Strony

niedziela, 8 maja 2016

50 Twarzy Verdasa #6- Żyjemy w kłamstwach

Ho ho!
Dość dawno nie było Violetty, ale jest!
Mam nadzieję, że się podoba hihi ;3
*~*~*

-Mamo, proszę. To tylko tydzień.-Wcale się nie dziwiłam,że nie chce wyrazić zgody. Kolejny tydzień opuszczania szkoły, ale to naprawdę dla mnie bardzo ważne. Rzadko się widuje z Leonem. Ciągle jest albo w pracy, albo na spotkaniach, a ja muszę się uczyć. Bywa i tak, że nie widzimy się przez 3 tygodnie z rzędu,dlatego tak bardzo chce z nim pojechać. Kolejny cudowny tydzień z moim chłopakiem. Dziwnie to brzmi. Verdas jest już dorosłym mężczyzną, a ja smarkulą, która jest zakochana po uszy.- Mamo, błagam zgódź się!- Spojrzałam na nią maślanymi oczami. Musiała się zgodzić, nie widziałam innej opcji. Lubi Leona, więc to nie jest żaden problem, abym to właśnie z nim jechała, ale szkoła. Szkoła, zawsze na pierwszym miejscu, ale już nie długo ją skończę i moim jedynym priorytetem będzie zamieszkanie z tym przystojniakiem, a dopiero później zdawanie do jakiejś szkoły. Oczywiście wszyscy dookoła myślą, że dla mnie nauka to najważniejsza rzecz w moim życiu, ale się mylą, to Leon jest najważniejszy. Czy mi odbiło? Możliwe, ale każda na moim miejscu by oszalała.
-Violetta, zgadzam się tylko dlatego, że tobie bardzo na tym wyjeździe zależy i jest jeden zasadniczy warunek. Po powrocie nadrabiasz wszystkie zaległości, jasne?- Chciała być poważna, ale nie wyszło jej ponieważ mój uśmiech był zaraźliwy.
-Jezu, jesteś cudowna!- Rzuciłam się na nią i mocno przytuliłam. Jest najlepszą mamą na świecie. Zawsze można z nią o wszystkim porozmawiać. -Kocham cie!- oderwałam się od niej i pobiegłam do swojego pokoju. Delikatnie otworzyłam drzwi. Szatyn leżał na łóżku wpatrzony w laptopa, a z słuchawek wydobywał się dźwięk mojej ulubionej piosenki. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Wyglądał tak niewinnie. Wskoczyłam na łóżko tuż obok i namiętnie go pocałowałam. Verdas odłożył laptopa na stolik i pociągnął mnie na swoje kolana. Utonęłam w pocałunkach. Oboje mieliśmy ochotę na coś więcej, ale musieliśmy się powstrzymać. Rodzice. Delikatnie wsunął mi ręce pod koszulkę. Odsunęłam się od niego i łapałam łapczywie oddech.
-Czy to oznacza, że twoja mama zgodziła się na wyjazd?- pocałowałam go delikatnie i wyczułam jak się uśmiecha. Nie mogłam się doczekać. To będzie jeden z najpiękniejszych tygodni w moim życiu.
-Tak- wypowiedziałam to wprost w jego usta. Przytuliłam się do niego, a on objął mnie dłońmi w pasie.- Panie Verdas, jest Pan gotowy na najbardziej wyczerpujący tydzień w pana życiu?- uśmiechnęłam się uwodzicielsko.
-Z Panią zawsze Pani Castillo- obrócił się, więc wylądowałam na łóżku. W głowie miałam już tyle pomysłów jak wykorzystać ten czas. Co byśmy mogli robić i w ogóle. Byłam strasznie podekscytowana.- Ale jeśli chce Pani zacząć najbardziej wyczerpujący tydzień to musi się już Pani zacząć pakować.- Uśmiechnął się przebiegle. Faktycznie, jutro wyjeżdżamy, a ja nie spakowana. Szybko zerwałam się na równe nogi. Na odchodne dostałam klapsa w pośladek i udałam się na strych po walizki. Wspięłam się po schodach na górę. Było tam ciemno, więc zapaliłam latarkę. W koło było pełno kurzu. Cóż się dziwić, skoro nikt tu nie sprzątał od wieków. To pomieszczenie jest prawie wcale nie używane. Wspięłam się po taborecie i zaczęłam zdejmować pudła, które mi przeszkadzały. Podczas ich ściągania jedno spadło na podłogę, a zawartość porozsypywała się po podłodze. Ściągnęłam walizkę i zeszłam ze stołka, aby pozbierać bałagan. Przykucnęłam na ziemi i z ciekawości zaczęłam przeglądać rozwaloną zawartość pudełka z podpisem „Violetta”
Stare pamiątki za czasów gimnazjum. Jakieś zdjęcia kapsle i wstążki. Oraz jedno jedyne zdjęcie, które sama nie wiem po co zatrzymałam. Spojrzałam na nie z wielką nienawiścią i automatycznie je potargałam. Był najgorszą osobą jaką poznałam w życiu. Namieszał zranił i zostawił, tyki był Diego Dominguez. Nie chcąc psuć sobie humoru wrzuciłam wszystko jak leci do pudła, wspięłam się na krzesło i odłożyłam na miejsce. Zgasiłam latarkę i udałam się schodami w dół tuż do mojej sypialni, gdzie zaczęłam powoli pakować swoje ciuchy. Nie miałam problemu ze spakowaniem się. Wzięłam najpotrzebniejsze rzeczy, kosmetyki i byłam już gotowa. Odstawiłam bagaż w miejsce gdzie nie będzie nikomu przeszkadzać. Poszłam do łazienki, zmyłam makijaż i wykapałam się. Gdy wróciłam do pokoju Leon nadal siedział przy komputerze. Wieczny pracoholik. Nawet podczas wolnego musi być we wiecznym kontakcie ze swoimi pracownikami. Ułożyłam się obok i przytuliłam się. Leon zaraz to poczuł i odłożył laptopa. Pocałował mnie delikatnie.

-Chodźmy już spać. Musimy być jutro bardzo wypoczęci- uśmiechnął się i pocałował mnie na dobranoc. Ułożyłam się wygodnie i zasnęłam


-Uważajcie na siebie!- nim wsiadłam do auta słyszałam głos mojej rodzicielki. Pomachałam jej na pożegnanie i wraz z Verdasem odjechaliśmy. Chłopak skupiony był na drodze. Jego twarz ani na chwilę nie obróciła się w moją stronę. W takim wydaniu wyglądał za razem poważnie, jaki i przenikał prze z niego szalony nastolatek. Właśnie takiego go kocham. Panującego nad każdą sytuacją, ale wciąż z odrobiną szaleństwa. Nie kontrolowałam tego jak długo mu się przyglądałam. Verdas uśmiechnął się, a ja zawstydzona odwróciłam się w stronę szyby. Chłopak zdjął rękę z biegów i położył rękę na moim kolanie. Lekko na nią spoglądałam i uśmiechałam się pod nosem. Całą drogę na lotnisko milczeliśmy, ale ta cisza była przyjemna. Widocznie oboje jej potrzebowaliśmy. Leon wysiadł z samochodu, otworzył mi drzwi a zaraz potem udał się do bagażnika i wyciągnął nasze walizki. Założyłam okulary przeciwsłoneczne na oczy i dotrzymałam kroku szatynowi. O dziwo nie udaliśmy się na odprawę, tylko prosto na pas startowy. Stał tam helikopter, którego nigdy wcześniej jeszcze nie widziałam.
-Tym lecimy?-zapytałam nieśmiało. Verdas pokiwał twierdząc głową i przywitał się z jakimś mężczyzną. Lekko przysiwiały starszy pan. Wydawał się miły. Odebrał bagaże od Leona, a szatyn zaprowadził mnie na pokład samolotu. Usiadłam, a Leon przypiął mnie pasami.
-Teraz mi już nie uciekniesz- uśmiechnął się szelmowsko i usiadł na miejscu kapitana
-Nawet bym nie śmiała- W koło pełno było przeróżnych przycisków. Leon założył mi słuchawki na uszy, a sam przyodział te z mikrofonem. Porozumiał się z kapitanem i po chwili wzbiliśmy się w powietrze, Miasto cudownie wyglądało z góry. Wszystko wydawało się takie małe. Kiedy wznieśliśmy się nad morze widoki były jeszcze cudowniejsze. Przelecieliśmy przez chmurę, przez co na chwilę zapanowała mgła. Byłam bardzo podekscytowana. Za chwilę miałam spędzić najcudowniejszy tydzień w moim życiu. Co ja gadam? Każdy dzień spędzony u boku Leona jest wspaniały.
-Lądujemy- poinformował mnie szatyn, a ja uśmiechnęłam się szeroko


Podziwiam widoki pięknego Seattle. Apartament jest prześliczny. Zaprojektowany w nowoczesnym klimacie. Salon prawie cały oszklony. Szyby wychodzą na stronę centrum miasta, więc widoki za dnia i w nocy są przecudowne. Słuchałam muzyki dobiegającej z moich słuchawek. Leon musiał załatwić coś w sprawie firmy, więc zamknął się w swoim biurze. Chcąc mu nie przeszkadzać skuliłam się przy oknie, otuliłam kocem i włączyłam muzykę. Jak zahipnotyzowana obserwowałam z prędkością jadące samochody po centralnych ulicach. Zawsze marzyłam mieszkać w takim miejscu. Każda czynność się jednak nudzi i podziwianie miasta również. Zebrałam się z podłogi i skierowałam w stronę biura mojego ukochanego. Przez okno wychodzące na salon mogłam obserwować jak bardzo skupiony jest na swojej pracy. Oparłam dłonie szybę i lekko uśmiechałam się sama do siebie. Chciałam go pocałować, ale powstrzymałam się przed wejściem tam. Patrzyłam na niego dłuższa chwilę, aż on sam podniósł wzrok w moim kierunku. Uśmiechnął się do mnie i ręką dał mi znak, że mam go niego przyjść. Delikatnie nacisnęłam klamkę i już po chwili byłam w pomieszczeniu. Siedział przy wielkim biurku otoczony stertą kartek. Podeszłam do niego i pocałowałam w policzek. Verdas pociągnął mnie za rękę, a ja usiadłam mu na kolanach. Zaczął mnie namiętnie całować. Następnie zszedł na moją szyję. Uwielbiałam jak to robi, ale musiałam się odsunąć.
-Kochanie, jak skończysz to co masz do zrobienia to pomyślę- uśmiechnęłam się uwodzicielsko. Leon przyciągnął mnie brutalnie do siebie i wyszeptał mi do ucha.
-Noc, to ja już mam zaplanowaną- przygryzł mi ucho. Delikatnie jeszcze go pocałowałam i wyszłam z gabinetu. Postanowiłam urządzić sobie małą wycieczkę po apartamencie. Był ogromny, więc nie była w stanie zobaczyć wszystkiego. Widziałam tylko te główne pomieszczenia, ale mieszkanie miało jeszcze drugie piętro. Poszłam w tamta stronę. Porozglądałam się po pokojach gościnnych, biblioteczce oraz salonie gier. Całe piętro było oświetlone z wyjątkiem jednych drzwi, które były na końcu holu. Byłam ciekawa co kryje się za nimi. Postanowiłam je otworzyć. Nacisnęłam klamkę, ale drzwi były zamknięte. Westchnęłam sama do siebie.
No cóż, będę musiała się zapytać Leona co tam się znajduje
Miałam już odchodzić, ale pod nogą wyczułam małą wypukłość. Schyliłam się, a pod dywanikiem znalazłam mały, złoty kluczyk. Obejrzałam go i włożyłam do dziurki i przekręciłam. Ponownie nacisnęłam klamkę, a ona bez wahania otworzyła drzwi. Spodziewałam się wszystkiego, tylko nie tego. Serce zabiło mi szybciej, a ja nie wiedziałam jak mam to tłumaczyć.

O co tu chodzi? Co to do cholery ma znaczyć?!

2 komentarze: