Ho ho!
Dość dawno nie było Violetty, ale jest!
Mam nadzieję, że się podoba hihi ;3
*~*~*
-Mamo, proszę. To tylko tydzień.-Wcale
się nie dziwiłam,że nie chce wyrazić zgody. Kolejny tydzień
opuszczania szkoły, ale to naprawdę dla mnie bardzo ważne. Rzadko
się widuje z Leonem. Ciągle jest albo w pracy, albo na spotkaniach,
a ja muszę się uczyć. Bywa i tak, że nie widzimy się przez 3
tygodnie z rzędu,dlatego tak bardzo chce z nim pojechać. Kolejny
cudowny tydzień z moim chłopakiem. Dziwnie to brzmi. Verdas jest
już dorosłym mężczyzną, a ja smarkulą, która jest zakochana po
uszy.- Mamo, błagam zgódź się!- Spojrzałam na nią maślanymi
oczami. Musiała się zgodzić, nie widziałam innej opcji. Lubi
Leona, więc to nie jest żaden problem, abym to właśnie z nim
jechała, ale szkoła. Szkoła, zawsze na pierwszym miejscu, ale już
nie długo ją skończę i moim jedynym priorytetem będzie
zamieszkanie z tym przystojniakiem, a dopiero później zdawanie do
jakiejś szkoły. Oczywiście wszyscy dookoła myślą, że dla mnie
nauka to najważniejsza rzecz w moim życiu, ale się mylą, to Leon
jest najważniejszy. Czy mi odbiło? Możliwe, ale każda na moim
miejscu by oszalała.
-Violetta, zgadzam się tylko dlatego,
że tobie bardzo na tym wyjeździe zależy i jest jeden zasadniczy
warunek. Po powrocie nadrabiasz wszystkie zaległości, jasne?-
Chciała być poważna, ale nie wyszło jej ponieważ mój uśmiech
był zaraźliwy.
-Jezu, jesteś cudowna!- Rzuciłam się
na nią i mocno przytuliłam. Jest najlepszą mamą na świecie.
Zawsze można z nią o wszystkim porozmawiać. -Kocham cie!-
oderwałam się od niej i pobiegłam do swojego pokoju. Delikatnie
otworzyłam drzwi. Szatyn leżał na łóżku wpatrzony w laptopa, a
z słuchawek wydobywał się dźwięk mojej ulubionej piosenki.
Uśmiechnęłam się sama do siebie. Wyglądał tak niewinnie.
Wskoczyłam na łóżko tuż obok i namiętnie go pocałowałam.
Verdas odłożył laptopa na stolik i pociągnął mnie na swoje
kolana. Utonęłam w pocałunkach. Oboje mieliśmy ochotę na coś
więcej, ale musieliśmy się powstrzymać. Rodzice. Delikatnie
wsunął mi ręce pod koszulkę. Odsunęłam się od niego i łapałam
łapczywie oddech.
-Czy to oznacza, że twoja mama
zgodziła się na wyjazd?- pocałowałam go delikatnie i wyczułam
jak się uśmiecha. Nie mogłam się doczekać. To będzie jeden z
najpiękniejszych tygodni w moim życiu.
-Tak- wypowiedziałam to wprost w jego
usta. Przytuliłam się do niego, a on objął mnie dłońmi w
pasie.- Panie Verdas, jest Pan gotowy na najbardziej wyczerpujący
tydzień w pana życiu?- uśmiechnęłam się uwodzicielsko.
-Z Panią zawsze Pani Castillo- obrócił
się, więc wylądowałam na łóżku. W głowie miałam już tyle
pomysłów jak wykorzystać ten czas. Co byśmy mogli robić i w
ogóle. Byłam strasznie podekscytowana.- Ale jeśli chce Pani zacząć
najbardziej wyczerpujący tydzień to musi się już Pani zacząć
pakować.- Uśmiechnął się przebiegle. Faktycznie, jutro
wyjeżdżamy, a ja nie spakowana. Szybko zerwałam się na równe
nogi. Na odchodne dostałam klapsa w pośladek i udałam się na
strych po walizki. Wspięłam się po schodach na górę. Było tam
ciemno, więc zapaliłam latarkę. W koło było pełno kurzu. Cóż
się dziwić, skoro nikt tu nie sprzątał od wieków. To
pomieszczenie jest prawie wcale nie używane. Wspięłam się po
taborecie i zaczęłam zdejmować pudła, które mi przeszkadzały.
Podczas ich ściągania jedno spadło na podłogę, a zawartość
porozsypywała się po podłodze. Ściągnęłam walizkę i zeszłam
ze stołka, aby pozbierać bałagan. Przykucnęłam na ziemi i z
ciekawości zaczęłam przeglądać rozwaloną zawartość pudełka z
podpisem „Violetta”
Stare pamiątki za czasów gimnazjum.
Jakieś zdjęcia kapsle i wstążki. Oraz jedno jedyne zdjęcie,
które sama nie wiem po co zatrzymałam. Spojrzałam na nie z wielką
nienawiścią i automatycznie je potargałam. Był najgorszą osobą
jaką poznałam w życiu. Namieszał zranił i zostawił, tyki był
Diego Dominguez. Nie chcąc psuć sobie humoru wrzuciłam wszystko
jak leci do pudła, wspięłam się na krzesło i odłożyłam na
miejsce. Zgasiłam latarkę i udałam się schodami w dół tuż do
mojej sypialni, gdzie zaczęłam powoli pakować swoje ciuchy. Nie
miałam problemu ze spakowaniem się. Wzięłam najpotrzebniejsze
rzeczy, kosmetyki i byłam już gotowa. Odstawiłam bagaż w miejsce
gdzie nie będzie nikomu przeszkadzać. Poszłam do łazienki, zmyłam
makijaż i wykapałam się. Gdy wróciłam do pokoju Leon nadal
siedział przy komputerze. Wieczny pracoholik. Nawet podczas wolnego
musi być we wiecznym kontakcie ze swoimi pracownikami. Ułożyłam
się obok i przytuliłam się. Leon zaraz to poczuł i odłożył
laptopa. Pocałował mnie delikatnie.
-Chodźmy już spać. Musimy być jutro
bardzo wypoczęci- uśmiechnął się i pocałował mnie na dobranoc.
Ułożyłam się wygodnie i zasnęłam
-Uważajcie na siebie!- nim wsiadłam
do auta słyszałam głos mojej rodzicielki. Pomachałam jej na
pożegnanie i wraz z Verdasem odjechaliśmy. Chłopak skupiony był
na drodze. Jego twarz ani na chwilę nie obróciła się w moją
stronę. W takim wydaniu wyglądał za razem poważnie, jaki i
przenikał prze z niego szalony nastolatek. Właśnie takiego go
kocham. Panującego nad każdą sytuacją, ale wciąż z odrobiną
szaleństwa. Nie kontrolowałam tego jak długo mu się przyglądałam.
Verdas uśmiechnął się, a ja zawstydzona odwróciłam się w
stronę szyby. Chłopak zdjął rękę z biegów i położył rękę
na moim kolanie. Lekko na nią spoglądałam i uśmiechałam się pod
nosem. Całą drogę na lotnisko milczeliśmy, ale ta cisza była
przyjemna. Widocznie oboje jej potrzebowaliśmy. Leon wysiadł z
samochodu, otworzył mi drzwi a zaraz potem udał się do bagażnika
i wyciągnął nasze walizki. Założyłam okulary przeciwsłoneczne
na oczy i dotrzymałam kroku szatynowi. O dziwo nie udaliśmy się na
odprawę, tylko prosto na pas startowy. Stał tam helikopter, którego
nigdy wcześniej jeszcze nie widziałam.
-Tym lecimy?-zapytałam nieśmiało.
Verdas pokiwał twierdząc głową i przywitał się z jakimś
mężczyzną. Lekko przysiwiały starszy pan. Wydawał się miły.
Odebrał bagaże od Leona, a szatyn zaprowadził mnie na pokład
samolotu. Usiadłam, a Leon przypiął mnie pasami.
-Teraz mi już nie uciekniesz-
uśmiechnął się szelmowsko i usiadł na miejscu kapitana
-Nawet bym nie śmiała- W koło pełno
było przeróżnych przycisków. Leon założył mi słuchawki na
uszy, a sam przyodział te z mikrofonem. Porozumiał się z kapitanem
i po chwili wzbiliśmy się w powietrze, Miasto cudownie wyglądało
z góry. Wszystko wydawało się takie małe. Kiedy wznieśliśmy się
nad morze widoki były jeszcze cudowniejsze. Przelecieliśmy przez
chmurę, przez co na chwilę zapanowała mgła. Byłam bardzo
podekscytowana. Za chwilę miałam spędzić najcudowniejszy tydzień
w moim życiu. Co ja gadam? Każdy dzień spędzony u boku Leona jest
wspaniały.
-Lądujemy- poinformował mnie szatyn,
a ja uśmiechnęłam się szeroko
Podziwiam widoki pięknego Seattle.
Apartament jest prześliczny. Zaprojektowany w nowoczesnym klimacie.
Salon prawie cały oszklony. Szyby wychodzą na stronę centrum
miasta, więc widoki za dnia i w nocy są przecudowne. Słuchałam
muzyki dobiegającej z moich słuchawek. Leon musiał załatwić coś
w sprawie firmy, więc zamknął się w swoim biurze. Chcąc mu nie
przeszkadzać skuliłam się przy oknie, otuliłam kocem i włączyłam
muzykę. Jak zahipnotyzowana obserwowałam z prędkością jadące
samochody po centralnych ulicach. Zawsze marzyłam mieszkać w takim
miejscu. Każda czynność się jednak nudzi i podziwianie miasta
również. Zebrałam się z podłogi i skierowałam w stronę biura
mojego ukochanego. Przez okno wychodzące na salon mogłam obserwować
jak bardzo skupiony jest na swojej pracy. Oparłam dłonie szybę i
lekko uśmiechałam się sama do siebie. Chciałam go pocałować,
ale powstrzymałam się przed wejściem tam. Patrzyłam na niego
dłuższa chwilę, aż on sam podniósł wzrok w moim kierunku.
Uśmiechnął się do mnie i ręką dał mi znak, że mam go niego
przyjść. Delikatnie nacisnęłam klamkę i już po chwili byłam w
pomieszczeniu. Siedział przy wielkim biurku otoczony stertą kartek.
Podeszłam do niego i pocałowałam w policzek. Verdas pociągnął
mnie za rękę, a ja usiadłam mu na kolanach. Zaczął mnie
namiętnie całować. Następnie zszedł na moją szyję. Uwielbiałam
jak to robi, ale musiałam się odsunąć.
-Kochanie, jak skończysz to co masz do
zrobienia to pomyślę- uśmiechnęłam się uwodzicielsko. Leon
przyciągnął mnie brutalnie do siebie i wyszeptał mi do ucha.
-Noc, to ja już mam zaplanowaną-
przygryzł mi ucho. Delikatnie jeszcze go pocałowałam i wyszłam z
gabinetu. Postanowiłam urządzić sobie małą wycieczkę po
apartamencie. Był ogromny, więc nie była w stanie zobaczyć
wszystkiego. Widziałam tylko te główne pomieszczenia, ale
mieszkanie miało jeszcze drugie piętro. Poszłam w tamta stronę.
Porozglądałam się po pokojach gościnnych, biblioteczce oraz
salonie gier. Całe piętro było oświetlone z wyjątkiem jednych
drzwi, które były na końcu holu. Byłam ciekawa co kryje się za
nimi. Postanowiłam je otworzyć. Nacisnęłam klamkę, ale drzwi
były zamknięte. Westchnęłam sama do siebie.
No cóż, będę musiała się
zapytać Leona co tam się znajduje
Miałam już
odchodzić, ale pod nogą wyczułam małą wypukłość. Schyliłam
się, a pod dywanikiem znalazłam mały, złoty kluczyk. Obejrzałam
go i włożyłam do dziurki i przekręciłam. Ponownie nacisnęłam
klamkę, a ona bez wahania otworzyła drzwi. Spodziewałam się
wszystkiego, tylko nie tego. Serce zabiło mi szybciej, a ja nie
wiedziałam jak mam to tłumaczyć.
O co tu chodzi? Co to do cholery ma
znaczyć?!

Cudowny.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Asia Blanco
Dziękuje! :)
OdpowiedzUsuń