O W PIZDU, JAKIE TO DŁUGIE.
Okej... XD
Nie było od grudnia, a miałam już napisane... Tylko, że pisane o kurna piątej nad ranem i poważnie poprawione, bo sama tam sensu zobaczyć nie mogłam. XD
Powinnam kurna zrobić dopisek: Wena sponsorowana przez Hannibala... I dziwne wiersze.
No więc ten... Miłego czytania.~~
***
- Nie rozumiem! - Jęknął Damien,
siedzący przy kuchennym stole. Tak, Toby i w ten weekend zaprosił
go do domu z obawy, że w innym wypadku brunet wyrządziłby poważne
szkody, nieważne czy sobie czy też swojemu otoczeniu. Z resztą,
inaczej sam przesiedziałby go w domu nie robiąc raczej nic. W ten
sposób przynajmniej miał co robić, innymi słowy, żeby móc
chociaż zrobić coś do jedzenia musiał zapewnić Damienowi jakąś
rozrywkę. Najpierw chciał nauczyć go gotowania, ale ten szybko się
wymigał chęcią „poznania świata”, czy czegoś w tym stylu i
przywłaszczył sobie jego laptopa, i mimo tego, że prywatnie Toby
nie znosił, gdy ktoś dotyka jego rzeczy, to medycznie stwierdził,
że w sumie ma to sens, bo przecież nawet Damien musiał zażyć
troszkę życia codziennego o ile jakąkolwiek czynność wykonywaną
przez niego można było uznać za „codzienną”...
- Czego? - Odpowiedział mało
formalnie Toby, szybko wycierając ręce o ścierkę, którą za
chwilę niedbale rzucił w kierunku blatu, nie dbając nawet czy
trafił i od razu stając obok Damiena, patrząc na ekran. Tamten
natomiast, zamiast odpowiedzieć, odwrócił laptopa, by ułatwić mu
czytanie i odchylił się na oparciu krzesła, energicznie
przecierając oczy. Toby tylko zerknął na niego przelotnie, za
długo nie zawracając sobie głowy jego widokiem i począł
studiować stronę, w której Damien desperacko próbował znaleźć
sens, czy cokolwiek innego. Na pierwszy rzut oka mógł stwierdzić,
że była to jakaś stronka z rodzaju tych, w których ludzie zadają
zazwyczaj dziwne lub proste z natury pytania, zwyczajnie po to, żeby
poradzić się innych.
Cóż, zazwyczaj.
Bo Damien, nie wiedzieć czemu i po co,
skierował swoją uwagę na zupełnie nieprosty i zarazem poważny
temat.
- Toksycznych związków? - Zapytał,
marszcząc brwi, zastanawiając się jednocześnie nad powodem,
dlaczego Damien w ogóle miałby zawracać sobie tym głowę. Czyżby
rzucał mu jakieś aluzje..?
- I tak i nie. Widzisz jakieś wspólne
cechy odpowiedzi?
- Umykają mi, ale zapewne najpierw
musiałbym je przeczytać. - Odpowiedział Toby, nie ukrywając
rozbawienia. Damienowi natomiast chyba nie było do śmiechu, bo
znowu jęknął cierpiętniczo i szybkimi krokami zaczął
przechadzać się po pokoju, co w sumie doprowadziło do jeszcze
większego rozbawienia Toby'ego, który i tak wcześniej miał go za
niesamowicie dziecinnego, jeżeli chodziło o niektóre rzeczy.
Spokojnie oparł się więc o ścianę, krzyżując ramiona i
czekając na dalszy wywód „udręczonej duszy”.
- Agresja wywołana traumą, masochiści
z syndromem Sztokholmskim, choroby psychiczne wywołane problemami
rodzinnymi, bla bla bla... Ludzie wszędzie szukają przyczyn, dobra.
Jakby nie moli zaakceptować faktu, że niektóre rzeczy są złe, bo
po prostu są złe, z własnej woli lub natury... Swoją drogą,
jesteśmy poza gabinetem. - Toby westchnął ciężko, kręcąc
głową, chociaż tak naprawdę całkiem się ucieszył.
Profesjonalizm w takiej sytuacji, lub też raczej, przy takiej
osobie, był po prostu nie wygodny. Poza tym, Damien zadający
pytania względnie filozoficzne był dla niego nowością. Przy
okazji, miał szansę bliżej przyjrzeć się jego faktycznej
inteligencji i toku rozumowania, bo mimo iż zazwyczaj mówił dużo
i równie często się z nim drażnił, to nigdy nie było to niczym
poza tą ich małą gierką.
Trauma z dzieciństwa wcale nie brzmi
jak dobro. Poza tym, z tego co mi wiadomo to jest to dokładnie to,
co przydarzyło się tobie.
Nie jesteś zbyt subtelny, wiesz? -
Zachichotał Damien.
- Staram się.
- To nie do końca tak, że moje bycie
walniętym ma jakiś głębszy sens. Byłem taki przed tym całym
burdelem. - Szybko wrócił do tematu, znów przybierając względnie
poważną minę. - Może to dziedziczne, bo moja matka miała podobne
zapędy, ale nie o tym teraz...
- Nie o tym?
- Nie, zdecydowanie nie. „Ludzie”
sądzą, że spędzamy ze sobą czas poza gabinetem, bo oboje mamy
problemy rodzinne i w ten sposób się rozumiemy, czy tam „szukamy
swojego odbicia w sobie”, jeden kij, szukając w sobie nawzajem
wsparcia...
- C-Czekaj chwile... - Toby natychmiast
zatrzymał jego słowotok, zastanawiając się, czy na pewno się nie
przesłyszał, bo jakoś nie mógł uwierzyć własnym uszom. Jak
Damien mógł..?
Brunet przewrócił oczami, jakby w
znudzeniu, natychmiast kierując na niego twardy wzrok i zaczął
liczyć na palcach.
- Mieszkasz sam, a nie masz żadnych
zdjęć rodzinnych, dziewczyny również nie masz, wnioskując z
przyczyn oczywistych, a panuje tu porządek jak w naszym kochanym
szpitalu, więc albo posprzątałeś na mój przyjazd, w co wątpię,
bo za pierwszym razem też tak było, a w sumie nie planowaliśmy
wspólnej wycieczki tutaj, albo przyzwyczaiłeś się przez surowe
wychowanie. Zanim zapytasz, wieczne spodziewanie się gości odpada,
bo jesteś samotnikiem i w dodatku przez cały weekend nikt do ciebie
nie dzwoni. Dalej... Nigdy nie mówisz o przeszłości czy rodzinie,
i, bez obrazy, nie wyglądasz na rodzinnego gościa. Aha, no i w
telefonie masz ich jako „Matka” i „Ojciec”. Z tego co
zdąrzłem zauważyć, ludzie raczej tego nie robią. - Skończył,
wprawiając Toby'ego w niemały szok. Cóż, na pewno były to śmiałe
dedukcje...
- Wiesz, że tym dowodom można łatwo
zaprzeczyć?
- To zaprzecz. - Toby przejechał ręką
po twarzy i włosach, myśląc „co za uparty typ”.
- Możesz nazwać to swego rodzaju
problemami rodzinnymi, niemniej jednak znowu zbaczamy z tematu. Swoją
drogą, ciekawe kiedy zdążyłeś przejrzeć mój telefon... I od
kiedy nasza relacja jest „toksyczna”?
- Może i nie toksyczna, ale nie na
pewno nie jest właściwa. Zdecydowanie nie jest jakąś żałosną
grupą wsparcia, nie potrzebujemy czegoś takiego. - Zaśmiał się,
mrużąc oczy, nagle zastanawiając się nad odpowiedzią. - Nasza
relacja to relacja narkotyku i narkomana, nie odpuszczamy, ale wiemy
czym to grozi. To znaczy, jeśli w ogóle możemy odpuścić. Dla
mnie jesteś terapeutą, którego nie mogę mieć, co jeszcze
bardziej mnie nakręca. Twoje ciało może i jest pociągające, ale
umysł to prawdziwe cudo, wiesz? - Powoli się zbliżał, jego oczy
znowu błyszczały tym niebezpiecznym i zarazem kuszącym wzrokiem.
Toby natychmiast poczuł impuls, impuls namawiający go do ucieczki,
ale prawda była taka, że nie miał gdzie i nawet nie wiedział czy
chce uciekać. Starał się nie okazywać nagłej dezorientacji i
tego, że tylko sam zapach Damiena potrafi przyprawić go o to
przyjemne otępienie. To on przecież musiał być tym, który trzyma
się rzeczywistości i faktów, nie mógł ulegać zwykłym
instynktom, choćby nie wiadomo jaką miał na to ochotę. Damien
złapał go za podbródek i uniósł go tak, by patrzeli sobie w
oczy, jeszcze bardziej wzbudzając w Tobym chęć ucieczki. - Czasami
mam taką chęć, bardzo głupią chęć, zrobienia ci krzywdy, bo
moje zainteresowanie tobą jest strasznie niewygodne. Ale już się
uzależniłem, czułbym się tak strasznie... Pusty. Nawet i gdybym
wypchał twoje ciało, a mózg włożył do słoiczka, gdybym mógł
patrzeć na to codziennie, to nie byłoby to samo. Przestają być
taką sztuką, gdy są osobno. Nie są tobą.
- Jeśli za bardzo się do siebie
zbliżymy to złamiemy przepis, Damien. Jeśli jestem twoim lekarzem,
to nie mam prawa być niczym innym.
- Och, to ty go łamiesz, mimo to dalej
nie widzę, żebyś się oddalał.
- Bo zablokowałeś mi drogę. - Damien
puścił jego głowę i jakby przeciągle, drażniąco przesunął
ręce na ścianę, powoli zbliżając się do niego, opierając się
o nią łokciami.
- O nie. Zawsze mógłbyś mnie
odepchnąć, przyhamować, zrobić cokolwiek, zrobić to co inni. A
ty dalej w tym trwasz. Dlaczego jesteś od nich wszystkich inny? -
Toby patrzał pustym wzrokiem gdzieś nad jego ramieniem. No właśnie,
dlaczego? Łamał przepisy lekarskie robiąc to, co robił teraz.
Złamał je już bardzo dawno, już przy pierwszej wizycie, ufając
psychopacie. Dlaczego robił to wszystko?
Słowa Damiena dudniły mu w głowie,
wszystko się mieszało, tak bardzo nie mógł się skupić na
niczym, a powinien cały czas utrzymywać zimny, czysty umysł.
- Może to i lepiej?
Uśmiechnął się sarkastycznie,
wiedząc do czego zmierza ten czarnowłosy manipulator. Doskonale
znał odpowiedź i doskonale wiedział, że jest prawdziwa.
Toby już wcale nie zamierzał uciekać.
- Bo się uzależniłem. - Damien
odwzajemnił uśmiech, delikatnie przekrzywiając głowę.
Więc teraz jest nas dwóch. -
Wyszeptał cicho, muskając jego usta, lecz po chwili odsuwając się,
nie dając szansy na pogłębienie pocałunku. Prawie się zaśmiał,
patrząc teraz na lekko zaczerwienione policzki Tobyego i grymas
lekkiego niezadowolenia. - Nie wyglądasz Toby, naprawdę nie
wyglądasz, ale nie jesteś takim ułożonym i grzecznym chłopaczkiem
za jakiego cię mają. Wcale a wcale nie przeszkadza ci to łamanie
zasad i nie chcesz czekać aż wszystko się uspokoi. Z resztą, ja
też nie, ale widzisz, lubię kosztować wszystkiego kawałeczek po
kawałeczku, a twoja mina jest zupełnie bezbłędna. - I wtedy
zrobił coś zupełnie niespodziewanego. Oderwał się od ściany i
objął Toby'ego w talii, tuląc go do siebie.
Toby znowu stał jak wryty, zupełnie
nie wiedząc co zrobić. Zupełnie nie przywykł do takich sytuacji.
Stał po prostu nie ruchomo, walcząc ze sobą, czy również
przytulić Damiena, odepchnąć go, czy też po prostu zostać tak
jak teraz, nie robiąc nic. Czuł się wręcz nienaturalnie kojąco,
a nie powinien był. Przecież ten sam facet kilka minut wcześniej
przyznał się, że chciałby zrobić mu krzywdę. Toby nie był
głupi, ale...
- Wygląda na to, że teraz ja mam
kontrolę, hm? - Wyszeptał do niego Damien, tak dziwnie spokojnym i
melancholijnym głosem.
Ale ten związek nienaturalnie go
kręcił. Chciał tego, możliwe że pierwszy raz w życiu był tak
bardzo zdecydowany i tak bardzo czegoś chciał. Mimo, że mógł być
z góry skazany na porażkę... Po prostu nie chciał kończyć,
najchętniej stałby tak już na zawsze, czując to bezpieczeństwo i
wewnętrzny spokój.
Wreszcie poddał się i również
niepewnie otoczył szyję Damiena ramionami, głową opierając się
o jego ramię.
Czyżbym się zakochał? - Przeszło mu
przez myśl i mimowolnie poczuł, że się czerwieni. To wszystko
było dla niego tak zupełnie nowe. Dotychczas w życiu kierował się
tylko umysłem, nigdy nie uczuciami, starając się w ten sposób
„naprawić” błędy swojej siostry, a teraz...
A teraz robił coś dokładnie
odwrotnego.
Nagle ciszę ostro przerwał dzwonek
przychodzącego połączenia. Nastrój prysł nieco, ale Toby dalej
nie chciał puszczać, nie kiedy wreszcie czuł coś takiego...
Damien jednak najwyraźniej zachował w
miarę rześki umysł i sam wyjął mu telefon z tylnej kieszeni
spodni, patrząc na wyświetlacz.
- Zabójca nastroju. - Mruknął,
wyraźnie zły i podał Toby'emu telefon. Ten od razu, widząc nazwę
kontaktu, odebrał mu go i odsunął się, odchodząc parę kroków i
od razu odbierając. Wymruczał do słuchawki parę twierdzących
odpowiedzi, a Damien mógł zaobserwować, jak z jego twarzy zupełnie
znika kolor, a oczy rozszerzają się w szoku. Brunet włożył ręce
w kieszenie spodni i czekał na odpowiedź, która niedługo miała
praktycznie zwalić go z nóg.
Toby rozłączył się, nieco
przestraszonymi oczami dalej patrząc na ekran, klnąc pod nosem.
- Co jest? - Zapytał wreszcie Damien,
nie mogąc znieść dziwnego napięcia, które uderzyło nawet jego.
- Przejebane, nalot. - Odpowiedział
Toby, chichocząc maniakalnie, lecz zanim Damien zdążył wyrazić
swoje zdziwienie jego zachowaniem i niewiedzę z powodu słowa
„nalot”, dokończył szybko. - Rodzice przyjeżdżają.
- I dlatego tak panikujesz? - Zapytał
Damien, prawie wybuchając śmiechem, ale Toby szybko uciszył go
swoim pesymistycznym spojrzeniem i sam skierował się do kuchni,
szybko sprzątając blat, który według Damiena i tak był już
czysty.
- Zobaczysz jutro, śmieszku. -
Wymruczał cicho, nie dając mu już żadnych dalszych wskazówek.
***
Słyszycie to? To moje krzyki.
CZUDO! <3
OdpowiedzUsuńEkhem... Zobaczysz jutro. A ja kiedy mogę się spodziewać, że to zobaczę? (Taka mała sugestia xD)
Chcę już następny rozdział! Błagam, pisz! *szczenięce oczka* *błaga na kolanach* *°*
Zrób to dla biednej Alexandry, która zepsuła właśnie biurko. XD
Damien i jego filozoficzne wywody *0* Taki też jest cudowny!
Wybacz, ale nie słyszałam krzyków ;-; Gazette leci za głośno xD
Co do długości... Dziękuję! XD <3 Takie rozdziały pasują mi idealnie C:
Więc, tradycyjnie, lecę (miotła), weeeeny życzę, dużo czasu i krótszych odstępów między dodawaniem notek ;)
~Alexandra
Ps. Daj trochę talentu!!! T^T ;D
DZIĘKI! *Wyrzuca przed siebie ręce w bardzo dziwnej pozie*
UsuńHm... Zanim będzie akcja z rodzicami, to wyjdzie jeszcze jeden rozdział... A zanim wyjdzie ten rozdział, to muszę dodać jakieś tam dwa opowiadania... Innymi słowy, dobre pytanie. XD
A tak na serio, się postaram szybko, ale ostatnio moje lenistwo jest niezmierzone. [*]
Mimo że filozofia i myślenie jest raczej domeną Toby'ego, to Damienowi też czasem coś wychodzi. Czasem. XD
To były krzyki bólu!
Wait, Gazette *Looka w google* *Nagle się krztusi* ... Potrzebuje bliższego rozeznania. *,*
Trzy strony w wordzie na probsie... Tylko na blogu jak zwykle krótko wygląda, smuteczeg.
Dziękuję i postaram się... Idę dodać zawieszone opko. XD
Ps. *Daje czekolady, bo czekolada to moc*
Dziękuję za czekoladę ^^ *schowana w kącie, zajada pośpiesznie, nerwowo rozglądając się, czy Marcello nie idzie* On mi zawsze zjada słodycze! T^T xD
UsuńCzekam na rozdział, czekam cierpliwie, choć cierpliwość to nie jest moja dobra strona xD
Dokładam się do prośby Alexandry, tylko że w mniej miły sposób!
OdpowiedzUsuńLeniu przepisz ten rodzdział do cholery bo ten trzymałaś miesiąc i nie raczyłaś przepisać PRZYJACFELU
Ale że jaki rozdział..?
Usuń