przeszli z tym do normalności, udawali że właściwie nic się nie stało i zrzucili to na karb szaleństwa, wtedy Kakashi nie miałby żadnych podejrzeń, bo reszta „popularniejszych” członków też nie była do końca zdrowa psychicznie, ale robiąc to wyglądał jakby badał, czy Kakashi coś wykrył. Równie dobrze mógłby powiedzieć „Ta, ten koleś jest naszą wielką tajemnicą”. Hatake nie wiedział jednak jeszcze w jaki sposób mógł on być tajną bronią... Ale miał zamiar się dowiedzieć i grać w otwarte karty. Postanowił więc dodać oliwy do ognia, póki sprawa była jeszcze świeża:
- Pan wybaczy, ale... Mężczyzna z wcześniejszego incydentu nie daje mi spokoju. Kim on jest? - Mógł zobaczyć jak Naruto lekko się krzywi, ale Sakura i Sasuke wpatrują się w Peina z zainteresowaniem – ich też pewnie zaciekawiła cała sprawa – Natomiast rudowłosy spiął się lekko.
Pierwszy błąd.
- Nikim ważnym. - Drugi błąd. - Zwykłym, bardzo problemowym dzieciakiem, który jest zupełnie szalony. Jednak zbyt dobrze sobie radzi, żeby po prostu zakwalifikować go jako „śmiecia”, dlatego go trzymamy – Kakashi zanotował nagłą zmianę zdania i miał ochotę uśmiechnąć się z triumfem. Mógł w takim razie założyć, że 'Tobi' był tuta ważną personą. Również, gdy miał okazję zobaczyć go na własne oczy, wyrobił sobie o nim zdanie – oszust.
Według Kakashiego, Tobi oszukiwał, aby wyjść na bardziej dziecinnego i równocześnie, bardziej bezbronnego. A gdyby usunąć tą marną powłokę z jego osoby, to zostałaby...
Kakashi przypomniał sobie zimne czarne oczy wyglądające na niego spod pomarańczowej maski i przeszedł go delikatny dreszcz. Czyżby mężczyzna w masce był aż tak niebezpieczny?
W dodatku, mimo że Painowi wyraźnie nie spodobało się zachowanie Tobiego, nie śmiał zwrócić mu chociażby i najmniejszej uwagi, co mogło oznaczać tylko jedno.
Oczy Kakashiego zabłysły drapieżnym blaskiem. Dzięki temu blaskowi swego czasu został przy władzy, ale mimo tego, że serdecznie jej nie znosił, to uwielbiał być tym bystrym.
I gdy już taki był, to bardzo rzadko się mylił.
Jedna łamigłówka została w prosty sposób rozwiązana, a druga nie była wcale trudna. Co do Peina, spodziewał się, że po prostu dwie osoby przedstawiają się jednym imieniem, starając się wywołać jeszcze większy mętlik i odstraszyć innych od Akatsuki. Cóż, Kakashi musiał im pogratulować, bo dzięki tak wielu sekretom, wielu raczej od nich stroniło.
Ale Kakashi nie należał do tych „wielu”.
Usiadł, wygodnie zakładając nogę na nogę i wpatrywał się w rudowłosego mężczyznę, starając się nie wyglądać ani na znudzonego ani na osobę, która kilka chwil temu rozwiała wszelkie wątpliwości na temat tych ich małych sekrecików. Bo przecież w teorii przyszedł przecież, aby połączyć siły. Co prawda w praktyce mógł zadowolić się samym rozwiązaniem tajemnic, ale zdecydowanie wolał, aby posłużyły mu one za kartę przetargową. Akatsuki nie wyglądało na takich, którzy zignorowali by wyciek informacji i zdecydowanie potrzebowali sekretów, bo posługiwali się głównie strachem. Dzięki strachowi, więcej organizacji puszczało im wolno niektóre akcje, a większość jakoś nie chciała wdawać się z nimi w wojny.
Ale i tym razem Kakashi nie miał zamiaru należeć do większości.
- Panie Hatake, z przykrością muszę poinformować, że w obecnej chwili nie bardzo interesuje połączenie działalności, ale sojusze zawsze są mile widziane. - Uśmiechnął się delikatnie, jakby przyjaźnie, ale nie było mowy, aby Kakashi tak łatwo dał się złapać. Bo do obecnej chwili, Akatsuki nie zawarło żadnych sojuszy, co sugerowało, że nimi również nie byli zainteresowani. Z drugiej strony, możliwe, że nie dostali po prostu odpowiedniej oferty. Kakashi musiał przyznać, że zdecydowanie bardziej bezpiecznym dla nich było zatrzymanie wiedzy o sekretach, bo nie był pewien jak na ich wyjawienie zareagowała by druga strona. Co prawda trochę bezmyślnym byłoby ich „usunięcie”, ale z drugiej strony, mógł zauważyć, że czasami działali bardzo agresywnie i nieprzemyślanie, co i tak zazwyczaj kończyło się dla niech dobrze. Byli niejakim powiewem świeżości od tych ciągłych przemyśleń i zawieszeń broni. Z drugiej strony, bardzo niebezpiecznym powiewem.
- Oczywiście. Nie muszę chyba tłumaczyć jakie korzyści płyną z sojusze z Konohą. Jesteśmy na tym terenie od ponad dziewięćdziesięciu lat i od tamtej pory świetnie sobie radzimy. - Kakashi przechylił się nieco do przodu, wyglądając jego reakcji, jednak tym razem jego twarz ani drgnęła i Kakashi nie mógł się dziwić. Zapewne słyszał już dziesiątki podobnych propozycji.
I odmówił każdej z nich.
- Chyba rozumie pan, że w tej chwili Akatsuki ma ogromne możliwości. Nie powiem, aby wasze osiągnięcia nie były imponujące, ale do tej pory nic nie stanowiło dla nas zagrożenia. Nie chciałbym oczywiście popadać w egoizm lub być nieuprzejmy, ale jeśli ma pan coś ciekawego do zaoferowania, to proszę zrobić to teraz. - Kakashi uśmiechnął się sztucznie, prawie złośliwie, wygonie rozciągając się na krześle. Widocznie Pain dalej nie zdawał sobie sprawy z sytuacji w jakiej się znalazł. Wyraźnie brakowało mu doświadczenia, ale to nie było już problemem Hatake.

- W porządku. - Nie zamierzał już dłużej przebierać w słowach, teraz albo nigdy. - Ale chciałbym o tym rozmawiać z prawdziwym liderem.  

2 komentarze:

  1. Borze najzieleńszy! Dlaczego ja dopiero teraz odkryłam tego bloga?
    Jest cudowny (*˘︶˘*) no i moje kochane ObiKaka *^* moje serce nie wyrabia asdfghjkl potrzebuję więcej, dajcie mi więcej, błagam ;__;

    A tak poza tym, że nie umiem pisać komentarzy, to weny życzę czy czego tam potrzeba

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteśmy nieodkrytym jeszcze lądem... Ale zapraszam do czytania. XD
      Tkwi mi taka biedna 1/4 rozdzialiku zapisana i czeka na swoją kolej... Postaram się dodać najszybciej jak się da.
      Komentarzyk motywujący, bardzo dziękuję i życzę miłej zabawy na naszym blogu. ^^

      Usuń